Gdzie się widzisz za 10 lat?

Szukasz swojej ścieżki zawodowej? Jesteś młodą osobą i rozważasz różne opcje ale nie wiesz która będzie dla Ciebie najlepsza? Nasze warsztaty są właśnie dla Ciebie!

Podczas warsztatów o przedsiębiorczości dowiesz się m.in.;

- czym w ogóle jest przedsiębiorczość?
- w co warto zainwestować czas, aby było to efektywny wybór?

- co warto napisać w CV i w jaki sposób?
- jak zmotywować się do robienia rzeczy (nie)możliwych
- jak odnaleźć się na rynku pracy nie pracując na etacie
- i wiele innych

Do grona osób prowadzących zaprosiliśmy specjalistów z różnych gałęzi rynku pracy.
Nie zabraknie czasu na dyskusje z prowadzącymi, zadawanie pytań i wspólne szukanie odpowiedzi.

Postaramy się przekazać Ci pakiet praktycznej i cennej wiedzy! 
Serdecznie zapraszamy!

Program warsztatów: Gdzie widzisz siebie za 5-10 lat - program warsztatów.docx.pdf


Warsztaty odbędą się 17 stycznia (wtorek), w godzinach 9.30-16.30, przy ul. Wybickiego 3A w Krakowie (siedziba Fundacji Instytut Rozowju Regionalnego).

Udział jest całkowicie bezpłatny.

Zgłoszenia można przesyłać za pomocą poniższego formularza:

https://goo.gl/forms/XsMtp4WtMHKxpSHq2

 

Ilość miejsc jest ograniczona, decyduje kolejność nadsyłania zgłoszeń! Termin nadsyłania zgłoszeń: 13 stycznia (piątek).


Serdecznie zapraszamy!

 

Kontakt:

Magdalena Lubaś (magdalena.lubas@firr.org.pl, tel. 663 000 040),

Agnieszka Nelec (agnieszka.nelec@firr.org.pl, tel. 663 660 048)

 

 

Partnerzy wydarzenia:

 






 

 

Warsztaty organizowane są w ramach międzynarodowego projektu wspierającego przedsiębiorczość wśród młodzieży 
„Entrepreneurial youth camp” Erasmus+

 



 

Spacerkiem po drzewie

 

Od kilku lat NVDA to mój podstawowy czytnik ekranu. Na tę decyzję miało wpływ kilka czynników, do najistotniejszych z nich należało m.in. pojawienie się dodatku NVDA Remote, nie bez znaczenia był też aspekt ekonomiczny. Obecnie NVDA potrafi dostarczać nam informacji w sposób równie efektywny jak jego komercyjni konkurenci a bywa, że wręcz ich wyprzedza. Oczywiście zdarza się i sytuacja odwrotna, ale umówmy się, nie istnieje Screen Reader idealny. Od czasu do czasu próbuję przekonać część znajomych, żeby dali szansę NVDA, na co bardzo często słyszę „no tak, ale ta myszka…”. Znam również przypadki osób, które używają NVDA od lat, ale nie sięgają po możliwość sterowania kursorem komputerowego gryzonia. Moim zdaniem, jeśli używamy NVDA, zasady obsługi myszy w tym programie po prostu trzeba znać. Jeśli mielibyśmy do czynienia z systemem i oprogramowaniem, w którym wszystko byłoby dostępne z klawiatury, to rzecz całą moglibyśmy śmiało odłożyć ad acta – niestety, system Windows powyższego postulatu nie spełnia i chyba nigdy nie będzie.

Zrozumieć obiekty i ich strukturę

Emulacja myszki w NVDA to tak naprawdę poruszanie się po drzewie obiektów. Obiektem jest każde okno i jego elementy. Wszystko to tworzy drzewiastą strukturę, której korzeniem jest zawsze pulpit. W przypadku NVDA nie jesteśmy niestety w stanie w żaden sposób ograniczyć zasięgu naszych manewrów tak, jak możemy to zrobić w przypadku innych czytników ekranu. Będąc w dowolnym oknie zawsze, gdy zanadto się zapędzimy, możemy z niego wyjść, a ponowne odnalezienie go może nie być wcale takie proste. Kolejna kwestia to zależności obiektów wewnątrz okien. To najtrudniejsza rzecz do okiełznania i prawdę mówiąc, nie ma na to żadnych reguł. O ile przeglądanie ekranu z wykorzystaniem emulacji myszki w WE czy JAWS pozwala nam wyobrazić sobie graficzny układ okna w czym może nam również pomóc osoba widząca, o tyle w przypadku nawigacji obiektowej NVDA musimy po prostu o tym zapomnieć. Tak, zgadza się, zapominamy o jakimkolwiek wyglądzie. Wykreślamy z pamięci ten pasek narzędzi, który znajdował się na górze okna, bo może on znajdować się na trzecim poziomie drzewa wewnątrz aplikacji o 2 obiekty na lewo od głównego pnia

Zaś jedyna metoda, żeby poznać jakąś aplikację i jej strukturę to wchodzić wszędzie, gdzie się tylko da, myszkować, szukać, przeglądać i liczyć na to, że coś się znajdzie. Tak, wiem, to nie jest łatwe. Tak, wiem, czytelnicy spodziewali się prostej recepty na rozwiązanie problemów ale sorry, taką mamy nawigację. Na pocieszenie dodam tyle, że doświadczenie przychodzi z czasem. Jeśli poprzeglądamy sobie kilka, kilkanaście programów niejako instynktownie będziemy wiedzieli, czego szukać i taka nawigacja stanie się prostsza, choć nigdy nie będzie bardzo efektywna. W podręczniku NVDA autorzy podali bardzo prosty przykład zależności obiektów w postaci listy i elementów listy. Owszem, jest to bardzo logiczne i tego typu zależności warto pamiętać i kojarzyć. Podobnie, jak rzecz się ma z listą, tak jest choćby i z paskiem narzędzi i jego przyciskami. Jeśli chcemy kliknąć jakiś przycisk to wydaje się być czymś oczywistym, że musimy najpierw wejść w pasek. Największym jednak problemem będzie odnalezienie owego paska, który może być dosłownie wszędzie, a wszystko zależy od ułańskiej fantazji programisty.

Ważne skróty

Podawane w niniejszym tekście skróty odnoszą się do desktopowego układu klawiatury NVDA, gdyż układ ten moim zdaniem jest prostszy dla początkującego użytkownika, który i tak z nawigacją obiektową będzie mieć sporo zabawy. Jeśli ktoś zapragnie przejść na wyższy poziom, może łatwo sprawdzić skróty dla układu Laptop, wystarczy wejść w NVDA, Ustawienia, Zdarzenia wejścia.

NVDA + numeryczne 8 – przenosi nas o poziom wyżej w drzewie obiektów, naciskając ten skrót odpowiednio długo, zawsze przejdziemy na pulpit

NVDA + numeryczne 2 – odczytuje nazwę aktualnego obiektu, wciśnięte dwukrotnie, literuje tę nazwę.

NVDA + numeryczne 2 – przenosi nas o poziom niżej w drzewie obiektów – przy pomocy tego skrótu zagłębiamy się w coraz mniejsze obiekty, reprezentujące kolejne elementy okna programu.

NVDA numeryczne 4 i NVDA + numeryczne 6 – poruszamy się po obiektach na równym poziomie zagnieżdżenia względem aktualnego obiektu - odpowiednio w lewą i prawą stronę.

Przegląd obiektu

Nauczyliśmy się już poruszania po drzewie obiektów, to jednak nie wszystko. NVDA oferuje nam także tzw. Tryb przeglądu, który przyda nam się do nieco bliższego zapoznania się z obiektem. Między poszczególnymi trybami przeglądu przełączamy się wciskając NVDA + numeryczne 7 (poprzedni tryb) i NVDA + Numeryczne 1 (następny tryb).

Dla przykładu, znajdując się w dokumencie MS Word do wyboru mieć będziemy przegląd ekranu, przegląd dokumentu i przegląd obiektu, tryby przeglądu różnić się będą w zależności od typu aplikacji.

Jeśli chodzi o zasadę działania trybu przeglądu, to każdy obiekt możemy przeglądać po:

wierszach (numeryczne 7, 8 i 9 – poprzedni, aktualny, następny wiersz)

wyrazach (numeryczne 4, 5 i 6 – poprzedni, aktualny, następny wyraz

i znakach (numeryczne 1, 2 i 3 – poprzedni, aktualny, następny znak.

Korzystając z tego trybu jesteśmy w stanie przeglądać zawartość wieloliniowych obiektów w wygodniejszy sposób, pamiętajmy że pojedynczym obiektem w przypadku pola tekstowego nie jest jedna linijka tego pola, ale całe pole. Jakkolwiek teoretycznie jesteśmy w ten sposób w stanie przeglądać również zawartość całego ekranu, mam jednak co do tego spore wątpliwości. Z moich obserwacji wynika bowiem, że tryb przeglądania ekranu sprowadza się tylko i wyłącznie do okna pojedynczego programu i tego, co w tym programie wysuwa się na pierwszy plan.

Klikamy

Czas najwyższy przejść do zagadnienia kliknięcia lewym, lub prawym przyciskiem myszy, do czego to właśnie przede wszystkim wykorzystywać będziemy nawigację obiektową. W tym celu przechodzimy do interesującego nas obiektu np. przycisku na pasku narzędzi, wciskamy NVDA + numeryczny /, co powoduje przesunięcie wskaźnika myszy do bieżącego obiektu, a następnie wciskamy numeryczny / lub numeryczną gwiazdkę * (odpowiednio lewy i prawy przycisk myszy).

Istnieje jeszcze kilka innych skrótów, takich jak choćby NVDA + numeryczna gwiazdka powodująca czynność odwrotną, tj. sprowadzenie nawigacji do wskaźnika myszy, czy NVDA + numeryczny minus, powodujący przejście NVDA do punktu uwagi, są to jednak, przynajmniej w moim przypadku, kombinacje używane rzadziej i stosowane przede wszystkim w sytuacji, gdy już kompletnie pogubię się w gmatwaninie obiektów, w hierarchiach ich wzajemnych zależności, gdy zgubię się zupełnie w plątaninie całego tego programistycznego drzewa.

Na zakończenie

Ta nawigacja nie jest wygodna, nie jest logiczna, nie jest fajna. Wszystko zdaje się przemawiać przeciwko takiej formie interakcji użytkownika z komputerem, przecież to dobre dla programistów. Na zakończenie chciałbym jednak przedstawić historię z życia wziętą. Zdarzyło mi się, że korzystałem już z programów, z których pewne informacje byłem w stanie wyciągnąć tylko i wyłącznie za pomocą obiektowej nawigacji NVDA. Standardowe emulacje myszki WE czy JAWS’a nie zdawały się tu na nic, albo dostarczały niewystarczająco dużo informacji. Przykładem takiego programu jest HubiC i jego okno statusu wykonywanych operacji. Przy odpowiednim wysiłku jesteśmy w stanie, używając nawigacji obiektowej odczytać jaki plik i z jaką prędkością jest aktualnie przesyłany, ile plików zostało w kolejce, oraz jaki mają rozmiar. Nie jest to proste, ale możliwe do odczytania. Moja propozycja, to przede wszystkim dać szansę nawigacji obiektowej NVDA. Swego czasu też miałem poważne opory przed tym mechanizmem, optyka jednak zmienia się, jeśli to nasze zawodowe „być, albo nie być”. Zapewniam, że każdy, kto na komputerze robi coś więcej niż przeglądanie stron www odczuje wymierne korzyści gdy z tym mechanizmem się zapozna i zaakceptuje jego ograniczenia a z czasem, nawet niechętny skomplikowanej w użyciu funkcji czytelnik, uzna jej przydatność i wręcz ją polubi?

Powodzenia!

Michał Dziwisz

Budujemy własne radio internetowe

W Tyfloświecie 2/2008 Michał Dziwisz pisał o tym, jak stać się internetowym radiowcem, o jaki sprzęt należy się postarać, oraz z jakiego oprogramowania skorzystać, aby to, co chcemy powiedzieć czy zagrać popłynęło w wirtualny eter. Po ośmiu latach spróbujemy powrócić do tematu od nieco innej strony. Zakładam, że wszyscy, zainteresowani radiem przez 8 lat nabrali doświadczenia i umiejętności, to też tym razem skupimy się na budowie własnego radia internetowego. Nie będzie to przepis krok po kroku, raczej studium przypadku, z którym zmagaliśmy się wraz z grupą znajomych budując http://www.radiodht.com, internetowe radio z muzyką taneczną. Wszystkich zainteresowanych naszą opowieścią w formie audio zapraszam do TyfloPodcastu, pozostałym życzę miłej lektury, startujemy!

Zastanów się, co właściwie chcesz robić i czy masz z kim to robić

Stworzenie radia internetowego nie jest rzeczą prostą, nie jest też zabawą tanią. Z tego powodu jest niezwykle ważnym, by nie robić tego samemu. Najlepiej znaleźć grupę osób, która podziela naszą wizję. Jeśli np. planujemy stworzenie stacji muzycznej, lubimy klasykę, a wszyscy nasi znajomi z radiowym zacięciem to miłośnicy rocka, mamy potencjalny problem. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia, czas antenowy zawsze można podzielić na bloki, lub wypracować inne kompromisowe rozwiązania, w końcu wszyscy robimy to po to, by dobrze się bawić prawda?

Niezwykle ważny jest także podział obowiązków, najlepiej będzie aby każdy zajmował się tym, w czym czuje się najlepiej, jeden techniką, inny muzyką, jeszcze ktoś np. promocją. Ważne jest by każdy w zespole znał swoje obowiązki i sumiennie się z nich wywiązywał, tylko w ten sposób uda się stworzyć coś, co nie będzie zabawką na kilka dni czy tygodni lecz projektem, który ma szanse się rozwijać i przyciągać zarówno słuchaczy, jak i nowych prezenterów.

Dobry Internet to podstawa

Na rynku usług hostingowych znajdziemy wiele ofert dla internetowych stacji radiowych. Osobiście nie spotkaliśmy jednak takich, których rozwiązania automatyzujące emisję byłyby satysfakcjonujące dla mnie. O ile serwer nadawczy z pewnością warto kupić, o tyle jeśli wszystko ma grać dokładnie tak, jak tego chcemy, najrozsądniej jest system emisyjny uruchomić na własnym sprzęcie. Konieczna jest do tego odrębna maszyna, pocieszające jest jednak to, że nie musi być to komputer nowy. Wystarczy poleasingowy HP lub Dell nawet taki sprzed 4 – 5 lat, który kupimy za kilkaset złotych. W tym miejscu uwaga, jeśli decydujemy się na zakup używanego sprzętu, najlepiej korzystać ze sprawdzonych firm, które handlują tego typu rzeczami. Komputery sprzedawane w takich miejscach są sprawdzane i otrzymujemy na nie kilkumiesięczną gwarancję, zwykle od 3 miesięcy do pół roku. Ważne jest również to, aby komputer znalazł się w miejscu ze stabilnym łączem internetowym. Zdecydowanie odradzam wszelkie rozwiązania bezprzewodowe, najlepszy jest Internet kablowy. Istotne jest również to, abyśmy mieli pełną kontrolę nad naszym łączem. Jeśli przyjdzie nam przekierować jakieś porty, powinniśmy móc to zrobić bez kłopotów. Każde zerwanie połączenia, to problem dla naszych słuchaczy, którzy przestaną słyszeć sygnał emitowany przez nasze radio. Kilka takich wtop z pewnością wybaczą, jeśli jednak będą one zdarzały się nagminnie, znajdą sobie inne, mniej zawodne w odbiorze radio.

System emisyjny

W 2008 roku polecaliśmy program Mairlist i nadal uważam, że to oprogramowanie daje bardzo dobre efekty antenowe. Niestety, kilka rzeczy od tamtego czasu uległo zmianie. Po pierwsze, Mairlist nie jest już darmowy nawet i do niekomercyjnego użytku. Po drugie, jego kolejne wersje są coraz mniej przyjazne dla niewidomych, a autor zagadnięty przeze mnie otwarcie wyznaje, że jest to zbyt mała grupa docelowa by dokumentnie przerabiać interface programu i dostosowywać go dla niej. Podobnie rzecz się ma z programem Sam Broadcaster, oprogramowanie to jest gorzej dostępne niż 8 lat temu. SimpleCast zmienił nazwę na SamCast i tu również pogorszyła się dostępność. Po złych informacjach przyszła pora na dobre. Mieszkający w Nowej Zelandii Ross Lewis oferuje wygodne w użyciu i bardzo dostępne oprogramowanie, pozwalające na zbudowanie własnego radia. Stationplaylist, to właśnie pod tą nazwą kryje się kilka modułów:

  • Studio – wygodne narzędzie do emisji ręcznej i automatycznej
  • Creator – Prosty, ale dość rozbudowany program do zarządzania bazą muzyczną, tworzenia playlist i raportów
  • VT Server – narzędzie do tzw. Voicetrackingu, czyli nagrywania wejść prezenterskich i osadzania ich w programie
  • Do stworzenia tzw. Radiowego samograja potrzebny nam będzie z pewnością moduł Studio i Creator, w zależności od potrzeb i zasobności portfela możemy skorzystać z wersji pro lub standard, szczegółowe porównanie oraz cenniki znajdują się na oficjalnej polskiej stronie SPL: http://stationplaylist.pl/. Warto w tym miejscu nadmienić, że wszystkie 3 wiodące czytniki ekranu tj. JAWS, NVDA i Window-Eyes posiadają dodatkowe skrypty, dzięki którym korzystanie z SPL jest jeszcze wygodniejsze. Skrypty takie pozwalają m. in. Na wygodniejsze przeglądanie playlisty, sprawdzanie dokładnych czasów emisji nagrań, informowanie na monitorze brajlowskim lub dźwiękiem o dobiegającym końca nagraniu lub jego konkretnej części np. intra. Dodatki dla WE i NVDA udostępniane są za darmo, za skrypty dla JAWS przyjdzie nam zapłacić

Baza muzyczna i kwestie z nią związane

Zakładając, że budujemy stację muzyczną, należy słów kilka powiedzieć o organizacji muzyki w stacjach radiowych. Każde radio zarządza swoimi zbiorami trochę inaczej, co podyktowane jest używanym oprogramowaniem czy fantazją dyrektora muzycznego, który odpowiada za kształt profilu stacji. Pewnym jest jednak to, że muzyka musi być podzielona na kategorie. Jakie, to już zależy od osoby, która podejmie się programowania muzyki w SPL Creatorze, jedni dzielą ze względu na tempo, inni na dekady, jeszcze inni i na to i na to, znam też przypadki dzielenia muzyki na stare, nowe i średnie. Podział na kategorie to jedno, to, jak dobierane są piosenki to jeszcze inna historia i nie da się tego zmieścić w jednym, krótkim artykule. Chciałbym jednak podkreślić konieczność dokładnego opisywania każdego nagrania. Im więcej parametrów, tym nasza baza będzie precyzyjniej oznaczona i pozwoli na skorzystanie z większej ilości kryteriów, wg których można układać i separować od siebie muzykę. Podstawowe informacje, które muszą znaleźć się przy opisie każdej piosenki to:

  • Artysta
  • Tytuł
  • Punkt startu
  • Punkt miksu

Kolejną rzeczą jest zarządzanie bazą w znaczeniu jej składowania. Jeśli nasi prezenterzy prowadzą audycje na żywo, warto, aby korzystali ze zbiorów zgromadzonych na komputerze emisyjnym, ewentualnie dodając swoje, pasujące do ogólnego formatu piosenki. Tu dla porządku dodam, że wolno nam korzystać tylko z tych nagrań, które pochodzą z oryginalnych nośników, używanie plików pobranych z Internetu jest proszeniem się o kłopoty. Bazę można udostępniać na wiele sposobów, jednym z nich jest stworzenie serwera FTP i przekazanie danych dostępowych do niego wszystkim prezenterom. Kolejny sposób to skorzystanie z jednej z usług chmurowych. Kierując się moim doświadczeniem w tym względzie powiem, że dobrze do takich działań nadaje się francuski HubiC. Wadą HubiCa jest brak możliwości przyznania różnych uprawnień różnym prezenterom, na skutek czego wszyscy będą mogli zarówno czytać, jak i zapisywać dane do udostępnionej bazy, z takich rozwiązań korzystajmy więc tylko w bardzo zaufanym gronie, a i to może nie uchronić nas od kłopotów. Dobrze pamiętam dzień, w którym jeden z naszych prezenterów postanowił przenieść zawartość bazy muzycznej w inne miejsce dysku swojego komputera, kasując tym samym jej całą zawartość z dysku maszyny emisyjnej. Taka sytuacja nauczyła mnie jednego, kopii zapasowych nigdy dość, osobiście korzystam z zainstalowanego na komputerze emisyjnym darmowego narzędzia Cobian Backup, które z pewnością zasługuje na osobny artykuł. W tym miejscu napiszę tylko, że kopia bezpieczeństwa wykonywana jest w moim przypadku na osobny serwer raz w tygodniu. To wystarczy, ponieważ w razie problemów mogę ją błyskawicznie przywrócić.

Dobre radio brzmi dobrze

Sygnał nadawany czy to w radiu naziemnym, czy internetowym nie powinien być podawany słuchaczowi bezpośrednio po opuszczeniu naszego miksera. Ze względu na różną dynamikę sygnałów takich jak muzyka, głos, itp. Konieczne jest spłaszczenie tj. zrównanie tej dynamiki. W artykule z 2008 roku wspominaliśmy o procesorach sumy i mikrofonów, w które dobrze jest się zaopatrzyć. W międzyczasie nieco zrewidowaliśmy swoje poglądy na ten temat, a i technologia także się zmieniła. Procesor mikrofonowy to coś, z czego nie powinniśmy rezygnować. Głos ludzki, szczególnie w przypadku audycji muzycznych po prostu wymaga odpowiedniego wzmocnienia. To, co warto moim zdaniem rozważyć gruntownie to wyposażanie się w sprzętowy procesor sumy. Oczywiście, coś tego naszego finalnego miksu musi pilnować, jeśli jednak zdecydujemy się na zakup SPL, możemy skorzystać z faktu, że program ten obsługuje moduły DSP napisane dla Winampa. Przez wiele lat powstało kilka interesujących rozwiązań, że wymienię choćby

  • Stereo Tool – uwaga, zalecane jest użycie wersji 3,53, nowsze mają poważne problemy z dostępnością
  • AudioProc
  • TOMASS LIMITER
  • Sound Solution
  • Audiostocker

Uwaga, na prawidłowe ustawienie kompresorów należy poświęcić sporo czasu, nie jest to rzecz jaką można wykonać w kilka minut, nie każdy także nada się do takich działań. Przy konstruowania odpowiednich nastawów należy wziąć pod uwagę przede wszystkim profil radia, inaczej bowiem ustawia się kompresję dla muzyki klasycznej (bardzo delikatna), inaczej dla współczesnych, tanecznych brzmień (zdecydowanie bardziej agresywna).

Dosyłanie sygnału prezenterów

Jeśli chcemy zachować unikalne brzmienie naszej stacji, wszyscy prezenterzy powinni przepuszczać swój sygnał przez nasz główny moduł emisyjny SPL. Możemy zrealizować to za pomocą pobocznego serwera Shoutcast, z którego Studio pobierze sygnał i wypuści go na nasz główny serwer, możemy także skorzystać z funkcji LineIn lub Microphone wewnątrz SPL. W tym drugim przypadku, konieczne będzie zaopatrzenie się w dodatkową kartę. Osobiście proponuję użyć do tego celu Virtual Audio Cable autorstwa Eugene Muzychenko, można także poszukać darmowych zamienników. W takiej konfiguracji ustawiamy wejście liniowe lub mikrofonowe w SPL jako naszą wirtualną kartę, a na tę samą kartę podajemy sygnał z jakiegoś programu do transmisji dźwięku w czasie rzeczywistym, może być to Teamtalk, FideliPhone lub dedykowane, płatne rozwiązanie.

Zaletą użycia wejścia mikrofonowego jest to, że SPL może takie pliki automatycznie archiwizować, wadą jest sposób w jaki to robi. Wynikowe pliki OGG są niekiedy wypełnione znacznikami czasowymi, czego nie lubią niektóre programy do odtwarzania. Przykrym efektem jest przeskakiwanie o znaczne partie materiału w momencie przewijania, jednak jeśli słuchamy całości takiego pliku, nic złego się nie dzieje.

Licencje, legalność

W świetle polskiego prawa, chcąc odtwarzać publicznie utwory chronione prawem autorskim, musimy uiszczać odpowiednie tantiemy na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, w przeciwnym wypadku możemy zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Opłaty na rzecz wszystkich OZZ (ZAiKS, ZPAV, STOART) to co najmniej kilkaset złotych. Chcąc zaoszczędzić, możemy:

Zbudować nasze radio w oparciu o licencję Creative Commons, emitując tylko takie utwory, które są objęte taką licencją i ich twórcy zezwolili na bezpłatny, niekomercyjny ich użytek.

Możemy także skorzystać z ofert którejś z zagranicznych firm, oferujących serwery nadawcze razem z licencjami OZZ. Do tego typu instytucji należy choćby belgijskie Radionomy, czy kanadyjski Sonixcast. W przypadku Radionomy ich panel do zarządzania stacją radiową jest bardzo słabo dostępny, Sonixcast poradził sobie z tym zdecydowanie lepiej. Dla porządku wspomnę, że mimo tego, że w.w. instytucje deklarują opłacanie stosownych tantiem do OZZ, krąży wokół nich sporo kontrowersji. W 2016 Radionomy zostało pozwane przez wytwórnię Sony, natomiast w przypadku firmy Sonixcast zastrzeżenia do ich działalności ma niemiecka Gema, odpowiednik naszego ZAiKS.

Na zakończenie

Opisane tu zagadnienia to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Sami z radiem od strony praktycznej mamy do czynienia od 20 lat, wciąż się go uczymy, poznajemy nowe rozwiązania i nadal twierdzimy, że jeszcze mało wiemy. Mam nadzieję, że ten tekst połączony z tym sprzed 8 lat da czytelnikom ogląd na to, jak wspaniałą może być to pasją, a przy odrobinie szczęścia również i sposobem na życie. Budując własne radio internetowe zdobywamy wiele umiejętności praktycznych, poznajemy narzędzia na co dzień stosowane w tej branży, a przede wszystkim świetnie się bawimy. Powodzenia i miłego nadawania!

Aktywizacja zawodowa osób z niepełnosprawnościami

 

Podczas II Kongresu osób z niepełnosprawnościami odbyła się sesja dyskusyjna poświęcona pracy i aktywizacji zawodowej. Uczestnicy mieli możliwość wypowiedzenia swoich poglądów oraz sformułowania postulatów i skorzystali z tej możliwości. Po 100 minutach dyskusji doszli wspólnie do następujących wniosków:

1. Potrzebna jest dalsza dyskusja, bo ta była za krótka.

2. Mechanizm dofinansowań do wynagrodzeń dla pracodawców generuje patologie i oszustwa, więc wymaga gruntownych zmian.

3. Należy dążyć do zlikwidowania ograniczeń w zarobkowaniu osób z niepełnosprawnością i wprowadzenia świadczenia kompensującego podwyższone koszty życia.

4. Kluczowe dla znalezienia zatrudnienia są kompetencje zawodowe i społeczne oraz własna aktywność.

5. Konieczne jest zindywidualizowanie form wsparcia na rynku pracy, ponieważ różne osoby potrzebują różnych instrumentów. Osoby z niepełnosprawnościami powinny brać aktywny udział w doborze form wsparcia.

6. Ważne jest promowanie zatrudniania osób z niepełnosprawnościami wśród pracodawców, którzy często boją się zatrudniać takie osoby, chociaż nie ma po temu powodów.

Podczas dyskusji pojawiły się także inne wątki, na przykład powrót do zawodów przeznaczonych tylko dla osób z niepełnosprawnościami lub zobowiązanie do zamawiania towarów i usług tylko w spółdzielniach socjalnych. Pojawiły się także głosy ze strony przedstawicieli Warsztatów terapii zajęciowej i zakładów aktywności zawodowej, że podmioty te nie mogą realizować przygotowania do pracy, bo trafiają do nich osoby znajdujące się w szczególnie trudnej sytuacji. Z przebiegu dyskusji można wnioskować, że uczestnicy mieliby z pewnością jeszcze bardzo wiele do powiedzenia, lecz z braku czasu trzeba było ją zakończyć, więc we wszystkich pozostał niedosyt. Okazuje się, że Zatrudnienie i obecność na rynku pracy są dla środowiska osób z niepełnosprawnościami bardzo ważne i wymagają dalszego dyskutowania. Mam nadzieję, że znajdzie się na to czas i miejsce już wkrótce.

Jacek Zadrożny

APLIKACJA RATUNEK NA IOS I ANDROIDA

W najnowszym systemie iOS10.2 miały pojawić się połączenia alarmowe SOS. Ba, nawet tam były przez chwilę, ale zniknęły co właśnie zauważyłem w testowanej przeze mnie czwartej wersji Beta. Tym bardziej warto jest się zainteresować polskim programem Ratunek, który dziś trafił na platformę iOS, a na Androidzie gości już od dłuższego czasu.


Zrzut ekranu - Główne okno programu

Zacznijmy od cytatu z AppStore:

Wypadek, zaginięcie w górach lub jesteś świadkiem wypadku nad wodą:
– czy wiesz gdzie jesteś?
– czy wiesz gdzie zadzwonić i czy znasz numer do służb ratunkowych?
Od dzisiaj w takiej sytuacji wystarczy użyć aplikacji Ratunek, która w trakcie zgłoszenia wypadku podaje dokładną lokalizację osoby dzwoniącej.
Dzięki zastosowaniu aplikacji Ratunek, ratownicy będą wiedzieć gdzie udać się z pomocą, udzielą jej szybciej i skuteczniej!

Najważniejsze funkcje aplikacji Ratunek:
– wzywanie pomocy (zgłoszenie wypadku) – poprzez kontakt telefoniczny ze Służbami Ratowniczymi działającymi w Polsce, w regionach górskich, oraz nad wodą czyli GOPR, TOPR, WOPR i MOPR. W trakcie wzywania pomocy aplikacja automatycznie wybiera zintegrowany z nią numer ratunkowy w górach 601 100 300 lub nad wodą 601 100 100, łączy się z właściwą Służbą Ratowniczą,
– lokalizacja osoby potrzebującej pomocy – automatyczne wysłanie informacji z dokładną lokalizacją (do 3 m) osoby dzwoniącej do wybranej Służby Ratowniczej. Wysłanie lokalizacji następuje poprzez SMS w trakcie rozmowy telefonicznej.
Aplikacja Ratunek jest jedyną zaaprobowaną i dołączoną do systemu powiadamiania o zgłoszeniu wypadku używanego przez Ochotnicze Służby Ratownicze.

 

Wygląd aplikacji

 

Program jest bardzo prosty, tak abyśmy nie musieli za bardzo kombinować w sytuacji alarmowej. Oczywiście przy pierwszym uruchomieniu musimy zgodzić się na lokalizowanie i zaakceptować regulamin aplikacji.

Gdy program się uruchomi, na ekranie będziemy mieli trzy przyciski: Dodaj, Woda i Góry. Dalsze działanie wydaje się dość intuicyjne. Po stuknięciu np. w Woda otworzy się nowe okno z dwoma kolejnymi przyciskami: SMS oraz ponownie Woda.

 

 

Wydawałoby się, że teraz wystarczy tylko stuknąć w przycisk Woda aby nawiązać połączenie. Tu jednak pojawia się zabezpieczenie, opisane u dołu ekranu: Dotknij trzy razy aby wezwać pomoc. I tu niestety należy pamiętać, że z VoiceOver to będzie trzy razy po dwa stuknięcia.


Program jest bardzo prosty, ale obawiam się że w sytuacji gdy naprawdę trzeba będzie szybko wezwać pomoc, to dla wielu osób ta procedura będzie zbyt skomplikowana. Abstrahując jednak od tego, koniecznie trzeba zauważyć, że aplikacja w wersji na iOS jest w stu procentach dostępna i mimo wszystko warto ją sobie zainstalować w telefonie korzystając z poniższych odnośników.

Swoją drogą to bardzo mnie dziwi, że aplikacja nie dostała widgetu na AppleWatch, tak aby w alarmowej sytuacji móc błyskawicznie wezwać pomoc, nawet bez sięgania po telefon. Stuknięcie w komplikację na zegarku i już. Ale może kiedyś… W przyszłości… Kto wie?

A jeśli ktoś z Was posiada ten program na Androidzie, to info o jego dostępności będzie mile widziane w komentarzu.

Pobierz bezpłatnie aplikację Ratunek z AppStore

Pobierz bezpłatnie aplikację Ratunek z Google Play

Sceny z życia małżeńskiego

Od redakcji

Wszystko zaczęło się od „Opowieści mojej żony”. Zaśmiewaliśmy się z dzieciakami nad tą doskonale napisaną a przy tym jakże zabawną lekturą i wtedy, zaczynając właśnie moją przygodę z Tyfloświatem, pomyślałem sobie, że dobrze byłoby, gdyby to właśnie moja żona, osoba patrząca na ten nasz tyflo świat nieco z boku, napisała coś o tym jak technologie asystujące wyglądają od tej drugiej, widzącej strony. Broniła się długo, że niby epikryzę to ona mi może napisać, ale żeby zaraz historyjkę i żeby jeszcze ktoś chciał to przeczytać… Tekst wreszcie powstał. Oddaję go w ręce czytelników w postaci niezmienionej, choć tu i tam chciałoby się autorce zarzucić podstawową wprost nieznajomość zagadnień, o których pisze. Może jednak głos ten uświadomi osobom walczącym o lepszą jakość rozwiązań technologicznych przeznaczonych dla osób z niepełnosprawnościami, że technologie wspierające, czy rozwiązania poprawiające dostępność będą rzeczywiście dobre dopiero wtedy, gdy my, użytkownicy tych rozwiązań, oraz ci wszyscy, którzy te rozwiązania tworzą, uświadomimy sobie, że należy je tworzyć i projektować w sposób nie dyskryminujący osób pełnosprawnych, że powinno się je tworzyć z myślą o poprawie jakości życia każdego, kto z jakiegokolwiek powodu zechce z rozwiązań tych skorzystać

To wszystko przecież nie działa

Marzę sobie o takim GPS, żeby wreszcie móc trafić gdzie chcę. Także w obcym mieście, gdzie nigdy wcześniej nie byłam, a ponieważ jestem w podróży służbowej to zbierałam się w ostatnim momencie i nie miałam czasu się przygotować. Nie chcę pytać ludzi, bo zwykle udzielają sprzecznych informacji. A może jestem za granicą i nie znam hiszpańskiego. Albo dwuletnia nauka francuskiego w szkole podstawowej okazuje się niewystarczająca i człowiek naraża się na lekceważące „Oh-la-la” Francuzów. A skoro się już rozmarzyłam, to chciałabym też trafić np. do wydziału geodezji w urzędzie miasta albo do jakiegoś biura w urzędzie wojewódzkim (na przykład wydziału zajmującego się kształceniem podyplomowym)gdzie gubię się już za pierwszym zakrętem. Przydałby mi się taki gadżecik, taki jak mają niewidomi. Taki, który doprowadza ich tam gdzie chcą. Z którego skorzysta każdy, także słabowidzący, czy ktoś starszy, który trochę się zgubił w mieście, gdzie się urodził. Albo nastolatek, który prędzej obejdzie rynek 10 razy, niż zapyta kogoś o drogę.

Ale nic z tego. Ponieważ sprzęty przeznaczone dla niewidomych NIE Działają. A nawet jeśli działają to nie działają.

Powiecie, że nie mam racji?

  1. Jedziemy szybko i radośnie autostradą A4 zbliżając się do Węzła Sośnica (dla tych którzy nie byli – podobno  największego węzła drogowego w Europie). Ciemno, latarnie świecą rzęsiście we wszystkie strony i na różnych poziomach. Ale gdzieś trzeba zjechać a zjazdów do Gliwic jest więcej niż jeden. I wtedy „niewidomy GPS”   udziela informacji w rodzaju „za 200 m ulica taka i siaka” i milknie. Nie daje się uruchomić w żaden sposób, nie wzrusza go nawet propozycja, żeby właściciel tego „super GPS” wysiadł sobie i spróbował trafić gdziekolwiek. (A żona wcale nie musi wiedzieć, że nawigacja piesza, to coś całkiem innego niż nawigacja samochodowa a te aplikacje dla niewidomych nie są robione z myślą o kierowcach. Argument zadziałał na krótką chwilkę.).

Kolejny restart nie poprawia sytuacji. GPS może powiedzieć, gdzie jesteśmy ale nie mówi gdzie iść, żeby dotrzeć do celu. A co mi po informacji, że za 200 m ulica Lenartowicza, skoro nie znam żadnej ulicy w tym mieście i nie wiem jakie ulice otaczają teatr. Na nic, tak nigdzie nie trafimy. Dzieci nerwowe, my także, robi się coraz później. Do niczego taka nawigacja, idziemy „na nosa”. Uff, zdążyliśmy. Mogę marzyć dalej, że kiedyś GPS poprowadzi mnie i/lub mojego męża tam gdzie chcemy.

Uniwersalnie frustrujące

Za radą męża włączyłam sobie odbieranie i kończenie rozmów przyciskami telefonu. Opcja przydatna przecież wszystkim została w telefonach firmy Samsung ukryta w ustawieniach dostępności. Niby dobrze, bo przecież niepełnosprawni jej potrzebują, bo im z pewnością łatwiej nacisnąć przycisk niż na wyczucie głaskać ekran w nadziei, że zareaguje jak należy, ale z drugiej strony dziwi, że nikt nie pomyślał, iż ustawienie takie powinno być łatwo dostępne dla wszystkich, bo ułatwi życie każdemu, kto jak powiedzmy lekarz izby przyjęć potrzebuje w trybie natychmiastowym odebrać telefon.

Chcecie innych przykładów?

Często spotykam się w swej pracy z osobami starszymi. Chciałyby korzystać z czytnika ekranu, ale w ograniczony sposób. Nie potrzebują pomocy w wybieraniu numeru czy pisaniu sms’a, ale oznajmianie głosem syntetycznym kto dzwoni byłoby dla nich bardzo wygodne. Jest aplikacja dla Androida, Która dokładnie to robi, ale albo robi nie zawsze, albo nie w każdym modelu telefonu, albo wreszcie zainstalowanie jej dla osoby po siedemdziesiątce jest zwyczajnie przeszkodą nie do przejścia. Inni znów chcieliby korzystać w pewnych sytuacjach z powiększenia, ale nie chcą na stałe ustawiać opcji dla słabowidzących. Niestety. Wszystkie te rozwiązania, jeśli nawet istnieją, to ich uruchomienie jest skomplikowane a niezawodność bardzo dyskusyjna.

Apple lekiem na całe zło

Niewidomi mówią, że to czy tamto nie działa jak należy, bo to przecież Android, a jak ktoś chce, żeby było dostępne i łatwo i uniwersalnie, to powinien w ogóle mieć urządzenie z jabłkiem. Mąż też mi tak powiedział. Dałam się więc namówić kilka lat temu na kupno Ipada. Potrzebowałam czegoś poręcznego, szybkiego i takiego, żeby mi się góra materiałów do bardzo trudnego egzaminu zmieściła. Za Ipadem przemawiało ponadto to, że miał być dobrze obsługiwany po niewidomemu. (Czasami coś nawet na tym tablecie robiłem, przeczytałem kilka książek, ale jak się okazało platforma mobilna od Apple ani taka łatwa w użyciu ani taka uniwersalna nie jest). Mąż Ipada używać zwyczajnie nie lubi. Twierdzi, że urządzenie jest tak osobiste, iż musiałby mieć tam wszystko poukładane wedle swoich preferencji i upodobań. To jeszcze można zrozumieć, ale czemu i tutaj z tych niby uniwersalnych rozwiązań wspierających wygodnie skorzystać się nie da?

Chcecie przykładu?

Niedziela. Czytam sobie artykuł w Polityce. Chciałam, żeby mąż posłuchał, bo tekst ciekawy. Lubimy czytać różne rzeczy a potem o nich rozmawiać. Aplikacja jest wygodna, wzrokowe korzystanie z niej jest dość przyjemne. Gorzej, jeśli chcesz się podzielić artykułem z niewidomym małżonkiem, albo zwyczajnie bolą cię oczy i nie chce ci się wpatrywać w nieprzyjemnie drażniące światło ekranu. Włączyłam VoiceOver, machnęłam po ekranie palcami jak należy. Pierwsza strona tekstu przeczytała się bez zarzutu, ale już przejście na kolejną przy włączonym screenreaderze okazało się zwyczajnie niemożliwe. I co? Wyszło na moje. Jak jest dla niewidomych, to po prostu nie działa.

Na koniec wypada chyba tylko powiedzieć, że rozwiązania poprawiające dostępność treści dla osób z niepełnosprawnościami powinny być tworzone w taki sposób, który umożliwi korzystanie z nich także osobom bez niepełnosprawności. Tworzenie treści cyfrowych jak i całego otoczenia umożliwiającego bezkolizyjne funkcjonowanie w cyberprzestrzeni w sposób dostępny dla osób z niepełnosprawnościami powinno oznaczać poprawę jakości korzystania z tych treści przez wszystkich.

Zapach to jest to!

Co to są perfumy, wie każdy. Każdy kiedyś znalazł zapach, od którego zakręciło się w głowie, który zajął od razu pierwsze miejsce na liście do świętego Mikołaja, o którym pomyślał: to jest to, ja muszę to mieć. Jedni z nas lubią perfumy słodkie i ciężkie, inni lekkie, świeże i rześkie. Jak jednak powstają zapachy zamknięte w butelkach?

Na zapach każdych perfum składa się od kilku do kilkunastu woni. Są to aromaty różnych olejków eterycznych. Wyspecjalizowani w tworzeniu zapachów ludzie, tzw. nosy, mieszają olejki w odpowiednich proporcjach tak, aby utworzyć niepowtarzalną kombinację. Olejki eteryczne pochodzą zazwyczaj z roślin: kwiatów, ziół, owoców, orzechów. I tak olejek eteryczny różany uzyskuje się z płatków róży, miętowy z mięty, migdałowy z migdałów i tak dalej. Na opakowaniach perfum umieszczane są etykiety podające skład. Jest on podzielony na nuty głowy, nuty serca i nuty bazy. Nuty głowy to te ze składników perfum, które odpowiadają za pierwsze wrażenie, które wyczuwamy przez mniej więcej trzydzieści, czterdzieści minut po spryskaniu. Potem na wierzch wychodzą nuty serca. To właśnie nuty serca czujemy najdłużej. Na samym końcu trwania zapachu na skórze wyczujemy nuty bazy. One też odpowiadają za trwałość zapachu. Są jego fundamentem. Od nich zależy w dużej mierze charakter perfum.

A czy można stworzyć swoje perfumy? Czy da się wymyślić zapach, a potem go zrobić w domu? Można. Trzeba tylko znać stosunek poszczególnych nut zapachowych do siebie, zaopatrzyć się w olejki eteryczne, szklane butelki, buteleczki z ciemnego szkła i przede wszystkim precyzyjne miarki.

Olejki eteryczne najlepiej kupować przez Internet. Jest mnóstwo sklepów oferujących duży ich wybór. Jako najbardziej dostępne dla osób niewidomych polecam zielonyklub.pl i sklepindie.pl. Firmą oferującą olejki eteryczne bardzo dobrej jakości jest Veranord. Niestety, strona internetowa tego sklepu jest dla nas średnio dostępna. Jednak właśnie na sklepindie.pl znajdziemy szeroką gamę olejków tej firmy.

Kupiliśmy zatem olejki eteryczne i co dalej? Najpierw pamiętajmy o tym, żeby sobie każdą buteleczkę z olejkiem podpisać w brajlu. Świetnie posłuży do tego metkownica brajlowska. Perfumy stworzymy, mieszając ze sobą najpierw wybrane olejki, a potem mieszaninę olejków z roztworem alkoholu etylowego. I tu na scenę wkraczają niezbędne miarki. Najlepszymi dla nas, bo niedrogimi, ogólnodostępnymi i łatwymi w obsłudze miarkami są strzykawki. Strzykawki posiadają różną pojemność. Można kupić takie, które mają dwa mililitry takie, które mieszczą pięć mililitrów albo dziesięć, dwadzieścia, czy nawet pięćdziesiąt lub sto mililitrów. Są też insulinówki o pojemności jednego mililitra, ale tych nie polecam. Do odmierzania olejków eterycznych posłużą nam te najmniejsze - dwumililitrowe, zaś do odmierzania spirytusu i wody większe: piątki, dziesiątki, dwudziestki. Warto też kupić igły. Posłużą jako przedłużenie strzykawki potrzebne przy nabieraniu olejków eterycznych z małych, wąskich buteleczek. Najodpowiedniejszymi igłami są te o przekroju 1,2 milimetra, czyli dwunastki. Po pierwsze są na tyle szerokie, że olejki, które często są dość gęste, łatwo nimi nabierać, a po drugie igły o tak dużym przekroju nie są tak ostre, więc trudniej się nimi pokłuć. Spirytus mieszamy z wodą w proporcji 5/4, czyli na pięćdziesiąt mililitrów spirytusu przypada czterdzieści wody, na sto mililitrów spirytusu osiemdziesiąt mililitrów wody itd. Roztwór ten najlepiej wlać do wyparzonego wcześniej ceramicznego kubka lub szklanki. Mamy już bazę dla olejków eterycznych, czas przystąpić do właściwego tworzenia zapachu. Zasadą dla perfum damskich jest układ olejków eterycznych w proporcji: 45% bazy do 35% serca i 25% głowy. Ja troszkę uprościłam tę proporcje i stosuję układ 40%/30%/30%, albo nawet 30%/40%/30%. Uzyskuję w ten sposób większą dominację nut serca. Dla męskich perfum proporcja jest odwrotna: 40% nuty głowy do 30% nuty serca i 30% nuty bazy. Na nuty bazy, tak jak na nuty serca i nuty głowy, używamy od dwóch do czterech olejków eterycznych, więc w sumie na jedne perfumy składa się od sześciu do dwunastu olejków. Kiedy wybierzemy już olejki eteryczne i ustawimy według nut, tak żeby później nie trzeba było za każdym razem szukać potrzebnego nam olejku, możemy przystąpić do łączenia olejków z bazą alkoholową. I tu znowu pierwsze skrzypce gra proporcja. Należy bowiem wiedzieć, w jakiej proporcji zmieszać ze sobą mieszankę wybranych olejków i bazę alkoholową. Przyjmujemy następujące proporcje: esencja perfumowa, czyli pospolicie perfumy, to powyżej 16%, pamiętajmy, że jest to bardzo silne stężenie olejków eterycznych, a zatem bardzo mocny zapach; woda perfumowana to od 10% do 16%, woda perfumowana jest najczęściej kupowanym produktem perfumiarskim; łagodniejsza woda toaletowa od 7% do 10% i mgiełka zapachowa poniżej 7%. Według takiej proporcji należy obliczyć potrzebną ilość olejków oraz bazy alkoholowej, np. na sto mililitrów wody perfumowanej potrzebujemy: od 10 do 16 mililitrów olejków eterycznych i odpowiednio od 90 do 84 mililitrów bazy alkoholowej, na sto mililitrów wody toaletowej potrzebujemy od 7 do 10 mililitrów olejków eterycznych i od 93 do 90 mililitrów bazy alkoholowej, a na sto mililitrów mgiełki zapachowej należy użyć około 5 mililitrów olejków eterycznych i 95 mililitrów bazy alkoholowej. Wszystkie składniki mieszamy razem w butelce z ciemnego szkła i wreszcie dodajemy jeszcze dwa mililitry czystej gliceryny, którą bez problemów kupimy w aptece. Gliceryna sprawia, że nasze perfumy będą bardziej zwarte, jednolite aromatycznie oraz będą się dłużej utrzymywać na skórze. Duży wybór buteleczek z ciemnego szkła z atomizerem możemy dostać na Allegro. Widziałam tam buteleczki dziesięciomililitrowe i butle dwustumililitrowe z całym spektrum pomiędzy.

Jakie aromaty mieszać ze sobą, a jakich mieszanek unikać? W bazie świetnie sprawdzają się drzewa: drzewo herbaciane, dzika jabłoń, drzewo sandałowe, sosna, cedr, świerk, jodła oraz wetiwer, który pochodzi z gatunku trawy. W damskim sercu sprawdzą się kwiaty, owoce, przyprawy, a w damskiej głowie zioła, kwiaty owoce. Przestrzegam przed używaniem aromatu róży. Gryzie się ze wszystkim, czego do tej pory próbowałam. Jeśli zaś chodzi o męskie zapachy, to męskie serca lubią ostre przyprawy, zioła, niektóre kwiaty: hiacynt, tuberoza, rumianek, ale bardzo ostrożnie, w męskich głowach zaś powinny gościć zioła w połączeniu z cytrusami lub po prostu zioła. Oczywiście każda dama i każdy pan może mieć inne upodobania. Warto więc szukać, wąchać, wybierać i stworzyć zapach swoich marzeń.

Agata Białobrzeska

Amerykańscy selfadwokaci o sobie

Ruchy self-adwokatów są bardzo popularne i silne w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Jest to inicjatywa o bogatym podłożu historycznym. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych tematyką do obejrzenia nagrań z webinariów zrealizowanych we współpracy z amerykańskimi organizacjami, w ramach projektu "Rozbudowa ruchu self-adwokatów w Polsce: doświadczenia polskich i amerykańskich organizacji osób z niepełnosprawnościami".

 

Webinarium "Ruch self-adwokatów w Stanach Zjednoczonych"
Prowadzący: eksperci z organizacji Self Advocates Becoming Empowered (http://www.sabeusa.org/)

Część 1:https://attendee.gototraining.com/99zs1/recording/7264649620170801410

Część 2:
https://attendee.gototraining.com/99zs1/recording/1745467386107342338

Webinarium "Samorzecznictwo w naszym życiu - historie samorzecznictwa w życiu osób z niepełnosprawnościami".
Prowadzący: self adwokaci z Southwest Institute for Families adn Children
(http://swifamilies.org/)

https://attendee.gototraining.com/99zs1/recording/3509423786514575874

Webinarium "Prawne oraz praktyczne aspekty ruchu selfadwokatów w Polsce"
Prowadzący: Piotr Kowalski, Polski Związek Głuchych

https://youtu.be/FLZBt-2T-Zc



Zapraszamy również do obejrzenia filmów zrealizowanych przez SABE, poruszających różne aspekty samorzecznictwa w codziennym życiu:

In Our Own Words: Why we want Parents to Talk to Us About Sex!
IMPACT South Carolina- Arc of South Carolina:

https://youtu.be/ym_uwVNcIzc?list=PLHe4SX3HJvyt8jUw4e5BzvfquH-2M1rXg

The Bernard Baker Story
People First of Georgia-Center for Disease Control

https://youtu.be/Lx7dceWfYjY?list=PLHe4SX3HJvyt8jUw4e5BzvfquH-2M1rXg

Bullying
People First of Alabama
https://youtu.be/XdBo-6lQxYc?list=PLHe4SX3HJvyt8jUw4e5BzvfquH-2M1rXg

Independent Living
IMPACT South Carolina
https://youtu.be/FsrcIgSxG30?list=PLHe4SX3HJvyt8jUw4e5BzvfquH-2M1rXg

Closing Institutions
People First of Tennessee
https://youtu.be/XrHbh3Td370?list=PLHe4SX3HJvyt8jUw4e5BzvfquH-2M1rXg

 

Zapraszamy do poznania historii czworga młodych Amerykanów, którzy wzięli udział w naszym drugim webinarium. Alyssa Mills, Monica Cooper, Bill Lucero i Calvin Mykl Cook w swoich krótkich filmach, nagranych specjalnie dla nas, opowiadają o swojej niepełnosprawności i znaczeniu samorzecznictwa w ich życiu.

True Self Advocacy Stories: The Life of Alyssa Mills:

https://www.youtube.com/watch?v=mj7xqRKT8so
"Self advocate and president of the Youth Action Council of Arizona Alyssa Mills talks about growing up with the disability and the importance of advocating for herself and for others."

- True Self Advocacy Stories: The Life of Monica Cooper:

https://www.youtube.com/watch?v=qqK5O6GtMbM
"Self advocate and member of People First of Arizona talks about what it life has been for her growing up with a disability. She talks about the changes she has seen before and after the Americans with Disabilities Act. She also talks about the importance of advocating for herself."

- True Self Advocacy Stories: the life of Bill Lucero:

https://www.youtube.com/watch?v=cVG7m7NLBw0
"YAC-AZ member and self advocate Bill Lucero talks about growing up with a disability and how he is able to advocate for himself."

- True Self Advocacy Stories: The Life of Calvin Mykl Cook

https://www.youtube.com/watch?v=PkJlgCBwr3Y
"Self advocate Calvin Cook talks about his life growing up as a person with a disability and discusses the importance of self advocacy

 

 

Projekt "Rozbudowa ruchu self-adwokatów w Polsce: doświadczenia polskich i amerykańskich organizacji osób z niepełnosprawnościami", realizowany we współpracy z Konsulatem Generalnym USA w Krakowie, jest współfinansowany ze środków Departamentu Stanu USA w ramach grantu Federal Assistance Award.

Smartwatch i nie tylko

 

9 września 2016 r. odbyła się w Tyflogalerii Polskiego Związku Niewidomych prezentacja produktów koreańskiej firmy DOT. Podczas spotkania mogliśmy zapoznać się z młodą firmą, historią jej powstania, projektami, nad którymi obecnie pracuje i planami na przyszłość. Po wstępnej prezentacji uczestnicy spotkania mieli możliwość zapoznania się z produktami firmy DOT.

Kilka słów o firmie

Firma DOT to jeden z mających swoją siedzibę w Seulu południowo-koreańskich startupów. Choć to innowacyjne przedsięwzięcie powstało zaledwie rok temu, po tak krótkim czasie twórcy firmy gotowi są już by wejść na rynek ze swoimi produktami. Jeżdżą więc po całym świecie, uczestnicząc we wszelkich możliwych wystawach i pokazach. Sukcesem firmy jest wejście do finału światowego konkursu dla młodych firm w Bogocie. Uczestniczyło w nim kilkadziesiąt takich sturtupów. Kolejnym konkursem dla firm, którym firma DOT wzięła udział, był tegoroczny majowy konkurs w Cannes we Francji. Koreańska firma zajęła w nim drugie miejsce w dwóch kategoriach: kategorii technologicznej i kategorii innowacyjnej. Nie było łatwo, bo w konkursie brało udział kilkadziesiąt tysięcy podmiotów.

Jak to wszystko się zaczęło?

Dyrektor Zarządzający firmy jest bardzo młodym człowiekiem. Podczas swoich studiów w USA, miał niewidomą koleżankę, która czytała biblię brajlem. Ogromne rozmiary i ilości tomów brajlowskich natchnęły go do stworzenia jakiegoś małego, brajlowskiego urządzenia, które by je zastąpiło. I tak, po powrocie z USA do Korei, wspólnie ze swoim ojcem i jego zespołem stworzyli dwa urządzenia: inteligentny zegarek dla niewidomych oraz notatnik brajlowski.

Według danych WHO na całym świecie jest 39 milionów osób niewidomych, z których zaledwie 2 miliony, czyli około 10% czyta brajlem. Aby brajl stał się bardziej dostępny, konieczne jest stworzenie nowej, tańszej technologii brajlowskiej. Obecnie w powszechnie używanych monitorach i notatnikach brajlowskich, stosuje się brajlowskie komórki piezoelektryczne. W ciągu 3 lat firma DOT opracowała mniejsze i tańsze komórki brajlowskie, w których zastosowano technologię opartą na wykorzystaniu magnesu oraz drutu miedzianego. Punkty brajlowskie pojawiają się i odświeżają dzięki energii magnetycznej.

Jaki cel stawiają sobie Koreańczycy?

Firma zamierza wprowadzić na rynek urządzenia brajlowskie o wiele mniejsze i tańsze od tych, które znamy obecnie. Dlatego też pierwszym z proponowanych produktów jest smartwatch dla niewidomych, który na rynku polskim ma być dostępny w wersji angielskiej od grudnia, a w wersji polskiej od stycznia przyszłego roku. Smartwatch jest 30% tańszy i lżejszy od notatnika brajlowskiego, a jego prognozowana cena to około 300 euro, czyli około 1900 zł brutto.
Drugim produktem prezentowanym przez firmę DOT był DOT Pad – wieloliniowy monitor brajlowski, pozwalający na wyświetlanie nie tylko tekstu, ale również grafiki (prostych rysunków, wykresów a nawet prostych map jak Google Maps). Prognozowana cena DOT Pada wyniesie około 5000 złotych. DOT Pad ma również współpracować z aplikacjami Google i z Google Maps.

Kolejnym pomysłem na zastosowanie komórki brajlowskiej jest DOT Public. Jest to mały wyświetlacz brajlowski, montowany w miejscach użyteczności publicznej, takich jak: budynki, dworce, stacje metra czy przystanki autobusowe. Firma wprowadza DOT Publik w Arabii Saudyjskiej, gdzie obecnie buduje się metro, a także prowadzi rozmowy z Metrem Warszawskim, aby zamontować na stacjach małe wyświetlacze brajlowskie.

Co potrafią urządzenia DOT?

Smartwatch DOT (wersja demo) – wymiary: średnica koperty 40 mm, grubość – 12 mm, waga 42 g, materiał – aluminium lotnicze. Zegarek ma 4 komórki brajlowskie. Na boku zegarka znajdują się trzy przyciski: dwa guziczki i jedno pokrętło. Przycisk na górze to „Enter”, pokrętło służy do przewijania funkcji, a przycisk na dole to „Home”. Zegarek łączy się z telefonem za pomocą Bluetooth i dzięki temu pozwala na odczytanie wszystkich informacji tekstowych pojawiających się na telefonie, wibruje, gdy przyjdzie SMS lub zadzwoni telefon, pozwoli na odnalezienie leżącego gdzieś telefonu, a także zawibruje, gdy znajdziemy się od niego zbyt daleko i może nastąpić rozłączenie się dwóch urządzeń. W przyszłości zegarek ma mieć funkcję prostej nawigacji do celu. Czas pracy baterii to 3 dni, a przy intensywnym użytkowaniu – jeden dzień. Do zegarka dołączona jest ładowarka z kablem USB, która umożliwia indukcyjne ładowanie urządzenia. Interfejs zegarka można dostosowywać do własnych potrzeb, ustalając liczbę potrzebnych nam aplikacji na zegarku. Zegarek jest wyposażony we własny system operacyjny, współpracujący zarówno z Androidem, jak i iOS’em. System zegarka ma być otwarty.

DOT Pad (wersja demo) wieloliniowy notatnik brajlowski, pozwalający na wyświetlanie wszelkich informacji graficznych. Urządzenie ma rozmiary standardowego tabletu. Notatnik ma mieć 8 linii po 8 znaków lub 16 linii po 16 znaków. Notatnik można połączyć z telefonami pracującymi na systemie Android oraz iOS, a także z komputerem, co pozwoli na ściąganie i czytanie informacji z każdego źródła. Notatnik ten, ze względu na możliwość pokazywania na nim wszelkich informacji graficznych, matematycznych, geograficznych, biologicznych, itp., przeznaczony jest głównie dla osób uczących się. Notatnik posiada, na dole pod monitorem, klawiaturę brajlowską. Brajlowski tablet ma własny akumulator. Jeśli chodzi o współpracę z różnymi formatami tekstu, to dokładnie jeszcze nie wiadomo, jak się będzie zachowywał. W wersji angielskiej będą stosowane skróty brajlowskie. Urządzenie będzie miało własne oprogramowanie, które przetworzy tekst na brajla, włącznie z matematyką. Wersję polską zaś, obsłuży firma Altix, która zainstaluje w urządzeniu swój program przetwarzający tekst na brajla, również zastosuje skróty brajla polskiego. Niestety notatnik nie ma możliwości podłączenia kart pamięci i korzysta jedynie z pamięci własnej.

DOT Public (wersja demo) ma mały wyświetlacz brajlowski, instalowany we wszelkiego rodzaju miejscach publicznych. W przypadku wykorzystania go do obsługi tablicy z rozkładem jazdy na wyświetlaczu, zobaczymy wszystkie informacje potrzebne podróżnemu. Odnalezienie brajlowskiej tablicy informacyjnej będzie możliwe z użyciem inteligentnego zegarka lub telefonu wykorzystującego technologię beaconową. Informacje będą prezentowane na 20 lub 40-znakowym wyświetlaczu brajlowskim. DOT Publik będzie również wyposażony w przyciski do wyszukiwania potrzebnych informacji.

Parę słów na zakończenie

Ogromnie cieszy fakt, że na świecie znalazła się młoda, prężna firma, której celem jest przybliżanie przestrzeni publicznej i całego świata niewidomym, dzięki własnym pomysłom na ulepszanie i zastosowanie urządzeń brajlowskich. Brajl w przestrzeni publicznej, to niezwykle ważna sprawa, zarówno dla ich użytkowników, jak również dla samego społeczeństwa, które się z nim i z niewidomymi bardziej oswaja. Należy również pochwalić dążenia firmy w kierunku zminimalizowania oraz obniżenia kosztów produkcji i sprzedaży urządzeń brajlowskich. Brajlowski tablet/notatnik – to z pewnością doskonała pomoc dla osób uczących się. I wreszcie zegarek – dyskretne, małe sprytne urządzenie, które nie zmusza nas do ciągłego wyciągania telefonu z kieszeni lub torebki. Wszystko bardzo pięknie, gdyby nie ten nawias a w nim tekst „wersja demo”, który musiałam umieścić przy każdym produkcie. Ogromny minus tej prezentacji, bo jak można się przekonać do urządzenia, które nie działa, jak je testować…? Należy jednak oddać sprawiedliwość organizatorom, że przeprosili publicznie gości za brak działających urządzeń, co jednak nie zmienia faktu, że niesmak pozostaje. Sądzę, że zabrakło również na sali tłumacza języka angielskiego, którego obecność z pewnością usprawniłaby komunikację pomiędzy przedstawicielami firmy i osobą prowadzącą spotkanie. O ile DOT Watch był dość szczegółowo przedstawiony, to zabrakło tych samych informacji na temat pozostałych produktów: waga, wymiary itd. Zdarzało się też, że przedstawiciel firmy nie umiał odpowiedzieć na wszystkie pytania gości, choćby na te związane z obsługą formatów tekstu przez notatnik brajlowski.

Firma DOT zapewnia, że przyjedzie w tym roku na Konferencję Reha i przywiezie swoje produkty. Należy mieć nadzieję, że tym razem będą działać i będę mogła Państwu zdać relację bardziej szczegółową od dzisiejszej.

Agnieszka Pelczarska

 

Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków