Zbigniew Jęczmyk w artykule pt. „Orientacja przestrzenna – polemika” (Tyfloświat nr 2 (4) 2009), polemizując z Aliną Talukder, pisze „Nie byłbym sobą, gdybym nie podjął jeszcze jednej kwestii. Otóż pozwolę sobie na koniec nie zgodzić się również z opinią, że „...Biała laska wyposażona bywa w systemy ultradźwiękowe czy czujniki laserowe, co zapewnia niewidomym optymalne bezpieczeństwo”. Stwierdzam, z pełną odpowiedzialnością, że zwykła, prosta, bez „osprzętu” laska zapewnia daleko skuteczniej owo „optymalne bezpieczeństwo”. Pozwala niewidomemu odbierać otoczenie, przestrzeń najbardziej właściwie dla niego – poprzez słuch i dotyk – zmysły najbardziej swoiście budujące mu obraz świata niezbędny do bezpiecznej, samodzielnej lokomocji, co jest, jak wiemy, celem nauczania orientacji przestrzennej.”
Otóż w tym miejscu, nie jako specjalista od orientacji, ale jako użytkownik nowoczesnych urządzeń wspomagających orientację, muszę zaprotestować. Nie można mówić o optymalnym bezpieczeństwie, jeśli klatka piersiowa i głowa idącego nie są chronione. Nigdy nie słyszałem o żadnej technice korzystania z laski, która pozwalałaby na unikanie wiszących nisko gałęzi lub rozrośniętych krzaków. Laska nie jest też dobrym narzędziem do wykrywania rozmaitych barierek i taśm np. zabezpieczających wykopy. Z laską oczywiście do rowu nie wpadniemy, ale barierę wykryjemy, w najlepszym przypadku, tuż przed naszym nosem.
O optymalnym bezpieczeństwie możemy mówić, gdy chroniony jest cały przód i boki idącego. Na to właśnie pozwalają laski wyposażone w detektory przeszkód. By nie być gołosłownym, przypomnę krótko dwa urządzenia, których opis ukazał się kiedyś w „Tyfloświecie”. Laserowa laska firmy Vistac to zwykła laska z laserowym czujnikiem wbudowanym w uchwyt. Jeśli idący napotka przed sobą obiekt zagrażający jego głowie lub klatce piersiowej, uchwyt mocno wibruje. To wszystko – tylko głowa i klatka piersiowa.
Francuski Tom Pouce to detektor wykorzystujący podczerwień, montowany na zwykłej lasce. Moduł wibrujący jest mocowany, za pomocą rzepu, na jednym z palców. Urządzenie ma trzy zakresy odległości. Anonsuje przeszkody przed laską, aż do wysokości głowy. Zatem Tom Pouce, obok poszerzonej funkcjonalności, zapewnia również optymalne bezpieczeństwo.
Jak pisałem w obu przypadkach mamy do czynienia ze zwykłą laską, wzbogaconą o moduł elektroniczny. Producenci obu urządzeń podkreślają, że jest bardzo ważne, by użytkownik właściwie trzymał laskę – właściwie, czyli zgodnie z zasadami wpajanymi kursantom podczas szkolenia z orientacji. Co więcej, by dostać Tom Pouce trzeba odbyć szkolenie, które prowadzi doświadczony instruktor. Skoro więc klasyczną laskę wzbogacamy o funkcję ochrony głowy i klatki piersiowej idącego, jak można twierdzić, że jest to mniej bezpieczne od laski bez osprzętu?
Oczywiście wśród nowoczesnych pomocy elektronicznych są, podobnie jak wśród klasycznych lasek, rozwiązania mniej i bardziej udane. Możliwe, że p. Jęczmyk widział te nienajlepsze. Każdy ma prawo do własnych poglądów, ale należy pamiętać, że krytykując coś jako specjalista, w szczególny sposób wpływamy na opinię innych, niejednokrotnie całkowicie pozbawiając ich chęci do przekonania się na własnej skórze, czy dane rozwiązanie im odpowiada. a francuskie badania pokazują, że pewna grupa niewidomych (Tom Pouce trafił już do około 500 osób) uważa, iż laski z detektorami są bardzo przydatne i stale ich używa.
Na koniec chcę jeszcze zaznaczyć, że pisząc o laskach mam na myśli wyłącznie ochronę głowy. Detektory przeszkód mają wiele innych zalet, ale pomijam je tutaj, gdyż chciałem odnieść się wyłącznie do kwestii optymalnego bezpieczeństwa.
Dopisek
W dniu, gdy Redakcja przysłała mi powyższy tekst do autoryzacji, Rene Farcy z Paryża – producent Tom Pouce’a – rozpoczął na Uniwersytecie Gdańskim szkolenie z wykorzystaniem urządzenia Minitact. Opowiadał, że mniej więcej dziesięć lat temu próbował zainteresować instruktorów orientacji swoimi detektorami, lecz słyszał „White cane is perfect!”. Sam musiał nauczyć się pracy instruktora, a znalezienie innych, którzy dali się przekonać do jego projektu, zajęło mu kilka lat. Obecnie dwa ośrodki we Francji, kiedyś zajmujące się głównie tresurą psów, przeprowadzają więcej szkoleń z posługiwania się Tom Pouce’em niż współpracy z psami i sami przekazują panu Farcy’emu sugestie, dotyczącego tego, co jeszcze można poprawić w jego urządzeniach.
Rafał Charłampowicz
Wszystkie teksty zawarte na stronie www.tyfloswiat.pl dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska, chyba że zaznaczono inaczej. Ponownie rozpowszechniany utwór musi być opatrzony następującymi informacjami: imię i nazwisko autora tekstu, adres portalu www.tyfloswiat.pl. Fotografie i ilustracje chronione są prawami autorskimi.
Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków