WebSDR, czyli nasłuchy na odległość

Internet jako medium pozwalające na wiele znany jest od ponad dwudziestu lat.

Rozwija się dynamicznie, a każda nowa technologia zaciera granice między rzeczywistością realną, a wirtualną.

Ta modernizacja i "internetyzacja" dotyka również skazanego, jak mówią, na wymarcie i należącego, jak się wydaje, ze swej natury do analogowej części otaczającego nas świata, radia.

Istnieje bowiem serwis, który w mniej niż minutę pozwoli nam eksplorować pasmo radiowe z najdalszych zakątków świata.

Nie chodzi tu jednak o setki strumieni do stacji naziemnych czy internetowych, jak reklamują swoją bazę stacji niektóre odtwarzacze radia, lecz o możliwość zdalnego posłuchania tego wszystkiego, co usłyszelibyśmy, będąc w dowolnej części globu z odbiornikiem radiowym.

Serwis WebSDR, bo o nim mowa umożliwia udostępnienie specjalnie do tego przystosowanego odbiornika wraz z możliwością kontrolowania go w sieci Internet.

Aby z niego skorzystać należy odwiedzić stronę: http://www.websdr.org/

Po otwarciu powyższej witryny zobaczymy listę aktualnie działających serwerów SDR z parametrami takimi jak dozwolona ilość użytkowników, region, czy udostępniony wycinek pasma radiowego.

po wybraniu serwera przeglądarka staje się naszym wirtualnym kontrolerem odległego odbiornika.

Z technicznego punktu widzenia, by udostępnić swój odbiornik światu, trzeba niestety zabawić się w małego elektronika i majsterkowicza.

Zarówno instalacje antenowe, jak i moduły do konwersji analogowego pasma na tzw. Baseband *1 są najczęściej autorstwa udostępniających odbiornik osób.

W polu informacji o odbiorniku często ujrzymy więc całą listę użytych podzespołów i modułów umożliwiających jego działanie.

Elementem wspólnym dla odbiorników SDR jest oprogramowanie serwerowe WEBSDR, dostarczane zainteresowanemu udostępnieniem odbiornika prywatnie.

Jego wersja, a co za tym idzie interfejs użytkownika oraz niektóre funkcje, różnią się między odbiornikami. Wszystko jednak opiera się o systemy z rodziny Unix.

Po stronie użytkownika serwis wykorzystuje dwa standardy – Technologię Java lub HTML 5.

Jako że aplety języka Java uznane są za technologię dużo mniej bezpieczną i przestarzałą, autorzy rekomendują użycie rozwiązania nowocześniejszego, czyli HTML 5.

W większości odbiorników Kontroler SDR to zestaw przycisków wyboru modulacji, pola edycji do wpisania częstotliwości, czy podręczne pole czatu z innymi użytkownikami serwera.

Do dyspozycji mamy również możliwość zmiany  szerokości filtrów, przydatną w przypadku interferujących ze sobą sygnałów.

Ilość kontrolek, które mamy do dyspozycji podczas korzystania ze zdalnego radia, zależy od odbiornika, a dokładniej, od wersji oprogramowania WEB SDR.

Niektóre z dostępnych stacji oferują bogaty panel kontrolny, inne, prostsze jedynie podstawową kontrolkę strojenia, wybór pasma, filtr i wybór modulacji.

W niektórych odbiornikach pasma nazywane są według ich użytkowych nazw takich jak LW, SW, nie zaś według uśrednionej długości fali.

Moją referencją będzie pierwszy na liście, udostępniający największy zakres pasma odbiornik z Tvente w Holandii. Do dyspozycji mamy ciągły zakres pasma od 1 do 29999 kHz.

Po wybraniu odbiornika z listy słyszalny powinien być szum. Domyślnie znajdujemy się gdzieś w środku pasma 14 mHz.

Pierwszym interesującym nas elementem jest grupa View.

Dostępne możliwości wyboru to Waterfall, czyli widmo sygnału radiowego, lub blind - nie wyświetlający żadnego wizualnego elementu. W dalszej kolejności napotykamy przyciski opisane kolejno jednym, dwoma lub trzema minusami.

Pole edycji, umożliwiające ręczne wpisanie częstotliwości z niektórymi konfiguracjami czytnika ekranu, płata figle, jest jednak bardzo wygodne i poręczne.

Poniżej pola napotykamy przyciski z jednym, dwoma i trzema znakami plus.

Przyciski z minusami i plusami to trzy typy rastra,niski, średni, i duży.

Na przykład dla pasma AM (LW / NW) to kolejno 500 Hz, 1 kHz i europejski raster AM 9 kHz.

Kolejną grupę kontrolek stanowi wybór modulacji oraz filtrów. Do dyspozycji jest modulacja AM, jednowstęgowa podzielona na LSB i USB, przydatna przy odsłuchu telegrafii CW, oraz FM.

Modulacje LSB, AM, USB i CW występują w wariantach Wide (szeroki filtr) oraz Narrow (wąsko zestrojony filtr). Poniżej znajduje się miernik sygnału wyskalowany w dBm.

WebSDR może zapisać w plikach cookie  całą grupę ulubionych stacji.

Funkcja ta jest szczególnie przydatna, gdy chcemy zapisać miejsca stacji, do których będziemy chcieli ponownie wrócić.

Do czego mi się to przyda?

Jak opisałem w tekście dotyczącym serwisu Globaltuners, pasma radioamatorskie, a nawet użytkowa część zakresu fal krótkich (1.7 – 29.999 mHz) podatne są na liczne zjawiska, znane również z innych części pasma. I tak zdarza się, że bogu ducha winni użytkownicy pasma CB spotykają tłumy Rosjan okupujących ich wydawałoby się własne pasmo kanału 19 (27.180 kHz). Troposferyczna propagacja może bowiem sygnały o bardzo skromnych mocach przenosić na kolosalne odległości. Często zjawisko działa w dwie strony. Ciężko natomiast jest na pasmach tych zaobserwować sporadyczną warstwę jonosfery (S).

Prócz krótkofalowców i widzących jedynie swoje radio entuzjastów, fale krótkie średnie, jak i długie nadal pozostają miejscem, gdzie można znaleźć serwisy informacyjne stacji z całego świata i nie trzeba do tego specjalnej propagacji.

Przeciętne warunki odbioru radiowego wystarczą, by w środku Warszawy odebrać sygnał z Korei czy Turcji.

Podsumowując…

Serwis WebSDR nie należy do najłatwiejszych. Używanie go może sprawić jednak sporo frajdy zarówno niedoświadczonemu, jak i zaawansowanemu nasłuchowcowi.

Patryk Faliszewski

Kasperski Antywirus dla Mac OS dostępny

Od niedawna jestem użytkownikiem pakietu Kasperski Internet Security for Mac.

Przyjrzyjmy się temu oprogramowaniu z punktu widzenia dostępności. Ale, ale… Pakietu nie ma w App Storze. Skąd go więc pobrać?

Aby pobrać aplikację, należy uruchomić przeglądarkę internetową i wpisać do wyszukiwarki Kasperski Polska, odnaleźć w wynikach wyszukiwania Kasperski Polska Lap Ochrona,

a gdy strona nam się załaduje kliknąć na link „do pobrania”. Na kolejnej podstronie szukamy nagłówka Kasperski Internet Security for Mac. W tej sekcji znajduje się odnośnik „wypróbuj wersję”. Po jego otwarciu docieramy wreszcie do łącza „pobierz”.

Uwaga!

Aby zainstalować aplikację, należy w preferencjach systemowych włączyć opcję „zezwalaj na instalację aplikacji z nieznanych źródeł”. Krok ten jest niezbędny w przypadku aplikacji, które pobieramy z miejsc innych niż strony firmy Apple.

Nie miałem żadnych kłopotów podczas instalacji programu. Pierwszym krokiem po zakończeniu procesu instalacji jest aktywowanie licencji lub uruchomienie trzydziestodniowej wersji próbnej.

W następnym kroku należy znaleźć przycisk „aktualizacje”. Kliknięcie tego przycisku pozwoli nam na pobranie bazy wirusów.

Jakie funkcje oferuje Kasperski for Mac?

  1. Skanowanie plików (pełne skanowanie, szybkie skanowanie oraz skanowanie folderów)
  2. Bezpieczne pieniądze.
  3. Kontrola rodzicielska.
  4. Ochrona prywatności.

Wymagania sprzętowe

Kasperski potrzebuje:

  1. Dostępu do Internetu.
  2. Około 700 MB wolnego miejsca na dysku twardym.
  3. 1 GB RAM.

Ile kosztuje Kasperski for Mac?

W przypadku licencji jednostanowiskowej zapłacimy 199 złotych na rok.

Konfiguracja Kasperskiego.

Aby otworzyć okno preferencji naszego programu, używamy skrótu comand- lub w menu bocznym wybieramy pozycję „Agent Kasperski”.

Korzystam z komputera MacBook Pro o podstawowej konfiguracji Meed 2015.

Na moim dysku twardym mam 58 GB danych. Skanowanie pełne trwało u mnie godzinę.

W domyślnej konfiguracji podczas skanowania program automatycznie skasuje nam plik rozpoznany jako zagrożenie. Aby zmienić tę opcję, należy wejść w preferencje programu, odblokować kłódkę, odszukać zakładkę „skanowanie” i tam zmienić stosowną opcję.

Moim zdaniem omawiany pakiet antywirusowy jest dobrze dostępny, dlatego zachęcam wszystkich do jego przetestowania.

Rafał Mitera

Granice wyobraźni

 

Naukowcy pracujący nad udostępnianiem osobom niewidomym obiektów wizualnych zmierzyli się z kolejnym wyzwaniem. Tym razem zespół z Purdue University podjął próbę udostępnienia osobom niewidomym obrazów mikroskopowych. Gdyby udało się stworzyć możliwość dotykowego oglądania takich obrazów oznaczałoby to istotny przełom w edukacji osób z dysfunkcją wzroku. Obecnie można wykonywać obrazy mikroskopowe używając do tego technik tyflograficznych. Wymaga to jednak sporo pracy i czasu oraz zaangażowania specjalisty, który wie co widać pod mikroskopem i potrafi opatrzyć obraz stosownymi opisami brajlowskimi. Można także próbować audiodeskrybcji. W tym wypadku napotykamy jednak na barierę być może jeszcze trudniejszą do pokonania, ponieważ po pierwsze bardzo trudno w sposób jednoznaczny i zrozumiały opisywać takie obrazy, (każda osoba dokonująca opisu może używać nieco innego języka, co będzie miało wpływ na ukształtowanie się opisywanego obrazu u odbiorcy), a po drugie nawet jeśli słuchacz uzyska taki opis, to zawsze będziemy musieli liczyć się z tym, że go nie zrozumie.

Rozwiązanie opracowywane w Purdue University ma umożliwić bezpośredni kontakt niewidomego odbiorcy z obrazem mikroskopowym za pośrednictwem specjalnego interfejsu wibracyjnego. Zestaw składa się z komputera, do którego podłączono mikroskop i coś w rodzaju joisticka. Obraz z mikroskopu przekazywany jest do komputera a następnie trafia do aplikacji, która pozwala osobie niewidomej eksplorować go za pomocą stanowiącego interfejs dotykowy joisticka. W eksperymentach wykorzystano preparat zawierający białe i czerwone krwinki. Sygnały wibracyjne zaprojektowano tak, że pozwalają one różnicować granice komórek, oraz odróżniać obiekty o różnych teksturach. Dotychczasowe testy są na tyle zachęcające, że prace nad nowym urządzeniem będą kontynuowane. Podczas porównywania metod prezentowania obrazów mikroskopowych osobom niewidomym okazało się, że interfejs umożliwił lepsze odróżnienie w oglądanym preparacie krwinek białych od czerwonych, niż w przypadku innych porównywanych metod.

Źródło: https://coolblindtech.com/using-a-haptic-device-blind-people-can-see-mic...

Co zrobić z tymi ekranami dotykowymi?

Tablety i telefony komórkowe mają już swoje narzędzia umożliwiające osobom z dysfunkcją wzroku lepsze czy gorsze korzystanie z tych urządzeń. Ekrany dotykowe są jednak wszędzie. Pralki, kuchenki mikrofalowe, ekspresy do kawy, automaty biletowe na dworcach czy maszyny, sprzedające napoje, słodycze i inne drobiazgi, wszystko to coraz częściej wyposaża się w takie ekrany. Można oczywiście przeciw brakowi dostępności takich rozwiązań protestować, można domagać się udźwiękowienia tych urządzeń, ale wydaje się, że protesty takie nie będą skutecznym działaniem prowadzącym do rozwiązania naszych problemów. Można stosować aplikacje, które dodadzą do naszego telefonu funkcję pilota do sterowania interesującym nas urządzeniem. Rozwiązanie to lepsze, ale nie pozbawione wad. Po pierwsze urządzeń w naszym otoczeniu może być bardzo wiele a jak dotąd uniwersalny „pilot” do sterowania wszelkimi funkcjami wszystkiego, co ma ekran dotykowy nie istnieje i najprawdopodobniej stworzenie takiej aplikacji jest zwyczajnie niewykonalne, zaś instalowanie mnóstwa aplikacji do mnóstwa otaczających nas interfejsów dotykowych jest po prostu technicznie niemożliwe i praktycznie byłoby bardzo niewygodne. Po drugie, nie wszystkie urządzenia z ekranem dotykowym mają interfejs pozwalający na sterowanie nimi za pomocą internetu, podczerwieni czy poprzez bluetooth. Zdając sobie sprawę z tych wszystkich ograniczeń podjęto próbę znalezienia rozwiązań, które mimo wszystko umożliwiłyby osobom niewidomym korzystanie z nieudźwiękowionych ekranów dotykowych.

VizLens

Użytkownicy IPhonów zetknęli się być może z aplikacją VizWiz. Umożliwiała ona zrobienie zdjęcia i wysłanie pytania o fotografowany obiekt. Za pośrednictwem aplikacji można było otrzymać odpowiedź pozwalającą np. na wykonanie jakiejś interakcji z urządzeniem, którego ekranu nie widzimy. Jednakże od jakiegoś czasu aplikacja nie działa. VizWiz był projektem badawczym. Ponieważ pojawiły się darmowe usługi spełniające te same zadania, a twórcy projektu uzyskali już potrzebne im informacje aplikacja i związany z nią serwis naturalną koleją rzeczy przestały działać.

Prace nad VizWiz dały początek nowemu projektowi pod nazwą VizLens. VizLens to aplikacja, która wykorzystuje komputerowe rozpoznawanie obrazu. Użytkownik wykonuje zdjęcie ekranu dotykowego swojej kuchenki mikrofalowej czy biurowego automatu z kawą a następnie zapisuje obrazek w swoim urządzeniu nadając mu odpowiednią rozpoznawalną nazwę (np. „moja mikrofalówka”), wysyła zdjęcie na serwer, gdzie jest ono przetwarzane tak, że widoczne na ekranie kontrolki są rozpoznawane i etykietowane. Zapisywana jest także pozycja poszczególnych elementów na ekranie. Tak przetworzony obraz zapisywany jest na serwerze. Gdy chcemy obsłużyć nasze urządzenie wystarczy w aplikacji kliknąć nazwę interesującego nas urządzenia. Mapa tekstowa zostaje pobrana a my, za pomocą VoiceOver, możemy obejrzeć w telefonie ekran interesującego nas urządzenia tak, jak oglądalibyśmy ekran dowolnej aplikacji. Ale co z tego? Tu zaczyna się najtrudniejsza, ale zarazem najbardziej dla nas interesująca część omawianego rozwiązania. VizLens daje nam możliwość obsługi naszego urządzenia. Jak? Mając obraz ekranu dotykowego ładujemy go do aplikacji a następnie kierujemy kamerę telefonu w stronę ekranu dotykowego. Palec drugiej ręki przesuwamy nad ekranem dotykowym do momentu, gdy usłyszymy nazwę interesującej nas kontrolki. W tym momencie aplikacja pokieruje nas udzielając wskazówek w rodzaju „lekko w prawo”, „trochę w górę” itp. Do momentu, gdy będziemy mogli dotknąć ekranu i aktywować interesującą nas funkcję.  W przypadku prostych, jednopoziomowych interfejsów prawdopodobnie można nauczyć się aktywowania poszczególnych kontrolek pod kierunkiem omawianej aplikacji. Problem jednak powstaje wtedy, gdy naciśnięcie kontrolki otwiera kolejny ekran dotykowy. Uruchomienie kolejnego ekranu naszego interfejsu wymaga bowiem załadowania kolejnego zdjęcia. Dobra wiadomość jest taka, że zdjęcia wystarczy zrobić raz a potem można je tylko przywoływać, gdy są potrzebne. Twórcy aplikacji planują w przyszłości połączenie jej z mechanizmem OCR w taki sposób, żeby było możliwe także korzystanie z urządzeń, z którymi stykamy się pierwszy raz czy takich, z którymi nie będziemy się często spotykać, (np. automat sprzedający bilety na stacji kolejowej czy lotnisku).

Halos

Kolejnym rozwiązaniem, które być może ułatwi życie niewidomym użytkownikom urządzeń z ekranami dotykowymi jest Halos („Home Appliance Label and Overlay System” system do etykietowania i tworzenia nakładek na urządzenia gospodarstwa domowego).

Najlepszy znany sposób radzenia sobie z obsługą urządzeń agd  z ekranami dotykowymi, to stosowanie przyklejalnych punktów brajlowskich lub brajlowskich nakładek wykonywanych samodzielnie lub przez zajmujące się tym firmy. Niektórzy producenci tych urządzeń oferują osobom z dysfunkcją wzroku swoje nakładki. Anne DeWitte, właścicielka Tangible Surface Research, pracuje nad bardzo obiecującą alternatywą. Halos, bo o nim mowa, jest innowacyjnym przedsięwzięciem, które ma na celu stworzenie uniwersalnego interfejsu dotykowego. Brajl, jakkolwiek dobry dla tych, którzy pismem się posługują, ma pewne istotne wady. Po pierwsze nauczenie się go przez osoby ociemniałe zwłaszcza w starszym wieku może być trudne. Po drugie stosowanie ikon sprawia, że urządzenia wyposażone w interfejsy z ikonami mogą być sprzedawane na całym świecie ponieważ obrazkowa reprezentacja informacji pozwala na przełamanie, przynajmniej na poziomie podstawowym, barier językowych.

Prace Anne DeWitte rozwijają się w dwóch kierunkach. Pierwszy to stworzenie ikon, które będą łatwo rozpoznawalne dotykowo. Nie wystarczy stworzyć wypukłe przezroczyste nakładki do przyklejania na ekranach dotykowych. Trzeba jeszcze znaleźć takie kształty, które w sposób łatwy i jednoznaczny będą rozpoznawalne dotykiem. Ale co zrobić z ekranami wyposażonymi w menu rozwijane, z ekranami, na których aktywowanie kontrolki powoduje otwarcie nowego okna? To właśnie drugi kierunek badań Anne DeWitte. Zajmuje się ona badaniem tzw powierzchni programowalnych. Chodzi o takie tworzywa, które pod wpływem interakcji będą mogły zmieniać kształt, wyświetlać w sposób dotykowy potrzebne informacje. Zapotrzebowanie na takie rozwiązania jest wielkie. Wyobraźmy sobie np. że moglibyśmy poczuć kształt ikon na ekranie naszego telefonu albo przeczytać coś brajlem wprost na wyświetlaczu dotykowym. Jednak bez wiedzy o specyfice percepcji dotykowej stworzenie ikon, które będą miały wartość użytkową dla osób niewidomych jest praktycznie niemożliwe. Wiemy już, że postrzeganie dotykowe jest zależne od stopnia dostęopności bodźców wzrokowych. Jest ono więc inne u osób widzących, niewidomych, słabowidzących i ociemniałych. Badania nad stworzeniem interfejsu wykorzystującego informacje dźwiękowe w połączeniu z dotykowymi i wibracyjnymi trwają. Czy omówione powyżej rozwiązania będą używane powszechnie przez konsumentów z dysfunkcją wzroku? Trudno powiedzieć.

Na razie zainteresowani mogą na stronie http://tangiblesurfaceresearch.com/ kupić nakładki lub zestawy naklejek dla swoich urządzeń gospodarstwa domowego. Na aplikację skanującą ekrany obrazkowe i dającą nam kontrolę nad nimi przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. A może producenci urządzeń z ekranami dotykowymi zaczną powszechnie stosować w nich coś w rodzaju czytników ekranu? Czas pokaże.

Źródło: http://www.afb.org/afbpress/pub.asp?DocID=aw180104&utm_source=AFB&utm_medium=email#content

Opracował Damian Przybyła

Prosty wykrywacz przeszkód

 

Inteligentne zegarki od Apple, podobne urządzenia z systemem Android, czy wreszcie inne nafaszerowane elektroniką gadżety do noszenia, to coraz silniejszy trend w rozwoju elektroniki użytkowej. Pojawienie się tego rodzaju urządzeń wspierających osoby z niepełnosprawnościami było zatem jedynie kwestią czasu. Przykładem takiego rozwiązania jest BuzzClip. Ten niewielki i lekki, przeznaczony do noszenia na ubraniu wykrywacz przeszkód, został zaprojektowany jako urządzenie wspomagające osoby poruszające się z psem przewodnikiem lub białą laską.

Urządzenie można łatwo przypiąć do swetra czy płaszcza. Dla zabezpieczenia przed ewentualnym odpięciem od ubrania wykrywacz został zaopatrzony w łatwą do odpięcia i przypinania smycz. Bateria ładowana przez USB wystarcza na około 10 godzin pracy.

BazzClip oznajmia o przeszkodach za pomocą wibracji oraz cichego dźwięku. Rekomendowany przez producenta sposób użycia to noszenie urządzenia na piersi. Do dyspozycji mamy dwa tryby pracy. Urządzenie może wykrywać przeszkody z odległości jednego lub dwóch metrów. Zalecany sposób użycia to dystans 2 metry na zewnątrz a 1 metr w pomieszczeniach. Producent pomyślał o tym, by urządzenie przechodziło automatycznie w tryb uśpienia, gdy odległość od przeszkody jest stała, czyli nie zmienia się więcej niż o 10 centymetrów np. wtedy, gdy z kimś rozmawiamy i stoimy blisko rozmówcy. Tryb uśpienia włącza się automatycznie po około 10 sekundach. Wykrywacz radzi sobie dobrze z ostrzeganiem przed gałęziami czy krzakami wystającymi na chodnik na wysokości głowy, jest także pomocny w wykrywaniu latarni, znaków drogowych czy koszy na śmieci. Wprawdzie urządzenie nie jest wodoszczelne, lecz producent twierdzi, że bez ryzyka zniszczenia można je nosić w czasie deszczu. Mróz do -30 stopni także nie stanowi problemu. W pomieszczeniach sprawdza się np. w sytuacjach wymagających poruszania się za ludźmi w jakimś kierunku – jak wtedy, gdy stoimy w kolejce. Czy oferowane przez iMerciv Inc za 284 dolary urządzenie jest warte swej ceny? Rzecz pozostawiam do rozstrzygnięcia czytelnikom.

Źródło: http://www.afb.org/afbpress/pub.asp?DocID=aw180307&utm_source=AFB&utm_medium=email#content

Jeśli on może…

Damian z gitarą w trakcie  festiwaluGodzina 20:00. Zbiera się kadra obozu XIII Szczepu Harcerskiego „Zośka” z Katowic. Brakuje jeszcze tylko Dominika i Damiana. Dominik się znalazł, jeszcze tylko Damian.

Nie pomyśleliśmy, mógł ktoś po niego iść. Chociaż, właściwie przecież sam się porusza po mieście, to wie, gdzie mamy zbiórkę. Trafi.

Stoję tyłem do schodów, po których właśnie wchodzi Damian. Przyszedł z żoną. Zdenerwowany. Z gitarą. Będzie naszym instruktorem muzycznym i gawędziarzem. Nikt nie potrafi tak opowiadać jak nasz niewidomy kolega.

Znamy się od 2 lat, ale to w tym roku szkolnym okazało się, że kiedyś działał w Drużynie Nieprzetartego Szlaku w Laskach koło Warszawy i tak opowiadał, że poprosiłam go o gawędę z okazji Święta Narodowego 11 listopada. Tak się zaczęło z gawędami, bo wcześniej już przychodził na zbiórki z gitarą i uczył harcerzy śpiewać. Ale to opowieść na inny artykuł. Wróćmy do tegorocznego obozu.

Już jesteśmy wszyscy, dzielimy się szczegółowo zadaniami. Każdy musi dokładnie wiedzieć, co ma robić i za co odpowiada. Nagle Damian mówi, że nie jest nam do niczego potrzebny. Ależ jest, przecież umie mówić, zna wszystkie ustalenia, więc chyba może odpowiadać rodzicom na pytania? O 21:00 na zbiórce komendant odczytuje rozkaz, podając kto jedzie z kadry szczepu na obóz i kim będzie na tym obozie. Widzę malująca się dumę na twarzy Marcina, syna Damiana i zdenerwowanie żony. Damian już jest spokojny, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Podczas obozu będzie spał w namiocie z Robertem – naszym kwatermistrzem. Ale Robert już wczuwa się w rolę „oczu Damiana”. Wprawdzie już wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że niewidomy od urodzenia człowiek mówi: „muszę zobaczyć”, „odczytam SMS-a”, „kiedy widziałem...”, ale wiemy że nie widzi jak osoby widome i potrzebuje widzieć czyimiś oczyma to, co nowe i nieznane. Potem już jakoś będzie. Pewnie wystarczy pokazać mu ze dwa razy drogę do „toy toy-a”, pod prysznice i do stołówki i będzie chodził sam. W końcu w Katowicach sam chodzi do sklepu, gotuje, pierze, prasuje i opiekuje się dziećmi.

Jesteśmy na miejscu. Damian zostaje w autobusie, nie mamy czasu nawet na myślenie o nim. Poczeka, najpierw dzieci. Nawet nie wiem, kto i kiedy zaprowadził go na teren obozu. Wszyscy już tam są. Nie podoba mi się układ namiotów i teren dla nas jest za mały. Mówię o tym Damianowi. Nie będę go teraz wprowadzać w szczegóły. Nasz „muzyczny gawędziarz” dostaje miejsce do siedzenia. Musi czekać. Wszyscy się krzątają, noszą, układają, Damian nagle wstaje i stoi. Obserwuję go ukradkiem, co jakiś czas. Pytam, czy coś potrzebuje? Nic. Nic, to nic. Robię swoje. Mój namiot już stoi i … zbiera się na deszcz. Już kropi. Nagle słyszę pytanie: „Czy może mi ktoś pokazać, gdzie tu jest WC?” No, tak. Każdy, kto chciał, już tam dotarł, a Damian nie. No i nic nie potrzebował. Jestem zła i mówię mu o tym. Musi mówić, co potrzebuje, bo nikt się nie będzie domyślał.

Nie, nie będę opisywać całego obozu dzień po dniu, może innym razem. Możemy się przenieść do wycieczki na „ruchome wydmy” do Łeby.

Damian na Górze ŁąckiejMinął już tydzień obozu. Nasz „muzyczny” jedzie z nami na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego. Po przepłynięciu tramwajem wodnym czekała nas dość długa droga do przejścia pieszo. Damian szedł z Pawłem (drużynowym)  i Robertem. Gdy wreszcie osiągnęliśmy cel i pozwoliliśmy dzieciom turlać się po piasku, mogłam chwilę porozmawiać z naszym „muzycznym”. Nie wiem, mimo skończonej podyplomówki  z tyflopedagogiki, jak przedstawić ogrom piasku ciągnący się wzdłuż i wszerz, na lewo i na prawo, za nami i przed nami, że gdzieniegdzie widać kikuty drzew, a w oddali las… Przed nami jest stok. My stoimy na górze, górze Wydmy Łąckiej. Damian wdycha powietrze. Mówi, że czuje przestrzeń. Wieje silny wiatr. Ktoś z harcerzy pyta: „A czy druh Damian wie, ile tu jest piasku?” Po kilkunastu minutach robimy wspólne zdjęcie.

Z wydm docieramy do Rąbki, do wyrzutni rakiet (kto chce, to doczyta). Damian wie dużo. Zwiedza z Robertem, prawie zawsze chodzi z Robertem. Słucha i dopowiada po cichu. To, co można dosięgnąć „ogląda” rękoma. Wracamy do obozu.

Niedługo Festiwal Piosenki Obozowej. Kolejne przygotowania. Harcerze w ciągu roku już się przyzwyczaili, że trzeba druha podprowadzić do krzesła, podać gitarę. Po przeszło tygodniu na terenie obozu w namiotowej świetlicy już nie musi z nimi być nikt inny z kadry. Ktoś z młodych ludzi dyktuje słowa piosenki, dużo pomaga syn „muzycznego”, uspokajają się nawzajem, śpiewają. Ktoś z harcerzy zaprowadza druha do „toy toy”-a. Przy okazji nauki piosenek Damian zawsze musi coś mówić: jakaś forma gawędy, pouczeń, wykładu, czy czegoś w tym stylu. Dzieci słuchają, a ja jednak ingeruję – mają śpiewać, na gawędę będzie czas później.

Na festiwalu zajęli drugie miejsce, a Damian jeszcze śpiewał w czasie przerwy.

Obóz trwał 2 tygodnie, a na nim niewidomy druh instruktorem. Zawada, czy błogosławieństwo? Niepotrzebny balast, czy potrzebny wzbogacający duchowo i moralnie KTOŚ?

W naszym środowisku mamy do czynienia z osobami z niepełnosprawnością od 2003 roku. Wtedy na zbiórki harcerskie przychodził jeden chłopiec z niedosłuchem odbiorczym. Potem było tych dzieci więcej. Większość dzieciaków jest lub było uczniami Szkoły Podstawowej nr 37 w Katowicach, w której od wielu lat uczą się równolegle dzieci z niedosłuchem, a teraz również z różnymi sprzężeniami i innymi niepełnosprawnościami. W szczepie jest między innymi 15 Drużyna Nieprzetartego Szlaku „Mali Powstańcy”, druh Damian jest członkiem tej drużyny. A na obozie pełnił doskonale funkcje mu przydzielone. Dobrze, że z nami pojechał. Za rok musimy to powtórzyć.

Dzieci są, można to tak powiedzieć, przyzwyczajone do niepełnosprawności. Dziwią się jednak, jak można tyle wiedzieć i umieć jak się jest „ślepym jak kret”, jak zwykł mówić druh Damian. Jak można obsługiwać radiostację i pisać na komputerze? Skąd ta wiedza i znajomość języków? Jak można mieć taki porządek w plecaku i obok łóżka? Owszem, trzeba czasem zwolnić i bardziej uważać na wystające konary i leżące kamienie. Nie przebiegać pod nogami i nie mówić: „tutaj”, trzeba używać słów określających położenie i coś opisać. Coś podać, zaprowadzić… Balast? Nie. Powód do samodoskonalenia, samodyscypliny, do bycia lepszym. Skoro niewidomy może to ja też. Taki obraz został w harcerskich duszach po obozie.

Małgorzata Langosz

Window-Eyes - ważny komunikat!

 

Uwaga!

Wkrótce spodziewane są problemy z uruchamianiem Window-Eyes w wersji 9.5.3. Aby ich uniknąć, osoby używające tej wersji czytnika powinny koniecznie zainstalować najnowszą aktualizację (Window-Eyes 9.5.4). Można to zrobić w zwykłym trybie, korzystając z tego, że program sam zgłosi przy starcie dostępność aktualizacji lub wykorzystując funkcję sprawdzania aktualizacji z menu Pomoc. Trzeba jednak zrobić to szybko, zanim problem wystąpi. Jeśli program przestanie się uruchamiać, aktualizacja będzie nadal możliwa, ale odpowiedni plik trzeba będzie pobrać samodzielnie i może być konieczna pomoc osoby widzącej lub użycie innego screenreadera.

Problem nie dotyczy innych wersji Window-Eyes niż 9.5.3.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www.ece.com.pl/certfix

W razie problemów z aktualizacją należy kontaktować się z  pomocą techniczną E.C.E. (pomoc@ece.com.pl, tel. 22-745-57-82).

Cobian Backup, wygodne tworzenie kopii zapasowych

 

Doświadczeni informatycy dzielą ludzką populację na dwie grupy – na tych, którzy robią kopie zapasowe i na tych, którzy będą je robić. Niewiele jest rzeczy bardziej frustrujących niż sytuacja, w której giną nasze ważne dane. Pół biedy, kiedy mają one charakter sentymentalny – te filmy z naszego szkolnego występu, pliki MP3 z nagraniami ulubionych wykonawców czy nasze wprawki w pisaniu poezji, które nie ujrzały nigdy światła dziennego. Gorzej jest, jeśli na skutek awarii dysku twardego giną dane ważne dla naszej pracy – zestawienia, raporty, faktury, słowem wszystko to, czego utrata może narazić nas na poważne kłopoty. W myśl zasady że lepiej zapobiegać, niż leczyć, gorąco polecam wszystkim wykonywanie kopii zapasowych. Można to robić na kilka sposobów, najprostszym z nich jest po prostu ręczne kopiowanie istotnych dla nas zbiorów na zewnętrzny nośnik typu płyta DVD, pamięć Flash czy drugi dysk twardy. Zdecydowanie lepiej jest jednak skorzystać z narzędzia, które całą tę pracę nam ułatwi i zautomatyzuje, w końcu pamięć ludzka jest zawodna i może się okazać, że zapomnimy o wykonaniu kopii naszych plików w sytuacji, kiedy najbardziej będziemy tego potrzebować.

Cobian Backup – wygodnie i za darmo

W niniejszym artykule skupię się na darmowym narzędziu do tworzenia kopii zapasowych o nazwie Cobian Backup. Autorem aplikacji jest pochodzący z Kuby Luis Cobian, który oprócz tego narzędzia stworzył szereg innych, przydatnych programów, wszystkie za darmo dostępne są na jego stronie http://www.cobiansoft.com/. Cobian Backup to najbardziej znana aplikacja autorstwa Luisa, w chwili obecnej rozwój nad nią przejął James Sweeney. W momencie pisania tego artykułu najnowsza wersja Cobian Backup to 11 o kodowej nazwie Gravity i to właśnie na jej przykładzie omówię proces konfiguracji.

Instalacja

Naszą przygodę z Cobianem zaczynamy od pobrania pliku wykonywalnego, najprościej skorzystać z bezpośredniego odsyłacza. Po pobraniu pliku na dysk twardy naszego komputera i uruchomieniu instalatora należy, o ile automatycznie tak się nie stało z rozwijanej listy jako język wybrać Polish i wcisnąć przycisk Dalej. Kolejny krok to akceptacja umowy licencyjnej, co realizujemy zaznaczając pole wyboru „Akceptuję warunki”. Następny ekran, oprócz ścieżki instalacyjnej zawiera kilka istotnych pól wyboru, najważniejsze z nich jest, domyślnie zaznaczone „Zainstaluj wywoływacz Volume Shadow Copy”. To pole powinno pozostać zaznaczone, gdyż w ten sposób Cobian będzie w stanie wykonywać bardziej precyzyjne kopie zapasowe naszych plików dzięki tzw. Mechanizmom migawek Shadow. Copy. Pisząc w skrócie, w momencie wykonywania kopii przez Cobiana system Windows tworzy wierną lustrzaną kopię naszych wszystkich plików, a następnie to ta kopia jest backupowana przez program. System, mając większe uprawnienia jest w stanie odczytać wszystkie pliki nawet takie, do których zwykły użytkownik może nie mieć uprawnień lub takie, które są aktualnie używane przez system. Jeśli nie skorzystamy z mechanizmu Shadow Copy może okazać się, że nasze kopie zapasowe w pewnych przypadkach nie będą kompletne. Kolejny krok to wybór typu instalacji, domyślnie Cobian Backup proponuje instalację jako usługę i z tej opcji należy skorzystać. W opcjach usługi należy wybrać „Użyj zwykłego konta”, a w odpowiednich polach podać naszą nazwę użytkownika i hasło. Jeśli ktoś nie posiada konta z hasłem, należy takie hasło utworzyć w panelu sterowania, a jeśli nie mamy ochoty za każdym razem go wprowadzać, wystarczy skorzystać z polecenia "control userpasswords2 wprowadzonego w oknie Uruchom i wyłączyć pole wyboru „Aby używać tego komputera, użytkownik musi wprowadzić nazwę użytkownika i hasło”. Teraz wystarczy już tylko kliknąć w przyciski dalej i instaluj, a następnie, o ile tylko wszystkie dane podaliśmy prawidłowo, Cobian Backup zostanie zainstalowany, co potwierdzamy klikając w przycisk „Gotowe” na ostatnim z ekranów kreatora.

Konfiguracja

Dostęp do konfiguracji Cobian Backup uzyskujemy aktywując ikonę programu z zasobnika systemowego. Jako, że aplikacja jest stosunkowo rozbudowana, w niniejszym artykule ograniczę się do opisania przygotowania najprostszego backupu, oczywiście każdy chętny może przygotować sobie własny, zmieniając poszczególne parametry i dodając nowe. Cobian posiada szereg różnego rodzaju opcji, dzięki którym możemy kopiować tylko konkretne pliki, nasza kopia zapasowa może być szyfrowana, kompresowana, możemy także tworzyć różne rodzaje backupów np. różnicowe, pełne, przyrostowe itp.

Załóżmy, że chcemy kopiować katalog dane z dysku C na dysk D, który jest zewnętrznym nośnikiem, w tym celu:

Ustawiamy się na pustej liście okna Cobiana i wciskamy klawisz menu kontekstowego, a następnie wybieramy pozycję „Nowe zadanie”. W tym momencie pojawi się okno z listą kategorii kryteriów backupu oraz parametrami poszczególnych kategorii. W kategorii ogólne wprowadzamy nazwę naszej kopii np. Kopia moich plików, upewniamy się, że pola „Włączone”, „Ujmij podkatalogi”, „Twórz osobną kopię używając sygnatury czasu„ i „Użyj Volume Shadow Copy” są zaznaczone. W tej samej kategorii wybieramy typ kopii, w naszym przypadku będzie to kopia pełna. W kolejnym kroku przechodzimy do kategorii „Pliki”, gdzie mamy dwie listy. Do pierwszej z nich dodajemy zbiory do skopiowania, w tym celu wybieramy zatem „Dodaj” a następnie z rozwijanego menu „katalog” i wskazujemy odpowiednią ścieżkę w naszym przypadku C:\dane. Do listy możemy oczywiście dodać więcej niż jeden katalog, wszystko zależy od naszych potrzeb. Kolejna lista działa analogicznie i także w tym przypadku możemy dodać więcej niż jedną lokalizację tworzenia kopii zapasowej, może być to np. nasz zewnętrzny dysk USB i serwer FTP. Przechodzimy teraz do kategorii „Harmonogram”, gdzie dostrajamy parametry związane z częstotliwością wykonywania kopii zapasowej naszych danych. Aby sprawy niepotrzebnie nie utrudniać, wybierzmy z listy rozwijanej „Co tydzień”, jako dzień tygodnia zaznaczmy np. „Niedziela”, a godzinę ustalmy na 20:00:00. W tym miejscu uwaga, kontrolka do wyboru godziny działa w ten sposób, że domyślnie strzałkami ustawiamy godziny, po naciśnięciu strzałki w prawo minuty, a kolejne naciśnięcie prawej strzałki to ustawienie sekund, następne naciśnięcie prawej strzałki ponownie przeniesie nas do ustawienia godzin. NVDA niestety nie odczytuje automatycznie zmieniających się wartości w tym polu, jeśli zatem chcemy dowiedzieć się jaką godzinę ustawiliśmy, należy skorzystać ze skrótu nvda+tab.

Domyślnie Cobian nie szyfruje, ani w żaden sposób nie kompresuje naszych plików. O ile kwestia kompresji to sprawa pojemności naszego dysku, o tyle kwestie związane z bezpieczeństwem danych są zdecydowanie ważniejsze. Jeśli chcemy zabezpieczyć nasz zbiór hasłem, należy w kategorii „Archiwum” parametr kompresja ustawić na „kompresja 7zip”, a Silne kodowanie najlepiej na „Lista rozwijana  AES 256 bits” oraz dwukrotnie wprowadzić hasło, jakim zabezpieczana będzie nasza kopia.

To wszystko, właśnie zrobiliśmy pierwszy, duży krok ku poprawie bezpieczeństwa naszych danych. Teraz możemy poczekać na czas, w jakim zaplanowaliśmy nasze zadanie, dla niecierpliwych w menu kontekstowym znajduje się odpowiednia opcja, która całą rzecz zdecydowanie przyspieszy, pozwalając na ręczne uruchomienie wykonania kopii. W zależności od tego, jak wiele danych będzie do skopiowania cała operacja może trwać od kilku sekund, do nawet kilkunastu, lub kilkudziesięciu minut. W każdym przypadku efektem naszych działań powinien być odpowiedni katalog lub plik 7z ewentualnie zbiór takich plików zawierających komplet naszych danych. Jeśli takie pliki się nie pojawiły, najlepiej sprawdzić informacje diagnostyczne, które zostaną wyświetlone w oknie Cobiana. W przypadku, kiedy pliki się pojawią proponuję mimo wszystko wcielić w życie złotą myśl Lenina „kontrola podstawą zaufania” i sprawdzić, czy wszystkie dane skopiowały się prawidłowo. Warto w późniejszym czasie również okazjonalnie przeprowadzać takie kontrole, szczególnie w przypadku bardzo istotnych dla nas danych.

Przywracanie danych

Cobian Backup nie posiada własnego formatu danych. To jego zaleta, ale zarazem i wada. Nie jesteśmy w stanie przeszukiwać naszych kopii zapasowych pod kontem występowania konkretnych plików inaczej, niż tylko przeglądając katalogi albo korzystając z aplikacji zewnętrznych. Jeśli nie zdecydujemy się na wykorzystanie komplresji, pliki do naszej lokalizacji zapasowej są po prostu kopiowane, więc przywrócenie ich sprowadza się po prostu do zwykłego CTRL+c CTRL+v na odpowiednich katalogach.

W przypadku materiałów poddanych kompresji, Cobian posiada odpowiednie narzędzie dekompresujące, jeśli jednak nie chcemy go używać, nie musimy. 7Zip w zupełności wystarczy.

Czy warto?

Tym razem na tak postawione pytanie odpowiedź jest jedna: Tak! Warto robić kopie zapasowe, warto dbać o swoje istotne dane, nie jest w tym momencie ważne za pomocą jakich narzędzi, ale ważne jest, żeby w ogóle to robić. Cobian Backup to bardzo dostępny, a przy tym całkiem bogaty w możliwości program. W tym artykule opisałam tylko ułamek jego możliwości, które są znacznie bardziej rozbudowane. Wszystkich zainteresowanych poszerzeniem swojej wiedzy zachęcam do lektury zarówno pomocy, jak i przewodnika użytkownika – niestety dokumenty powyższe nie są dostępne po polsku. Jeśli konfiguracja Cobiana to dla kogoś za duży wysiłek, zachęcam do przechowywania danych w różnego rodzaju internetowych schowkach takich jak Dropbox, Dysk Google czy HubiC. Oczywiście wiadomo, nie wszystkie dane mogą wyjść poza dysk naszego komputera a ich wyciek może być dla nas bardziej kłopotliwy niż ich utrata. Na pytanie co i jak zabezpieczać nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi, ważne jest po prostu, by to robić, do czego gorąco namawiam.

Nóż w dłoń i do przodu

 

Rozpoczynając szkołę zawodową o profilu kucharz, jeszcze widziałem, ale po pierwszej klasie straciłem wzrok i w drugiej uczyłem się już jako niewidomy.

W szkole uczyłem się wielu rzeczy, od krojenia, przygotowywania produktów, poprzez organizację stanowiska pracy, do obsługi wielu urządzeń pracę tę wspomagających.

Prawda, że w zawodzie kucharza nigdy nie pracowałem, lecz mimo wszystko uważam, iż czas nauki nie był dla mnie czasem straconym, bodaj dlatego, że umiejętności nabyte w szkole przydają mi się w życiu codziennym. Nie myślę o swoim wykształceniu zawodowym w kategoriach porażki. Rozwijam moje umiejętności kulinarne, bo gotowanie to dla mnie dające dużo radości hobby. Mieszkam sam. Tak czy inaczej jeść muszę, a skoro lubię gotować, to gotuję.

Niewidomi bardzo często chcą rozwiązywać problemy natury manualnej, albo jak się im wydaje technicznej, za pomocą  różnych urządzeń czy wspomagających pracę gadżetów, choć tak naprawdę korzystanie z nich nie musi wcale być kluczem do sukcesu.

Można oczywiście kupić wiele urządzeń pomagających nam podczas pracy w kuchni, lecz wydając pieniądze należy brać pod uwagę nie tyle niepełnosprawność, co wszystkie potrzeby związane z interesującą nas tutaj sferą aktywności. Pamiętając, że podczas wykonywania zadań kuchennych, zadań wymagających używania ostrych narzędzi oraz kontaktu z wysoką temperaturą łatwo o wypadek, stawiajmy na pierwszym miejscu nasze bezpieczeństwo, a co za tym idzie kupując sprzęty kuchenne kierujmy się znajomością własnych możliwości, preferencji i ograniczeń.

Sprzęt kuchenny należy dobierać tak, aby nasze bezpieczeństwo zawsze było na pierwszym miejscu.

Do napisania niniejszego tekstu skłoniła mnie lektura przeznaczonych dla osób z dysfunkcją wzroku poradników dotyczących gotowania. Myślę, że zbyt mało w nich gotowania, a zbyt wiele dysfunkcji wzroku.

Podstawową, a przy tym jakże ważną, rzeczą podczas gotowania jest przecież nie to, czy widzimy lepiej, gorzej czy też może wcale, lecz to, czy wkładamy w nasze działania serce i czy wiemy o jaki smak nam chodzi. Jednym słowem aktywności kuchenne to sfera dużo bardziej wspólna wszystkim bez względu na niepełnosprawność, niż mogłoby się to wydawać.

Uważam, że w kuchni trzeba jak najwięcej eksperymentować. Kuchnia to nie laboratorium, gdzie uzyskanie wyniku zależy od ścisłego postępowania zgodnie z przepisem. Wolałbym, aby poradniki kulinarne dla osób z dysfunkcją wzroku skupiały się nie tyle na maksymalnym upraszczaniu zadań – zdaniem autorów tych pozycji takie postępowanie ma sprawiać, że niewidomy w kuchni w ogóle zrobi cokolwiek – ile na przekazaniu zainteresowanym alternatywnych, bezwzrokowych sposobów wykonania tych czynności związanych z gotowaniem, które ze względu na niepełnosprawność wydają się być bardzo trudne lub wręcz niewykonalne.

Uważam, że przepis na potrawę jest jak jazzowy temat muzyczny, że stanowi on jedynie ogólny zarys, punkt wyjścia dla naszych działań. Dobrze sprawdza się czytanie wielu przepisów na jakąś potrawę i wybieranie w nich tego, co się nam podoba. Reszta to kwestia naszej wyobraźni i smaku. Trzeba się bawić gotując, a nie przygotowywać potrawy, trzymając się ściśle receptur.

Przeczytałem kilka książek, które niby uczą niewidomych gotować, ale to co w tych publikacjach znalazłem po prostu mi się nie podoba. W kuchni lubię eksperymentować, lubię się bawić, rozwijając potrawę, dodając kolejne składniki.

A sprzęt?

Przejrzałem wiele sklepów ze sprzętem kuchennym. Wypróbowałem różne blendery, miksery, roboty kuchenne, wypiekacze do chleba. Ponadto szukałem wielu drobiazgów, które dla mnie są w kuchni wygodne. Mam na myśli np. tłuczek do mięsa- mały i poręczny, ostrzałki do noży czy wyciskarki do czosnku. My, niewidomi, musimy poświęcić szczególnie wiele uwagi ergonomii. Trzeba wziąć do ręki wiele akcesoriów i wybrać te, które najlepiej odpowiadają naszym potrzebom. Niewidzenie samo w sobie jest na tyle niewygodne, że dodawanie innych czynników utrudniających życie jest po prostu głupie. Szukając dla siebie drobnego sprzętu i pomocy kuchennych, znalazłem parę naprawdę wspaniałych rozwiązań. Być może w przyszłości poświęcę tej kwestii osobny artykuł.

Czego byśmy do naszej kuchni nie kupili, ważne, by było wygodne, by praca z tym drobiazgiem szła nam sprawnie, szybko i przyjemnie.

Oprócz kuchennych drobiazgów ważne są w naszej kuchni garnki, patelnie i wszelkie potrzebne naczynia. Preferuję garnki stalowe. Są znacznie bardziej odporne na uszkodzenia, nie da się ich tak łatwo obić jak np. garnków emaliowanych. Wybieram dla siebie patelnie żeliwne, ceramiczne i stalowe. Nie używam patelni pokrytych teflonem. Smażenie na takich patelniach jest wprawdzie łatwiejsze, ale związane z ich używaniem ryzyko uszkodzenia warstwy teflonowej czy wreszcie zjedzenia kawałka teflonu jest dość duże.

Na garnkach nie oszczędzam i dlatego staram się kupować garnki o grubym dnie. Dobry garnek jest wprawdzie drogi, ale za to wystarcza na wiele lat.

Do krojenia używam noży ceramicznych lub stalowych takich do tradycyjnego ostrzenia, bo nowoczesne, niewymagające ostrzenia noże, bywają niekiedy zbyt ostre i zwyczajnie można sobie nimi zrobić krzywdę.

Gotowanie to także forma estetyczna, dlatego bardzo sobie chwalę szatkownice krojące na plastry różnej grubości, frytki czy dowolne wióry. Podczas obróbki termicznej warzyw ważne jest, aby były one równo pokrojone. Dzięki temu wszystkie są równo dopieczone czy dogotowane.

A jak się w tym wszystkim nie pogubić?

Bez dobrej organizacji miejsca pracy, bez jednoznacznego pooznaczania przypraw zrobienie w kuchni czegokolwiek byłoby po prostu niemożliwe. Podstawowe przyprawy takie jak sól, cukier, pieprz, papryka słodka czy ostra, mam zawsze gdzieś pod ręką. Wszystkie przyprawy mam w opisanych brajlem słoiczkach czy pojemnikach. Tu drobna uwaga: dobrze, żeby te etykiety były zrobione na zmywalnym plastiku lub innym podobnym tworzywie, które łatwo umocować do pojemnika. Nie widząc z natury rzeczy częściej brudzimy ręce. Dobra organizacja stanowiska pracy ważna jest także dlatego, że wiele czynności zabierze nam więcej czasu niż osobom pełnosprawnym, bo nawet w małej przestrzeni bezwzrokowa orientacja albo szybkie znalezienie jakiegoś poszukiwanego drobiazgu, zwłaszcza wtedy, gdy działamy pod presją czasu lub gdy musimy kontrolować kilka procesów jednocześnie, może być trudna.

Gotowanie zbliża ludzi

Bardzo lubię eksperymentować w kuchni. Wymaga to wiele czasu, ale radość z gotowania jest jeszcze większa, gdy gotuje się z kimś. Bardzo często tak robię. Podczas gotowania wspólnie spędzony czas mija naprawdę przyjemnie i smacznie. Mając jakiś przepis, czy po prostu “ to co w lodówce” rozpoczynam gotowanie. Przygotowuje sobie produkty. Stosownie do potrzeb obieram je i myję, a następnie kroję, pamiętając o odpowiednim kształcie. Niczego nie może być ani za dużo, ani za mało. Przygotowywaną potrawę trzeba po prostu smakować, czuć jej zapach, strukturę, obserwować jak podczas przygotowywania zbliża się do zamierzonej przez nas postaci. I rzecz bardzo ważna: nie bójmy się zaskakujących efektów, dobre gotowanie to także sztuka improwizacji.

Bardzo lubię dodawać do potraw różnorodne warzywa, szukać zdawałoby się nietypowych połączeń. Lubię przygotowywać potrawy wielu różnych kuchni.

Wiem, że są urządzenia wspierające czy zastępujące kucharza, takie jak roboty kuchenne, które siekają, kroją, gotują, mieszają, ale ja, jak już pisałem powyżej, nie lubię ich używać, ponieważ wydaje mi się, że używając ich nie mam tak naprawdę kontroli nad tym, co się w maszynie dzieje. Nie bez znaczenia jest także chyba to, że obrabiając ręcznie moje produkty mam po prostu więcej radości z gotowania.

We wszystkim jednak dobrze jest kierować się zdrowym rozsądkiem. Radość czy przyjemność są ważne, ale część prac można i warto wykonać za pomocą robotów kuchennych czy innych urządzeń wspomagających.

Powszechny jest stereotyp, że niewidomi nie gotują

Uważam, że niewidomy, który boi się zacząć gotować samodzielnie powinien rozpocząć swoją przygodę z kuchnią od tworzenia drobnych przekąsek z osobą towarzyszącą I powoli, w komfortowym, bezpiecznym otoczeniu sprawdzać i poszerzać swoje możliwości. Trzeba poznać swoje możliwości manualne i stopniowo je ćwiczyć. Na przykład, gdy opanowujemy krojenie, trzeba zwrócić uwagę na to, czy w danej sytuacji sprawdzi się lepiej duży czy mały nóż, mała czy duża deska do krojenia. Pamiętajmy, by było nam wygodnie, aby np. podczas krojenia produkty nie wypadały nam poza deskę. Kucharz lubi porządek. Praca jest wtedy łatwiejsza i idzie sprawniej. Dlatego używam wielu misek, pokrojone rzeczy przerzucam do misek i ustawiam je sobie tak, by, gdy przyjdzie właściwy moment, łatwo było po nie sięgnąć i dodać do przygotowywanej potrawy.

Jak już pisałem ważne jest bezpieczeństwo, dlatego, jakkolwiek kuchenka gazowa czy inna płyta grzejna, może być dowolna, należy się stanowczo upierać przy tym, by garnek czy inne naczynie stało na niej bardzo stabilnie. Ważne, byśmy przybory kuchenne takie jak drewniana łyżka, chochelki i inne mieli na wyciągnięcie ręki.

Ale cóż może być zabawnego w gotowaniu?

Spożywanie i przygotowywanie pożywienia to bardzo rozległy obszar kultury ludzkiej. Można pozostać przy kromce chleba z kiełbasą i schaboszczaku z kapustą, ale jeśli ktoś chce nauczyć się gotowania i czerpać z niego radość, powinien stanowczo spróbować przekroczyć te granice. Bardzo proszę pamiętać o smakowaniu tego, co przyrządzamy! Musimy poznać nasze smaki to znaczy: jakie przyprawy nam odpowiadają, a jakie nie, jakie dodatki nam po prostu nie smakują itd.

Różnorodność przypraw jest bowiem tak ogromna, że aby nauczyć się ich używać, aby wyczuć jak działają w różnych połączeniach, trzeba stale próbować.

Są tacy, którzy upierają się, że potrzebne im książki kucharskie dla niewidomych

Jak już pisałem powyżej, nie lubię książek z przepisami dla niewidomych. Uważam, że przepisy w takich wydawnictwach przygotowuje się trochę tak, jakby głównym problemem osób z dysfunkcją wzroku była niepełnosprawność intelektualna. Osoby z taką niepełnosprawnością także mogą czerpać radość z aktywności kuchennych, ale ich potrzeby zdecydowanie różnią się od potrzeb osób niewidomych czy słabowidzących, czego autorzy czytanych przeze mnie poradników zdają się nie dostrzegać. Moim zdaniem w Polsce nie ma dobrego poradnika kulinarnego dla osób z dysfunkcją wzroku, dlatego trzeba, mając na uwadze zdrowy rozsądek, zasady bezpieczeństwa i świadomość swoich ograniczeń, po prostu próbować, poszukiwać optymalnych dla siebie rozwiązań. Wiele rzeczy wypróbowaliśmy w kuchni wraz z moim przyjacielem, także osobą niewidomą. Wiele razy spieraliśmy się o to, jakie rozwiązanie jest lepsze. Często każdy z nas zostawał przy swoim, bo przecież ważne jest, by uzyskać zamierzony efekt, podczas gdy drogi, które do niego prowadzą, mogą być różne. On podczas gotowania używa różnych sprzętów, które do mnie nie przemawiają. Uczymy się od siebie nawzajem. Są więc także takie techniki postępowania czy sprzęty kuchenne, których obaj  używamy do dziś.

Gotowanie samo w sobie jest fajne

Ucząc się w szkole gastronomicznej, mieliśmy dostęp do sprzętu bardzo słabej jakości. Może z tego powodu nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi. Hardware to ważna rzecz, ale wybierając wyposażenie kuchni nie polegałbym na opiniach innych niewidomych, tylko na własnym doświadczeniu. Otoczenie, w którym pracujemy, to obszar bardzo zależny od naszych osobistych preferencji. Dopiero gdy coś sprawdzimy, będziemy wiedzieć, czy to jest nam potrzebne, czy spełnia nasze oczekiwania.

Przygodę z gotowaniem początkującym radzę rozpocząć od rzeczy prostych. Ja rozpoczynałem od sałatek, potraw zimnych, a dopiero następnym krokiem było prawdziwe gotowanie i obróbka termiczna.

Z gotowaniem miałem sporo szczęścia. Moja sąsiadka była nauczycielką w szkole, do której uczęszczałem. Pierwsze rady otrzymałem właśnie od niej. To ona bardzo chciała rozwiązać problem mojej edukacji zawodowej. Inni nauczyciele traktowali to z przymrużeniem oka. Jak to często bywa w przypadku niewidomych chodzących do szkół, o których mówi się powszechnie, że miejsca dla niepełnosprawnych tam nie ma, po prostu siedziałem na zajęciach i nic nie robiłem. Tylko Pani Janina poszukiwała odpowiedzi na pytanie, jak osoba niewidoma może się uczyć gotowania w szkole gastronomicznej.

Po wielu latach muszę stwierdzić, że bardzo dużo jej zawdzięczam.

Obecnie, prócz gotowania na co dzień, jeśli tylko mam czas po prostu bawię się w kuchni wraz z moimi przyjaciółmi.

Ponieważ mój brat wiele lat przebywał we Włoszech, poświęciłem sporo uwagi tej kuchni. Mogę spokojnie powiedzieć, że mam swoje ulubione potrawy kuchni włoskiej, a liczba takich, które często gotuję jest całkiem spora. Teraz bardzo ciekawi mnie kuchnia francuska. Kilkakrotnie miałem okazję zetknąć się z nią bliżej, ale nie jest to jeszcze dla mnie odkryty i poznany teren. Bardzo interesuje mnie kuchnia azjatycka. Mój młodszy brat mieszka na Dalekim Wschodzie. Interesuje mnie gigantyczna różnorodność smaków i przypraw, używanych w kuchni azjatyckiej. Jeszcze nie umiem w tym względzie zbyt dużo, ale uczę się, poznaje smaki i po prostu próbuje swoich sił na tym polu.

Podsumujmy

Podczas gotowania nie warto skupiać się na przepisach, które nam mówią ściśle, jak wykonać jakąś potrawę, podając ścisły przebieg procedury i dokładne ilości składników.

Gotowanie i smak to sfera doznań tak bardzo subiektywnych, że obliczone z aptekarską dokładnością przepisy zwłaszcza, gdy stosowane rygorystycznie, mogą prowadzić do rozczarowań, a zresztą moim zdaniem są zwyczajnie nudne. Nie znaczy to oczywiście, że przepisów nie czytam. Nawet z lektury tak krytykowanych przeze mnie poradników kulinarnych dla osób z dysfunkcją wzroku wyniosłem coś inspirującego.

Każdemu, kto rozpoczyna swoją przygodę z gotowaniem, radzę iść na zakupy, stanąć przy stole kuchennym z nożem i paroma innymi dobrze dobranymi do potrzeb i gustu przyborami i rozpocząć. Pamiętajcie, kuchnia to nie laboratorium czy apteka, to swoisty plac zabaw, a gotowanie jest rodzajem aktywności, z którego możemy czerpać przyjemność i satysfakcję.

Życzę zatem smacznego. Nóż w dłoń i do przodu.

Tomasz Koźmiński

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków