Obozy integracyjne osób niewidomych i słabowidzących

 

Rozwój technologii wspierających, a wraz z nim digitalizacja wszelkich form wymiany dóbr kultury czy kontaktów międzyludzkich sprawiły, że mimo dysfunkcji wzroku zaczęliśmy żyć w świecie, przekraczając granice naszej niepełnosprawności. Wiele mówi się o zagrożeniach związanych z cyfryzacją, o uwiązaniu człowieka do komputera czy smartfona. Spotyka się grupy młodych ludzi, stojących obok siebie na przystanku czy siedzących w kawiarni i wysyłających sobie wiadomości przez komunikatory internetowe. Zjawisko, o którym tu mowa, dla wielu osób z niepełnosprawnościami jest bardzo wygodne, bo przecież za cyfrowym interfejsem można się schować, bo zza tej osłony ślepoty tak od razu nie widać. Jednak życie wyłącznie w świecie wirtualnym jest zwyczajnie niemożliwe, bo przecież nic, przynajmniej na razie, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu twarzą w twarz.

Sztuka pisania listów nie umarła. Wciąż lubimy zapach i szelest papieru. Brajl, jakkolwiek zajmuje dużo miejsca, nie zginął. Linijka brajlowska, dobra do obsługi urządzeń elektronicznych albo do czytania dużych książek, nie da nam tego, co możemy dostać od papierowego listu przekazanego nam w całości nie tylko w swej treści, lecz także i w formie. Dlatego, mimo tych wszystkich udogodnień technicznych, wielu z nas wciąż korzysta  ze staroświeckich form przekazywania wiadomości, czy słuchania muzyki. Na starych radioodbiornikach czy na nośnikach analogowych dźwięk brzmi w specyficzny i niepowtarzalny sposób. Z wielu powodów wciąż wracamy do skażonego niedoskonałościami brzmienia muzyki z płyt winylowych czy analogowych kaset magnetofonowych. O historii urządzeń analogowych do słuchania i utrwalania dźwięku pisaliśmy już dość dużo w Tyfloświecie, więc będziemy się zatem zatrzymywać dłużej nad tym tematem.

W każdym razie, trudno się nie zgodzić z twierdzeniem, że technologia, jaka by nie była, towarzyszy nam, praktycznie rzecz ujmując, zawsze i wszędzie, lecz na technologii świat się nie kończy.

Wymiana informacji także nie wyczerpuje wszystkich naszych potrzeb związanych z kontaktami z otoczeniem, bo przecież żaden komputer, smartfon, ani nawet najbardziej rozwinięta aplikacja, nie spyta nas, jak się dziś czujemy albo co nas cieszy, co nas smuci lub na co mielibyśmy właśnie ochotę. Słowem, nic nie zastąpi nam szczerej rozmowy z drugim człowiekiem - nie da nam tego rodzaju intymności, który można osiągnąć jedynie przy bezpośrednim spotkaniu twarzą w twarz.

Niepełnosprawność jest trudna tak dla nas, którzy musimy z nią żyć, jak i dla pełnosprawnej reszty. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy osobom niewidomym potrzebne są formy aktywności skierowane na środowisko osób z dysfunkcją wzroku, czy też do wyciągnięcia ich spoza ekranów do realu wystarczy włączenie ich do istniejących form mainstreamowych, nie jest prosta.

Tematem, wokół którego toczą się spory w naszym środowisku jest tyfloturystyka. Jedni mówią, że to zjawisko powinno się ograniczać lub wręcz eliminować, bo przecież nikt nie chce być zaganiany do getta, inni odpowiadają na to, że przebywając w grupie osób mających podobne potrzeby, podobny sposób odczuwania, przeżywania, kontaktu z rzeczywistością, lepiej odpoczniemy, że przebywanie w takim „oswojonym” środowisku da nam niezbędne podczas wakacyjnego wypoczynku poczucie komfortu. Jedni lubią wyjeżdżać z rodziną, a inni z przyjaciółmi. Są wreszcie tacy, którzy chcą pojechać z grupą osób zupełnie obcych, żeby poznać nowych, ciekawych ludzi. Niezmienne jest jednak to, że w każdym przypadku, możemy zwiedzić ciekawe miejsca, poznać wielu fajnych ludzi, którzy nierzadko po kilku minutach znajomości okazują się być naszymi pokrewnymi duszami i, nie wiedząc nawet jak i kiedy, zaczynamy rozmawiać z nimi tak, jakbyśmy rozmawiali sami ze sobą, gdyż rozumiemy się bez słów. Zapewne to doświadczenie dobrego wzajemnego zrozumienia nie jest specyficzne dla osób niewidomych czy słabowidzących. Badania pozostawmy psychologom. Nie ulega jednak wątpliwości, że osoby z dysfunkcją wzroku zwiedzają muzea czy miejsca atrakcyjne turystycznie w sposób inny niż osoby pełnosprawne. Jeszcze stosunkowo niedawno powszechnie uważano, że turystyka w przypadku niewidomych jest niecelowa, bo przecież pójście powiedzmy do muzeum malarstwa da takiej osobie w najlepszym razie poczucie przebywania w obecności dzieł sztuki.

Różne są sposoby na wakacje po niewidomemu. Można próbować dać sobie radę i pojechać z jakimś biurem podróży, można skorzystać z biura specjalizującego się w organizowaniu wyjazdów dla osób z dysfunkcją wzroku lub wybrać się w miejsce, gdzie spotykają się osoby z niepełnosprawnością.

Wszystkim, którzy szukają wypoczynku w dobrym towarzystwie, w bezpiecznym i przyjaznym miejscu polecam wyjazd na obóz integracyjny do miejscowości Stara Wieś koło Limanowej.

Tam właśnie co roku są organizowane wyjazdy integrujące osoby niewidome, słabowidzące, jak i wolontariuszy, którzy są związani np. z pedagogiką albo po prostu mają doświadczenie w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. Od wolontariuszy nie wymaga się jakiegoś specjalnego wykształcenia czy doświadczenia, ale podstawowa wiedza o dysfunkcji wzroku ułatwia współdziałanie i ma dobry wpływ na wzajemne zrozumienie.

Wyjazdy, o których tu mowa, odbywają się zazwyczaj w okresie letnim, na początku lub najpóźniej w pierwszej połowie lipca. Na obozach spotykają się osoby z całej Polski, a ich główną organizatorką jest P. Irena Koch, związana z Krajowym Duszpasterstwem Niewidomych.

Wyjazdy te organizowane są już od dwudziestu kilku lat i wciąż przyciągają wielu nowych niewidomych i słabowidzących miłośników Gór. Ja dowiedziałam się o tym przedsięwzięciu od jednej z moich najbliższych przyjaciółek w 2009 r. Wtedy to pojechałam do Starej Wsi po raz pierwszy. Pojechałam i wsiąkłam. Jeżdżę na te obozy każdego roku, bo bardzo lubię chodzić po górach, poznawać nowych ludzi, spędzać z nimi czas, a także otwierać się na nowe wyzwania i przeżycia.

Oprócz wycieczek górskich, mamy w naszym programie także krótsze spacery, jak również wieczorne i popołudniowe spotkania przy ognisku. Ogniska sprzyjają wspólnemu śpiewaniu. To muzykowanie przeciąga się często do późnych godzin nocnych.

Obozy organizowane są przez duszpasterstwo, a więc nie może w nich zabraknąć miejsca na aktywne zaangażowanie w liturgię. Tu od razu uspokajam, przygotowywanie czytań czy śpiewów mszalnych nie jest obowiązkowe. Aktywne uczestnictwo w liturgii jest formą wypowiadania tego, co gra w duszy. Wybieramy i prześpiewujemy pieśni, a także opracowujemy stałe części liturgiczne. W tak zaimprowizowanym zespole jest miejsce dla każdego. Nie trzeba wykazywać się nadzwyczajną religijnością. Wystarczy chcieć dać wszystkim odrobinę tego, co umiemy np. być uzdolnionym muzycznie: dobrze śpiewać, ewentualnie grać na jakimś instrumencie.

Mamy jeszcze coś dla lubiących rządzić się w kuchni: pomagać np. przy robieniu kanapek, obieraniu i krojeniu warzyw, zmywaniu naczyń lub nakrywaniu do stołu. Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, dzielimy się na 4 lub 5 grup. Zadaniem każdej z nich jest przygotowanie jednego posiłku w wyznaczonym dniu. Każda grupa składa się z 4-6 osób. Połowa to osoby z dysfunkcją wzroku, a połowa wolontariusze.

Gdy pogoda nie sprzyja wycieczkom, spędzamy czas grając w różne gry lub muzykując w znajdującej się na parterze dużej jadalni, która jest także miejscem, gdzie odprawiane są niedzielne Msze Święte.

Nasze obozy odbywają się w gospodarstwie agroturystycznym. To trzypiętrowy dom, którego gospodarzami są państwo Danuta i Stefan Chutkowie i ich dzieci.

 

Dla kogo są nasze obozy?

  1. Zapraszamy osoby niewidome, niedowidzące i niedosłyszące z całej Polski.
  2. Mile widziani są wolontariusze, którzy odnajdują się w środowisku osób niewidomych i wśród osób z niepełnosprawnościami.
  3. W naszym towarzystwie z pewnością dobrze będą się czuły osoby uzdolnione muzycznie, hobbystycznie gotujące oraz wielbiciele górskich spacerów.
  4. Nasze obozy to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, ale osoby, które mają dobry humor bez względu na miejsce i pogodę z pewnością dobrze z nami wypoczną.
  5. Nasze obozy to dobre miejsce z dobrą energią, gdzie dobrze będzie parom i singlom. W atmosferze ciepła, otwartości i komfortu można tu spotkać ludzi ciekawych siebie nawzajem, ludzi ciekawych świata i być może znaleźć kogoś, kto sprawi, że nasze życie stanie się piękniejsze i bogatsze.

Katarzyna Wierzbicka

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków