Soulbound - gra ponad niepełnosprawnościami

 

Soulbound to gra, którą firma Cloverbit stworzyła przede wszystkim z myślą o użytkownikach niewidomych i słabowidzących. W świecie gry wcielimy się w postać niewidomego od urodzenia chłopca z niskich warstw społecznych. Będziemy podążać za nim drogą przygód w krainach Levii, gdzie, odkrywając tajemnice z przeszłości i spotykając różnych, niekiedy dziwnych mieszkańców świata gry, zrozumie, a na koniec wypełni on swoje przeznaczenie.

Świat gry jest bogaty. Znajdziemy w nim ponad sto różnych postaci. Pełno w nim bardzo plastycznych efektów dźwiękowych. Tworząc scenariusz gry, postarano się o to, by gracz mógł zanurzyć się w fantastyczny świat, dając postaciom z gry całe godziny dialogów. Soulbound to pierwsza z części planowanego cyklu Echa Levii. Twórcy gry pomyśleli także o widzących graczach, dodając do niej atrakcyjny graficznie interfejs.

Źródło: https://coolblindtech.com/cloverbit-creates-audio-game-for-the-blind/?ut...

Pasjonat czy ostatni Mohikanin?

 

Kiedy wieczorem wracam z pracy i przekręcam klucz w drzwiach, opadają ze mnie emocje całego dnia. Nareszcie jestem u siebie. W moim małym azylu. Ktoś może spytać „No cóż takiego? Mieszkanie jak mieszkanie”. Ja po prostu lubię to miejsce i dobrze się tu czuję. Otaczają mnie dobrze znane meble, instrumenty i książki. Nie takie zwyczajne, bo grube i opasłe. Ich zawartość też jest nietuzinkowa, bo są to w dużej części nuty brajlowskie.

O nutach pisano wiele, ponieważ są one – a może powinny być - istotną częścią kształcenia muzycznego niewidomych, nie czuję się kompetentna, aby polemizować z tymi, którzy podstawy tego kształcenia stworzyli. Mam w sercu ogromny szacunek i wiele podziwu dla trojga wybitnych niewidomych, zasłużonych dla wypracowania metod nauczania nut. Dziś powiedzielibyśmy – zakręconych na tym punkcie. Miałam to szczęście, że poznałam wszystkich troje…

P. Stefania Skibówna była nauczycielką wychowania muzycznego w szkole podstawowej w Laskach; dzięki niej poznałam podstawy zapisu muzykograficznego, choć nie była to szkoła muzyczna. Uczyła nas także pisania jedną ręką na maszynie brajlowskiej. Metoda obecnie odeszła w zapomnienie, bo brajliści mają do czynienia prawie wyłącznie z klawiaturami w układzie Perkinsa, a osoby z Instytutu Perkinsa dla Niewidomych, którym wynalazek Stefanii Skibówny demonstrowano w ogóle nie zrozumieli jego zalet. P. Stefania Skibówna prowadziła także chór. Jako osoba władająca biegle kilkoma językami obcymi, wypożyczała nuty z bibliotek zagranicznych , aby poszerzać swój repertuar. Była też niestrudzoną propagatorką nut brajlowskich. To jej zawdzięczamy tłumaczenie i adaptację „Podręcznika światowej notacji muzycznej” dr Aleksandra Reussa do potrzeb polskiego odbiorcy, wydanego przez Wydawnictwo Nut Polskiego Związku Niewidomych w 1967 r.

P. Andrzeja Galbarskiego poznałam już śpiewając w zespole muzycznym. Był człowiekiem niezwykle uzdolnionym technicznie, wynalazcą wielu ulepszeń w zapisie brajlowskim (matematycznym i muzycznym), kierownikiem drukarni PZN, transkryptorem i korektorem nut. Pan Andrzej uczestniczył w kongresie dotyczącym ujednolicenia zapisu międzynarodowej notacji muzycznej, którego owocem jest kolejny podręcznik wydany już przez wydawnictwo „Toccata” w 2001 r.

Z P. Edwinem Kowalikiem osobiście zetknęłam się jeszcze później, podczas koncertu zorganizowanego z okazji 45-lecia Polskiego Związku Niewidomych, w którym brał także udział mój mąż. Gdy wspólnie czekaliśmy za kulisami na wejście, dane mi było odczuć jak ten najwybitniejszy z niewidomych muzyków (otrzymał wyróżnienie w V konkursie Chopinowskim w 1955 r.) skupiał się przed występem. Znaliśmy się też z PZN-u, gdzie pracowałam, ale znajomość nasza sprowadzała się do przelotnych spotkań na korytarzach. Nie wiedziałam, że był już poważnie chory. Pan Edwin Kowalik stworzył wydawnictwo nut brajlowskich i prowadził czasopismo fachowe pt. „Magazyn muzyczny”, które oprócz publicystyki zawierało dodatek nutowy. Misję tę przejęło po nim utworzone w 1998 roku Towarzystwo Muzyczne im. Edwina Kowalika, a osobą kontynuującą spuściznę poprzedników jest P. Helena Jakubowska.

Skoro poznali już Państwo nieco historii, to łatwo wywnioskować, że tematem tego artykułu będą nuty. Jednak dziś na łamach „Tyfloświata” zostanie popełniony nepotyzm literacki, ponieważ bohaterem tej opowieści będzie nie kto inny, a mój własny mąż, który od 20 lat jest pracownikiem Szkoły Muzycznej I stopnia w Laskach.

Biografia ta w swym schemacie nie odbiega od wielu opowieści artystów. Urodziłem się… śpiewałem już w wieku czterech lat… moim pierwszym instrumentem były organki… Tu trzeba dodać „od początku miałem kłopoty ze wzrokiem”. Lekarze nie umieli się zorientować w możliwościach wzrokowych Bronka i dlatego do pierwszej klasy szkoły podstawowej poszedł do Lublina. Tam po krótkim czasie zorientowano się, że wzroku jest niewiele, ale dziecko ma potencjał muzyczny i dlatego wskazano rodzicom szkołę w Krakowie, jako jedyną w tamtym czasie szkołę dla niewidomych, w której mogli oni uzyskać wykształcenie muzyczne.

Zajęcia teoretyczne (rytmika, muzykografia, kształcenie słuchu i audycje muzyczne) były wmontowane w ogólny grafik szkolny. Natomiast zajęcia praktyczne – nauka gry na instrumentach – odbywały się po południu. W przedpołudniowych zajęciach muzycznych musieli uczestniczyć wszyscy uczniowie. Jednak nauczyciele świetnie wiedzieli od kogo ile można wymagać. Klasa, do której trafił Bronek była „mocna muzycznie”, dlatego nauczyciele mogli szybko wprowadzać kolejne zagadnienia. Wysoki poziom kształcenia teoretycznego bardzo przydał się w dalszej edukacji muzycznej.

Z powodu niewielkiego wzrostu, a przede wszystkim predyspozycji słuchowych, Bronek został zakwalifikowany do nauki gry na skrzypcach. Nauczyciele się zmieniali. Chłopiec nie był zafascynowany wyborem dorosłych. Słyszał jak rówieśnicy uczący się gry na fortepianie mogli jednocześnie wykonywać linię melodyczną i akompaniament. Tak minęło kilka lat, aż przyszedł czas na przygotowanie się do dyplomu. „Nauczyciel, do którego trafiłem – wspomina – był wymagający, wręcz surowy, ale dużo potrafił nauczyć. Chcąc sprawdzić moje umiejętności w zakresie czytania nut brajlowskich poprosił, abym wypożyczył „Dudziarza” Henryka Wieniawskiego. Wypożyczyłem i przyniosłem na lekcję. Pan poprosił, abym przeczytał pierwsze takty. Zacząłem, ale nie mogłem sobie poradzić z wieloma nieznanymi znakami. Nie umiałem też wytłumaczyć ich nauczycielowi.” Historia ta skończyła się nauką tego i pozostałych utworów metodą słuchową. „Dyplom zdawałem nie jak większość moich kolegów w Ośrodku na Tynieckiej, ale w zaprzyjaźnionej szkole muzycznej II stopnia, co było wyróżnieniem. Potem miałem iść do szkoły muzycznej dla niewidomych do Pragi czeskiej, ale w sprawę wdała się historia.”

Przez następne lata, czy to prowadząc zespoły muzyczne, czy kształcąc się, czy przygotowując standardy jazzowe, Bronek bazował głównie na poznawaniu utworów metodą słuchową. Czasem prosił kogoś o wolniejsze zagranie linii melodycznej utworu, czy o zaśpiewanie go. Aż przyszedł czas, by wrócić do szkoły, ale w nowej roli.

„Gdy zadzwoniła pani, która później była moją pierwszą dyrektorką, miałem chaos w głowie. Po prostu bałem się. Nigdy oficjalnie nikogo nie uczyłem. Owszem, paru kolegów tak, ale to nie była przecież formalna praca nauczycielska. Czym innym też było prowadzenie zespołu rozrywkowego, w którym część kolegów – tak jak ja – była po szkołach muzycznych. Ale uczyć dzieci? – Powiedziałem tej pani, że muszę się zastanowić, a ona, żebym się nie bał, bo wszyscy zaczynamy. No i zaczęliśmy. W Szkole Muzycznej w Laskach spotkałem znanego mi już P. Andrzeja Galbarskiego, koleżankę z chóru ze szkoły na Bednarskiej i kilka innych osób. Chyba wszyscy mieliśmy tremę. Zacząłem się zastanawiać nad praktyczną stroną zagadnienia nauki niewidomych. Powierzono mi naukę gry na gitarze klasycznej. Z czasów własnej edukacji miałem trochę nagranych utworów, ale przecież nauczanie musi odbywać się w sposób uporządkowany, trzeba to robić według pewnego schematu. Wypożyczyłem więc podręcznik pt. „SZKOŁA GRY NA GITARZE Wydanie zmienione, uzupełnione dodatkiem o grze na gitarze hawajskiej” autorstwa Józefa Powroźniaka. Podręcznik ten, oprócz stosownych ćwiczeń, zawiera wiele wskazówek metodycznych i rysunków brajlowskich. Dzięki temu mogę uczniom pokazać pewne rzeczy graficznie, np. pięciolinię czarnodrukową (pustą i z nutami). W brajlu nie da się tego zobaczyć, ponieważ nuty są ułożone tak jak tekst literacki. Uświadomiłem sobie wtedy, że moja wiedza na temat zapisu nut brajlowskich wyniesiona ze szkoły krakowskiej jest niewielka i że traktowałem ten przedmiot jak np. jakiś obcy, mało przydatny język. Zagadnienia dotyczące nut nie były powiązane z praktyką. Owszem, korzystaliśmy z prostego zapisu, czytając ćwiczenia z solfeżu, ale nic więcej. I tu z pomocą przyszedł mi P. Andrzej, ofiarowując egzemplarz autorski wspomnianego już „Podręcznika światowej notacji muzycznej pismem niewidomych”.

Aby uczyć kogoś, najpierw sam musiałem gruntownie nadrobić braki. Postanowiłem, i jestem temu postanowieniu wierny do dziś, że nie pozwolę na to, aby niewidomi uczniowie klasy gitary kończyli szkołę bez praktycznej znajomości nut. Tak więc – choć proces nauczania z brajla jest dłuższy i mozolniejszy niż ze słuchu, staram się tak dobierać utwory, by choć jeden na semestr przygotować tą metodą. Poza tym mój własny przykład, to, że sam korzystam z takiego zapisu uświadamia dzieciom, że można.

Dziś wielu ludzi fascynuje się wykorzystaniem możliwości technicznych komputera do nauki muzyki. W roku 2014 uczestniczyłem w prezentacji programów komputerowych umożliwiających konwersję nut brajlowskich do czarnego druku i odwrotnie. Prezentację tę prowadziła zaprzyjaźniona z naszą szkołą P. Helena Jakubowska. Nie jestem przeciwny wykorzystywaniu nowych metod w nauce muzyki, chociaż uważam bezpośrednią pracę z tekstem muzycznym za rozwijającą wyobraźnię i pamięć muzyczną. Żmudny i trudny jest proces łączenia poszczególnych fragmentów poznawanego utworu. Jednak gdy nabierze się w tej metodzie pewnej wprawy, potrafi ona dostarczyć sporo satysfakcji. Myślę, że wykorzystanie nowych technologii jako narzędzia do udostępniania niewidomym zapisu muzycznego, to jeszcze sprawa przyszłości, bo programy, które to umożliwią, są ciągle w fazach prób, o kosztach monitorów czy drukarek brajlowskich nie wspominając.”

Obecnie, mimo wszelkich ulepszeń, niewidomi uczniowie i nauczyciele wciąż borykają się z małą dostępnością potrzebnych materiałów. Dochodzi też problem objętości tomów brajlowskich. Np. wspomniana „Szkoła gry na gitarze” w czarnym druku jest w miarę cienką książką formatu A4, podczas gdy w brajlu zajmuje dwa obszerne tomy. Pewne wydawnictwa nie będą wznawiane z powodu sporego kosztu związanego z ich wydaniem i dlatego dziś są unikatami.

Czy nowoczesne techniki wkroczą do szkół muzycznych? Myślę, że prędzej czy później tak. Na pewno wtedy gdy trochę stanieją i będą „bardziej pewne” w użyciu. Myślę, że przyszli muzycy niewidomi w trakcie nauki nowych utworów będą musieli wykorzystywać także umiejętności informatyczne. A brajlowskie nuty? Czy odejdą w przeszłość? Czy tylko zmieni się forma ich przechowywania? – Nie wiem. Czas pokaże. Ja jednak cieszę się, że mogę pracować bez pomocy mowy syntetycznej w ciszy i skupieniu. Podzieliłem się swoim doświadczeniem z grupą uczniów niewidomych. Następny krok należy do młodszych.

Elżbieta Harasiuk

Obozy integracyjne osób niewidomych i słabowidzących

 

Rozwój technologii wspierających, a wraz z nim digitalizacja wszelkich form wymiany dóbr kultury czy kontaktów międzyludzkich sprawiły, że mimo dysfunkcji wzroku zaczęliśmy żyć w świecie, przekraczając granice naszej niepełnosprawności. Wiele mówi się o zagrożeniach związanych z cyfryzacją, o uwiązaniu człowieka do komputera czy smartfona. Spotyka się grupy młodych ludzi, stojących obok siebie na przystanku czy siedzących w kawiarni i wysyłających sobie wiadomości przez komunikatory internetowe. Zjawisko, o którym tu mowa, dla wielu osób z niepełnosprawnościami jest bardzo wygodne, bo przecież za cyfrowym interfejsem można się schować, bo zza tej osłony ślepoty tak od razu nie widać. Jednak życie wyłącznie w świecie wirtualnym jest zwyczajnie niemożliwe, bo przecież nic, przynajmniej na razie, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu twarzą w twarz.

Sztuka pisania listów nie umarła. Wciąż lubimy zapach i szelest papieru. Brajl, jakkolwiek zajmuje dużo miejsca, nie zginął. Linijka brajlowska, dobra do obsługi urządzeń elektronicznych albo do czytania dużych książek, nie da nam tego, co możemy dostać od papierowego listu przekazanego nam w całości nie tylko w swej treści, lecz także i w formie. Dlatego, mimo tych wszystkich udogodnień technicznych, wielu z nas wciąż korzysta  ze staroświeckich form przekazywania wiadomości, czy słuchania muzyki. Na starych radioodbiornikach czy na nośnikach analogowych dźwięk brzmi w specyficzny i niepowtarzalny sposób. Z wielu powodów wciąż wracamy do skażonego niedoskonałościami brzmienia muzyki z płyt winylowych czy analogowych kaset magnetofonowych. O historii urządzeń analogowych do słuchania i utrwalania dźwięku pisaliśmy już dość dużo w Tyfloświecie, więc będziemy się zatem zatrzymywać dłużej nad tym tematem.

W każdym razie, trudno się nie zgodzić z twierdzeniem, że technologia, jaka by nie była, towarzyszy nam, praktycznie rzecz ujmując, zawsze i wszędzie, lecz na technologii świat się nie kończy.

Wymiana informacji także nie wyczerpuje wszystkich naszych potrzeb związanych z kontaktami z otoczeniem, bo przecież żaden komputer, smartfon, ani nawet najbardziej rozwinięta aplikacja, nie spyta nas, jak się dziś czujemy albo co nas cieszy, co nas smuci lub na co mielibyśmy właśnie ochotę. Słowem, nic nie zastąpi nam szczerej rozmowy z drugim człowiekiem - nie da nam tego rodzaju intymności, który można osiągnąć jedynie przy bezpośrednim spotkaniu twarzą w twarz.

Niepełnosprawność jest trudna tak dla nas, którzy musimy z nią żyć, jak i dla pełnosprawnej reszty. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy osobom niewidomym potrzebne są formy aktywności skierowane na środowisko osób z dysfunkcją wzroku, czy też do wyciągnięcia ich spoza ekranów do realu wystarczy włączenie ich do istniejących form mainstreamowych, nie jest prosta.

Tematem, wokół którego toczą się spory w naszym środowisku jest tyfloturystyka. Jedni mówią, że to zjawisko powinno się ograniczać lub wręcz eliminować, bo przecież nikt nie chce być zaganiany do getta, inni odpowiadają na to, że przebywając w grupie osób mających podobne potrzeby, podobny sposób odczuwania, przeżywania, kontaktu z rzeczywistością, lepiej odpoczniemy, że przebywanie w takim „oswojonym” środowisku da nam niezbędne podczas wakacyjnego wypoczynku poczucie komfortu. Jedni lubią wyjeżdżać z rodziną, a inni z przyjaciółmi. Są wreszcie tacy, którzy chcą pojechać z grupą osób zupełnie obcych, żeby poznać nowych, ciekawych ludzi. Niezmienne jest jednak to, że w każdym przypadku, możemy zwiedzić ciekawe miejsca, poznać wielu fajnych ludzi, którzy nierzadko po kilku minutach znajomości okazują się być naszymi pokrewnymi duszami i, nie wiedząc nawet jak i kiedy, zaczynamy rozmawiać z nimi tak, jakbyśmy rozmawiali sami ze sobą, gdyż rozumiemy się bez słów. Zapewne to doświadczenie dobrego wzajemnego zrozumienia nie jest specyficzne dla osób niewidomych czy słabowidzących. Badania pozostawmy psychologom. Nie ulega jednak wątpliwości, że osoby z dysfunkcją wzroku zwiedzają muzea czy miejsca atrakcyjne turystycznie w sposób inny niż osoby pełnosprawne. Jeszcze stosunkowo niedawno powszechnie uważano, że turystyka w przypadku niewidomych jest niecelowa, bo przecież pójście powiedzmy do muzeum malarstwa da takiej osobie w najlepszym razie poczucie przebywania w obecności dzieł sztuki.

Różne są sposoby na wakacje po niewidomemu. Można próbować dać sobie radę i pojechać z jakimś biurem podróży, można skorzystać z biura specjalizującego się w organizowaniu wyjazdów dla osób z dysfunkcją wzroku lub wybrać się w miejsce, gdzie spotykają się osoby z niepełnosprawnością.

Wszystkim, którzy szukają wypoczynku w dobrym towarzystwie, w bezpiecznym i przyjaznym miejscu polecam wyjazd na obóz integracyjny do miejscowości Stara Wieś koło Limanowej.

Tam właśnie co roku są organizowane wyjazdy integrujące osoby niewidome, słabowidzące, jak i wolontariuszy, którzy są związani np. z pedagogiką albo po prostu mają doświadczenie w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. Od wolontariuszy nie wymaga się jakiegoś specjalnego wykształcenia czy doświadczenia, ale podstawowa wiedza o dysfunkcji wzroku ułatwia współdziałanie i ma dobry wpływ na wzajemne zrozumienie.

Wyjazdy, o których tu mowa, odbywają się zazwyczaj w okresie letnim, na początku lub najpóźniej w pierwszej połowie lipca. Na obozach spotykają się osoby z całej Polski, a ich główną organizatorką jest P. Irena Koch, związana z Krajowym Duszpasterstwem Niewidomych.

Wyjazdy te organizowane są już od dwudziestu kilku lat i wciąż przyciągają wielu nowych niewidomych i słabowidzących miłośników Gór. Ja dowiedziałam się o tym przedsięwzięciu od jednej z moich najbliższych przyjaciółek w 2009 r. Wtedy to pojechałam do Starej Wsi po raz pierwszy. Pojechałam i wsiąkłam. Jeżdżę na te obozy każdego roku, bo bardzo lubię chodzić po górach, poznawać nowych ludzi, spędzać z nimi czas, a także otwierać się na nowe wyzwania i przeżycia.

Oprócz wycieczek górskich, mamy w naszym programie także krótsze spacery, jak również wieczorne i popołudniowe spotkania przy ognisku. Ogniska sprzyjają wspólnemu śpiewaniu. To muzykowanie przeciąga się często do późnych godzin nocnych.

Obozy organizowane są przez duszpasterstwo, a więc nie może w nich zabraknąć miejsca na aktywne zaangażowanie w liturgię. Tu od razu uspokajam, przygotowywanie czytań czy śpiewów mszalnych nie jest obowiązkowe. Aktywne uczestnictwo w liturgii jest formą wypowiadania tego, co gra w duszy. Wybieramy i prześpiewujemy pieśni, a także opracowujemy stałe części liturgiczne. W tak zaimprowizowanym zespole jest miejsce dla każdego. Nie trzeba wykazywać się nadzwyczajną religijnością. Wystarczy chcieć dać wszystkim odrobinę tego, co umiemy np. być uzdolnionym muzycznie: dobrze śpiewać, ewentualnie grać na jakimś instrumencie.

Mamy jeszcze coś dla lubiących rządzić się w kuchni: pomagać np. przy robieniu kanapek, obieraniu i krojeniu warzyw, zmywaniu naczyń lub nakrywaniu do stołu. Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, dzielimy się na 4 lub 5 grup. Zadaniem każdej z nich jest przygotowanie jednego posiłku w wyznaczonym dniu. Każda grupa składa się z 4-6 osób. Połowa to osoby z dysfunkcją wzroku, a połowa wolontariusze.

Gdy pogoda nie sprzyja wycieczkom, spędzamy czas grając w różne gry lub muzykując w znajdującej się na parterze dużej jadalni, która jest także miejscem, gdzie odprawiane są niedzielne Msze Święte.

Nasze obozy odbywają się w gospodarstwie agroturystycznym. To trzypiętrowy dom, którego gospodarzami są państwo Danuta i Stefan Chutkowie i ich dzieci.

 

Dla kogo są nasze obozy?

  1. Zapraszamy osoby niewidome, niedowidzące i niedosłyszące z całej Polski.
  2. Mile widziani są wolontariusze, którzy odnajdują się w środowisku osób niewidomych i wśród osób z niepełnosprawnościami.
  3. W naszym towarzystwie z pewnością dobrze będą się czuły osoby uzdolnione muzycznie, hobbystycznie gotujące oraz wielbiciele górskich spacerów.
  4. Nasze obozy to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, ale osoby, które mają dobry humor bez względu na miejsce i pogodę z pewnością dobrze z nami wypoczną.
  5. Nasze obozy to dobre miejsce z dobrą energią, gdzie dobrze będzie parom i singlom. W atmosferze ciepła, otwartości i komfortu można tu spotkać ludzi ciekawych siebie nawzajem, ludzi ciekawych świata i być może znaleźć kogoś, kto sprawi, że nasze życie stanie się piękniejsze i bogatsze.

Katarzyna Wierzbicka

Gdy FineReadera brak

 

Programu FineReader nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, nadmienię tylko, że to najczęściej używane przez niewidomych narzędzie do rozpoznawania tekstów drukowanych, z angielska i skrótowo określane jako OCR. Dawniej programów OCR używaliśmy przede wszystkim do rozpoznawania obrazów pozyskanych za pomocą skanera, żmudnie, niekiedy przez wiele godzin, wprowadzając do komputera papierowe książki. Obecnie, gdy księgarnie coraz częściej sprzedają książki w wersjach cyfrowych, na szczęście coraz rzadziej musimy wykonywać tę  mrówczą pracę, szczególnie, jeśli interesuje nas beletrystyka, bo w przypadku publikacji typowo naukowych nadal dość często jesteśmy zmuszeni do korzystania ze starych, nieco może archaicznych, ale wypróbowanych metod.

Po co w takim razie obecnie warto mieć program OCR?

Okazuje się, że w dzisiejszych czasach może być on dla nas również bardzo przydatny. Żyjemy w świecie, w którym, czy tego chcemy, czy nie, coraz większe znaczenie ma obraz. Znaczenie obrazu jest tym większe, że bardzo często postać grafiki przyjmuje także to, co nią wcale być nie musi, bo to po prostu kartka z tekstem, ale akurat tak komuś było wygodniej, bo nie wiedział, nie pomyślał, nie zastanowił się nad tym, że ktoś może mieć problem z odbiorem treści publikowanych w takiej formie i udostępnił tę kartkę np. w jakimś serwisie społecznościowym. O ile do instytucji publicznych, które zamieszczają informacje w takiej formie obrazkowej możemy, a nawet powinniśmy mieć pretensje, a prawo będzie po naszej stronie, o tyle przecież nie „obsztorcujemy” naszego znajomego, że utrudnia nam dostęp do treści i nie przygotował wersji alternatywnej. Oczywiście, uwagę możemy zwrócić i może nawet czasem coś to da, ale jeśli zależy nam przede wszystkim na efekcie, czyli zapoznaniu się z treścią wzmiankowanej tutaj grafiki, a wiemy, że jest tam tekst, to możemy tego dokonać w całkiem prosty sposób i to w dodatku za darmo. Co więcej, można to zrobić nawet wtedy, gdy na naszym komputerze nie znajduje się jakaś wersja FineReadera.

Na ratunek Ocr.space

Serwis www.ocr.space wychodzi naprzeciw wszystkim, którzy potrzebują wydobywać tekst z grafik lub plików PDF będących skanami. Co ważne, jednym z języków, wspieranych przez silnik Ocr.space jest język polski, tak więc możemy zapoznać się z rodzimymi tekstami bez obaw o „ogonki”. Zasada działania serwisu jest banalnie prosta.

Po wejściu na stronę główną korzystamy ze standardowego, przeglądarkowego mechanizmu do wysyłania pliku. Aktywujemy przycisk opisany jako „Przeglądaj” lub „Wybierz plik”. Alternatywnie, jeśli plik znajduje się gdzieś w sieci, a my znamy jego adres, możemy skorzystać z pola podpisanego „Paste url to source file (.png or .jpg or .pdf)”. Poniżej, na liście „Select OCR language” wybieramy język rozpoznawania tekstu. Domyślnie wybrany jest język systemowy, tak więc prawdopodobnie wartości „Polish” nie będziemy musieli zmieniać na nic innego. Kolejnym krokiem jest wybór formy, w jakiej chcemy otrzymać rozpoznaną treść. Możemy przejrzeć po prostu dane wynikowe, pozostawiając domyślnie zaznaczony przycisk opcji „Just extract text and show overlay (fastest option)”. Jeśli jednak nasz wynik chcemy zapisać w pliku PDF, to korzystamy z 2 pozostałych opcji: „Create searchable PDF with visible text layer” lub „Create searchable PDF with invisible text layer” – różnica polega na widoczności warstwy tekstowej, bądź jej braku i wyświetlaniu oryginalnej grafiki. W każdym przypadku warstwa tekstowa zostanie dodana do pliku PDF i będzie dostępna dla naszego programu odczytującego ekran. Skoro wszystko mamy ustawione, ostatnim krokiem jest uaktywnienie odnośnika „Start OCR!”. Po kilkunastu, kilkudziesięciu sekundach otrzymamy wyniki w wybranej przez nas formie. W tym miejscu ważna informacja dla wszystkich, którzy lubią programować. Po pierwsze, wyniki mogą być dostarczane także w tekstowym formacie JSON, a po drugie, Ocr.space umożliwia bezpłatne pozyskanie klucza API, który może być używany w naszych aplikacjach.

Jedynym minusem opisywanego tu serwisu, jest limit pliku, jaki możemy poddać procesowi rozpoznawania, wynosi on 5MB. Niby dużo dla pojedynczego obrazka, obawiam się jednak, że dla skanu książki zapisanej w PDF czy obrazów o wysokiej rozdzielczości może on być niewystarczający. Na szczęście właściciele serwisu w razie takich problemów deklarują elastyczność, zachęcając do kontaktu.

A jak to wygląda w praktyce?

Rezultaty są naprawdę zadowalające. Tekst z grafik, które przesyłałem do  serwisu www.ocr.space odczytywany był dobrze, oczywiście nie obyło się bez błędów, ale żaden z programów tego typu, przynajmniej na razie, nie może pochwalić się 100-procentową dokładnością. Jedyny problem to teksty w formie tabelarycznej. Twórcy serwisu deklarują, że narzędzie radzi sobie z tabelami, ale jedyne, co pozytywnego mogę o tym powiedzieć, to chyba to, że wyłuskuje ono z nich tekst. O jakiejkolwiek strukturze możemy niestety zapomnieć. To dość istotny mankament, bo przecież bardzo często w przypadku danych przedstawianych w formie tabel ma ona jednak znaczenie.

A jakieś alternatywy?

Wszystkim, którzy chcą korzystać z darmowego narzędzia OCR bez konieczności łączenia się z serwisami zewnętrznymi, polecam narzędzie PDF Reader z projektu Webbie. To bardzo prosta aplikacja, do której możemy wczytać zarówno dokument PDF, jak i dowolny obrazek, a pliki zostaną poddane działaniu oprogramowania OCR.

Oczywiście nie mam zamiaru nikogo odwodzić od korzystania czy zakupu FineReadera. To aplikacja, która w pełni zasługuje na to, by ją wspierać. Narzędzie jest dojrzałym produktem i z pewnością wartym swojej ceny, a możliwości, które oferuje, z pewnością nie znajdziemy w darmowych rozwiązaniach tego typu. Jednak, powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze potrzebujemy płatnego, komercyjnego rozwiązania. Jeśli trzeba nam czegoś szybkiego, małego ale i skutecznego, warto dać szansę opisywanym w niniejszym artykule narzędziom tak, jak czynię to ja.

Michał Dziwisz

Debata "Niepełno/sprawność-pełna/dostępność. Polska i Szwecja"

 

W dniu 7 czerwca 2018 roku w godzinach wieczornych w Sali Kisielewskiego w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbyła się debata zatytułowana "Niepełno/sprawność-pełna/dostępność. Polska i Szwecja“. Organizatorami debaty były: Ambasada Szwecji, Instytut Spraw Publicznych, Fundacja TUS oraz Centrum Komunikacji Społecznej przy Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy. Partnerami wydarzenia były Fundacja Norden Centrum i Radio TOK FM.

W pierwszej części spotkania, przed debatą, swoje historie o poszukiwaniu miejsca w świecie i spełnianiu się w roli rodzica, artysty, sportsmenki, działacza społecznego opowiedzieli:

  • Paweł Księżak - poeta, grafik i fotograf,
  • Izabela Sopalska - rugbystka i prezeska fundacji "Kulawa Warszawa“,
  • Paweł Wdówik - kierownik Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego, ojciec czwórki dzieci.

W drugiej części spotkania, czyli debacie rozmawiali eksperci, badaczy oraz osoby związane ze środowiskiem osób z niepełnosprawnością. Dyskutowali o tym, jak wyobrażają sobie kompleksowy system wsparcia osób z niepełnosprawnościami w Polsce, a także o szwedzkich doświadczeniach, praktykach i rozwiązaniach, których wdrożenie jest ważne z punktu widzenia ukształtowania spójnej i efektywnej polityki państwa wobec niepełnosprawności.

W debacie udział wzięli:

  • dr Dorota Wiszejko-Wierzbicka - psycholożka, badaczka,
  • Agata Spała - ekspertka w zakresie zatrudniania osób z niepełnosprawnościami,
  • Aneta Bilnicka, Strefa Wenus z Milo,
  • dr Rafał Bakalarczyk, badacz polityki społecznej, działacz społeczny, członek redakcji pisma „Polityka Senioralna”, ekspert Norden Centrum,
  • Donata Kończyk, Pełnomocnik Prezydenta m.st Warszawy ds. dostępności.

Debatę poprowadził Jakub Janiszewski - dziennikarz Radia Tok FM

Całe wydarzenie było przygotowane  w sposób dostępny dla osób z różnymi niepełnosprawnościami - od podjazdów dla osób poruszających się na wózkach, przez pomoc wolontariuszy i ochroniarzy PKiN asystujących i udzielających wskazówek po pętlę indukcyjną i tłumacza języka migowego.

A oto odnośnik do nagrania debaty.

Mikołaj Rotnicki

Czternastolatka wymyśla białą laskę na nowo

 

Wiele już widzieliśmy pomysłów na udoskonalenie białej laski. Miała być laserowa, ultradźwiękowa, elegancka jak trzcinowe laseczki noszone podczas spacerów jakieś sto lat temu, jednym słowem miała być dyskretna i nie rzucać się w oczy. Gdy okazało się, że prowadzone w tym kierunku eksperymenty nie przyniosły oczekiwanych rezultatów podjęto próbę wzbogacenia białej laski o dodatkowe czujniki lub funkcje. Na wystawie sprzętu dla osób z dysfunkcją wzroku zorganizowanej jak zwykle z okazji jednej z konferencji Reha for the Blind in Poland można było zobaczyć między innymi laskę wyposażoną w kompas wibrujący, gdy obróciliśmy się na północ. Nawiasem mówiąc wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby wyposażenie laski nie w kompas, lecz w busolę. Wynalazcy próbowali zaopatrzyć laskę w kamerę, co miało na celu rozpoznawanie obiektów w otoczeniu, a także miało dawać możliwość rozpoznawania napotykanych znajomych. W tym wypadku okazało się, że lepsze będzie umieszczenie kamery nie w lasce, lecz w okularach.

Czy zatem da się jeszcze wymyślić coś nowego?

Czternastoletnia Riya uważa, że tak.

Wszystko zaczęło się od butów z wkładkami wibracyjnymi. Funkcją wkładek nie był jednak masaż dla zmęczonych stóp, lecz udzielanie noszącej to dziwne obuwie osobie informacji o zbliżaniu się do przeszkód, oraz wskazywanie drogi, która pozwoliłaby je ominąć. Rozwiązanie wydawało się dobre, ale wynalazczyni porzuciła swój pomysł, gdy uświadomiła sobie, że rozładowanie baterii w butach oznaczałoby dla użytkownika pozbawienie go narzędzia dającego niezależność poruszania się. Bezpieczniejszym rozwiązaniem wydawało się więc wzbogacenie o dodatkowe funkcje tradycyjnej białej laski. Taka laska, nawet pozbawiona swych dodatkowych funkcji, wciąż może być użyteczna.

Na rynku jest kilka modeli białych lasek ze zintegrowanymi ultradźwiękowymi wykrywaczami przeszkód. Riya uwzględniła zatem takie czujniki w swojej lasce, ale gdyby poprzestała jedynie na tym, rzecz nie byłaby godna uwagi. W lasce zainstalowano funkcję szybkiego wzywania służb ratunkowych za pomocą jednego przycisku. To zdaniem wynalazczyni bardzo ważna funkcja, ponieważ podnosi ona w istotny sposób bezpieczeństwo użytkowników w wieku podeszłym. Kolejna, wyróżniająca omawianą tutaj laskę funkcja to moduł nawigacji GPS. Laska wibruje dwukrotnie, gdy mamy skręcić w prawo i raz, gdy w lewo. Urządzenie wyposażono dodatkowo w czujnik światła wykrywacz kałuż, moduł umożliwiający lokalizację użytkownika oraz głośnik, za pomocą którego można usłyszeć wskazówki nawigacyjne lub instrukcje służb ratowniczych udzielane np. w razie jakiegoś niebezpieczeństwa lub wypadku.

Wszystkie inteligentne funkcje urządzenia działają dzięki umieszczonemu wewnątrz laski mikrokontrolerowi Arduino.

Od szkolnego zadania do wynalazku

Pomysł na nowoczesną białą laskę, który miał być początkowo pracą robioną jako zadanie z nauk ścisłych, okazał się być najlepszym projektem i wygrał konkurs w szkole, do której uczęszcza nasza czternastolatka. Następnie został zakwalifikowany do konkursu na szczeblu regionalnym, gdzie Riya wraz ze swoim partnerem, który pomagał przy realizacji projektu, zdobyli wiele nagród. Sukces sprawił, że Riya zaczęła swój projekt traktować już nie jak zwykłe szkolne zadanie konkursowe, lecz jak coś znacznie poważniejszego. Stwierdziła, że teraz jej celem jest stworzenie czegoś, co naprawdę poprawi jakość osób z dysfunkcją wzroku. Następnym krokiem było zgłoszenie wynalazku na Hacking Health Hackathon, dwudniowe zawody, których celem jest tworzenie nowych rozwiązań w dziedzinie ochrony zdrowia. Tam dopracowano „elementy inteligentne” białej laski. Riya była najmłodszą uczestniczką Hackatonu. Dwudniowe spotkanie zakończyło się zaprezentowaniem wynalazku przedstawicielom przemysłu. Laska wzbudziła tak duże zainteresowanie, że Riya otrzymała stypendium dla młodych, dobrze zapowiadających się wynalazców. Czy prace młodej dziewczyny, która jeszcze nie wie, że takie czy inne rozwiązania nie mogą się udać, doprowadzą do powstania przełomowego rozwiązania, czas pokaże.

https://coolblindtech.com/14-year-ole-inventor-creates-a-smart-cane-with...

Audiogry

 

Jeszcze stosunkowo niedawno mówiło się, że będąc niewidomym lepiej omijać świat gier komputerowych, chyba, że jest się bardzo zdeterminowanym technicznym zapaleńcem. Konsole do gier albo wcześniejsze gry wideo leżały w ogóle poza obszarem, w którym dostrzegano potrzebę implementowania jakichkolwiek rozwiązań dostępnościowych. Jednakże, wraz ze wzrostem wiedzy o potrzebach osób z niepełnosprawnościami, podejście do tej tematyki zaczęło ulegać zmianie. Pojawiły się gry audio. Stosunkowo niedawno firma Microsoft wprowadziła na rynek Adaptive Game Controler. Wprawdzie urządzenie zaprojektowano przede wszystkim z myślą o potrzebach osób z niepełnosprawnością ruchową, lecz biorąc pod uwagę włączenie Narratora jako jednej z części składowych do systemu operacyjnego dla konsol Xbox, można mieć nadzieję, że pojawienie się na tej platformie gier przystosowanych dla osób słabowidzących czy niewidomych jest jedynie kwestią czasu.

W tym miejscu czytelnik mógłby oczekiwać dużej porcji informacji o rodzajach gier audio lub o technologiach stosowanych podczas tworzenia świata gry, czy o szczegółach dotyczących grania w jakąś grę, ale na początek warto zwrócić uwagę na zjawisko interesujące z punktu widzenia włączania osób z dysfunkcją wzroku w społeczność graczy. Otóż okazało się, że na forach dla graczy można znaleźć wpisy świadczące o tym, iż gry audio nie powinny być traktowane jako gry wyłącznie dla niewidomych czy słabowidzących, bo przecież są one po prostu jednym z wielu dostępnych gatunków gier, a co za tym idzie, powinny być tworzone w sposób atrakcyjny dla wszystkich. Mają więc być dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, ale jednocześnie powinny posiadać atrakcyjny interfejs graficzny. Obecność osób z dysfunkcją wzroku na portalach społecznościowych czy forach internetowych sprawia, że pełnosprawni, chcąc zrozumieć jak funkcjonuje się nie widząc, próbują gier bez obrazu, gier w świecie dźwięku. Są i tacy, którzy sięgają po te gry dlatego, że świat bez obrazu zostawia większe pole dla wyobraźni, że jest obszarem nowym, nieznanym i bodaj z tego tylko powodu, interesującym.

Gry tworzone z myślą o graczach z dysfunkcją wzroku, to obecnie coś więcej, niż tylko zjawisko niszowe, które może zainteresować bardzo małą liczbę użytkowników. Coraz silniejsza tendencja do projektowania oprogramowania i sprzętu w sposób włączający sprawia, że na rynku zaczynają się pojawiać tytuły, które dostarczą rozrywki niezależnie od niepełnosprawności. Samych tylko gier audio jest całkiem sporo. Zainteresowani mogą bowiem wybierać z listy ponad siedmiuset tytułów. Jeśli ktoś nigdy nie grał w gry komputerowe, albo w te, które pisze się na platformy mobilne, to czeka go obowiązkowa wizyta na portalu http://www.audiogames.net.

Oprócz listy gier na portalu można znaleźć recenzje tytułów wraz z uwagami użytkowników, forum dyskusyjne dla graczy i wreszcie forum dla deweloperów. Popularność gier audio powoli zaczyna wykraczać poza granice świata bezwzrokowców. I nic dziwnego. Z jednej strony twórcom gier coraz bardziej zależy na tym, by ich produkty spełniały wymagania projektowania uniwersalnego; doskonałym przykładem ilustrującym to zjawisko jest stworzona w roku 2017 przez włoską firmę Cloverbit seria gier audio, co znamienne, producent reklamuje swój produkt jako gry wideo,  zatytułowane Echoes from Levia; twórcom systemów operacyjnych, dla których gry są tworzone chodzi zaś o to, by tak środowiska uruchomieniowe dla aplikacji, jak i kontent konsumowany za ich pośrednictwem, były maksymalnie dostępne. Z drugiej strony prace nad rozwojem interfejsów do bezdotykowej komunikacji z urządzeniami i aplikacjami w naturalny sposób sprzyjają wzrostowi zainteresowania takimi grami, bo czyż można wyobrazić sobie lepszy poligon testowy dla asystentów głosowych, niż właśnie gry audio?

Prace Microsoftu nad konsolą do gier, która będzie uwzględniać potrzeby osób z niepełnosprawnościami z jednej, a próby wykorzystywania urządzeń takich jak Amazon Echo czy Google Home w coraz nowych obszarach z drugiej strony, sprawiają, że można oczekiwać w niedługim czasie pojawienia się zupełnie nowych rozwiązań. Steven Scott, redaktor moim zdaniem najlepszego z podcastów o technologiach asystujących, w jednej ze swoich audycji poświęconej właśnie grom audio powiedział, że jest czymś wysoce prawdopodobnym, iż czeka nas w tej dziedzinie przełom na miarę tego, jaki dokonał się wraz z wynalezieniem bezwzrokowej obsługi ekranów dotykowych.

A jakie właściwie są te gry?

Na początek trzeba powiedzieć, że gry udźwiękowione, to nie gry audio, choć granica między tymi rodzajami gier jest co najmniej nie ostra. Weźmy jako przykład grę w szachy. Jeśli, poruszając się za pomocą strzałek po planszy, słyszymy wypowiadane syntezatorem mowy pozycje pól wraz z informacjami o znajdowaniu się na nich figur lub pionków i nie słyszymy innych efektów dźwiękowych, to gra jest udźwiękowiona, ale nie jest ona grą audio, ale jeśli przesuwaniu wirtualnej ręki nad szachownicą towarzyszą jakieś dźwięki, głos przesuwa się z lewego do prawego kanału, albo zmienia się wysokość czy rodzaj słyszanego efektu, to należy zapytać, czy dźwięk ten pełni tylko funkcję informacyjną, czy też ma znaczenie estetyczne, bo kształtuje wrażenia, których doznajemy w czasie gry. Pozostawmy to pytanie teoretykom i przejdźmy do samych gier.

Podobnie jak ma to miejsce z grami wideo, gry audio można podzielić na parę grup. Mamy więc gry karciane, gdzie każdy z graczy dostaje określoną liczbę kart wylosowanych przez program. Wygrywa, zależnie od gry, ten, kto najszybciej pozbędzie się kart, uzbiera największą ilość punktów lub osiągnie jedno i drugie jednocześnie. Przykłady takich gier to: Uno, 1000 Miles, Rummy, Poker czy Pasjans. Mamy strzelanki, gdzie należy ustrzelić jak największą ilość wrogów, często fantastycznych postaci takich jak smoki i inne potwory. Są też gry działające na zasadzie - zapamiętaj i jak najszybciej powtórz lub zareaguj. Takie gry ćwiczą nasz refleks, zaznajamiając nas z szeregiem dźwięków, a potem każąc nam szybko zareagować na któryś z nich lub powtórzyć je w określonej kolejności

I wreszcie gry typu RPG (Role Playing Games), czyli tzw. gry fabularne, w których wcielamy się w bohatera opowieści, na której zbudowano scenariusz gry i pokonujemy określone przez grę przeszkody oraz wykonując zlecone przez postacie z gry zadania. Jest ich niestety bardzo niewiele, można takie gry spokojnie policzyć na palcach jednej ręki, ale cieszą się niezwykłą popularnością.

Gry karciane, planszowe, takie jak Monopoly i Statki, dostępne są na dwóch „platformach”: RSGames i Quentin Game Rooms, popularnie zwanym playroomem.

Ciekawym zjawiskiem w kategorii gier dla osób z dysfunkcją wzroku jest opisywana już jakiś czas temu na naszym portalu gra Crazy Party. Jest to gra, która ma w sobie setki możliwości. Można bowiem zagrać samemu, w którąś z odblokowanych wcześniej mini gier lub zagrać we wszystkie gry jednego z dostępnych światów. Mamy ich do dyspozycji czternaście: łąka, las, zamek, plaża, fabryka, pod ziemią, wulkany, lód, miasto, cyrk, pustynia, ciemność, wysokości i inteligencja. Na łące pogramy w pilnowanie kaczki, liczenie owiec, sprowadzanie krów do zagrody i temu podobne "wiejskie" gry, popłyniemy też łodzią wiosłową w rytm walca. W lesie będziemy ścigać się z żółwiem, co wcale nie jest takie łatwe, bo trzeba uważnie słuchać wskazówek kompasu i szybko na nie reagować. Będziemy też uciekać przed mrówkami, przejdziemy się ścieżką wśród grzybów, które mogą być trujące, albo jadalne, a jedne od drugich rozróżnimy po wysokości dźwięku, jaki wydają. W zamku popilnujemy kotków księżniczki, wymierzymy drzewa w jej sadzie, wyczyścimy jej akwarium oraz pałacowe okienka. Na plaży zagramy we freesbe, pozbieramy śmieci z plaży i morza, możemy łowić perły, karmić pingwiny złapanymi rybami i uciekać przed krabami, meduzami jak najdalej, byle na wschód. Pod ziemią zmierzymy się z różnego rodzaju robotami, strzelającymi elektrycznością liniami, ale również pozbieramy diamenty, zmierzymy się z labiryntem. W świecie fabryki sprawdzimy, które roboty są zdatne do pracy, a które nie i pogramy w elektryczne freesbe. W świecie lodu pościnamy choinki, poślizgamy się na lodzie, przejdziemy drogą na północ, ale uważaj zawodniku - nie można deptać kwiatków. W świecie wysokości pochodzimy po górach, szukając źródła, przeskakując przez węże lub unikając os. Przy wulkanach nauczymy się, że lawa naprawdę zabija, bo gdy nie przeskoczysz wulkanu, to zaczynasz grę od początku. Na pustyni zbierzemy wodę do dwóch kubków i będziemy zgadywać, w którym kubku jest więcej kropel. Nakarmimy wielbłąda, poprowadzimy węża tak, aby nas nie ukąsił i nawet porysujemy na piasku. Ciemności to świat duchów, zombie i trolli. Świat pełen cmentarzy, zaklętych lasów, piramid, w których czyhają zombie. W świecie intelektualnym zmierzymy swoją inteligencje, mnożąc, dzieląc, dodając i odejmując, szukając szczęśliwego numerka w przedziale od 1 do 100000, grając w Memory czy w Master Mind - grę, która polega na odpowiednim ułożeniu czterech kolorów w jednym rzędzie, a kolorów do wyboru jest sporo. O ułożeniu kolorów informuje nas narrator, mówiąc na przykład: dwa kolory dobre na właściwym miejscu, jeden kolor dobry na niewłaściwym miejscu, jeden kolor zły.

W każdym świecie czekają na nas inne zmagania, a to jeszcze nie wszystko. W Crazy Party można też grać w karciane bitwy - z botem lub ludzkim przeciwnikiem. Tutaj gracz ma do wyboru jeden z osiemnastu tak zwanych stolików: normal, latanie, walka, owady, trawa, elektryczność, ziemia, skała, ogień, lód, smok, wróżka, ciemność, duch, psychiczny, woda, trucizna i stal. W każdym z deków znajduje się osiemdziesiąt kart i są to karty zarówno walczące, jak podnoszące poziom osłony, uników, trafności ataków, umiejętności obrony. Jest też możliwość grania w planszową wersję, gdzie podążamy po planszy z pionkiem, ale na niektórych polach czeka na nas jedna z mini gier, plus trzy punkty lub minus trzy punkty.

Istnieją również gry, w które niewidomi są w stanie grać na równi z widzącymi. Możemy tu wymienić dwa typy takich produkcji. Pierwszy to tzw. MUD’y (skrót pochodzi od angielskiego określenia Multi-User Dungeon). Gry tego typu popularne są od wielu lat, rozkwit swój miały w latach 90 i na początku XXI wieku, ale po dziś dzień mają swoich wiernych fanów. MUD’y rozbudzają naszą wyobraźnię, bowiem historia w nich opowiadana jest czystym tekstem, a postacią sterujemy przy użyciu odpowiednich komend. Nie znajdziemy w nich elementów graficznych – no chyba, że narysowaną przy użyciu znaków ASCI mapę, która będzie tylko przeszkadzała naszemu czytnikowi ekranu, dlatego zwykle i tak musimy ją wyłączyć. W MUD’y możemy grać przy użyciu najprostszego klienta usługi Telnet, są jednak również dedykowane tego typu grom specjalne aplikacje, które wyposażone są w wiele pomocniczych funkcji, np. możliwość tworzenia makr do najczęściej wykonywanych czynności. W systemie Windows dostępnymi klientami MUD’ów są np. Mush czy VIPMud.

Najpopularniejszym, funkcjonującym po dziś dzień polskim MUD’em jest Arkadia - http://arkadia.rpg.pl/. Jest to gra zbudowana na dwóch fantastycznych światach: świecie Warhammer i świecie Isztar, który odpowiada światu z "Sagi o Wiedźminie" Andrzeja Sapkowskiego, tyle że jest to świat o kilkadziesiąt lat późniejszy od wydarzeń z książki. Jest to gra, w którą może grać kilku lub kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu użytkowników jednocześnie. Między ludzkimi użytkownikami dochodzi do spotkań, różnych interesów, handlów itp. Można założyć swoją własną drużynę elfów, walczącą z każdym i ze wszystkimi, można spokojnie należeć do gildii kupców. W trakcie gry spotkamy się również z postaciami NPC (Non-Player Characters), które nie są kontrolowane przez żadnego z graczy. To postacie zaludniające świat gry, ale nie będące jej częścią. Są statystycznymi mieszkańcami miast, kupcami, zielarzami i tak dalej. Grę zaczynamy w małej wsi, gdzie dostajemy pewne zadanie od kapitana statku. Wypełniwszy je możemy prosić, aby wysadził nas na brzegu Warhammer lub na brzegu Isztar. Dalej tworzymy swoją postać: elfa, maga, kupca, zielarza i wielu tym podobnych.

Drugi typ gier, w którym bez problemu możemy konkurować z widzącymi graczami, to gry tzw. przeglądarkowe. Jak sama nazwa wskazuje, aby zacząć grę w tego typu tytuł wystarczy nam przeglądarka internetowa i odrobina cierpliwości, bo każda gra to odrębny interfejs, nie zawsze w 100% dostępny. Tego typu wirtualnych światów osadzonych na serwerach WWW jest wiele i w każdym cel mamy inny. Popularnymi, dostępnymi dla niewidomych tytułami w języku polskim są m.in. Popmundo - https://popmundo.com/, gdzie wcielamy się w założyciela zespołu muzycznego. Organizujemy kapelę, przeprowadzamy próby, dajemy koncerty, a wszystko to dla wirtualnej sławy i pieniędzy. Jeśli interesuje nas piłka nożna, możemy poprowadzić na szczyt nasz klub sportowy w grze Hattrick - https://www.hattrick.org/, tu wcielamy się w rolę prezesa, którego zadaniem jest zarządzanie drużyną sportową, a od naszych umiejętności zależy sukces, sława no i ilość wirtualnej waluty na koncie.

Wśród gier RPG powstają także tytuły tworzone specjalnie z myślą o niewidomych, jednym z nich jest "A Hero’s Call". W tej grze możemy być magiem, wojownikiem, nekromantą, łucznikiem, złodziejem lub kapłanem. Naszym zadaniem jest obrona i ratunek dla miasta Farheven. Na naszej drodze spotkamy bandytów, zombie, wampiry, wilki, nekromantów, gobliny, golemy i smoki. Wszystkie te istoty trzeba zabić lub przed nimi uciec, ale uciec można tylko czasem, nie da się uciekać zawsze. Trzeba odkryć, dlaczego w mieście zaczęło się dziać tyle zła, dlaczego miasto jest napadane przez goblinów, zombie i inne potwory. Gra ta może nam pomóc poprawić naszą orientację. Wprawdzie do każdego miejsca można dotrzeć korzystając ze wskazówek kompasu, który mówi nam, gdzie teraz skręcić: na wschód, zachód, północ czy południe, ale dobrze jest nauczyć się chodzić po mieście bez tej pomocy, a jest tam dokąd chodzić. Mamy w mieście kowala, sklep, świątynię, stragan z eliksirami, tawernę i kilka innych obiektów. Poza tym poruszamy się również poza miastem.

Dodatkową korzyścią, jaką niewątpliwie odniesiemy z przebywania w wirtualnych światach gry, będzie z pewnością poprawa znajomości języka angielskiego, bo językiem gier jest angielski.

Wielu niewidomych użytkowników gier RPG w Polsce marzy, by choć niektóre z gier wideo były dla nich dostępne. Prym na tej liście życzeń wiedzie gra "Wiedźmin", wielki przebój stworzony w oparciu o fabułę "Sagi o Wiedźminie" Andrzeja Sapkowskiego.

Przedstawiony przeze mnie powyżej wybór gier z pewnością nie rości sobie pretensji do bycia wyczerpującym. Chodziło mi raczej o zwrócenie uwagi na to interesujące i nabierające znaczenia zjawisko. Być może wkrótce doczekamy się implementacji funkcji dostępnościowych w grach popularnych w mainstreamie. Nieprzemijająca moda na dostępność oraz wzrost świadomości naszego istnienia i naszych potrzeb w świecie cyfrowym z pewnością są naszymi sprzymierzeńcami.

Na koniec wypada chyba tylko polecić wszystkim, którzy boją się wybierać z długiej listy nic nie mówiących tytułów stronę, gdzie można znaleźć kilka prostych, darmowych gier, gier, które zainstalujemy bez trudu. Może nie są to wielkie, porywające przygody, ale gry ze strony http://www.l-works.net pozwolą z pewnością początkującym znaleźć odpowiedź na pytanie czy w ogóle   warto poświęcać czas na gry komputerowe.

Agata Białobrzeska

Europejska karta osoby z niepełnosprawnościami - recenzja programu pilotażowego

 

O Europejskiej Karcie Osoby z Niepełnosprawnościami pisaliśmy na naszym portalu kilka miesięcy temu. Wspominaliśmy wtedy, że system, dzięki któremu być może w przyszłości osoby niepełnosprawne na całym obszarze Unii Europejskiej będą mogły korzystać z podobnych ułatwień, wszedł w fazę programu pilotażowego, którego celem jest zbadanie niedoskonałości i praktycznych możliwości takiego systemu.

Jak rzecz ma się po kilku miesiącach trwania programu?

Na stronie ENIL (European Network on Independent Living), organizacji zajmującej się problematyką niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami, czytamy, że jakkolwiek pomysł europejskiej legitymacji osoby z niepełnosprawnościami wydaje się dobry, a potencjalne korzyści płynące ze wdrożenia takiego rozwiązania wydają się być niezaprzeczalne, na obecnym etapie praktyczne znaczenie wprowadzanego rozwiązania jest bardzo niewielkie.

Dlaczego tak jest?

Po pierwsze program pilotażowy uruchomiono zaledwie w ośmiu państwach, które na dodatek (z wyjątkiem Włoch) są raczej niewielkie.

Po drugie każde z państw uczestników programu samo ustala zakres uprawnień, które osoba z niepełnosprawnościami uzyskuje na podstawie europejskiej legitymacji.

Po trzecie wreszcie, instytucje takie jak teatry, muzea, hotele czy obiekty sportowe, mogą stosować przywileje wynikające z niepełnosprawności w sposób uznaniowy. Inaczej mówiąc, posiadacz legitymacji, chcąc skorzystać ze swych uprawnień, powinien upewnić się, czy interesująca go instytucja legitymację respektuje i jakie uprawnienia z tytułu posiadania takiej legitymacji przysługują w tym obiekcie lub podczas korzystania z interesującej nas usługi.

Sytuację pogarsza fakt, że wiedza o programie pilotażowym, nawet na terenie państw, w których jest on prowadzony, jest bardzo mała.

Jak więc widać, na obecnym etapie praktyczne znaczenie Europejskiej Legitymacji Osoby z Niepełnosprawnościami jest niewielkie. Biorąc jednak pod uwagę to, że planowane jest stopniowe rozszerzanie działania legitymacji na inne państwa UE, oraz to, że wnioski z programu pilotażowego z pewnością spowodują wprowadzenie korekt do systemu, można mimo wszystko spodziewać się pozytywnych skutków wprowadzenia unijnej legitymacji osoby z niepełnosprawnościami.

Damian Przybyła

Tyfloświat zaprasza do współpracy

 

Drodzy Czytelnicy!

Portal i kwartalnik Tyfloświat chcą być miejscem, gdzie znajdziecie odpowiedzi na wiele pytań dotyczących rozwiązań technologicznych, które poprawiają jakość życia osób z dysfunkcją wzroku. Jednak, jako że nie samą technologią żyje człowiek, formułę naszą poszerzamy o takie kwestie jak poszukiwania ścieżki rozwoju zawodowego, zainteresowania naukowe, sportowe czy artystyczne osób z naszego środowiska. Tematy, jak to się mówi, leżą na ulicy i czekają na dociekliwych znalazców. Przetestowaliście przydatną aplikację, natrafiliście na ciekawie udostępniane muzeum, a może hotel, w którym spędzaliście wakacje był jakoś wyjątkowo dostępny, może jakieś rozwiązanie ułatwiło wam korzystanie ze sprzętu gospodarstwa domowego? To tylko przypadkowo wybrane propozycje obszarów zainteresowania. Spróbujcie swoich sił i przyślijcie wasze teksty na adres joanna.piwowonska@firr.org.pl. Obiecuję, że wszystkie uważnie przeczytamy, a te, które będą ciekawe i napisane piękną polszczyzną opublikujemy.

Do współpracy zapraszamy wszystkich od uczniów szkół poczynając, na sędziwych starcach kończąc, bo przecież każdy z nas ma swoją opowieść, którą warto podzielić się z innymi.

Damian Przybyła, redaktor

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków