Zegarek z wyświetlaczem brajlowskim trafia do sprzedaży

 

W ubiegłym roku koreańska firma Dot zaprezentowała w Warszawie swoje rozwiązania. Koreańczycy pracują nad brajlowskim tabletem, tablicą do wyświetlania komunikatów w przestrzeni publicznej oraz brajlowskim zegarkiem na rękę. Premiera tego ostatniego miała mieć miejsce pod koniec roku, ale z powodu trudności technicznych została przesunięta na marzec. Firma planuje w tym roku sprzedaż około 100 tysięcy sztuk swoich zegarków na całym świecie. Jednym z pierwszych, który otrzyma zamówione urządzenie jest Stevie Wonder. Polskim dystrybutorem produktów firmy Dot jest Altix. Cena zegarka w Wielkiej Brytanii to 320 USD. Na pytania redakcji o dostępność produktu w Polsce dystrybutor nie udzielił odpowiedzi. W tej sytuacji pozostaje nam więc radzić zainteresowanym by kupili zegarek gdzieś w sklepie na terenie UE.

Źródło: http://mashable.com/2017/02/22/dot-smartwatch-retails/#zR1e1L5oZaqn

Opracował Damian Przybyła

Moda na dostępność

Od pewnego czasu daje się zauważyć narastające zjawisko zwiększania się obszarów dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami. O ile jednak dawniej działo się tak dlatego, że wywierano nacisk na właścicieli serwisów internetowych, oprogramowania czy miejsc niespełniających wymagań dostępności, o tyle obecnie dzięki mediom społecznościowym potrzeby osób z niepełnosprawnościami zaczynają być po prostu zauważane. Profile na FB mają sklepy, producenci znanych marek, kluby sportowe czy instytucje kulturalne. Względna łatwość zaznaczania tam swojej obecności powoduje, że podmioty te coraz częściej zaczynają zwracać uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Aktywny konsument to konsument, z którego zdaniem trzeba się liczyć. Wielu powie, że z dostępnością jest przecież fatalnie, że tak wiele jest do zrobienia, że ten cały optymizm to przejaw jakiejś niezdrowej propagandy. Jednakże przykłady zmuszają nas do uznania, że omawiane zjawisko rzeczywiście występuje.

Regulacje prawne dotyczące dostępności istnieją już od dawna, ale dopiero powstanie mediów społecznościowych sprawiło, że w dziedzinie dostępności zaczęły zachodzić szybkie i zauważalne zmiany.

A oto kilka przykładów

Jeden z fanów klubu Manchester United, ojciec trójki dzieci, dowiedział się, że jego osiemnastoletni syn nie będzie mógł oglądać meczów na stadionie klubowym wraz z całą rodziną tylko dlatego, że jest osobą poruszającą się na wózku, a takie osoby mogą wchodzić wyłącznie na specjalnie przeznaczone dla nich miejsca na trybunach, gdzie dopuszczalna jest obecność jednego opiekuna. W odpowiedzi Martin, ojciec osiemnastolatka, o którym mowa, założył stronę United dyskryminuje. Skutki nie kazały na siebie długo czekać. Klub zauważył aktywność internetową i przebudował trybuny tak, aby znalazło się na nich miejsce dla osób niepełnosprawnych, które chcą przyjść na mecz w towarzystwie rodzin i przyjaciół.

Kolejnym przykładem takiej skutecznej aktywności sieciowej jest założona przez rodziców dziecka z porażeniem mózgowym strona na Facebooku, gdzie wymieniają się informacjami rodzice dzieci, które ze względu na niepełnosprawność potrzebują specjalnie przystosowanych ubrań. Grupa ta obecnie liczy ponad 4,5 tysiąca członków. Sieć Marks & Spencer liczy się z jej zdaniem. Wprowadzając nowe wzory ubrań postarano się o to, by rodzice z tej grupy otrzymali próbki do testów. Uwagi zgłaszane przez rodziców zostały wykorzystane przy korekcie wzorów przed wprowadzeniem ich na rynek, a ubrania te są tańsze niż podobne ubrania dla osób z niepełnosprawnościami dostępne na rynku.

W wyniku badań potrzeb osób z niepełnosprawnościami przeprowadzonych za pośrednictwem mediów społecznościowych m.in. brytyjski Uber wprowadził dla osób z niepełnosprawnościami możliwość skorzystania z usług kierowcy, który został przeszkolony w pomaganiu takim osobom.

A co na naszym podwórku?

Osoby z dysfunkcją wzroku nie akceptują cen, jakie trzeba płacić za możliwość korzystania z technologii wspierających, dlatego wybierają rozwiązania mainstreamowe. Jednocześnie zarówno sprzedawcy treści cyfrowych, jak i właściciele sklepów internetowych zauważają coraz częściej aktywność takich klientów. Skutki tego zjawiska mogliśmy obserwować np. podczas tegorocznej konferencji CSUN. Google wprowadził Accessibility Scanner – narzędzie dla deweloperów, umożliwiające przetestowanie dostępności tworzonych aplikacji. Kolejnym krokiem tej firmy są rozpoczęte właśnie badania dostępności z perspektywy konsumentów. Dodajmy do tego badania nad stworzeniem taniej technologii brajlowskiej oraz wprowadzenie na rynek tabletów zintegrowanych z monitorami brajlowskimi, weźmy pod uwagę przeznaczone dla osób pełnosprawnych rozwiązania inspirowane technologiami wspierającymi osoby z dysfunkcją wzroku, a zobaczymy, że dzięki obecności osób z niepełnosprawnościami w sieci, dzięki obecności informacji o ich potrzebach i problemach, w ogólnym obiegu informacyjnym niepełnosprawność nie jest już tylko problemem do rozwiązania, lecz także źródłem inspiracji.

Window-Eyes 9.5.3 po polsku

 

Od niedawna użytkownicy czytnika Window-Eyes mogą cieszyć się spolszczeniem kolejnej, być może ostatniej w historii,  wersji tego programu.

Najważniejsze zmiany, które miały miejsce od poprzedniej wersji dostępnej po polsku, tj. od  wersji 9.2 to

  1. Usunięcie wielu błędów działania programu – w tym także i takich, które w pewnych sytuacjach uniemożliwiały instalację czytnika.
  2. Poprawa stabilności.
  3. Poprawiono obsługę systemu Windows 10. Obecnie systemowa aplikacja do obsługi poczty jest dostępna z czytnikiem Window-Eyes.
  4. Poprawiono współpracę czytnika z przeglądarkami Mozilla FireFox i Google Chrome.
  5. Poprawiono obsługę menadżera pobierania Audible
  6. Usunięto błędy działania trybu przeglądania.
  7. Poprawiono obsługę kontrolek ARIA.
  8. Podczas przeglądania stron za pomocą przeglądarki Google Chrome Window-Eyes przeskakiwał duże fragmenty tekstu. Błąd ten został naprawiony.
  9. Przywrócono możliwość przeglądania stron w Internet explorerze za pomocą myszki.
  10. Poprawiono obsługę Itunes.
  11. Usunięto problemy z obsługą bardzo dużych arkuszy programu Microsoft Excel.
  12. Poprawiono obsługę menadżera spotkań oraz poczty w programie MS Outlook
  13. Usunięto błędy współpracy z MS Word, a ponad to poprawiono obsługę komentarzy oraz autokorekty.
  14. Poprawiono obsługę syntezatorów mowy.

Window-Eyes jest zgodny z aktualizacją rocznicową systemu Windows 10. Firma Microsoft nadal zaleca wprawdzie użytkownikom czytników ekranu korzystanie z przeglądarki Internet Explorer, lecz poza tym nie powinni oni napotkać większych problemów podczas korzystania z najnowszej wersji systemu.

Uwaga! Przypominamy, że Window-Eyes nie obsługuje już systemu Windows XP.

Szczegółowe informacje dotyczące poprawek oraz usprawnień najnowszej wersji czytnika Window-Eyes zainteresowani znajdą na stronie producenta.

Allo - nowy komunikator od Google

Niedawno w GooglePlay pojawił się nowy komunikator dla użytkowników systemu Android. Jakkolwiek dla polskiego użytkownika aplikacja ta, przynajmniej na razie, jest raczej ciekawostką niż czymś, co koniecznie należy zainstalować na swoim urządzeniu, warto poświęcić jej kilka chwil uwagi.

Allo to aplikacja przeznaczona przede wszystkim do wymieniania wiadomości tekstowych, czy mówiąc ściślej, graficznych. Twórcy położyli szczególny nacisk na to, by użytkownik miał do wyboru wiele środków ekspresji. Tu ciekawostka: naklejki, których można używać w konwersacjach są dostępne. Wprawdzie etykiety stworzono w języku angielskim, ale tak czy inaczej jest to krok w dobrym kierunku. W aplikacji umieszczono ponad to tzw. asystenta Google. Za jej pośrednictwem można więc prowadzić z Google konwersację. Google potrafi odpowiadać na pytania zadawane po angielsku. Można go np. poprosić o wyszukanie przepisu na naszą ulubioną potrawę lub znalezienie  interesujących treści z Wikipedii. Funkcja ta ma prawdopodobnie uczynić proces wyszukiwania łatwiejszym i bardziej naturalnym. Asystent Google jest jednak dostępny tylko po angielsku.

Czy zatem warto zainstalować Allo? Jeśli kogoś interesują nowości, jeśli bawi kogoś poznawanie nowych ciekawych gadżetów, to instalacja tego komunikatora niewątpliwie dostarczy mu wielu nowych przeżyć. Instalacja jest bezpieczna, łatwa i zgodna ze standardami dostępności. Aplikacja współpracuje dobrze z TalkBackiem, a także umożliwia pisanie i czytanie wiadomości z wykorzystaniem linijki brajlowskiej. Jeśli jednak ktoś miałby zainstalować Allo z powodu jakichś nowych funkcji, których nie znalazł w dostępnych obecnie komunikatorach internetowych, to niech lepiej zaczeka do czasu, gdy funkcje te zostaną spolonizowane.

Krótką demonstrację działania komunikatora Allo zainteresowani znajdą tutaj.

Samsung Galaxy S7 - recenzja

 

Obserwując rynek urządzeń mobilnych, można odnieść wrażenie, że większość, zwłaszcza topowych modeli, w zasadzie niczym się od siebie nie różni. Flagowiec musi mieć co najmniej trzy, lepiej cztery, a jeszcze lepiej sześć gigabajtów pamięci RAM, osiem rdzeni taktowanych częstotliwością co najmniej 2 GHz, przekątna ekranu nie może być mniejsza niż 5 cali, zaś aparat główny nie powinien mieć mniej niż 12 Mpix itd. Jednak diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, a prawda ta, jak można się łatwo przekonać, daje o sobie znać szczególnie ostro w przypadku osób niewidomych, gdzie znacznie bardziej liczy się to, co jest dla przeciętnego użytkownika ukryte, jak chociażby zgodność użytych kontrolek z programami odczytu ekranu. Ponadto w ostatnich latach często słyszy się o procesach wytaczanych bądź to Samsungowi przez Apple bądź to w drugą stronę. Efekt jest taki, że obie firmy tworzą coraz bardziej podobne, mimo różnych systemów operacyjnych smartfony. Najnowsze dziecko koreańskiej firmy, Galaxy S7, swoim designem wydaje się potwierdzać ten trend.

Unboxing

Telefon przychodzi w standardowym, tekturowym pudełku z magnetycznym zamknięciem. Wewnątrz pudełka oczywiście poza smartfonem, mamy towarzyszące zwykle urządzeniu dokumenty. Słuchawki dostarczane z telefonem to trochę nietypowe koreczki. W pudełku znajdziemy jeszcze ładowarkę sieciową i samochodową, kabel USB służący zarówno do transferu danych, jak i ładowania urządzenia oraz przejściówkę pozwalającą na podłączenie urządzeń USB, takich jak chociażby pendrive czy nawet karta dźwiękowa lub klawiatura. Smartfon jest pokryty szkłem, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Myślę zatem, że dobrze byłoby kupić sobie do niego jakiś pokrowiec.

Wygląd urządzenia nie zaskakuje. Na górnej ściance umieszczono mikrofon oraz szufladkę na kartę SIM i kartę MicroSD, na lewej znajdują się przyciski głośności, na prawej znajduje się przycisk zasilania. Na dolnej ściance urządzenia umieszczono złącze USB oraz Jack 3,5 mm do podłączenia słuchawek, głośnik oraz mikrofon używany podczas rozmów. Z tyłu urządzenia znajdziemy oczywiście aparat oraz moduł NFC. Ostatnie, o czym warto wspomnieć to fizyczny przycisk Home, z którym zintegrowano czytnik linii papilarnych.

Słów kilka o szufladce na karty. Jako się rzekło zarówno kartę MicroSD, jak i SIM wkładamy do tej samej szufladki. Takie rozwiązanie jest średnio wygodne, gdyż po pierwsze dość trudno poprawnie zamontować obie karty i sprawić, aby przed wsunięciem całości do środka pozostały na swoich miejscach, po drugie, zmiana karty MicroSD wymusza na nas bodaj chwilowe przejście w tryb offline i wreszcie po trzecie, należy na wszelki wypadek nosić przy sobie szpilkę do wysuwania szufladki. Co do baterii, urządzenie producent zaopatrzył w ogniwo o pojemności 3000 mAh, które przy dość intensywnym użytkowaniu wystarczy na 24 godziny. Jeśli jednak telefonu używamy głównie do dzwonienia, to ten czas może ulec podwojeniu albo i potrojeniu.

Pora to włączyć

Samsung stara się tworzyć telefony dostępne dla niewidomych, dlatego zaraz po uruchomieniu można bez niczyjej pomocy włączyć udźwiękowienie. Domyślnie jest to stworzony przez Samsunga Voice Assistant, czyli de facto nieco zmodyfikowany Talkback. W pierwszej chwili ukazuje się na ekranie kreator, który należy przejść, aby telefon zaczął działać. W trakcie pokonywania kolejnych etapów, ustawiamy język urządzenia, WiFi, konto Samsung oraz Google. Problemem może być fakt, że nie ma niestety polskiego syntezatora mowy, tak więc trzeba sobie poradzić z głosem angielskim. Gdy uda nam się uporać ze wstępnym kreatorem, urządzenie automatycznie pobiera kilka aktualizacji, w tym także polski głos. Po przejściu fazy wstępnych ustawień na ekranie pojawia się standardowy Touchwiz, czyli firmowy launcher, instalowany w większości smartfonów Samsunga. Przyznam szczerze, że launcherów wbudowanych w telefon z reguły nie używam. Dzieje się tak z prostego powodu. Nie mam ochoty przyzwyczajać się po każdej wymianie telefonu do jakiejś tam filozofii działania wymyślonej dla użytkowników przez dewelopera, poznawać za każdym razem nowe tricki umożliwiające to czy tamto. Dlatego, zarówno do wykonywania połączeń, jak i obsługi ekranu głównego, używam aplikacji dostępnych w sklepie Play. O aplikacjach Samsunga można powiedzieć tyle, że są dostępne, producent stara się o to dbać i jakieś niezaetykietowane kontrolki lub niedostępne elementy raczej nie powinny się zdarzać. Niestety mniej różowo sprawa wygląda z tłumaczeniami. Nieraz można odnieść wrażenie, że ludzie odpowiedzialni za spolszczenie urządzenia nie mają kompletnie pojęcia, co właściwie tłumaczą. Jak łatwo się domyślić, efekty momentami są dość zabawne, chociaż, biorąc pod uwagę fakt, że jest to jednak było nie było flagowiec takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.

Uwaga!

Użytkownicy, którzy przesiadają się na Samsunga z urządzenia innej marki będą musieli się przyzwyczaić, że przyciski "Wstecz" oraz "Ostatnie aplikacje" są zamienione miejscami,

a panel ustawień ma układ nieco inny niż ten, do którego użytkownicy smartfonów innych firm są przyzwyczajeni. Kolejną cechą wyróżniającą urządzenia Samsunga jest brak niektórych aplikacji Google, w tym aplikacji "Gry Play". To ostatnie wbrew pozorom nie jest tak zupełnie pozbawione znaczenia. Jednakże jedną z najważniejszych z punktu widzenia użytkownika z dysfunkcją wzroku wprowadzonych przez Samsunga modyfikacji jest Samsung Voice Assistant.

Zacznijmy od przycisków. Samsung w swoich telefonach od lat trzyma się zasady "pozmieniajmy, a będzie lepiej", dlatego na ekranach urządzeń tej firmy przyciski zamieniono miejscami, tzn. przycisk „Wstecz” znajdziemy na prawo od przycisku „Home”, a przycisk „Ostatnie aplikacje” po lewej. Dodatkowy problem może polegać na tym, że standardowy Talkback zachowuje się tak, jak na telefonach urządzeniach ze starym Androidem, tj. wystarczy pojedyncze dotknięcie, aby wyjść z obecnie otwartej aplikacji. Na szczęście Voice Assistant tego problemu nie ma. Co więcej, można wybrać, czy ma się zachowywać jak Talkback, czy ma traktować te przyciski jak standardowe i aktywować je dopiero po podwójnym kliknięciu.

Mówiąc o zmianach w ustawieniach warto odnotować kilka rzeczy. Jeśli zainstalujemy Google Talkback, to należy go uruchomić bezpośrednio w opcjach dostępności. Samsung Voice Assistant jest nieco głębiej. Po wejściu w ustawienia dostępności trzeba znaleźć opcję "widoczność" i tam uruchomić asystenta. Warto jeszcze wspomnieć o przycisku "Edytuj", znajdującym się zaraz na górze okna ustawień. Można tam wybrać, które elementy znajdą się w czymś w rodzaju szybkich ustawień, czyli obszaru nad wszystkimi ustawieniami. Funkcja ta jest naprawdę przydatna i rzeczywiście może sprawić, że zaoszczędzimy sporo czasu.

Na koniec proponuję zajrzeć do zakładki "Dźwięki i wibracja". Na samym dole mamy przycisk "zaawansowane", który otwiera bardzo ciekawe okno. Prócz nieco gadżeciarskich efektów, jak np. pogłos czy brzmienie a-la wzmacniacz lampowy, możemy znaleźć korektor graficzny działający na wszelkie dźwięki wydobywające się z urządzenia, oraz coś, o czym się chyba w żadnych testach nie pisze, czyli "Adapt Sound". Jest to coś w rodzaju wirtualnego pana akustyka, który sprawdzi, co i jak słyszymy i dostosuje odpowiednio dźwięk. W pierwszym kroku dowiadujemy się, że technologia Adapt Sound nie działa na głośniku wbudowanym w telefon. Aby zatem skorzystać z jej dobrodziejstw, należy zaopatrzyć się w słuchawki. Po podłączeniu słuchawek kreator prosi nas o przejście do, w miarę możliwości, cichego miejsca, do czego zdecydowanie namawiam, gdyż następny krok to clou całej operacji, czyli test przypominający badanie słuchu. Urządzenie emituje dźwięki o różnych częstotliwościach raz w lewym, raz w prawym kanale, a naszym zadaniem jest naciśnięcie odpowiednich przycisków w zależności od tego, czy słyszymy dźwięk czy też nie. Urządzenie potrafi wyemitować naprawdę ciche sygnały. Całość zabawy trwa kilka minut, a na końcu możemy obejrzeć, niestety niedostępny, audiogram. Wreszcie smartfon ustawia dźwięk w ten sposób, aby zniwelować ewentualne braki naszego słuchu lub słuchawek, którymi dysponujemy. Oczywiście wyników testu nie należy w żadnym wypadku traktować jak wyroczni, gdyż najprawdopodobniej nie będziemy dysponowali słuchawkami o idealnie równym paśmie przenoszenia. Poza tym, to przecież tylko smartfon, a nie profesjonalna aparatura pomiarowa. Nie mniej efekt może nas niejednokrotnie pozytywnie zaskoczyć.

Niestety te wszystkie ulepszacze mają swoją wadę, która co prawda nie musi być uciążliwa dla wszystkich, gdyż dotyczy tylko niektórych konfiguracji. Używając e-Speaka lub któregoś z głosów Vocalizer możemy być nieprzyjemnie zaskoczeni faktem, że ucinane są pierwsze głoski wypowiadane przez syntezator, np. zamiast "ekran wyłączony" możemy usłyszeć "kran wyłączony". Błąd ten jednak nie dotyczy syntezatora Samsung, zwłaszcza w konfiguracji z domyślnym czytnikiem ekranu, którym jest w naszym telefonie Voice Assistant.

Brakujące ogniwo

Samsung, chcąc sprostać oczekiwaniu co bardziej zapalonych graczy, przygotował szereg narzędzi ułatwiających grę. Niestety wmontowanie tych funkcji w system nie pozostaje bez wpływu na zachowanie się czytników ekranu. Rzecz dotyczy tak firmowego, wbudowanego w telefon asystenta, jak i standardowego Google Talkbacka. Otwierając niektóre gry, zwłaszcza te, o których smartfon "wie", że są grami, możemy przeżyć przykrą niespodziankę, polegającą na tym, że kliknięcie w element X otwiera nam okno, które powinno pojawić się po stuknięciu w Y lub w ogóle nic się nie otwiera, chociaż powinno. Jedynym rozwiązaniem, jakie znalazłem, jest kupienie w sklepie Play "Package Disabler Pro (Samsung)" za 3,50 zł i zaznaczenie na liście, która pojawi się po otwarciu appki pól wyboru przy każdej aplikacji, która w nazwie posiada "Game”. Po zaznaczeniu takiego pola telefon poinformuje nas, że pakiet jest „niepełnosprawny” (nieszczęśliwe tłumaczenie angielskiego „disabled”), czyli wyłączony. W znalezieniu odpowiednich elementów pomoże pole edycji znajdujące się na górze okna. Po ponownym uruchomieniu telefonu otwieramy sprawiającą wcześniej problemy grę. (W tym miejscu może się okazać, że wymagane jest pobranie darmowej aplikacji "Gry Play"). Po zainstalowaniu wspomnianej aplikacji wszystko powinno zacząć działać bez zarzutu.

Podczas korzystania z urządzenia użytkownicy, zwłaszcza ci zaawansowani, mogą spotkać się ponadto z problemem zrywania transmisji danych. Nie do końca jestem w stanie stwierdzić, co dokładnie powoduje jego występowanie. Przypuszczam, że może ono być wywoływane przez jakieś błędy w mechanizmach oszczędzania energii. Omawiana wada sprawia, że nie jestem w stanie skorzystać z dowolnego serwera FTP. Instalowałem co najmniej kilka aplikacji i każda z nich ma ten sam problem. Rozłączanie klientów po kilkunastu sekundach, niepoprawne pobieranie i wysyłanie plików, potwornie długi czas łączenia to typowe objawy.

Ale, ale… nie taki ten smartfon straszny

Czytając mój tekst można było odnieść wrażenie, że wszystko, ale nie Samsung Galaxy S7. Usprawiedliwiając się przed czytelnikami, powiem tylko, że wiele uwagi poświęciłem wadom telefonu, gdyż do tej pory, czytając wszelkie testy tego urządzenia, spotykałem się z samymi superlatywami. Wyśmienity aparat, doskonała jakość, wybitne parametry, genialny wygląd itd. Te wszystkie zachwyty są generalnie zasłużone. Ten telefon po prostu chodzi. Aplikacje uruchamiają się bardzo szybko, jakość nagrań, zarówno audio, jak i video, stoi na bardzo wysokim poziomie, jakość wbudowanych komponentów w rodzaju GPS, kompas nie rodzi żadnych zastrzeżeń i generalnie rzecz biorąc jest to na prawdę dobry telefon. Jednak nie jest to urządzenie pozbawione wad zwłaszcza, gdy spojrzymy na nie z perspektywy niewidomego użytkownika.

Samsung Voice Assistant

Pisząc o smartfonach Samsung nie można pominąć tak istotnego dla nas problemu, jakim jest preinstalowany w nich czytnik ekranu. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to cokolwiek zmodyfikowany, ale jednak Talkback. Niestety odnoszę wrażenie, że Samsung nie śpieszy się z aktualizacjami. W efekcie użytkownik dostaje na dzień dobry dylemat - co wybrać. Od czasu powstania Samsung Voice Assistant developerzy oryginalnego Talkbacka nie zasypywali gruszek w popiele i czytnik Google co jakiś czas dostaje kolejne opcje. uporządkowane zostały kwestie internetowe, poprawiona obsługa klawiatur sprzętowych, w końcu można odczytywać poszczególne elementy na pasku statusu, by wymienić kilka najistotniejszych poprawek. Nieaktualizowany Voice Assistant nadal obciążony jest starymi błędami. Jednak z drugiej strony trzeba przyznać, że jest nieco bardziej responsywny, posiada kilka dodatkowych, własnych skrótów, ułatwiających korzystanie z telefonu, a na deser możliwość ustawienia, co ma być odczytywane po odblokowaniu ekranu. Jednak nie ma praktycznie żadnej różnicy, jeśli chodzi o rozpoznawanie kontrolek itd. Innymi słowy, jeśli jakaś aplikacja nie jest dostępna dla Talkbacka przełączenie się na Voice Assistant nie pomoże nam rozwiązać problemu.

Słowo na koniec

Biorąc wszystkie za i przeciw myślę, że za 2300 zł, bo mniej więcej tyle za ten telefon przyjdzie nam na wolnym rynku zapłacić, jest to dość dobra propozycja, aczkolwiek nie można powiedzieć, że to i tylko to. Konkurencja nie śpi. Firmy, zwłaszcza z dalekiego wschodu, zasypują rynek urządzeniami o bardzo dobrych parametrach w umiarkowanych lub bardzo umiarkowanych cenach, ponadto osobom niewidomym takie rzeczy jak ekran Full HD lub tym bardziej 4k jest raczej niepotrzebny. Tak samo rzecz się ma wbrew pozorom z procesorem. Mój poprzedni telefon, Motorola Moto G2 posiadała jednostkę taktowaną zaledwie 1,2 GHz i w codziennym użytkowaniu to wystarczy. Trochę inaczej sprawa się ma z pamięcią RAM, ale taki obrót spraw należy zawdzięczać developerom oprogramowania, którzy zupełnie nie przejmują się takimi sprawami jak np. optymalizacja kodu. Zaletą dla części użytkowników może być doskonały mikrofon, którym można śmiało zastąpić średniej klasy urządzenia marki Olympus. Z drugiej strony nie jest to urządzenie dla androidowych purystów. Modyfikacji różnego rodzaju Samsung nie pożałował, tak więc zwolennicy czystego Androida powinni poszukać czegoś innego. Jeszcze słowo dla posiadaczy poprzedniej wersji smartfonu. Z perspektywy osoby niewidomej Samsung Galaxy S7 od poprzednika różni się odrobinę kształtem oraz możliwością zamontowania karty SD.

Tomasz Bilecki

LinkedIn dobre narzędzie dla poszukujących pracy osób z dysfunkcją wzroku

 

Poszukiwanie pracy to dla mnie rzecz tyleż stresująca co trudna. Najpierw zawsze wydaje się, że nie mam żadnych kwalifikacji, doświadczenia zawodowego, osiągnięć czy wiedzy. Potem zaczyna się porządkowanie, proces sensownego układania informacji i wreszcie, gdy już wydaje się, że wszystko ma swoje dobrze przemyślane miejsce, przychodzi świadomość, że przecież jestem niewidomy, że pracodawca zobaczy białą laskę i będzie po rozmowie.

Na szczęście rozwój portali społecznościowych przyniósł nam lekarstwo na takie problemy. Według ostatnio przeprowadzonych badań 30% Polaków jest online bez przerwy. Wraz z coraz większym znaczeniem naszej obecności w sieci coraz ważniejszy staje się nasz wizerunek sieciowy. Wakacjami chwalimy się na Facebooku i Twitterze, zdjęcia publikujemy na Instagramie, a pracy szukamy przez LinkedIn.

Czy to jest dostępne?

Konto w serwisie LinkedIn mam od bodaj siedmiu lat. Jestem członkiem internetowej grupy niewidomych i słabo widzących tłumaczy i nauczycieli języków obcych. To oni skłonili mnie do założenia profilu w omawianym serwisie. Zawód tłumacza wymaga ciągłego poszukiwania zleceniodawców, współpracowników, ciągłej wymiany doświadczeń, czy wreszcie możliwości wzajemnego wspierania się w rozwiązywaniu różnych problemów związanych z wykonywaną pracą. Pojawienie się portalu społecznościowego dla profesjonalistów było zatem dla tłumaczy czymś bardzo interesującym, a jako betatester jednego z czytników ekranu tym bardziej nie potrzebowałem specjalnych zachęt by spróbować czegoś nowego.

Początkowo było trudno. O punktach orientacyjnych mało kto słyszał a z pewnością wiedza ta nie była powszechna. Strony, zwłaszcza te o bardziej złożonej strukturze, to była po prostu droga przez mękę. Założenie konta i rejestracja w serwisie bez pomocy osoby widzącej były wprawdzie możliwe, po kilku próbach jakoś mi się to udało, ale z pewnością nie było to wygodne i łatwe. Te czasy na szczęście należą już do przeszłości. LinkedIn jest obecnie serwisem dostępnym. Administratorzy dbają o dostępność a osoby z niepełnosprawnościami, które potrzebują pomocy mogą się o tę pomoc zwrócić kontaktując się drogą mailową. Możliwe jest także uzyskanie wsparcia telefonicznego. W takim jednak wypadku należy swój numer telefonu podać w mailu. Jeśli ktoś woli być w sieci za pośrednictwem urządzenia mobilnego, to i tutaj mam dla niego dobrą wiadomość. LinkedIn posiada dostępne aplikacje mobilne tak dla IOS jak i dla Androida. Jakkolwiek rejestracji w serwisie za pośrednictwem aplikacji mobilnych nie polecam, to już aktywność społecznościowa z pewnością może być tak realizowana.

Podstawowe i jak sądzę zupełnie wystarczające przeciętnemu użytkownikowi konto w serwisie jest darmowe.

Ale właściwie po co?

Po pierwsze proces rekrutacji pracowników coraz częściej przebiega w sieci. Pracodawcy często szukają osób posiadających potrzebne im kompetencje. Łatwiej przeszukuje się wielką bazę danych według zadanego klucza. Zajmuje to mniej czasu i przynosi lepsze rezultaty niż przedzieranie się przez sterty życiorysów.

Profil zawodowy ma ponad to tę zaletę, że nawet, gdy wypełniamy go bardzo skrupulatnie nie musimy pisać o naszej niepełnosprawności. A w każdym razie nasz potencjalny pracodawca nie znajdzie tej informacji przeszukując bazę wedle klucza umiejętności.

Mamy więc szansę zaistnieć w społeczności jako osoba o określonych kompetencjach.

Ale ja nie mam się czym chwalić

Profil w serwisie LinkedIn to coś w rodzaju wirtualnego życiorysu tyle, że pisze się ten życiorys łatwiej. Kreator prowadzi nas kolejno przez wykształcenie, doświadczenie zawodowe, osiągnięcia, dziedziny, w których jesteśmy ekspertami, pasje itd. Nie musimy wypełniać wszystkich pól. Na stronie z naszymi danymi jest coś w rodzaju licznika, który pokazuje nam w jakim procencie profil nasz wypełniliśmy. Idealnie byłoby wypełnić wszystkie pola, ale zdaję sobie sprawę, że często brak nam na to czasu, chęci czy cierpliwości. Sam nie mogę służyć jako dobry przykład. Mój profil nie został wypełniony nawet w połowie.

Uwaga! Dobre zdjęcie na którym wyglądamy elegancko zdecydowanie poprawia nasze szanse u potencjalnych pracodawców.

Czemu ma służyć tak skrupulatne wypełnianie profilu? Po pierwsze dobre jest dla naszej pozycji zawodowej by postrzegano nas jako osoby aktywne, zdobywające umiejętności, śledzące aktywnie wszystko co dotyczy ich dziedziny zawodowej. Po drugie, choć nie mniej ważne, takie aktywne kształtowanie naszego profilu poprawia naszą samoocenę i w ten sposób może przyczyniać się do zwiększenia naszej atrakcyjności na rynku pracy.

Mi to nie potrzebne, bo przecież mam już pracę

Wydawałoby się, że powyższe zdanie jest słuszne, ale to nie prawda. LinkedIn to platforma wymiany doświadczeń, narzędzie do samokształcenia i wreszcie miejsce, w którym mogą nas znaleźć i, nawet jeśli jesteśmy zadowoleni z naszej pracy, nigdy nie wiadomo, czy nie dostaniemy lepszej, ciekawszej finansowo propozycji.

Może się okazać, że ponieważ jesteśmy znani w naszym środowisku zawodowym uzyskamy łatwiej pomoc w rozwiązaniu jakiegoś ważnego problemu, albo pozyskamy współpracownika do naszego projektu.

LinkedIn siecią stoi

Mówi się, że dla znalezienia dobrej pracy jest bodaj ważniejsze to kogo znasz niż to, co umiesz. Jest w tym sporo racji. Nie mam tu na myśli powszechnie przytaczanej tezy, że dobrą pracę dostają zawsze krewni i znajomi Królika. Jeśli jednak szukamy pracy, a pracodawca może zobaczyć, że robiliśmy coś dla kogoś, że ktoś widział nas w akcji i widział, że cokolwiek to było zostało zrobione dobrze, to nasze szanse zdecydowanie wzrastają. Środowisko zawodowe, znajomi profesjonaliści to z jednej strony doskonałe źródło referencji a z drugiej bardzo cenna możliwość podnoszenia kwalifikacji, rozszerzania obszarów kompetencji czy wreszcie wymiany zawodowych doświadczeń.

Dobrze zbudowana sieć znajomych w LinkedIn to osoby, które pracują w naszym zawodzie, osoby, z którymi współpracowaliśmy czy osoby, które mieliśmy okazję poznać jako ekspertów w interesującej nas dziedzinie. Gdy chcemy kogoś dołączyć do naszej sieci serwis zapyta nas dlaczego ta osoba ma należeć do grona naszych znajomych. Jeśli ktoś zbyt często dołącza do swego profilu przypadkowe osoby może to spowodować nawet zablokowanie konta. Ważne dla naszej pozycji zawodowej jest po pierwsze wystawianie rekomendacji zawodowych znanym nam fachowcom – oni często odwdzięczą się podobnym postępowaniem – po drugie zaś uczestniczenie w swego rodzaju grupach zainteresowań. Ponieważ kiedyś zajmowałem się lokalizacją oprogramowania należałem do grupy tłumaczy specjalizującej się właśnie w lokalizacji programów komputerowych i stron internetowych. Nasza aktywność na portalu, to także dzielenie się artykułami czy doniesieniami lub ogłoszeniami na temat powiedzmy konferencji, wydarzeń, produktów, które mogłyby zainteresować naszych znajomych. W aktywności na portalu LinkedIn trzeba bezwzględnie przestrzegać tylko jednej zasady: żadnych przypadkowych znajomych, żadnych postów dotyczących czegokolwiek, co nie mieści się w sferze aktywności zawodowej.

A jak jest z tą niepełnosprawnością?

Przez listy dyskusyjne osób z dysfunkcją wzroku co jakiś czas przetacza się spór o to kiedy się przyznać do niepełnosprawności. Problem nie ogranicza się zresztą do pracy. Korzystanie z LinkedIn uwalnia nas od konieczności odpowiadania sobie na tak postawione pytanie. Jak w każdym życiorysie i tutaj jest miejsce na informacje o niepełnosprawności, ale jak widać z tego, co napisałem powyżej, potencjalny pracodawca poszukując pracownika najpierw zapozna się z jego kompetencjami, potem zobaczy jego aktywność w sieci – referencje, znajomych z grupy zawodowej, profil zainteresowań profesjonalnych i nie tylko, a dopiero gdzieś w dalszej kolejności zauważy być może, że ma do czynienia z osobą z niepełnosprawnością. Uważam, że korzystanie z LinkedIn w sposób istotny poprawia nasze szanse na rynku pracy. Jeśli więc szukacie pracy, albo chcecie poprawić sswoją pozycję zawodową, to warto sięgnąć po omówione powyżej narzędzie i założyć sobie profil w LinkedIn. Kto wie, Może kiedyś się tam spotkamy.

Damian Przybyła

Aktywizacja zawodowa absolwentów SOSW

Jeśli jesteś absolwentem Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego i w ciągu ostatniego roku nie podjąłeś dalszej nauki, ani nie znalazłeś zatrudnienia - nasz projekt jest właśnie dla Ciebie!

 

Zapraszamy Was do udziału w projekcie „Indywidualne wsparcie absolwentów SOSW w wejściu na rynek pracy”.


W ramach projektu proponujemy wsparcie, dzięki któremu będziecie mogli zdobyć pracę na miarę Waszych potrzeb i możliwości. Każdy z Was dostanie swojego coacha (trenera pracy), z którym będziecie mogli się szkolić, odbywać staże, praktyki, kontaktować się z pracodawcami.


Podczas 3-miesięcznego płatnego stażu, który zorganizujemy blisko Waszego miejsca zamieszkania, będziecie mogli zdobyć doświadczenie zawodowe w różnych firmach i instytucjach. W czasie stażu wypłacamy stypendium stażowe w wysokości 1550 zł/m-c. A jeśli potrzebujecie podnieść swoje kwalifikacje, sfinansujemy Wam kurs zawodowy, dzięki któremu uzyskacie certyfikat i zwiększycie swoje szanse podczas poszukiwania pracy.

Udział w projekcie jest dla absolwentów całkowicie bezpłatny.
Projekt jest przeznaczony dla absolwentów Specjalnych Ośrodków Szkolno-Wychowawczych.  

Okres realizacji projektu: 1.07.2016 – 30.06.2018


ABSOLWENTOM SOSW OFERUJEMY
:

  • 3-miesięczne płatne staże, organizowane blisko miejsca zamieszkania absolwentów i stypendium stażowe w wysokości 1550 zł/m-c,
  • Specjalistyczne kursy zawodowe (komercyjne),
  • Wsparcie coacha, doradcy zawodowego, psychologa,
  • Zwrot kosztów dojazdu i noclegów na spotkania, kursy i szkolenia,
  • Dodatek relokacyjny w wysokości 5 tys. zł w przypadku zatrudnienia powyżej 50 km od miejsca zamieszkania,
  • Osoby w wieku 15-29 lat,
  • Nie pracujące, nie uczące się stacjonarnie i nie szkolące się,
  • Posiadające orzeczenie o niepełnosprawności,
  • Posiadające status absolwenta specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego (do roku po opuszczeniu ośrodków).


Przyślij nam swoje CV na adres: power@firr.rg.pl

Więcej informacji:

Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, 
Oddział Warszawa, Plac Konstytucji 4/5, 00-657 Warszawa, 

tel. 22 400 50 73, 

www.firr.org.pl

power@firr.org.pl


Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój.

Patrząc w niebo, czyli o dostępności telewizji satelitarnej

Anteny satelitarne pojawiły się w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych, stopniowo zdobiąc ściany i dachy budynków. Początkowo były symbolem powiewu zagranicznej, zachodniej świeżości, a z czasem stały się medium, które na równi z telewizją kablową dostarczało Polakom programy niedostępne ze zwykłych, naziemnych anten. Dziś nie są symbolem luksusu, lecz po prostu jednym ze środków dających dostęp do szeregu programów telewizyjnych, których coraz więcej oferują nam polskie cyfrowe platformy satelitarne. W tym wszystkim dla czytelników Tyfloświata istotny jest jeden bardzo ważny aspekt, o którym mówi się stosunkowo mało albo wcale. Mowa o dostępności telewizji satelitarnej dla osób niewidomych. Przez dostępność rozumiem tu nie tyle kwestię zawartości programowej, ile stronę techniczną, umożliwiającą osobie pozbawionej zmysłu wzroku obsłużenie tunera satelitarnego, wybranie odpowiedniego kanału czy skorzystanie z usług dodatkowych, które w dobie powszechnej cyfryzacji towarzyszą różnym kanałom telewizyjnym.

Czasy przed zerem i jedynką

Zanim pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Polsce upowszechniła się telewizja cyfrowa, podstawową metodą odbioru kanałów telewizji satelitarnej w naszym kraju była telewizja analogowa. W tych czasach, kiedy nikt jeszcze o dostępności nie słyszał, co więcej, nikt nawet nie wiedział, że powinno się jej wymagać, niewidomy musiał sobie radzić tak, jak umiał. Na całe szczęście satelitarna telewizja analogowa była medium stosunkowo łatwym do poskromienia. Było to możliwe przede wszystkim dzięki informacji zwrotnej w postaci szumów, trzasków i innych dźwięków wydobywających się ze strojonego tunera. W dobie telewizji cyfrowej niewidomy ma do dyspozycji tylko dwie, skrajne wobec siebie informację. Sygnał, gdy wszystko gra, lub kompletną ciszę, gdy sygnał z jakichś przyczyn jest zbyt słaby. Kiedyś, przy odrobinie cierpliwości można było bez problemu, ucząc się rozmieszczenia przycisków na pilocie odbiornika, spędzić długie godziny skanując różne częstotliwości transponderów najpopularniejszych satelitów. Jak kiedyś, tak i obecnie dla niewidomego największy problem stanowi precyzyjne ustawienie anteny na odpowiedniego satelitę. Jako pocieszenie napiszę jedynie tyle, że osobom widzącym bez odpowiedniego osprzętu ta sztuka również nie udaje się zbyt dobrze i licząc na odpowiednie efekty najlepiej poprosić o pomoc fachowca. Reasumując, czasy telewizji analogowej z jednej strony były gorsze, bo byliśmy pozbawieni jakiejkolwiek dostępności, z drugiej zaś strony przy odpowiednim uporze mogliśmy na własną rękę sporo zdziałać.

Czas cyfry

Ostatnie, powszechnie dostępne przekazy analogowe zakończyły swoją emisję w marcu 2012, co stało się symbolem przejścia do nowej ery, która zresztą rozpoczęła się znacznie wcześniej. Mam tu na myśli erę przekazów cyfrowych, pozwalających na emisję sygnału o znacznie lepszych parametrach obrazu i dźwięku, których wielką zaletą jest, że dając możliwość korzystania z treści o znacznie lepszej niż analogowa jakości, zużywają do tego mniej pasma na transponderach satelitarnych. Stan taki należy uznać za korzystny zarówno dla nadawców, jak i odbiorców, bowiem dzięki temu możliwe jest zaoferowanie bogatszej oferty programowej, na którą składa się więcej, zróżnicowanych i zaspakajających różnego rodzaju gusta kanałów. Osoba niewidoma musi natomiast zastanowić się nad tym, jak sobie z owym dobrodziejstwem poradzić. Oczywiście, każdy dostawca satelitarnego sygnału cyfrowego oferuje nam swój sprzęt, który, jak to ma czasem miejsce, zostanie zamontowany w naszym domu za darmo. To jednak dla nas, nieużywających wzroku użytkowników jest rozwiązanie, które spowodować może mnóstwo kłopotów szczególnie, jeśli mieszkamy sami, a nad całością chcemy zachować odpowiednią kontrolę. Współczesne, cyfrowe tunery satelitarne posiadają oprócz opcji przyporządkowanych do konkretnych przycisków pilota sterującego także menu, które w różnych sytuacjach wyświetlane jest na ekranie telewizora, a obecność jego nie jest przeważnie w żaden sposób sygnalizowana. W takiej sytuacji niewidomy użytkownik pozostawiony jest ze sprzętem, nad którym nie może w żaden sposób zapanować. Sytuacja taka zdarzy się z pewnością w momencie wstępnej konfiguracji tunera, ale także powtórzy się niejednokrotnie w momencie, gdy nasz tuner otrzyma zaktualizowaną listę kanałów i zapyta, czy chcemy przeprowadzić proces aktualizacji, czy też zrobić to później. Oczywiście, możemy nauczyć się tego na pamięć i w momencie, gdy po włączeniu tunera nie dzieje się nic, zakładać, że właśnie do naszego urządzenia została pobrana nowa lista, ale nigdy nie będziemy mieć 100% pewności, że właśnie to się stało, a nie, że np. źle wcelowaliśmy pilotem w czujnik urządzenia i na skutek tego wcale ono się nie włączyło. Dodatkowo, korzystając z tunerów dostępnych w ofercie producentów, pozbawiamy się dostępu do takich dobrodziejstw telewizji satelitarnej jak EPG (Electronic Program Guide), cyfrowy rozkład programu telewizyjnego, oferowany przez niemalże każdą stację, czy teletekst, u nas w Polsce często określany mianem TeleGazety. Do tego wszystkiego musimy także uzbroić się w stos notatek dotyczący informacji, pod jakim numerkiem kanału dostępna jest dana stacja telewizyjna, co może zostać gruntownie przebudowane przy każdej aktualizacji listy kanałów.

Posterujmy przez przeglądarkę

Jeśli ktoś z powyższych zdań wywnioskował, że telewizja satelitarna jest kompletnie niedostępna dla niewidomego, śpieszę uspokoić, nie jest z tym wcale tak najgorzej. Uprzedzić jednak muszę, że jej użytkowanie wymagać będzie od nas nieco większej niż u przeciętnego użytkownika wiedzy i umiejętności. Możemy spróbować naszych sił wykorzystując jeden z tunerów z systemem opartym o jądro Enigma 2. Tego typu urządzeniami możemy sterować przez przeglądarkę WWW, ale dostępność rozwiązania jest dość ograniczona. Możliwe jest np. przełączanie się pomiędzy kanałami, odczytywanie EPG, ale dostęp do skanowania i wyszukiwania nowych kanałów jest już niemożliwy. Aby zaktualizować listę, powinniśmy poszukać w sieci aktualizowanych list kanałów i wgrać je przy pomocy FTP do naszego tunera, co z pewnością nie jest zadaniem ani wygodnym, ani prostym, przynajmniej dla początkującego użytkownika. Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest to, że nadal dysponować będziemy dedykowanym do odbioru telewizji satelitarnej urządzeniem, które będzie osobną skrzynką, niewadzącą nikomu i stojącą w naszym salonie.

A może komputer?

Do sterowania wyżej opisanym urządzeniem musieliśmy i tak użyć komputera, względnie naszego smartfona. Kolejnym rozwiązaniem, które chciałbym polecić niewidomym entuzjastom telewizji satelitarnej jest wykorzystanie w roli dostępnego tunera naszego własnego komputera, wyposażonego w odpowiednią kartę. Rozwiązanie takie jest najbardziej elastyczne i osobiście polecam je zdecydowanie bardziej niż opisywaną wyżej Enigmę 2. W zasadzie wszystko przemawia na korzyść zakupu karty DVBS, czyli takiej, która pozwala na odbiór cyfrowej telewizji satelitarnej. Plusem jest zarówno cena (około 600 PLN), jak i dostępność dedykowanego oprogramowania, które bardzo dobrze współpracuje z czytnikami ekranu. Minusem mogą być jedynie problemy z kodekami, które musimy odpowiednio skonfigurować w naszym systemie operacyjnym, aby odbiór sygnału był dobrej jakości i nic go nie zakłócało. Dodatkowo też należy liczyć się z tym, że jeśli mieszkamy w małym mieście, lokalni specjaliści mogą wiedzieć bardzo niewiele albo zgoła nic o odbiorze telewizji cyfrowej za pomocą przeznaczonych do tego kart. Ludzie ci, pracując ze znanymi sobie rozwiązaniami od wielu lat, często zwyczajnie nie mają czasu i chęci na śledzenie tego typu nowości i wgryzanie się w rozwiązywanie ewentualnych problemów z nimi związanych, może więc zdarzyć się tak, że zostaniemy sami z naszym świeżo zakupionym produktem, a ten zacznie sprawiać nam problemy. W takim przypadku najlepiej poszukać rozwiązania w sieci, w polskojęzycznym Internecie na całe szczęście nie brakuje miejsc, w których dyskutują zaawansowani użytkownicy telewizji satelitarnej. Jednym z takich miejsc jest http://forum.satkurier.pl/, gdzie z pewnością otrzymamy odpowiedź lub pomoc.

Jaką kartę wybrać?

Ilu ludzi, tyle opinii, do takich wniosków można dojść, gdy zaczniemy poszukiwać naszej karty idealnej, dzięki której będziemy mogli cieszyć się cyfrową telewizją satelitarną, używając naszego własnego komputera w funkcji odbiornika. Z grubsza karty DVBS możemy podzielić na 2 typy.

  • Wewnętrzne – są to karty, montowane na płycie głównej naszego komputera w złączach PCI Express,
  • Zewnętrzne – są to osobne skrzynki, podłączane do naszego komputera za pomocą gniazda USB.

Jeśli korzystamy z laptopa, zdecydowanie lepiej sięgnąć po tę drugą opcję, jeśli zaś nasz komputer to model stacjonarny, można rozważyć zakup jakiejś karty wewnętrznej, jednak osobiście i w tym przypadku skłaniałbym się ku rozwiązaniu zewnętrznemu. Jest ono bardziej uniwersalne i uchroni nas przed koniecznością dokonywania kolejnego zakupu, gdy zapragniemy przenieść się na urządzenie bardziej mobilne. Dodam tu dla porządku, że sama instalacja satelitarna nie jest rozwiązaniem przenośnym. Oprócz karty DVBS musimy, o ile jeszcze tego nie mamy, zaopatrzyć się w stosowną czaszę do odbioru sygnału, konwerter, przewody, a wszystko to powinno zostać zainstalowane na dachu, balkonie lub przy oknie. Raz zainstalowane bez wyraźnego powodu nie powinno być przenoszone w inne miejsce. Chcąc wybrać właściwą dla nas antenę satelitarną najlepiej poradzić się lokalnego specjalisty lub sprzedawcy. Rynek ten jest dość rozległy, a ja nie czuję się w tej dziedzinie na tyle kompetentny, by cokolwiek sensownego doradzać szanownym czytelnikom.

Pozwolę sobie zwrócić jednak uwagę na jedną istotną kwestię. Jeśli chcemy oglądać kanały należące do którejś z polskich platform cyfrowych, to konieczne jest zaopatrzenie się w kartę z tzw. gniazdem na moduł CI. Jest to specjalna karta, którą umieszczamy wewnątrz tunera, dzięki czemu możliwe jest oglądanie programów kodowanych. Warto przed zakupem upewnić się, czy platforma cyfrowa, z której usług będziemy chcieli korzystać, oferuje takie moduły, wg mojej wiedzy wszyscy polscy operatorzy je dostarczają.

Na koniec, gdyby to wszystko było zbyt dużym natłokiem informacji, mogę polecić kartę, którą z powodzeniem użytkuję od kilku miesięcy. Jest to karta TBS-5990 firmy Technotrend. Karta wyposażona jest w dwa gniazda do modułów CI, pozwalające na podłączenie dwóch konwerterów lub połączenie się z dwoma portami przełącznika DiSEqC. Dzięki temu możliwe jest korzystanie z dwóch platform cyfrowych jednocześnie oraz niezależne od odtwarzania nagrywanie drugiego programu. Instalacja urządzenia jest niezwykle prosta, sprowadza się bowiem do zainstalowania sterowników i odpowiedniego oprogramowania. Jedyny problem, jaki miałem z tą kartą, wystąpił pod kontrolą systemu Windows 10. W tym systemie w momencie, gdy karta była aktywna, nie działała moja karta muzyczna Marian Trace 8. Pozostaje mieć nadzieję, że problem konfliktu zostanie wyeliminowany wraz z kolejną edycją sterowników, tym czasem używam tej karty pod kontrolą systemu Windows 7.

Jakiego oprogramowania użyć?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – DVB Viewer. To oprogramowanie to najbardziej dostępne dla niewidomych rozwiązanie, pozwalające na komfortowe oglądanie cyfrowej telewizji satelitarnej, ale także i telewizji naziemnej, gdyż, jak sama nazwa wskazuje, aplikacja obsługuje wszelkie standardy DVB. Dostępny pod adresem http://www.dvbviewer.com/ program nie jest darmowy, licencja na jego używanie to koszt 20 euro, jednak to aplikacja z gatunku tych, za które moim zdaniem autorowi te pieniądze zwyczajnie się należą. Dostępne jest niemalże wszystko, a najwięcej skorzystają użytkownicy programu JAWS. Twórca DVB Viewera przewidział specjalny tryb, który można uaktywnić w opcjach programu, a wówczas do czytnika firmy Freedom Scientific wysyłane są dodatkowe informacje, np. dotyczące siły sygnału w trakcie skanowania. Tryb dostępnościowy opłaca się jednak włączyć także w przypadku używania programu NVDA, bowiem poprawia on wygodę pracy z programem.

Dzięki DVB Viewerowi jesteśmy w stanie samodzielnie przeskanować dostępne kanały satelitarne, zaprogramować ich kolejność, przeczytać przewodnik EPG czy teletekst, a także ustawić czas nagrywania interesującego nas programu. Możliwości tej aplikacji są oczywiście daleko szersze, za przykład niech posłuży taki oto eksperyment. Załóżmy, że jesteśmy w trakcie oglądania jakiegoś programu, a nie bardzo wiemy, co dzieje się w jakimś jego momencie. Program nie posiada audiodeskrypcji, a już przez dłuższy czas trwa fragment muzyczny. Możemy, dzięki DVB Viewerowi, wykonać tzw. screenshot, czyli stopklatkę danego momentu programu, a następnie wysłać taki obrazek do jakiegoś serwisu rozpoznającego to, co dzieje się na danej grafice, np. http://www.cloudsightapi.com/api. Oczywiście wszyscy musimy zdawać sobie sprawę, że taka stopklatka jest bardzo niemiarodajna, ale może dostarczyć nam przynajmniej szczątkowych informacji. Jeśli interesujący nas program posiada kilka ścieżek to możemy, definiując odpowiednie skróty klawiszowe, błyskawicznie przełączać się pomiędzy nimi. Dzięki mechanizmowi wtyczek, DVB Viewer może być także wzbogacany o różne dodatkowe funkcje. Dodatków nie brakuje i sporo z nich można odnaleźć w sieci.

Jeśli jeden satelita to za mało

Najpopularniejszą w Polsce pozycją satelitarną jest 13 stopni wschód, tu bowiem swoje paczki sygnałowe mają operatorzy naszych rodzimych platform satelitarnych. Sygnały satelitarne pojawiają się jednak także i na innych pozycjach, a są to niekiedy rzeczy bardzo interesujące, szczególnie dla tych, którzy chcą usłyszeć coś, z czym nigdzie indziej nie będą mieć okazji się zetknąć. Satelita to środek dosyłowy różnego rodzaju programów – od stacji radiowych począwszy, a na oprawie muzycznej supermarketów skończywszy. To wszystko jest dostępne, jeśli tylko wiemy, gdzie szukać i jesteśmy w stanie otrzymywać sygnały satelitarne z bardziej egzotycznych pozycji. Na samym początku musimy sobie wyjaśnić jedną rzecz, samodzielne, precyzyjne ustawianie anteny satelitarnej przez niewidomego jest niemalże niemożliwe, szczególnie w dobie przekazów cyfrowych. Musimy korzystać albo ze specjalnego zestawu konwerterów skierowanych na różne satelity – mówimy wtedy o tzw. Zezie, albo z urządzenia zwanego obrotnicą. Zez to zdecydowanie prostsza opcja, ale też dająca mniejszą elastyczność. Konwertery umieszczone w uchwytach Zeza są skierowane na konkretne satelity i nie mamy możliwości dokonywania tu zmian no chyba, że dołożymy kolejny konwerter. Najpopularniejszym w Polsce zezem jest ten, obejmujący satelity Hot Bird 13 stopni wschód i Astra 19,2 stopnia wschód.

Obrotnica to specjalny silnik z uchwytem, do którego mocuje się maszt z anteną satelitarną. Za jego pomocą możemy precyzyjnie obracać czaszę, kierując ją na interesującego nas satelitę. W przypadku obrotnicy, musimy zwrócić uwagę na to, jakiego protokołu używa takie urządzenie. Najlepszym dla niewidomych rozwiązaniem będzie takie, które wykorzystuje protokół USALS, co sprowadza nas do wyboru obrotnic w zasadzie tylko jednego producenta, włoskiej firmy STAB. Dzięki USALS jesteśmy w stanie, wybierając z listy pozycję jakiegoś satelity, skierować na niego obrotnicę. Urządzenia nieobsługujące tego protokołu, pozwalają na obrót czaszy o zadany kont, co dla nas będzie z pewnością mniej wygodne. Przed zakupem obrotnicy warto również zasięgnąć porady lokalnego specjalisty, bowiem silnik musi być odpowiednio dostosowany do średnicy czaszy naszej anteny, tego typu urządzenia mają także maksymalną wagę czaszy, jaką są w stanie swobodnie obracać. Warto także upewnić się, że montaż obrotnicy w przypadku naszej lokalizacji będzie mieć w ogóle sens, bo nie w każdej lokalizacji takie urządzenie, kosztujące kilkaset złotych, się sprawdzi.

Telewizja satelitarna vs telewizja naziemna

Niestety, muszę z przykrością stwierdzić, że zawartość sygnałów w przypadku programów emitowanych drogą satelitarną jest dość często zubożona w porównaniu do tego, co otrzymujemy naziemnie. Problem dotyczy tu przede wszystkim ścieżek z audiodeskrypcją. Pasmo na satelicie jest drogie i nadawcy tną koszty jak tylko mogą, szkoda tylko, że cierpią na tym niewidomi użytkownicy. Korzystając z programu DVB Viewer, można by bez problemu włączyć ścieżkę AD – sęk w tym, że zwykle nie ma czego włączać, ponieważ kanały z satelity są zwyczajnie pozbawione tego udogodnienia.

Na zakończenie

Zdaję sobie sprawę, że powyższym artykułem nie wyczerpałam tematu, ani też nie udzieliłam precyzyjnych odpowiedzi na różne, szczegółowe pytania, które mogły się pojawić w głowach czytelników. Zagadnienia związane z telewizją satelitarną to na tyle szeroki temat, że zawarcie pełnego kompendium wiedzy, obejmującego wszystkie interesujące czytelników zagadnienia w jednym, krótkim artykule, zwyczajnie nie jest możliwe. Mam jednak nadzieję, że wszyscy ci, którzy cenią sobie niezależność, a szczególnie niezależność w dostępie do cyfrowych mediów, zainteresują się możliwościami, jakie daje zestaw do odbioru sygnału satelitarnego. To bardzo wygodne narzędzie odbioru, a we współpracy z DVB Viewerem najbardziej dostępny multimedialny telewizor, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia.

Miłego oglądania!

Zmiany dotyczące dostępności pakietu MS Office

 

Pakiet aplikacji biurowych Office firmy Microsoft to chyba najpopularniejsze tego typu oprogramowanie na rynku. Wiele już napisano i powiedziano na temat rozwoju czytników ekranu i wiążących się z tym zmian w dziedzinie dostępności systemu Microsoft Windows, ale o drugim sztandarowym produkcie  Microsoftu, pakiecie MS Office, w kontekście dostępności nie znajdzie się już tak dużo. Ponieważ tekst jest poświęcony rozwojowi i możliwościom, jakie oferuje Microsoft Office w różnych swoich wersjach użytkownikom z niepełnosprawnościami, głównie niewidomym, nie będę się skupiał na usprawnieniach, które do obsługi Office'a wprowadzały czytniki ekranowe. Po pierwsze dla tego, że o nowościach w czytnikach mówi się od zawsze, a pewne rzeczy towarzyszą nam już od tak dawna, że wspominanie o nich to niepotrzebne dygresje. Po drugie, każdy może przeczytać sobie historię wersji używanego programu odczytu ekranu i tam dowiedzieć się wszystkiego o jego rozwoju w kontekście wsparcia dla pakietu biurowego Microsoft Office i nie tylko. Nawiasem mówiąc, zachęcam do tego bardzo mocno, ponieważ podczas tej z konieczności żmudnej i nudnej lektury możecie znaleźć takie funkcje ułatwiające pracę z MS Office, innymi programami lub MS Windows, o których nawet wcześniej nie wiedzieliście. Piszę o tym z własnego doświadczenia. Warto czytać nowości w każdej wersji programu szczegółowo, ponieważ zwykle producent skupia się na tych największych, ja je nazywam najbardziej medialnymi, podczas,

gdy z pozoru mało znaczące, a w istotny sposób poprawiające jakość naszej pracy drobiazgi, często w społeczności użytkowników przechodzą bez echa. Trzeci, dla mnie najważniejszy powód takiego postępowania jest następujący.

Opisywanie nowości z punktu widzenia użytkownika jednego czytnika ekranu może nie odzwierciedlać rzeczywistych możliwości innych rozwiązań asystujących. Sposób podejścia producentów czytników do obsługi Office'a jest różny. Ze względu na koncepcję rozwoju oprogramowania, wybrane metody interakcji ze środowiskiem czy wiele innych czynników, o których nie będziemy się tutaj rozpisywać, window-eyes, Hal/superNova czy nvda stosują różne sposoby rozwiązywania problemu dostępności. Jako użytkownik głównie JAWS nie chcę przepisywać tutaj fragmentów podręcznika screenreaderów, których używam mniej. O pewnych przełomowych funkcjach czytników oczywiście napiszę, ale bez zagłębiania się w szczegóły. Po tym wyjaśnieniu cofnijmy się teraz w czasie i przyjrzyjmy się temu, jak rozwijał się pakiet Office od samego początku.

Początki Microsoft Office, czyli od edytorów ms DOS - do pakietu biurowego dla Windows

Historia Microsoft Office rozpoczyna się około roku 1990, gdy programy będące dziś składnikami pakietu lub te, które jakkolwiek dziś już nie rozwijane, w momencie powstania zaprojektowane były jako narzędzia biurowe, po raz pierwszy wydano w wersji dla systemu MS DOS. Co ciekawe, pierwsze wydania niektórych aplikacji wcale nie były tworzone dla systemów firmy Microsoft, lecz pojawiły się w wersji dla Apple MACOS w roku 1989. Pierwsze programy były niezależne, to znaczy, że możliwe było zainstalowanie i pełnowartościowe korzystanie z jakiegoś modułu pakietu biurowego bez konieczności instalacji innych komponentów, przykład: można było zainstalować samodzielny MS Word, jeśli nie potrzebowało się arkusza kalkulacyjnego. Dziś zakup aplikacji składowych pakietu Microsoft Office jako oddzielnych programów jest możliwy tylko w języku angielskim, polski Office 2016 i Office 365 jest sprzedawany jako pakiet programów. Można jedynie zdecydować o wersji pakietu. Czy ma być to wersja pro, dla użytkowników domowych i tak dalej. Wróćmy jednak do początków.

Pakiet Office dla niewidomych użytkowników systemu Windows, w podobnej postaci, w jakiej znamy go dziś powstał dopiero w wersji Microsoft Office 97. Wiadomo oczywiście, że programy wyglądają dziś zupełnie inaczej, ale rdzeń jest ten sam, czyli Microsoft Word, Microsoft Excel, Microsoft Power point, oraz w bogatszych wersjach Microsoft Outlook i Microsoft Access. Z ważnych dat w historii Microsoft Office przed wersją Office 97 trzeba jeszcze wymienić tylko dwie najistotniejsze. W roku 1992 powstał pierwszy pakiet Office dla systemu Windows. W drugiej połowie lat 90-tych, konkretnie pod koniec roku 1995, gdy powstał najpierw Windows 95 i Microsoft Office 95, a następnie Microsoft Office 97, to właśnie pakiet Office 97 był tym pierwszym dobrze obsługiwanym przynajmniej przez program JAWS, z innymi screenreaderami nie miałem możliwości tego niestety przetestować. Jeśli chodzi o Microsoft Office 95, to warto przypomnieć czasy, gdy powstawał ten pakiet. Chociaż dziś Office 2010, 2013 czy 2016 tak jak pierwsze wersje pakietu są tzw. "kombajnami" i zajmują bardzo dużo miejsca na dysku, to jednak nie robi to takiego wrażenia jak kiedyś, w czasach gdy kilkanaście MB pamięci ram to było naprawdę dużo, a dyski o pojemności kilku gigabajtów były codziennością. Chociaż Microsoft Office 95 zajmował około 200 MB miejsca, to instalowało się go z wielu dyskietek, bo oprogramowanie na dyskach cd/dvd miało dopiero przed sobą wielką przyszłość Pierwsze wersje Windows 95 również instalowało się tylko z dysków FDD. Dopiero później pojawiła się możliwość instalacji z dysków cd, które ostatecznie wyparły bardzo szybko dyskietki z takich zastosowań, jak przechowywanie oprogramowania instalacyjnego, aby praktycznie rzecz ujmując, doprowadzić w końcu do marginalizacji ich wykorzystania. W wersji Microsoft Office 95 Microsoft Word zaczął swoją wielką drogę do deklasacji konkurencji, by wreszcie dla większości użytkowników na długi czas stać się synonimem edytora tekstu. W tamtych czasach głównym konkurentem pakietu Office od Microsoft był pakiet WordPerfect Office, współtworzony przez firmy WordPerfect Corporation, Novell i Corell. Doświadczenia w korzystaniu z tych wczesnych wersji Office nie mam właściwie żadnego oprócz krótkiego testu. Windowsa 98 używałem tylko chwilę, by przejść później na Windows XP i Office 2000 od którego zaczęła się tak naprawdę moja lepsza znajomość systemu Windows, Office'a i czytników ekranu, głównie JAWS, chociaż oczywiście nie tylko. W początkowych czasach rozwoju dostępność aplikacji nie była wcale sprawą priorytetową, ani tym bardziej oczywistą. Przyznać jednak trzeba, że Microsoft wypada wyjątkowo dobrze w porównaniu z innymi konkurencyjnymi rozwiązaniami, jak np. open Office, który znacznie później stał się bodaj w podstawowym zakresie obsługiwalny przez czytniki ekranu, obecnie stan ten w przypadku open Office się poprawia, ale Office od Microsoft jeszcze długo będzie miał dużą przewagę jakości i wsparcia zarówno od strony samego Microsoft, jak i twórców czytników ekranowych.

Czas rozwoju i stabilizacji, czyli lata 1997 - 2007

Microsoft Office 97 to pierwszy stabilny pakiet, który mógł być na dużą skalę wykorzystywany przez użytkowników niewidomych.

Nie jest oczywiście tak, że wszystko było perfekcyjnie obsługiwane przez te wszystkie lata w pakiecie Microsoft Office przez czytniki ekranowe. W wersji Office 97 i późniejszych, aż do jego wycofania z pakietu nie był na przykład obsługiwany animowany asystent pakietu Office, który widzącym użytkownikom mógł być pomocny w pracy, chociaż podobno równie często pomagał, co irytował. Wszystkie czytniki dla usprawnienia pracy jako pierwszą czynność zalecały zamknięcie asystenta pakietu Office. Pewne elementy interfejsu jak i części dokumentów, np. równania utworzone za pomocą edytora równań do dziś nie mogą być odczytane przez żaden czytnik ekranu. Są to jednak nieliczne wyjątki od reguły, że współpraca Microsoft Office z czytnikami ekranu z wydania na wydanie i z roku na rok była coraz lepsza a dziś się nie pogarsza i nadal jest bardzo dobra. W pakiecie Office 97 po raz pierwszy dostępny był program Microsoft Outlook, o którym piszę w innym artykule w Tyfloświecie. Czasy Office'a 95 i 97 to również niewygodny format pomocy Microsoft winhelp. Wprawdzie samo drzewo spisu treści było dostępne, treść pomocy również, ale korzystanie z systemu pomocy nie było wygodne, a czytniki ekranu musiały zapewniać często własne skróty klawiszowe ułatwiające pracę. JAWS, którego używam oferował i nadal oferuje takie konfiguracje, chociaż dziś format winhelp na szczęście wyszedł już praktycznie z użytku. W pakiecie Microsoft Office 2000 format pomocy został zastąpiony przez Microsoft html help, używany i bardzo popularny do dziś, między innymi pliki pomocy najpopularniejszych czytników ekranu ( z wyjątkiem NVDA) są utworzone w formacie Microsoft html help.

Ważniejsze nowości i zmiany w Microsoft Office od wersji 2000  do wersji 2016

Jak już wyżej wspomniałem Microsoft Office 2000 to pierwszy intensywnie wykorzystywany przeze mnie w czasach szkolnych pakiet, wtedy oczywiście głównie był to Microsoft Word, w mniejszym stopniu Microsoft Excel. Poniżej, rozpoczynając od tej dobrze znanej mi wersji, postaram się przedstawić historię zmian pakietu zwracając szczególną uwagę na ich użyteczność dla osób z dysfunkcją wzroku jak i z innymi niepełnosprawnościami.

Co nowego w Microsoft Office 2000?

W Microsoft Office 2000 pojawiło się wiele nowych funkcji. Z konieczności ograniczę się tutaj do omówienia tych najbardziej znaczących.

To w tej wersji pakietu w sekcji pomocy po raz pierwszy można było znaleźć obszerny zestaw artykułów poświęconych dostępności i dostosowywaniu pod jej kontem pakietu biurowego od Microsoft oraz pracy z pakietem Office przy użyciu klawiatury. Można znaleźć informacje o dostosowywaniu powiększenia, wstawianiu autotekstu, personalizacji pasków narzędzi i menu itp.

Kolejna duża nowość to schowek pakietu Office. Schowek pakietu Office umożliwia umieszczenie w nim więcej niż jednego obiektu, w przeciwieństwie do schowka Windows, do którego wycięcie np. fragmentu tekstu powoduje natychmiastowe nadpisanie poprzedniej zawartości. W dodatku schowek Office umożliwia przechowywanie nietylko tekstu, lecz obiektów różnego typu, takich jak hiperłącza, rysunki itd. Kolejna ważna rzecz, to spersonalizowane menu, czyli coś, co było dezorientujące dla użytkowników niewidomych, więc w Windows czytniki albo same wyłączają tę funkcję albo zalecają jej wyłączenie. Jak działa menu spersonalizowane? Gdy korzystamy z menu programu z czasem powstaje lista najczęściej używanych poleceń. Przy kolejnym wywołaniu menu, z którego wcześniej korzystano pojawia się najpierw tylko kilka najczęściej wykorzystywanych poleceń. Dopiero po przejściu listy poleceń, z których korzystaliśmy najczęściej  rozwinie się całe menu z wszystkimi poleceniami, lecz ta właśnie konieczność odkrywania pozostałych poleceń dla użytkowników korzystających wyłącznie z klawiatury bywa frustrująca.

Wykryj i napraw, w tej wersji Office pojawiła się funkcja wykryj i napraw, dostępna z menu pomoc każdego programu pakietu Office. Służy ona do naprawy problemów z plikami pakietu Office i podstawowymi kluczami rejestru Windows, które odpowiadają za poprawne działanie Office. Z moich doświadczeń wynika, że najczęściej rozwiązywało to problemy, jakie miewałem z Microsoft Office 2000, chociaż Office 2003 okazał się zdecydowanie bardziej stabilny i dopracowany. Co jeszcze pojawiło się w Microsoft Office 2000? Lepsza obsługa standardu unicode - czyli w uproszczeniu mniej problemów z zawartością tekstów międzynarodowych i w językach innych niż korzystających z alfabetu łacińskiego. Ulepszono asystenta pakietu Office, dla niewidomych i tak nieprzydatnego. Ponieważ rok 2000 to przełom wieków, poświęcono wiele uwagi pracy z datami. Wiązało się to z głośnym wtedy problemem roku 2000. (Tworząc pierwsze systemy operacyjne dla komputerów osobistych nie wzięto pod uwagę problemów technicznych związanych z obsługą dat odległych wtedy o 20 lat przyp. Red.). Office 2000 zbiegł się również w czasie z przyspieszającym rozwojem sieci internet, wprowadzono więc pierwsze w historii pakietu Office tak znaczące ulepszenia jak praca z plikami w sieci czy tworzenie stron www, pojawiła się również możliwość dodawania przycisków prowadzących do konkretnych plików np. w sieci lub na komputerze lokalnym.

Poprawki takie jak te specyficzne np. dla Excel związanego z obliczeniami czy też ogólne ulepszenia związane z wydajnością pojawiają się w zasadzie w każdej nowej wersji Office, więc ich wyszczególnianie mogłoby zająć całą książkę, a nie kilka stron.

Jak używało się Office 2000?

Po latach, wracając do wersji tego pakietu, myślę, że Office 2000 był bardzo stabilny, jednak jego standardowa instalacja chyba nie była zbyt dobrze dopracowana. Od następnej wersji zawsze stosowałem instalację pełną i skończyło się wyświetlanie monitów o umieszczenie płyty cd z pakietem Office, w celu doinstalowania jakiejś brakującej funkcji, szablonu czy czcionki. Oczywiście nie wszystko działało idealnie, zdarzały się kłopoty, ale jak na tak duży pakiet programów i tyle zależności nie było ich wiele.

Co nowego w Office XP?

W Office XP zaimplementowano bardzo dużo nowych funkcji widocznych nawet dla okazjonalnych użytkowników tego oprogramowania. Podczas, gdy różnice między np. Word97 i Word 2000 są znacznie mniej zauważalne dla osób, które nie tworzą szczegółowych, dobrze dopracowanych i dużych dokumentów. W Office xp wiele z nowości zostanie zauważonych prawie natychmiast po rozpoczęciu pracy i edycji. Oto kilka przykładów z tych nowości. Pierwszym szybko zauważalnym elementem interfejsu zmieniającym się w zależności od programu pakietu Office jest okienko zadań. Aby przejść do okienka zadań należy wcisnąć klawisz f6, gdy kursor znajduje się w obszarze roboczym takim jak pole edycji dokumentu w Word czy tabela arkusza w Excel. w związku z nowymi możliwościami okienka zadań pojawiło się wiele korzystających z niego nowych funkcji. Oto przykłady.

Odzyskiwanie dokumentów. Gdy nastąpiła przerwa w zasilaniu dla komputera lub program pakietu Office przestał odpowiadać i został zamknięty, To po ponownym uruchomieniu takiej aplikacji z okienka zadań odzyskiwanie dokumentów można odzyskać większą część z trudem wykonanej pracy. Jak duża to część zależy  od ustawionej częstości automatycznego zapisywania dokumentu.

Okienko zadań style i formatowanie

W Word xp pojawiło się wiele możliwości automatyzujących pracę. Np. rozbudowana i dobrze dostosowywalna autokorekta oraz sprawdzanie spójności formatowania, pojawiło się też wiele nowych niestandardowych stylów czcionki itd. W zarządzaniu formatowaniem dokumentu pomaga okienko zadań style i formatowanie. Wiele pożytecznych funkcji można było znaleźć w okienku zadań co zwłaszcza przy użyciu klawiatury okazało się zdecydowanie szybsze i często wygodniejsze niż przeglądanie dużej ilości poleceń w menu czy na paskach narzędzi. Okienek zadań jest oczywiście jeszcze więcej. Kolejnymi ważnymi ulepszeniami są te dotyczące porównywania, scalania dokumentów, recenzji i śledzenia zmian, co ułatwiło pracę zespołową nad dokumentem. Czytniki ekranu, a zwłaszcza JAWS, wprowadziły wygodną obsługę śledzenia zmian. Dziś praca nad projektami i dokumentami w czasie rzeczywistym różni się oczywiście znacznie od tej sprzed lat kilkunastu, ale na rok 2002 były to naprawdę bardzo duże udogodnienia.

Tagi inteligentne

W Office xp pojawiły się tagi inteligentne ang. Smart tags. Jak to działa? Tagi inteligentne pozwalają szybciej wykonać czynność, która normalnie wymaga otwarcia innego programu pakietu Office, np. dodanie adresu e-mail, imienia lub nazwiska do kontaktów Outlook z dokumentu programu Word. Tagi inteligentne rozpoznają różnego typu dane i pozwalają po ich kliknięciu na wybór związanych z nimi akcji. Choć funkcja ta wydaje się być bardzo przydatna, a przy tym jest ona obsługiwana przez czytniki ekranu... jednak dla użytkowników niewidomych często okazywała się irytująca. Ci, którzy korzystają z Office od tamtych czasów i wcześniej na pewno dobrze pamiętają pokazujący się przy byle okazji dymek przy tagu inteligentnym,który czytniki powtarzają jak mantrę: "Tag inteligentny: Cofa auto akcję.". JAWS często powtarzał informację o tym tagu, co spowodowało, że ostatecznie wyłączałem tagi inteligentne w dokumentach, nad którymi pracowałem, ponieważ nie były mi one potrzebne. Po tym, co napisałem można odnieść mylne wrażenie, że to taki "ficzer", ale gdy z gry wychodziły zastosowania domowe, a wkraczały do niej zastosowania biznesowe, zarządzanie czasem, bazą danych itp. to okazywało się, że tagi inteligentne bywają naprawdę przydatne. Zmieniają się one oczywiście w zależności od używanego programu pakietu Office.

Tryb awaryjny

W Office 2000 dodano funkcję pozwalającą wykryć i naprawić większość błędów związanych z instalacją Office'a. w wersji Office xp pojawiła się możliwość uruchomienia programów pakietu w trybie awaryjnym. W przypadku wystąpienia problemu z jakimś komponentem można go izolować i uruchomić program w trybie awaryjnym.

A co w dziedzinie ułatwień dostępu w Office XP?

Pierwszą i najważniejszą w tamtym czasie rzeczą była obsługa w Office xp Microsoft Active Accessibility 2.0. Pakiet ten w porównaniu z jego poprzednią wersją zwiększa efektywność pracy wszelkiego oprogramowania używanego przez osoby z niepełnosprawnościami tj. programy powiększające, udźwiękawiające czy kompensujące inne dysfunkcje .

Bardzo dobrą informacją jest również pojawienie się w pomocy programów pakietu Office pierwszych wskazówek pokazujących jak tworzyć dostępne dokumenty. Pojawiły się takie zagadnienia jak alternatywna sygnalizacja oprócz tej opartej na kolorach np. na wykresach czy legendach, o tekście alternatywnym dołączanym do grafik itd. Uważam, że od tego czasu Microsoft stale zwiększał swoje zaangażowanie w dostępność i chociaż nie wszędzie się udało tak dobrze jak powinno, np. przez długi czas brak dobrego czytnika ekranowego, bo narrator przez wiele lat był przecież tylko jego namiastką, to dostępności pakietu Office nie można wiele zarzucić. Oprócz wskazówek dotyczących tworzenia dostępnych dokumentów i prezentacji podobnie jak w wersji 2000 pojawiły się W pomocy Office XP informacje o nawigacji i edycji przy użyciu skrótów klawiaturowych. Można tam przeczytać również  trochę więcej wskazówek na temat dostosowania pakietu Office i systemu operacyjnego Windows pod kątem dostępności.

Jak korzystało się z pakietu Office XP?

Dla mnie osobiście przeskok między pakietem Office 2000 a Office'em XP był bardziej odczuwalny niż między Office'em XP i Office'em 2003. Office 2003 dopracował to, co wniósł Office xp, a ze swojej strony zrobili to również producenci screenreaderów. Nie minęło też tak dużo czasu, żeby wsparcie Office XP było tak dobre jak dobre było wsparcie przez oprogramowanie wspomagające dla Office 2003 w roku 2006. Było po prostu zbyt mało czasu. Nie znaczy to, że w Office 2003 nie pojawiły się żadne znaczące zmiany, o czym przeczytacie poniżej. Wsparcie dla Office xp poprawiało się również wraz ze wsparciem dla następcy, czyli Office'a 2003.

Jako użytkownik czytnika ekranu, doświadczyłem zwiększenia efektywności współpracy z Office'em. Xp w porównaniu do wcześniejszej wersji pakietu. Stabilność również zdecydowanie wzrosła i pojawiało się mniej komunikatów o błędach lub innych kłopotów.

Najpopularniejszy, najdłużej używany, najbardziej stabilny. Nadchodzi Microsoft Office 2003!

Ledwo zdążyliśmy przyzwyczaić się do pakietu Microsoft Office xp, a pojawiła się już nowa wersja, czyli Office 2003. Co wniosła nowego?

Jeśli ktoś zada pytanie, czy wprowadzenie na rynek pakietu Microsoft Office 2003 było rewolucją dla użytkowników Office'a XP to odpowiedź na to pytanie brzmi: Nie, nowa wersja nie jest rewolucją, jest raczej ewolucją. Jest to pozytywna zmiana. Po prostu i bez żadnych fajerwerków to, co dobre zostało ulepszone. Nowości wcale nie jest tak wiele, ponieważ nie minęło zbyt wiele czasu między premierami obu wersji pakietu. Ogólne nowości: Obsługa języka XML, nowe i ulepszone okienka zadań, program poprawy jakości obsługi klienta (pojawił się również w Windows xp). Ponieważ to ten czas, gdy możliwość bycia online zaczyna coraz bardziej decydować o jakości oprogramowania zwiększają się możliwości pracy w sieci z programami pakietu Office, np. używanie okienka zadań badanie, lepsza integracja z pomocą dostępną na stronie Office.com i tak dalej. Mało ogólnych nowości, to co ciekawego w poszczególnych programach? Tutaj również nie ma wielu dużych nowości w Microsoft Office Word 2003 Poprawiono ochronę dokumentów, wprowadzono niestety niedostępny dla użytkowników screenreaderów układ do czytania, poprawiono obsługę edycji i tworzenia dokumentów wielojęzycznych.

W Microsoft Outlooku jest kilka większych nowości godnych uwagi i wymienienia. Zmienił się format pliku danych programu Outlook. Poprzednie wersje oczywiście nadal są obsługiwane w Office 2003. Pojawiła się możliwość ukrycia programu Office Outlook 2003 w zasobniku systemowym, w celu zwolnienia miejsca na pasku zadań. Kolejne nowości w Outlook 2003 to filtr wiadomości śmieci, nowe okienko nawigacji czy nowy sposób powiadamiania o nowej poczcie w postaci alertu na pulpicie. Wszystko jak najbardziej dostępne.

Wymieniłem nowości z dwóch najczęściej używanych przeze mnie programów. Zdecydowałem się tutaj wymienić te funkcje, zwłaszcza te w programie Outlook, ponieważ wykorzystuję je bardzo często. Wiele więcej w pomocy programów pakietu Office w temacie co nowego nie znajdziecie. O innych pomniejszych nowościach, w tym w Excelu, power poincie czy Office Access 2003 można przeczytać więcej w pomocy tych programów.

Co się stało z paskiem skrótów pakietu Office?

To pytanie było chyba najczęściej zadawanym wśród wieloletnich użytkowników pakietu Microsoft Office przesiadających się na wersję 2003. Jeśli ktoś nie wie, czym jest pasek skrótów, to wyjaśnię krótko, że to coś w rodzaju launchera pakietu Office, czyli centrum uruchamiania programów pakietu Microsoft Office z jednego miejsca bez konieczności przeszukiwania menu start. Pasek skrótów Microsoft Office był obecny w pakiecie od wersji Office 95. Pozwalał oprócz uruchamiania aplikacji na tworzenie dokumentów i umieszczanie przycisków prowadzących do już istniejących dokumentów i nagle... zniknął. Firma Microsoft podjęła decyzję, że wobec dostępnego w Windows paska szybkiego uruchamiania i dostępnych dalej w aplikacjach pakietu Office okienek zadań jego przydatność dobiegła końca, ale wiele osób nie mogło się z tym pogodzić. Powstało całkiem sporo mniej lub bardziej efektywnych sposobów na przywrócenie paska skrótów w wersji Microsoft Office 2003. Ja nigdy z niego nie korzystałem, nie był to z resztą dostępny dla niewidomych i wygodny element interfejsu i pożegnałem go bez żalu.

Co nowego w dziedzinie ułatwień dostępu?

W porównaniu z pakietem Microsoft Office XP... niewiele i jednocześnie bardzo dużo. W treści pomocy znajdziemy jeszcze więcej sposobów ułatwiających pracę osobom niepełnosprawnym. W pomocy każdego z programów pakietu Office można znaleźć listę tematów dotyczących ułatwień dostępu zgrupowanych w jednym miejscu, podobnie jak w Office XP. Z powodu szybkiego pojawienia się Microsoft Office 2003 niedługo po wersji Microsoft Office XP producenci czytników ekranów wspierających obsługę pakietu Microsoft Office nie od razu byli w stanie zapewnić obsługę wszystkich nowych lub zmodyfikowanych obszarów interfejsu programów pakietu. Jednak na początku roku 2005 obsługa Office'a 2003 w większości przypadków była już na zadowalającym i z miesiąca na miesiąc coraz wyższym poziomie. W tej wersji Microsoft nie zmienił wiele pod względem obsługi programów pakietu Office, a więc jego dostępność z wyjątkiem nowych obszarów nie uległa zmianie, Dzięki czemu producenci czytników mogli usprawnić obsługę Microsoft Office dla tej wersji do najwyższego dotychczas poziomu. Nie ma w tym niczego dziwnego, w końcu mieli na to prawie 4 lata... nim nadeszła rewolucja.

Jak używało się pakietu Office 2003?

Według mnie to najbardziej stabilna, najbardziej dopracowana wersja pakietu Office. Dla tej wersji pakietu pojawiło się mnóstwo dodatków i ulepszeń. Podobnie jak Windows XP, chociaż z nieco innych powodów, Office 2003 stał się najpopularniejszym, najdłużej używanym pakietem Office. O ile długotrwałość popularności Windowsa XP wynikła ze słabości systemu vista na początku jego cyklu życia, niechęci zagorzałych użytkowników do aktualizacji i wreszcie rozczarowania systemem Windows 8, o tyle w przypadku Microsoft Office 2003 zrobił swoje czas i przyzwyczajenie, ale również fakt, że pakiet w tej wersji był najlepiej dopracowany. W dodatku zmiany, jakie nastąpiły w Microsoft Office 2007 spowodowały, iż wielu użytkowników uznało, że pakiet w wersji 2003 wystarczy jeszcze na długie lata.  Moim zdaniem nie pomylili się. Sam należałem do ich grona. Z przykrością porzuciłem Office 2003 po zakończeniu jego wsparcia przez firmę Microsoft, by zmierzyć się z nowym interfejsem w nowych wersjach pakietu Microsoft Office. Moje oczekiwania spełnił dopiero Microsoft Office 2010.

Nadchodzi rewolucja! Część pierwsza, nowy interfejs, czyli co nowego w pakiecie Office 2007?

Pytanie zamieszczone w tytule poniższego paragrafu samo w sobie stanowi odpowiedź, ale o co chodzi z tym nowym interfejsem użytkownika?

Do tej wersji pakietu Office, czyli przez prawie 10 lat, zmiany dotyczące interfejsu były raczej powierzchowne, np. więcej pasków narzędzi, więcej poleceń na tych paskach, więcej opcji w menu i więcej okien dialogowych, ale szkielet wciąż był ten sam, wciąż ten sam sposób obsługi, czyli okno z paskiem tytułu, paskiem menu, paskami narzędzi, obszarem roboczym i paskiem stanu.

Microsoft Office 2007 jest gigantyczną zmianą tak dla widzących jak i niewidomych. We flagowych programach (Z wyjątkiem Microsoft Outlook 2007) wprowadzono interfejs o tajemniczej nazwie "Microsoft Office fluent" zwany po prostu wstążką. Dlaczego nazywa się go wstążką? Jest to pojedynczy pasek kart, którego zawartość zmienia się dynamicznie w zależności od kontekstu w jakim znajduje się kursor w dokumencie, nad którym się pracuje lub w zależności od tego w którym miejscu programu ten kursor się znajduje. Na przykład w programie Word, gdy z tekstu kursor zostanie przesunięty na obiekt będący obrazem, na wstążce pojawią się stosowne opcje, mogące przydać się w czasie edycji tego obiektu. Gdy w programie Outlook kursor zostanie umieszczony w polu wyszukiwania, na pasku górnej wstążki pojawi się zakładka wyszukiwanie, czyli karta widoczna tylko w tym momencie, gdy zamierzamy coś wyszukać. Jak widać jest to zupełnie inny sposób pracy. Nawet wielu widzących zniechęcił on do przesiadki na nową wersję. Nie należy się przeto dziwić, że wielu niewidomych również nie powitało tego nowego środowiska z entuzjazmem. Początkowo poruszanie się przy użyciu klawiatury po tym, co zastąpiło menu przypominało chodzenie po gigantycznym oknie dialogowym o zmieniającej się zawartości. Problem ten próbowano rozwiązać na różne sposoby i dziś każdy dzięki temu może wybrać 1  z nich, ale rozwiązania te pojawiły się dopiero w późniejszych wersjach pakietu. Microsoft poprawił dużo w kwestii dostępności wstążki, zaś w przypadku czytników sporo czasu zajęło wypracowanie akceptowalnych rozwiązań.

Kolejne ważne nowości w Office 2007, to nowy, oparty na XML format plików zapisywanych przez programy pakietu Office w wersji 2007 i późniejszych. (Do rozszerzeń dodano literę x, czyli doc stał się docx). Kolejna istotna i oczekiwana już wtedy od dłuższego czasu to możliwość zapisywania plików pdf bezpośrednio z programów pakietu Office. Konieczne do tego jednak było zainstalowanie specjalnego darmowego dodatku.

W programie Outlook pojawiła się możliwość przeszukiwania zawartości poczty e-mail, kontaktów i kalendarza przy użyciu usługi Windows search (w Windows xp wymaga ona instalacji z Microsoft update).

W programie Excel wielokrotnie zwiększyły się możliwości obliczeniowe, zniesiono limit na zużycie pamięci ram, wcześniej wynosił on 1 gb.

O nowościach w pakiecie Office 2007 szczegółowo możecie przeczytać w pomocy programów pakietu Office, na stronach Microsoftu a także na różnych popularnych portalach zajmujących się nowościami w dziedzinie informatyki.

Wsparcie dla Microsoft Office 2007 w chwili gdy to piszę jeszcze nie wygasło, nastąpi to dopiero w roku 2017, więc informacji na różne tematy dotyczące tej wersji pakietu Microsoft Office jest całkiem sporo.

Ostatnią ważną i istotną zmianą, na którą chcę zwrócić uwagę, jest nowa przeglądarka pomocy. W programach pakietu Office 2003 dostępność okienka zadań pomoc pozostawiała sporo do życzenia. Doszło nawet do tego, że potworzyłem sobie skróty do plików pomocy w samym menu start i tylko tak ją otwierałem. Przeglądarka pomocy w Office 2007 rozwiązuje ten problem, jest zdecydowanie bardziej przyjazna i co najważniejsze zawiera zawsze najaktualniejsze artykuły z pomocy online, co można oczywiście w każdej chwili wyłączyć i korzystać tylko z artykułów dostępnych z pomocy lokalnej zainstalowanej wraz z pakietem Microsoft Office 2007.

Co nowego w ułatwieniach dostępu?

Od czasów Microsoft Office 2000 zagadnienia dotyczące dostępności pojawiają się regularnie, początkowo to tylko kilka artykułów dotyczących skrótów klawiaturowych i powiększenia, w kolejnych wersjach pojawiało się tego coraz więcej. Tutaj nie wymienię już żadnych nowych funkcji dotyczących dostępności, ponieważ nie chcę się powtarzać. po prostu podam źródło, czyli stronę Microsoft, gdzie możecie przeczytać znacznie więcej niż można się spodziewać  patrząc na to, co pisałem wcześniej. Świadomość potrzeb wynikających z niepełnosprawności rośnie, a dokumentacja pakietu Microsoft Office 2007 stanowi dobrą ilustrację tego zjawiska.

Więcej tutaj:

https://support.Office.com/pl-pl/article/Office-2007-cc6fbbbc-f89d-47f4-8866-a6c6f09c7bbb

Uwaga!

Niektóre artykuły na tej stronie dostępne są tylko w języku angielskim, a inne zostały przetłumaczone maszynowo. Tak czy inaczej interesujących nas treści w języku polskim jest znacznie więcej niż kiedyś.

Rewolucji część druga, czyli nadchodzi Office web apps i zapisywanie dokumentów w chmurze w Microsoft Office 2010.

Po rewolucji dotyczącej interfejsu czas na kolejny krok. Praca zespołowa nad projektem czy dokumentem staje się zjawiskiem powszechnym.

Powstaje Office Web Apps dziś znany jako Office 365. Niestety w czasie, gdy powstaje to cudo,  z jego dostępnością jest jeszcze tak źle, że próba używania aplikacji Office dostępnych z przeglądarki kończy się wielką porażką. Czas, gdy w tej materii będzie lepiej nadejdzie dopiero znacznie później.

Jeśli chodzi o nowości w programach, to wielkiej rewolucji nie ma. Przycisk pakietu Office stał się kartą plik, gdzie zgromadzono wszystkie możliwe akcje dotyczące pliku nad którym obecnie się pracuje. Karta plik, czy też po angielsku menu back stage nie jest częścią wstążki. Jest obok niej i pracuje się z nią trochę inaczej niż ze wstążką czy klasycznym oknem dialogowym. Karta plik rozwija się w grupy opcji, między grupami trzeba przemieszczać się strzałkami góra/dół. Do nawigowania wewnątrz grupy służą klawisze „tab” i „shift+tab”. W wersji Office 2010 ostatecznie ujednolicono interfejs i w programie Outlook również pojawiła się wstążka. Co do samej wstążki, to doczekała się ona możliwości jej całkowitego dostosowania, podobnie jak można było dostosować menu i paski narzędzi w Office 2003 i wcześniejszych.

Dopiero wtedy, trochę dla mnie dziwne, że tak późno, pojawiła się 64-bitowa wersja pakietu Office. Zła wiadomość jest taka, że dodatki 32-bitowe mogą z nią nie współpracować.

Po szczegóły dotyczące dokładnej listy nowości odsyłam tradycyjnie do pomocy programów pakietu Office.

Ułatwienia dostępu w Microsoft Office 2010

Po szoku jakim była zmiana interfejsu czas na poprawki. Wstążka w Office 2010 już nie odstrasza, już nie jest takim „gigantycznym oknem dialogowym” z wielką ilością zmieniających się często opcji. Microsoft dodaje skrót klawiszowy do nawigacji po grupach opcji, co znacznie przyspiesza odnalezienie przy użyciu klawiatury konkretnego polecenia. Nawigacja jest przez to łatwiejsza, a przy dobrej wyobraźni można uznać ją za przemeblowane menu. Na przykład zakładka narzędzia główne odpowiadałaby jednemu z górnych  menu na pasku. Dalej na rozwiniętej wstążce narzędzia główne znajduje się grupa opcji nazwana: „schowek”. Tam można znaleźć opcje dotyczące wycinania, kopiowania i wklejania. Prawda, że brzmi to lepiej? Dostosowanie wstążki daje też możliwość wyrzucenia z niej wszystkich poleceń dotyczących grafiki, jeśli na komputerze pracuje tylko osoba niewidoma.

Jeśli chodzi o ułatwienia dostępu, podobnie jak w przypadku Office 2007 przesyłam link.  Znajdziecie tam bardzo podobną listę artykułów, jednak odnoszących się do Office 2010. Część publikacji na pewno się powtórzy.

https://support.Office.com/pl-pl/article/Office-2010-48304635-ea9b-48ba-a18b-670481a7e2bf

Co nowego w Pakiecie Office 2013 i 2016?

Po rewolucji czas na ewolucję. Dlaczego w ogóle zdecydowałem się umieścić obie wersje pakietu w jednym opisie? Z tej prostej przyczyny, że Office 2016 tak naprawdę ulepsza to, co wprowadza Office 2013. A wprowadza on to, co zapowiadały zmiany w Office 2010. Tak jak Office 2016 jest tylko ulepszeniem dla Office 2013, tak Office 2003 był poprawką dla Office xp nie wnosząc wielkich nowości. A zatem co jest w tych nowych wersjach pakietu Office?

Wielka koncentracja na integracji usług Microsoft Office online i chmury One Drive, wcześniej znanej jako Sky drive. Zupełnie nowy sposób dystrybucji pakietu Office równolegle z dotychczasowym. Pakiet Office można teraz zasubskrybować i płacić za niego zupełnie tak, jak za prenumeratę czasopisma. Można oczywiście kupić wersję dla jednego komputera w sposób tradycyjny. Zmieniło się jednak to, że już bez zalogowania na koncie Microsoft aktywować pakietu Office się po prostu nie uda.

W programach pakietu Office karta plik zawiera mnóstwo opcji odnoszących się do pracy z plikami w sieci, głównie z chmurami takimi jak one Drive czy Dropbox.

Powstały nowe wersje aplikacji już nie tylko dla Mac i PC ale również na najpopularniejsze systemy mobilne czyli iOS i android. Jako użytkownik aplikacji Microsoft na iOS stwierdzam, że robią one naprawdę dobre wrażenie.

Do listy szczegółowych nowości tradycyjnie odsyłam na strony Microsoftu.

Ułatwienia dostępu co nowego w wersjach 2013 i 2016 pakietu Microsoft Office?

Nareszcie Office wspiera w pełni standard Microsoft UI Automation (UIA), który zastąpił przestarzały już MSAA. Deweloperzy na blogu rozpisują się o planach rozwojowych w obszarze dostępności dla pakietu Office oraz Windows. Gigantom takim jak Facebook, Google czy właśnie Microsoft często nie trzeba już od klientów przypomnień o ułatwieniach dostępu, ponieważ ci najwięksi gracze na rynku IT mają działy odpowiedzialne za projektowanie Co najmniej dobrze dostępnych produktów. Nie jest oczywiście tak, że Office 2013 czy 2016 nie mają żadnych problemów z dostępnością dla czytników ekranu. Mają  je i mieć będą dalej. Zmieniło się jednak to, że wołanie klientów i czasem producentów sprzętu i oprogramowania specjalistycznego bywało kiedyś wołaniem na puszczy. Teraz już nie jest.

Oprogramowanie lokalne w obecnych czasach już nie wystarcza. Mam jednak wrażenie, że dla użytkowników czytników ekranu aplikacje działające w przeglądarce jeszcze pewien czas pozostaną ciekawostką. Nie pracuje się z takimi rozwiązaniami obecnie płynnie, a czytniki ekranowe też muszą przejść swoją drogę rozwoju, żeby zapewnić wygodną pracę w aplikacjach przyszłości.

Na sam koniec podsyłam jeszcze link do wszystkich zasobów pomocy dotyczących ułatwień dostępu we wszystkich wspieranych wersjach tego popularnego pakietu biurowego.

https://support.Office.com/pl-pl/article/Zasoby-u%c5%82atwie%c5%84-dost%c4%99pu-pakietu-Office-w-wersji-b73c485e-5b75-4f3f-a1f2-71b761633f6d?omkt=pl-PL&ui=pl-PL&rs=pl-PL&ad=PL

Czytniki ekranowe, a pakiet Microsoft Office

Jak wspomniałem na samym początku wypisywanie listy kolejnych usprawnień obsługi przez czytniki poszczególnych wersji Office nie ma sensu. Kilka istotnych rzeczy trzeba jednak powiedzieć.

W programie Window-Eyes, tam, gdzie było to możliwe, tworzono pliki konfiguracyjne dla Microsoft Office i innych aplikacji. Później pojawiły się dodatki do pakietu Office ułatwiające zbieranie informacji i przekazywanie ich do użytkownika, jeśli nie można było tego dokonać przy użyciu zwykłych plików konfiguracyjnych. Pełnia możliwości ale również sporo niedociągnięć nadeszła wraz ze skryptami. Takie dodatki, jak dostępne dziś ulepszenia Outlooka czy ulepszenia Office sprawiają, że Window-Eyes ma naprawdę wielkie możliwości. Jako użytkownik tego programu stwierdzam jednak, że niestety ze stabilnością tych rozwiązań opartych na skryptach jest nie najlepiej.

Program JAWS oferuje swoje skrypty pisane w swoim własnym języku skryptowym. Chociaż to rozwiązanie dość zamknięte to sprawia jednak, że JAWS pozostaje niedościgniony w zakresie współpracy z pakietem Office i nawet teraz, gdy następuje tak wiele tak znacznych zmian świetnie daje sobie radę.

Program NVDA do wyścigu przystąpił znacznie później. Można powiedzieć że dopiero w Office 2007  pokazuje pełnię swoich możliwości i przed tym czytnikiem wielka przyszłość. Oczywiście NVDA zawiera również dodatki dla programów z pakietu Office. Twórcy zaczęli nawet implementować już funkcje, które do tej pory można było znaleźć tylko w programie JAWS a to sprawia, że rywalizacja między tymi czytnikami będzie naprawdę ciekawa z pożytkiem dla wszystkich użytkowników. Wsparcie UIA też sporo tutaj pomoże, zwłaszcza darmowemu czytnikowi nvda.

Podsumowanie

Pakiet Office przeszedł długą drogę. Od małych programów dla systemów, które dziś mało kto pamięta, po wielki pakiet aplikacji, wyposażony we wszechstronne możliwości pracy lokalnej i sieciowej, na różnego typu urządzeniach. Od tradycyjnych komputerów pc aż do różnego rodzaju urządzeń mobilnych. Wraz z rozwojem pakietu Microsoft Office wzrastała też świadomość producenta w sprawach istotnych dla użytkowników z niepełnosprawnościami. Chociaż idealnie nigdy nie będzie, to w przypadku pakietu Office nie ma na co narzekać i można z optymizmem myśleć o przyszłości.

Kamil Żak

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków