Dotknąć historii

- „Mam iść do galerii obrazów, żeby doświadczyć namacalnie ich obecności? Miasta są przecież takie podobne. Wszędzie trzeba się unudzić monotonią bezsensownego dreptania.” Wiele razy słyszałem niewidomych, wygłaszających podobne kwestie. Mówili też: „Przecież nie będę tego wszystkiego obmacywał; kurze może pościerać ktoś inny.”

Z drugiej strony przewodnicy wychodzili ze skóry, próbując coś pokazać. Było w tym tyleż dobrej woli, co zupełnego braku wiedzy o tym, jak osobie z dysfunkcją wzroku przedmioty kultury materialnej, zabytki architektury, czy wreszcie interesujące wszystkich atrakcje turystyczne przybliżyć. Na szczęście w tej dziedzinie wiele zmienia się na lepsze. W muzeach można coraz częściej dostać urządzenie zapewniające nam audiodeskrypcję wystaw, pisaliśmy na łamach Tyfloświata o galeriach, które przygotowują repliki zabytków, co pozwala osobom niewidomym dotykać przedmiotów bez obawy o ich zniszczenie lub po prostu zapoznawać się z dziełami sztuki, które w inny sposób byłyby niedostępne. W Polsce mamy już sporo takich miejsc, gdzie postarano się o udostępnienie zabytków osobom z dysfunkcją wzroku. Jednakże moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje to, co w dziedzinie udostępniania zabytków zrobiono w Sandomierzu.

Każdy chyba potrafi podać długą listę sposobów na przyjemne spędzanie długiego majowego weekendu. Można spędzać czas przy grillu z przyjaciółmi, ale doroczna majówka równie dobrze może być okazją do zwiedzania. Wybrałem się przeto z rodziną do Sandomierza. To stare, będące niegdyś kwitnącym ośrodkiem handlowym miasto, pełne jest zabytków, świadków bogatej i burzliwej historii. Można tam zwiedzić sięgające swymi początkami średniowiecza kościoły, lochy, renesansowe kamienice, barokową katedrę, zamek czy wreszcie muzeum diecezjalne. Trwająca około czterech godzin wycieczka z przewodnikiem wystarcza na ledwo pobieżne zapoznanie się z tym wszystkim, co w Sandomierzu zwiedzić warto. Myślę więc, że kiedyś tam wrócę, by zaspokoić mój sandomierski niedosyt. Lecz obok obfitości ciekawych do zwiedzania obiektów jest jeszcze jeden, z punktu widzenia czytelników Tyfloświata chyba ważniejszy, powód, bym do zwiedzenia Sandomierza zachęcał. Przewodnicy sandomierscy są świetnie przygotowani do oprowadzania turystów z dysfunkcją wzroku.

Moja przewodniczka starała się wszystko bardzo plastycznie opisywać. Dbała o to, bym mógł dotknąć wszystkiego, czego dotykanie miało w ogóle jakiś sens, a przy tym starała się, by dotykanie przedmiotów czy elementów architektonicznych miało wartość poznawczą.

A dotyk historii?

Sandomierscy muzealnicy na placu przed zamkiem urządzili z myślą o niewidomych zwiedzających małą, ale niezwykle wprost użyteczną ekspozycję. Na pięciu postumentach ustawiono tam miniatury najważniejszych obiektów architektonicznych miasta. Każdy z zabytków zaopatrzony jest w brajlowską tablicę informacyjną (około strona tekstu), którą zrobiono w ten sposób, że nawet na deszczu i zimnie czytanie treści, jakkolwiek niezbyt komfortowe, jest w pełni możliwe. A na koniec to najważniejsze. Przewodnik w Sandomierzu wie, że niewidomego po szczegółach bryły architektonicznej trzeba oprowadzić. Weźmie więc nas za rękę lub pokieruje naszymi ruchami tak, abyśmy ważny detal mogli obejrzeć. Trzeba przy tym zaznaczyć, że wykonawca makiet zadbał o to, by wszystkie ważne elementy były możliwe do obejrzenia dotykiem tak, że nawet charakterystyczne dla budynków ozdoby są elementami dobrze rozpoznawalnymi dla każdego, kto tylko zechce poświęcić im odrobinę uwagi. Warto więc pojechać do Sandomierza. Tam bowiem, drodzy Czytelnicy, będziecie mogli dotknąć nie odłamków cegieł czy chropowatego mokrego i spękanego tynku starych piwnic, tam będziecie mogli dotknąć historii.

 

Damian Przybyła

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków