OD REDAKCJI: W CELU UŁATWIENIA PORUSZANIA SIĘ PO TEKŚCIE, PRZY TYTULE KAŻDEGO ARTYKUŁU DODANY ZOSTAŁ ZNAK „&”, MIĘDZY ARTUKUŁAMI MOŻNA SIĘ ZATEM PRZEMIESZCZAĆ ODNAJDUJĄC ZNAK „&”, PRZY POMOCY POLECENIA „ZNAJDŹ”!!! TYFLOŚWIAT KWARTALNIK NR 4 (13) 2011 WYDAWCA Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego ul. Wybickiego 3a, 31-261 Kraków http://www.firr.org.pl tel.: (+48) 12 629 85 14; faks: (+48) 12 629 85 15 e-mail: biuro@firr.org.pl Organizacja Pożytku Publicznego Nr konta 77 2130 0004 2001 0255 9953 0005 Utilitia sp. z o.o. ul. Jana Pawła II 64, 32-091 Michałowice http://www.utilitia.pl tel.: (+48) 663 883 600 e-mail: biuro@utilitia.pl Podmiotem odpowiedzialnym za publikację treści merytorycznych jest Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego Podmiotem odpowiedzialnym za działalność reklamową jest Utilitia sp. z o.o. REDAKTOR NACZELNY Joanna Piwowońska tel. kom. (+48) 663 883 332 e-mail: joanna.piwowonska@firr.org.pl INTERNET www.tyfloswiat.pl SKŁAD KOMPUTEROWY Sławomir Mirski FOTOGRAFIA NA OKŁADCE t9t DRUK K&K DZIAŁ REKLAMY e-mail:reklama@utilitia.pl Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych reklam i ogłoszeń. Nakład dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Gminy Miejskiej Kraków. Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do druku. Materiałów niezamówionych nie zwracamy. Wszystkie teksty zawarte w tym numerze czasopisma Tyfloświat, za wyjątkiem tekstu „Audiodeskrypcja, czyli o tym jak kultura audiowizualna staje się dostępna dla osób niewidomych”, dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Ponownie rozpowszechniany utwór musi zawierać następujące informacje: imię i nazwisko autora tekstu, nazwę czasopisma oraz jego numer. Przedruk i ponowne rozpowszechnianie tekstu „Audiodeskrypcja, czyli o tym jak kultura audiowizualna staje się dostępna dla osób niewidomych”, autorstwa Barbary Szymańskiej, wyłącznie za zgodą autorki. Fotografie i ilustracje chronione są prawami autorskimi. W numerze: 3 Przestrzeń muzealna przyjazna niewidomym Marek Jakubowski zwraca uwagę na najważniejsze aspekty dostosowania przestrzeni muzealnej i innych obiektów o przeznaczeniu kulturalnym i turystycznym do potrzeb osób niewidomych. 7 Subiektywny przegląd zmian w polskim prawie Katarzyna Heba przygląda się istotnym dla osób niepełnosprawnych zmianom w polskim systemie prawnym. 11 Niedoceniane detektory przeszkód Rafał Charłampowicz dzieli się doświadczeniami zdobytymi podczas dwuletniej pracy z detektorem przeszkód z Laboratoire Aimé Cotton. 20 E-booki – ułatwienie czy kolejna bariera? Magdalena Szyszka sprawdza, czy wysyp e-booków na polskim rynku jest nadzieją na poprawę kwestii dostępności czytelnictwa dla osób niewidomych. 26 Audiodeskrypcja, czyli o tym jak kultura audiowizualna staje się dostępna dla osób niewidomych Barbara Szymańska przedstawia historię rozwoju audiodeskrypcji w Polsce i na świecie oraz wyjaśnia, dlaczego prawidłowe zrozumienie celu wprowadzenia tego typu usługi i jej standaryzacja są tak ważne. 38 Blaski i cienie Olympusa LS-3 Robert Hetzyg, w kolejnym z serii artykułów o rejestratorach dźwięku, prezentuje możliwości Olympusa LS-3. 43 Radio w sieci Michał Dziwisz prezentuje aplikacje umożliwiające słuchanie audycji radiowych za pośrednictwem Internetu. 3 - 6 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Przestrzeń muzealna przyjazna niewidomym [fot. Zdjęcie przedstawia wypukłe plany dotykowe dla niewidomych] Z Cirą, niewidomą, gruzińską redaktorką, siedzimy w upalne popołudnie na przyjemnie chłodnych, kamiennych schodach stareńkiego kościoła w Mtschecie. Na szczyt góry, na którym stoi świątynia, wdrapaliśmy się na piechotę i teraz, odpoczywając, omawiamy problem dokładnego poznania historycznego obiektu. Tekst i zdjęcia: Marek Jakubowski* – Jak ktoś widzi, nawet słabo, to nie powiem – coś tam z tego zwiedzania wyniesie i czegoś się dowie. Ale taka, jak ja – zapomnij!!! Byłam tutaj już kilka razy i wiem, że na środku stoi wielki kamienny stół i otaczają go ściany bez tynków, zbudowane z wielkich kamiennych bloków albo płyt. Wiem, że było dziś sporo zwiedzających, bo czuję zapach najróżniejszych kwiatów i ziół, które złożyli przy ołtarzu. No i wiem, że przestrzeń jest duża, gdyż dźwięk specyficznie rozchodzi się po wnętrzu. – Możesz przecież przed przyjściem poczytać przewodnik, możesz poprosić, żeby ktoś Ci opowiedział o obiekcie – odpowiadam. – Możesz… Hm. No właśnie… Na wiele więcej Cira liczyć nie może… Przewodnik istnieje, ale tylko w druku płaskim dla widzących. Życzliwych ludzi, chcących pomóc zawsze jest sporo, ale z ich wiedzą bywa różnie, a ponadto chciałoby się samemu pokontemplować… – Wiesz, u nas, w Polsce – zacząłem wywód… – Byłam, byłam. Generalnie jest tak samo, jak u nas. Coś się w Polsce zaczyna dziać w związku z przystosowaniem przestrzeni i obiektów dla osób z dysfunkcjami wzroku, ale, podobnie jak w wielu krajach Europy Zachodniej, są to często albo działania pozorne, albo częściowe i niekompletne – takie trochę dla uspokojenia sumienia, że nic się nie robi, a zdarza się, że robi się coś tylko pod kątem medialności jakiegoś projektu… No i mało kiedy – kontynuuje Cira – robi się coś we współpracy z nami – niewidomymi. Uszczęśliwia się nas na siłę jakimś wydumanym artystycznym modelikiem zamku i uważa się, że sprawa załatwiona. Zrealizowałeś tyle projektów związanych z przystosowaniem przestrzeni. Spisz tą swoją wiedzę i doświadczenia! Opublikujemy w naszej prasie, Ty spróbujesz opublikować w Polsce i gdzie tam możesz i będziemy mieli... [fot. Zdjęcie przedstawia tablice przydrzwiowe z warstwą napisów brajlowskich, podpis: Urząd Miasta Warszawy - tablice przydrzwiowe] – Gotową koncepcję? – przerwałem. – Będziemy mieli dopiero materiał do dyskusji! Wrócimy do Tbilisi. Siadaj i pisz – nakazała. Nie zdążyłem wtedy przygotować materiału. Wysyłam go teraz do redakcji Tyfloświata. A moim niewidomym i słabowidzącym przyjaciołom, z którymi współpracowałem i współpracuję nadal, dedykuję szkic tej koncepcji. Wiele instytucji o charakterze turystycznym i muzealnym, kierując się dyrektywami, a częściej poczuciem odpowiedzialności społecznej oraz zwykłą życzliwością, stara się przestrzenie swoich budynków oraz ekspozycji przystosować dla potrzeb samodzielnego poznawania przez osoby niepełnosprawne, w tym oczywiście niewidome i słabowidzące. Bardzo często zaangażowanie jednej, dwóch osób porusza lawinę działań ze strony pozostałych. Wspólne działania takiej grupy, współpracującej z niewidomymi i słabowidzącymi konsultantami, skutkują całkiem dobrym przystosowaniem przeznaczonej do poznawania przestrzeni, nawet w zakresie jej poszczególnych elementów. Wyobraźmy sobie przestrzeń hipotetycznego muzeum czy ogrodu. Co zrobić, żeby ją oswoić? Jakie działania musimy podjąć, aby stała się przyjazna? Przyjmijmy założenie, że nasza koncepcja nie będzie szczególnie „kosztożerna”, a jednocześnie będzie możliwie uniwersalna oraz bogata. Maksymą przyświecającą naszym działaniom w zakresie „oswajania” przestrzeni w różnych miejscach kraju i Europy jest hasło: „Przystosujmy przestrzeń tak, aby dać możliwość wyboru sposobu jej poznawania”. Wszelkie działania, mające związek z przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku, możemy podzielić na dwie grupy (choć podział ten jest płynny) – fizyczne oraz wirtualne dostosowywanie. RÓŻNORODNOŚĆ SPOSOBU PRZEDSTAWIENIA INFORMACJI Bardzo ważnym elementem przystosowania wszelkiego rodzaju przestrzeni (w tym oczywiście przestrzeni o charakterze turystycznym) jest przygotowanie merytorycznie poprawnego planu barwnoreliefowego terenu. Będzie on użyteczny zarówno w celu poznanie struktury przestrzeni, np.: sali muzealnej czy wystawowej, jak i przestrzeni budynku czy ogrodu. Generalizacja i skala planu dotykowego, jakość tłoczeń reliefowych i kolorystyka powinny odpowiadać wszelkim wypracowanym w kraju normom i standardom oraz zawierać niezbędne w celach poznawczym treści. [fot.Zdjęcie przedstawia kobietę zapoznającą się z tablicami informacyjnymi, przedstawiającymi żyjące lokalnie gatunki zwierząt, podpis: Udźwiękowione, reliefowe tablice informacyjne] Idealnym rozwiązaniem w tego typu przedstawieniach jest ich udźwiękowienie oraz sytuacja, w której informacje o poszczególnych elementach planu podawane są zarówno w druku brajlowskim, druku płaskim, jak i w plikach dźwiękowych. [fot. Zdjęcie przedstawia ujęcie dłoni osoby zapoznającej się z modelem ratusza, podpis: Model Ratusza w Poznaniu] Ten sam teren, przestrzeń mogą być przedstawione na bardziej szczegółowych planach, w formie kilkustronicowego albumu barwnoreliefowego. Musimy jednak pamiętać, iż bardziej szczegółowe przedstawienia tyflograficzne wymagają od odbiorcy znacznej ilości czasu na studiowanie ich. Bywają bardzo użyteczne, jeśli zwiedzający może je wypożyczyć przed zwiedzaniem, np. do domu, i szczegółowo się z nimi zapoznać. Następnym elementem przystosowania przestrzeni jest jej opis. Możemy się z nim zapoznać przed rozpoczęciem zwiedzania, np. w piśmie brajla czy w druku powiększonym, w broszurze informacyjnej na temat konkretnej przestrzeni muzealnej czy miejsca o szczególnym znaczeniu turystycznym. Ta sama broszura powinna być umieszczona na stronach internetowych danej instytucji. Wcześniejsze zapoznanie się z nią w formie elektronicznej oszczędzi czas zwiedzającego. Idealnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie opisu audiodeskrypcyjnego oraz przygotowanie do pobrania z Internetu „pocztówek dźwiękowych” z przystosowywanej przestrzeni. Kolejnym elementem adaptacji przestrzeni muzealnej jest przystosowane poszczególnych jej elementów. Poprawnie wykonane oraz zamontowane na dostępnej wysokości opisy brajlowskie i czarnodrukowe, np.: na drzwiach pomieszczeń, mogą być użyteczne i dawać korzystającemu z nich poczucie samodzielności pod warunkiem, iż nie będą to tylko numery pomieszczeń, ale i informacja, co się za danymi drzwiami znajduje. W przypadku zastosowania samej tylko numeracji, zarówno w Internecie w plikach tekstowych, jak i w dostępnej na miejscu broszurze brajlowskiej i czarnodrukowej powinien znaleźć się opis zastosowanej numeracji. UMIEJSCOWIENIE INFORMACJI Opisy brajlowskie, w możliwie skondensowanej formie, również powinny znajdować się w poprawnie przystosowanych pomieszczeniach muzealnych przed przeznaczonymi do oglądania obiektami. Winny one mieć, umieszczony na tablicach wykonanych w kontrastowym druku płaskim, opis w transparentnym piśmie punktowym. Szersze informacje o obiektach powinny być dostępne na miejscu, w formie opisów audiodeskrypcyjnych umieszczonych na przenośnych urządzeniach odtwarzających. Te same opisy powinny znaleźć się w formacie tekstowym oraz audio na stronie internetowej. [fot. Zdjęcie przedstawia tabliczkę brajlowską umieszczoną na drzwiach, podpis: Prawidłowe oznaczenie pomieszczeń] W przypadku obiektów muzealnych, które ze względu na wartość historyczną nie są przeznaczone do oglądania dotykowego, najlepszym rozwiązaniem jest wykonanie odpowiedniej tyflografiki, ew. modelu odzwierciedlającego obiekt, przed którym się znajdujemy. Opis obiektu powinien być także wykonany w technice audiodeskrypcyjnej. Wszelkie obiekty przeznaczone do oglądania powinny znajdować się także na fotografiach cyfrowych, wykonanych w dużej rozdzielczości i umieszczonych na stronie internetowej danego muzeum czy przestrzeni turystycznej. Pozwoli to osobom słabowidzącym zapoznać się z nimi na ekranach swoich komputerów oraz obejrzeć szczegóły i elementy niedostępne do zobaczenia w przestrzeni przeznaczonej do zwiedzania. OZNACZENIE PRZESTRZENI [fot. Zdjęcie przedstawia podłogę w hali dworca, podpis: Linie prowadzące na dworcu w Czechach] Zastosowanie w przystosowywanej przestrzeni znaczników poruszania się, pod postacią linii prowadzących oraz oznaczeń fakturowych o charakterze informacyjnym jest coraz bardziej popularne zarówno w Europie Zachodniej, jak i w Polsce. Przystosowuje się w ten sposób najczęściej duże przestrzenie peronów kolejowych, stacji metra czy przejść potencjalnie niebezpiecznych. Oznaczenia zaczyna się także stosować w przestrzeniach muzealnych sal wystawowych, przeznaczonych do samodzielnego zwiedzania przez osoby z dysfunkcjami wzroku oraz w przestrzeniach, np. ogrodów i ścieżek dydaktycznych. [fot. Zdjęcie przedstawia ujęcie dłoni osoby zapoznającej się z dotykowym planem Ogrodu Edukacji, podpis: Plan reliefowy w Ogrodzie Edukacji Leśnej w Sierakowie] Na zakończenie kwestia, na którą zawsze zwracamy uwagę. Wszelkie działania, związane z przystosowaniem przestrzeni, winny być każdorazowo konsultowane z zespołem doradczym, składającym się z osób z dysfunkcjami wzroku. *Autor jest tyflopedagogiem w Ośrodku dla Niewidomych w Owińskach, twórcą polskiej czcionki brajlowskiej Poland Braille Fonts, autorem technologii wykonywania tyflografik oraz map i planów wypukłych. Zajmuje się przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku. Prowadzi Studio Tyflografiki. Jest wydawcą reliefowych publikacji książkowych oraz planów i map dla niewidomych. Laureat Medalu KEN, nagród MEN, i Ministra Infrastruktury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kartografii. Odznaczony srebrną odznaką PZN. Kawaler Orderu Uśmiechu. 7 - 10 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Subiektywny przegląd zmian w polskim prawie [fot.Olaru Radian-Alexandru, Zdjęcie przedstawia kolumny przed budynkiem sądu] W mijającym roku zostało znowelizowanych kilka kluczowych ustaw, a zmiany te dotyczą bezpośrednio osób niepełnosprawnych. Przegląd zmian w polskim prawie jest jak najbardziej subiektywny, gdyż omówienie wszystkich zmienionych przepisów mogłoby zająć cały bieżący numer Tyfloświata i byłoby bezcelowe ze względu na swoją wartość merytoryczną. Katarzyna Heba* PRACODAWCA A PRACOWNIK Zacznę zatem od ustawy, która jest najbardziej istotna dla zainteresowanej grupy społecznej, a mianowicie od omówienia szerokich zmian w Ustawie o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Ustawodawca określił, od kiedy osoba niepełnosprawna jest wliczana w stan zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Ma to miejsce począwszy od dnia, w którym przedstawi ona swojemu pracodawcy orzeczenie potwierdzające ten stan. W przypadku przedstawienia pracodawcy kolejnego orzeczenia potwierdzającego niepełnosprawność, osobę niepełnosprawną wlicza się do stanu zatrudnienia osób niepełnosprawnych począwszy od dnia złożenia wniosku o wydanie orzeczenia, jeżeli z orzeczenia wynika, że w tym okresie osoba ta była niepełnosprawna, a wniosek o wydanie orzeczenia został złożony nie później niż w dniu następującym po dniu, w którym upłynął termin ważności poprzedniego orzeczenia potwierdzającego niepełnosprawność. Trzeba jednak pamiętać, że bez względu na datę złożenia wniosku o wydanie kolejnego orzeczenia potwierdzającego niepełnosprawność, osobę niepełnosprawną wlicza się do stanu zatrudnienia osób niepełnosprawnych również w okresie do trzech miesięcy poprzedzających dzień przedstawienia pracodawcy kolejnego orzeczenia, jeżeli z treści tego orzeczenia wynika, że w tym okresie osoba ta była niepełnosprawna. [fot.Alexskopje, Zdjęcie przedstawia anglojęzyczny wzór umowy o pracę, podpis: Pracodawcy przysługuje ze środków PFRON miesięczne dofinansowanie do wynagrodzenia pracownika niepełnosprawnego, o ile pracownik ten został ujęty w ewidencji zatrudnionych osób niepełnosprawnych] DOFINANSOWANIE DO STANOWISKA PRACY Nowością jest możliwość składania przez pracodawców, osiągających odpowiednie wskaźniki zatrudnienia osób niepełnosprawnych, informacji dla Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych za pomocą teletransmisji danych w formie dokumentu elektronicznego. Wpłaty na Fundusz ulegają obniżeniu z tytułu zakupu usługi, z wyłączeniem handlu lub produkcji w przypadku pracodawcy zatrudniającego co najmniej 25 pracowników w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, który osiąga wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych będących: - osobami niepełnosprawnymi, zaliczonymi do znacznego stopnia niepełnosprawności lub - osobami niewidomymi, psychicznie chorymi lub upośledzonymi umysłowo lub osobami z całościowymi zaburzeniami rozwojowymi lub epilepsją, zaliczonymi do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, w wysokości co najmniej 30 %. Warto zwrócić uwagę na dofinansowanie do wynagrodzenia kosztów zatrudnienia pracownika. Pracodawcy przysługuje ze środków PFRON miesięczne dofinansowanie do wynagrodzenia pracownika niepełnosprawnego, o ile pracownik ten został ujęty w ewidencji zatrudnionych osób niepełnosprawnych: - 180 % najniższego wynagrodzenia – w przypadku osób niepełnosprawnych zaliczonych do znacznego stopnia niepełnosprawności, - 100 % najniższego wynagrodzenia – w przypadku osób niepełnosprawnych zaliczonych do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, - 40 % najniższego wynagrodzenia – w przypadku osób niepełnosprawnych zaliczonych do lekkiego stopnia niepełnosprawności. Miesięczne dofinansowanie nie przysługuje pracodawcy zatrudniającemu co najmniej 25 pracowników w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy i nieosiągającemu wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych w wysokości co najmniej 6 %. Kwotę 180% dofinansowania wynagrodzenia w przypadku osób niepełnosprawnych, w odniesieniu do których orzeczono chorobę psychiczną, upośledzenie umysłowe, całościowe zaburzenia rozwojowe lub epilepsję oraz osób niewidomych zwiększa się o wartość 40% najniższego wynagrodzenia. Kwota miesięcznego dofinansowania nie może przekroczyć 90 % faktycznie poniesionych miesięcznych kosztów płacy, a w przypadku pracodawcy wykonującego działalność gospodarczą, w rozumieniu przepisów o postępowaniu w sprawach dotyczących pomocy publicznej, 75 % tych kosztów. [fot.Damascus01, Zdjęcie przedstawia stetoskop, podpis: Lekarz przeprowadzający badania profilaktyczne pracowników lub lekarz sprawujący opiekę nad osobą niepełnosprawną wyda, w odniesieniu do tej osoby, zaświadczenie o celowości stosowania skróconej normy czasu pracy] Fundusz wypłaca miesięczne dofinansowanie w wysokości proporcjonalnej do wymiaru czasu pracy pracownika. W znowelizowanej ustawie brak jest obligatoryjnego obowiązku kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Ustawa nakładała na pracodawcę zatrudniającego osobę niepełnosprawną obowiązek wezwania inspektora PIP, który miał „zatwierdzić" dostosowanie stanowiska pracy. Taki obowiązek mógł poważnie zniechęcać pracodawców do zatrudniania osób niepełnosprawnych, w związku z czym jego zniesienie może być bodźcem do zatrudnienia osób niepełnosprawnych przez niezdecydowanych do tej pory pracodawców. CZAS PRACY OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH Bardzo istotną zmianą, która zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2012 roku, jest odmienna regulacja czasu pracy osób niepełnosprawnych. Obecnie, zgodnie z art. 15. wspomnianej ustawy: - czas pracy osoby niepełnosprawnej nie może przekraczać 8 godzin na dobę i 40 godzin tygodniowo, - czas pracy osoby niepełnosprawnej zaliczonej do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności nie może przekraczać 7 godzin na dobę i 35 godzin tygodniowo, - osoba niepełnosprawna nie może być zatrudniona w porze nocnej i w godzinach nadliczbowych, - wymiar czasu pracy, ustalony zgodnie z ust. 1 lub 2, obowiązuje od dnia następującego po przedstawieniu pracodawcy orzeczenia o niepełnosprawności. Przepisu tego nie stosuje się, gdy, na wniosek osoby zatrudnionej, lekarz przeprowadzający badania profilaktyczne pracowników lub, w razie jego braku, lekarz sprawujący opiekę nad tą osobą wyrazi na to zgodę. W myśl nowelizacji, która zacznie obowiązywać od stycznia 2012 roku, czas pracy osoby niepełnosprawnej zaliczonej do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności nie może przekraczać 7 godzin na dobę i 35 godzin tygodniowo, jeżeli lekarz przeprowadzający badania profilaktyczne pracowników lub, w razie jego braku, lekarz sprawujący opiekę nad osobą niepełnosprawną wyda w odniesieniu do tej osoby zaświadczenie o celowości stosowania skróconej normy czasu pracy. Oznacza to więc, że jeżeli lekarz uzna, że wobec takiej osoby powinna być stosowana skrócona norma czasu pracy, to jest zobligowany wydać takie zaświadczenie, w przeciwnym wypadku osoba niepełnosprawna pracować będzie w pełnym wymiarze czasu pracy. RENTA SOCJALNA Kolejną dość znaczącą zmianą jest nowelizacja Ustawy o rentach socjalnych. Od 2012 roku osoba pobierająca rentę socjalną będzie mogła dorobić 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Po przekroczeniu tej sumy renta będzie zawieszana. Przywrócenie świadczenia będzie zaś następowało na wniosek zainteresowanej osoby. [fot.Goodluz, Zdjęcie przedstawia kobietę na wózku inwalidzkim, siedzącą za biurkiem, podpis: Nowelizacja Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych zniosła obowiązek wezwania inspektora PIP, który miał "zatwierdzić" dostosowanie stanowiska pracy] Należy pamiętać, iż renta socjalna przysługuje wyłącznie osobie pełnoletniej, całkowicie niezdolnej do pracy z powodu naruszenia sprawności organizmu, które powstało: - przed ukończeniem 18. roku życia, - w trakcie nauki w szkole lub w szkole wyższej przed ukończeniem 25. roku życia, - w trakcie studiów doktoranckich lub aspirantury naukowej. Osobie, która spełnia wyżej określone warunki, przysługuje: - renta socjalna stała, jeżeli całkowita niezdolność do pracy jest trwała, - renta socjalna okresowa, jeżeli całkowita niezdolność do pracy jest okresowa (czas wypłacania świadczenia określa wówczas Zakład Ubezpieczeń Społecznych). Renta socjalna wynosi 84 % kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy określonej w Ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. UCZELNIE WYŻSZE Bardzo istotne zmiany zostały wprowadzone w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym. Nowelizacja w/w ustawy jest sprawą złożoną, a kwestia przyznawania dotacji na wyrównywanie szans dla studentów i doktorantów, będących osobami niepełnosprawnymi, jej zakres oraz sposób wykorzystania środków budzi wiele wątpliwości i kontrowersji, dlatego też nie podjęłam w tym artykule próby szerszego omówienia tego zagadnienia. Będzie ono przedmiotem odrębnego materiału. Nakreślimy jednak najważniejsze regulacje nowelizacji. Ustawodawca wprost nakłada na uczelnie wyższe obowiązek stwarzania przez nie osobom niepełnosprawnym warunków do pełnego udziału w procesie kształcenia i badaniach naukowych. [fot.2020VG, Zdjęcie przedstawia ujęcie ręki nakręcającej zegarek, podpis: Wraz ze zmianą Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych zliberalizowane zostały przepisy dotyczące długości czasu pracy] Ponadto, zmieniony został przedmiot dotychczasowej dotacji, dotyczącej kształcenia i rehabilitacji leczniczej studentów niepełnosprawnych. Z budżetu państwa uczelnia publiczna otrzymuje dotacje na zadania związane ze stwarzaniem studentom i doktorantom, będącym osobami niepełnosprawnymi, warunków do pełnego udziału w procesie kształcenia. Poszerzono także dostęp do dotacji dla uczelni niepublicznych, wprowadzając ust. 4a w art. 94. Uczelnia niepubliczna otrzymuje dotację na zadania związane ze stwarzaniem studentom i doktorantom, będącym osobami niepełnosprawnymi, warunków do pełnego udziału w procesie kształcenia. Należy mieć nadzieję, że zmiany te spowodują wzrost liczby studiujących osób niepełnosprawnych. * Autorka jest doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego oraz aplikantką adwokacką w kancelarii adwokackiej Krzyżagórska, Podniesiński, Łoboda i wspólnicy S.C. 11 - 19 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Niedoceniane detektory przeszkód. Dwa lata z Minitactem [fot.Mossyfence, Zdjęcie przedstawia płot] Odnoszę wrażenie, że wśród rozmaitych urządzeń elektronicznych, wspomagających codzienne funkcjonowanie niewidomego, detektory przeszkód wciąż nie cieszą się nadmierną popularnością. Jestem gorącym zwolennikiem i użytkownikiem tego typu urządzeń, dlatego zdecydowałem się poświęcić tej problematyce niniejszy artykuł. Rafał Charłampowicz* Zdjęcia: Anna Kozłowska Okazja jest dobra, bo w październiku minęły dwa lata od przeprowadzenia dość innowacyjnego szkolenia z wykorzystania francuskiego detektora o nazwie Minitact, które odbyło się na Uniwersytecie Gdańskim i w którym miałem przyjemność brać udział. Dwa lata to wystarczający czas na podsumowanie doświadczeń. Inaczej niż w artykule traktującym o elektronicznych pomocach w orientacji przestrzennej (Tyfloświat nr 1 (3) 2009), w którym przedstawiłem listę czasem bardzo odmiennych od siebie rozwiązań, tym razem będę pisał głównie o jednym urządzeniu, mianowicie o detektorze Minitact. Minitact, choć wciąż ma status prototypu, jest świetnym przykładem dobrze zaprojektowanego urządzenia. W używaniu tego detektora mam też największe doświadczenie, dlatego na jego przykładzie postaram się pokazać, do czego i w jakich sytuacjach mogą lub nie mogą przydać się detektory oraz na co zwracać uwagę, kupując takie urządzenie. Detektory przeszkód można rozróżniać m.in. ze względu na sposób noszenia. Niektóre są zintegrowane z białą laską, inne nosi się na sobie, np. na głowie lub na szyi, a inne po prostu trzyma się w dłoni. Do tej ostatniej grupy należy Minitact i o takich urządzeniach traktuje mój artykuł. MINITACT Detektor przeszkód to swoiste przedłużenie zmysłu dotyku. Korzystamy z niego trochę jak z laski, tyle, że możemy badać przestrzeń w dowolnym kierunku i na większą odległość oraz że niczego i, co ważniejsze, nikogo nie dotykamy. Detektor trzymamy w dłoni. Kierujemy go w stronę, która nas interesuje. Urządzenie skanuje przestrzeń (najczęściej z zastosowaniem ultradźwięków, rzadziej podczerwieni lub światła widzialnego) i wibrowaniem informuje nas, czy coś wykryło. Alternatywą dla wibracji często bywa dźwięk, ale funkcję tę należy traktować jako dodatek, a nie podstawę korzystania z detektora. [fot. Minitact - wersja 1] Minitact ma wymiary 90 x 30 x 15 mm. Ścianki są płaskie, bez żadnych wypukłości. Dobrze leży w dłoni i w kieszeni. Na jednej z krótkich, wąskich ścianek można wyczuć dwa prostokątne otwory, w których umieszczono diody detektora. Jest to oczywiście przód urządzenia. Na jednej z długich, wąskich ścianek, mniej więcej po środku, znajduje się metalowy bolec trzypozycyjnego przełącznika. Do tylnej ścianki urządzenia zamocowana jest pętla, przez którą możemy przełożyć nadgarstek. Minitact bada przestrzeń za pomocą podczerwieni. Ma cztery zakresy odległości: długi, krótki, średni długi i średni krótki. Producent unika podawania dokładnych długości zakresów, gdyż w przypadku światła sporo zależy od warunków zewnętrznych. Z uwagi na prototypowy charakter Minitacta, parametry urządzenia mogą być też inne w różnych egzemplarzach. Bardzo uogólniając, można jednak powiedzieć, że maksymalne zakresy w przypadku wersji, której używam najczęściej, to około: 8 m, 30 cm, 3 m i 120 cm. Osobom, które nie wiedzą nic o detektorach przeszkód, należy się wyjaśnienie, że zakres oznacza odległość, z jakiej urządzenie wykrywa przeszkodę. Możliwość zmiany zakresu jest bardzo ważna, gdyż o ile na niemal pustej drodze będziemy chcieli zauważać różne obiekty z jak największej odległości, to już w budynku, wśród poruszających się ludzi, maksymalny zakres na nic się nie przyda, w przeciwieństwie do krótkiego zakresu., pozwalającego w takich okolicznościach np. na odnalezienie wolnej drogi. Z tego właśnie powodu większość detektorów ma kilka zakresów pracy, tak by użytkownik mógł wybrać taki, który w danej chwili będzie dla niego optymalny. Zakresy pracy Minitacta celowo przedstawiłem niezgodnie z konwencją, nakazującą podawać odległości rosnąco lub malejąco. Otóż w tym detektorze zastosowano unikatowy i bardzo ergonomiczny sposób zmiany zakresu. Zwykle do tego celu używa się przycisku lub przycisków. Technicznie nie jest to skomplikowane, ale trzeba pamiętać kolejność przełączanych trybów pracy. Minitact, jak wspomniałem, ma jeden trzypozycyjny przełącznik. Gdy trzymamy urządzenie przełącznikiem do góry, pozycja środkowa to wyłączenie, pozycja „od siebie” (do przodu) to zakres długi, a pozycja „do siebie” to zakres krótki. Zatem najdłuższy i najkrótszy zakres mamy u góry. Sam przełącznik znajduje się pod kciukiem, więc zmiana zakresu nie wymaga zachodu. Aby przejść do średnich zakresów, po prostu obracamy urządzenie do góry nogami, tak by przełącznik znalazł się na dole. Teraz pozycja środkowa to wyłączenie, pozycja „od siebie” (do przodu) to zakres średni długi, a pozycja „do siebie” to zakres średni krótki. Obrócenie urządzenia w dłoni zajmuje zaledwie chwilę. [fot. Minitact - wersja 1 - widok z boku] [fot. Minitact - wersja 2 - widok z góry] Pętla smyczy dobrze zabezpiecza przed przypadkowym upuszczeniem detektora. Warto jej zresztą poświęcić kilka słów. Zaczyna się zaraz za detektorem, a jej szerokość idealnie pasuje do nadgarstka i choć przekładając dłoń, trochę ją naciągamy, to leży dobrze, nie uciska i nie spada. To istotne, ponieważ gdy potrzebujemy ręki, by coś chwycić lub np. wyjąć laskę, przechodząc z psem przez jezdnię, możemy po prostu puścić Minitacta i zwiesić go luźno na nadgarstku. Gdy ponownie potrzebujemy detektora, jest on dosłownie pod ręką. [fot. Minitact - wersja 2 - widok z boku] Minitact sygnalizuje wykrycie obiektu wibracją. Wibracja jest jednostajna, tzn. zbliżaniu się do obiektu nie towarzyszy narastanie wibracji. W nowszej wersji detektora wibracja jest dwustopniowa i bliskie obiekty czuje się mocniej, ale generalnie użytkownik nie jest informowany o odległości do przeszkody. Z doświadczeń producenta wynika (moje własne to potwierdzają), że – z wyjątkiem krótkich odległości – zmienna wibracja rzadko ma praktyczne zastosowanie, gdyż wymaga koncentracji, trudnej do uzyskania podczas chodzenia. Minitact jest zasilany dwiema bateriami AAA. Wystarczają na co najmniej kilkanaście godzin stałej pracy. Dużo zależy od tego, jak często urządzenie wibruje. Detektora używam codziennie, ale nie bez przerwy. Baterie zmieniam raz na kilka miesięcy. Im słabsze baterie, tym krótsze odległości, z których Minitact wykrywa przeszkody. SZKOLENIE Twórcą i producentem Minitacta jest prof. René Farcy i jego współpracownicy w Université de Paris-Sud 11. Prof. Farcy od ponad dwunastu lat zajmuje się projektowaniem i testowaniem elektronicznych rozwiązań wspomagających orientację przestrzenną niewidomych. Oprócz Minitacta jest m.in. autorem takich urządzeń, jak Tom Pouce i Téletact. Przekazaniu każdego urządzenia towarzyszy proces badawczy. Przyszły użytkownik podaje pewne podstawowe, związane z dysfunkcją wzroku, informacje o sobie. Następnie przechodzi szkolenie, które zwykle trwa około tygodnia i otrzymuje urządzenie, z którego może swobodnie korzystać. Ograniczenie jest jedno – jeśli nie używamy danego urządzenia, należy je zwrócić. Trafi ono do następnej osoby. Źródła finansowania takiego projektu są różne. Największy koszt to zwykle samo szkolenie, dlatego oprócz Francji, uczeni chętnie współpracują z krajami Ameryki Południowej, gdzie koszty generalnie są niższe. [fot. Autor artykuły z psem przewodnikiem i Minitactem w przejściu podziemnym, podpis: Szkolenie z obsługi Minitacta obejmowało osoby na co dzień korzystające z pomocy psów przewodników] Pomysł szkolenia na Uniwersytecie Gdańskim pojawił się podczas mojej wizyty u prof. Farcy’ego w Paryżu. Minitact spodobał mi się bardzo ze względu na ergonomiczność zastosowanych w nim rozwiązań. Do tej pory było to jednak urządzenie przeznaczone dla osób, które po znanym sobie terenie, np. miejscu pracy, poruszają się bez laski i chciałyby mieć po prostu dodatkowe źródło informacji o przeszkodach. Nie myślano o właścicielach psów przewodników i chodzeniu po mieście. Naświetliłem prof. Farcy’emu problemy niewidomych chodzących z psem, a są to głównie trudności z orientacją w tym, co znajduje się dookoła oraz opisałem swoje doświadczenia z detektorem Miniguide, którego z powodzeniem używałem zarówno chodząc z psem, jak i w sytuacjach, gdy byłem bez psa. Prof. Farcy zgodził się poprowadzić eksperymentalne szkolenie dla właścicieli psów. [fot. Miniguide] Ze swojej strony mógł przekazać sześć urządzeń, natomiast polskiego instruktora orientacji, który będzie otwarty na nowe technologie. Rozmowa z prof. Farcy’m miała miejsce w maju 2009. Już w październiku, dzięki staraniom dr Juranda Czermińskiego, udało się zorganizować szkolenie. Naszą polską instruktorką została pani Justyna Kranc ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 dla Dzieci i Młodzieży Słabo Widzącej i Niewidomej im. Louisa Braille'a w Bydgoszczy. Pani Justyna została zaproszona do współpracy nie tylko ze względu na jej otwartość na nowoczesne rozwiązania i duże doświadczenie w nauczaniu orientacji przestrzennej, ale również dlatego, że w owym czasie z ramienia PZN egzaminowała psy przewodniki, a zatem świetnie orientowała się w możliwościach i ograniczeniach psów. Potrzebny był instruktor, który nie będzie się dziwił, że pies coś potrafi lub że czegoś nie potrafi. Stroną czysto organizacyjną oraz przygotowaniem nagrania video ze szkolenia zajmowała się firma Medison. Pewnym kłopotem okazało się skompletowanie uczestników szkolenia. Na Uniwersytecie było wtedy pięć osób z psami, z czego cztery chciały wziąć udział w szkoleniu. Pojawiły się więc trudności ze znalezieniem dwóch chętnych, którzy spełnialiby podstawowy warunek dopuszczający do szkolenia, a była nim wolna prawa ręka. Wciąż wielu niewidomych chodzi i z psem i z laską, co oznacza praktyczny brak rąk. Wreszcie jednak dwie osoby się znalazły. KURS Z MINITACTEM Szkolenie trwało pięć dni. Z każdym kursantem pracowano mniej więcej przez godzinę dziennie. Pierwszego dnia zajęcia prowadził głównie prof. Farcy, wspomagany i obserwowany przez Justynę Kranc, od drugiego dnia instruktorzy dzielili się obowiązkami. Co ciekawe, większość zajęć wcale nie dotyczyła samego Minitacta, ale koncentrowała się na technikach orientowania się w przestrzeni. Prof. Farcy uważa, że urządzenie to tylko dodatkowe narzędzie wspomagające orientację. Najważniejsze jest używanie słuchu, tworzenie sobie w głowie właściwej mapy terenu i oczywiście techniki poruszania się. Urządzenie elektroniczne wspomaga i uzupełnia klasyczne metody orientowania się w przestrzeni. Pierwszego dnia zajęcia prowadzono bez udziału psów przewodników. Ćwiczyliśmy wyczucie poruszania się po linii prostej. Minitact bardzo ułatwiał ćwiczenie. Ustawiony na najdłuższy zakres od razu wibrował, gdy idąc korytarzem, wtedy bez laski, odchylaliśmy się od właściwego kursu. Działo się tak dlatego, gdyż wiązka światła, wysyłana z Minitacta na tak dużą odległość, przy każdym odchyleniu trafiała na ścianę po lewej lub po prawej. To tak, jakbyśmy szli, trzymając sześciometrową tyczkę. Trzeba iść rzeczywiście prosto. [fot. Detektor trzymany w dłoni] Tego samego i w kolejne dni ćwiczyliśmy też tworzenie w głowie poprawnej mapy przestrzeni. Nasi instruktorzy zwracali nam na to szczególną uwagę. Przy okazji okazało się, że moja mentalna mapa piętra, na którym pracuję, jest w wielu miejscach fałszywa. Cały czas przypominano nam też o właściwym słuchaniu, jako o podstawowej technice orientacji. Używam słowa „nam” i „my”, ale powinienem dodać, że samo szkolenie w sporej części było dostosowywane do indywidualnych potrzeb każdego kursanta. Ja miałem pewien problem ze skrzyżowaniami, więc sporo na nich ćwiczyliśmy. Dopiero podczas tego szkolenia dowiedziałem się, że należy słuchać samochodów jadących z boku, a nie przede mną oraz zwrócono moją uwagę na to, że sygnalizator stoi zawsze po lewej. Przy okazji ćwiczeń, nauczyłem się drogi na najbliższą stację kolejki. Droga ta była dla mnie bardzo ważna, a wcześniej wydawała mi się okropnie trudna. [fot. Miniguide] W zakresie technik ściśle związanych z Minitactem, uczyliśmy się właściwego ustawienia ręki. Najmniej problemów mieli ci, którzy prawidłowo poruszali się z laską, gdyż zasada jest podobna. Ręka wyprostowana od łokcia ma wyznaczać środek ciała. Później uczyliśmy się pracy z odległościami większymi niż długość laski. Tutaj problem polega na tym, że jesteśmy przyzwyczajeni do natychmiastowego reagowania na bodźce dotykowe. Gdy trafimy laską na przeszkodę, natychmiast skręcamy. Na początku pracy z detektorem przeszkód ma się ten sam nawyk. Tyle, że jeśli od przeszkody mamy jeszcze dwa, trzy lub sześć metrów, skręcać nie ma potrzeby. Trzeba się nauczyć o tym pamiętać i wypracować w sobie umiejętność omijania przeszkód przez lekkie odchylenie kursu tak, jak to jest w przypadku poruszania się z użyciem wzroku. Ćwiczyliśmy więc omijanie człowieka stojącego w korytarzu (nie można było się zatrzymać) oraz podchodzenie do obiektu beż żadnych dodatkowych pomocy, tzn. Minitacta odkładało się, gdy obiekt został wykryty. Te ćwiczenia odbywały się bez laski, gdyż chodziło o oswojenie się z odległościami i reakcją urządzenia. Ciekawym epizodem tych ćwiczeń był slalom między kolumnami na jednym z wydziałów, który należało wykonać posiłkując się Minitactem. Zajęcia czysto praktyczne z Minitactem polegały na pokazywaniu nam, w jakich kłopotliwych dla nas sytuacjach urządzenie to może nam pomóc. W moim przypadku było to np. wykrywanie sygnalizatora, dzięki czemu wiedziałem, że stoję przed przejściem, czy też wykrywanie obiektów stojących przy drodze, np. przystanku i tym sposobem poprawianie własnej orientacji w przestrzeni. Podaję te przykłady, aby oddać charakter szkolenia. O samych – fascynujących moim zdaniem –możliwościach, jakie dają detektory przeszkód, napiszę więcej za chwilę. Szkolenie ukończyło pięć osób. Jedna osoba zrezygnowała po pierwszych zajęciach, gdyż, jak się zdaje, inaczej wyobrażała sobie samo urządzenie. Niestety, nie mieliśmy możliwości pokazania detektora kandydatom na kursantów. Jedna osoba zdecydowała, że nie będzie używać Minitacta. Pozostali uczestnicy szkolenia zdecydowali się zachować detektor, jednak w ciągu kilku następnych miesięcy (okres ten był inny dla każdej osoby) dwójka kursantów zdecydowała się zwrócić Minitacta. Oddający detektor mówili, że mają duże problemy z jednoczesnym koncentrowaniem się na pracy psa i wibrowaniu detektora. Pozostałe dwie osoby są zadowolone z Minitacta i z powodzeniem używają go do dziś. Prof. Farcy uznał, że, jak na pierwsze tego typu szkolenie, efekt jest całkiem zadowalający. Podaję powyższe dane, gdyż świetnie pokazują, że nawet dobrze zaprojektowane, przemyślane urządzenie nie musi odpowiadać wszystkim i projektanci specjalistycznych pomocy powinni być na to przygotowani. MOŻLIWOŚCI I OGRANICZENIA Umiejętnie wykorzystywany, dobry detektor przeszkód pozwala na bardzo dużo. Przedstawiam te zastosowania, które są dla mnie najważniejsze i które, moim zdaniem, najlepiej obrazują, jak wygląda praca z detektorem przeszkód. ZNAJDOWANIE WOLNEGO MIEJSCA Gdy wsiadam do pociągu osobowego, ustawiam Minitacta na najkrótszy zakres. Gdy znajduję się w wagonie, kieruję detektor niemal prostopadle do oparć siedzeń. Gdy urządzenie nie wibruje, wiem, że siedzenie jest wolne. Z tej samej funkcji korzystam w tramwajach i autobusach, jednak tam, ze względu na to, że pojazd porusza się i często panuje ścisk, rzecz jest trochę bardziej skomplikowana. Najczęściej trzymając się uchwytu przy siedzeniu, dyskretnie sprawdzam Minitactem, czy miejsce jest wolne. STANIE W KOLEJCE Tutaj znów przydaje się najkrótszy zakres Minitacta. Gdy już zlokalizuję kolejkę, np. do kasy biletowej, za pomocą Minitacta mogę wyczuć, czy osoba stojąca przede mną przesunęła się do przodu. Podobnie jak w przypadku wolnych siedzeń, sygnałem będzie koniec wibrowania. ZBLIŻANIE SIĘ DO POCIĄGÓW Na dworcu, gdy zapowiadany jest pociąg, ustawiam Minitacta na jeden z dłuższych zakresów i kieruję go w stronę toru. Jeśli jednocześnie z moim pociągiem na stację zacznie wjeżdżać inny, uniemożliwiając mi usłyszenie czegokolwiek, dzięki wibrowaniu detektora będę wiedział, że przede mną coś się pojawiło. To, rzecz jasna, może to być przechodzący człowiek, ale wtedy sygnał będzie chwilowy. W normalnych warunkach, tj. gdy słyszę zbliżający się pociąg, detektor przydaje się do oceny odległości. Staram się stać dalej od krawędzi peronu. Dłuższym zakresem wykrywam wjeżdżający pociąg. Skracam zakres. Nic nie wibruje, więc wiem, że mogę bezpiecznie zbliżać się do pociągu mimo, że ten jeszcze się nie zatrzymał. Na koniec, gdy pociąg już stoi, ustawiam najkrótszy zakres i z lekko wyciągniętą ręką podchodzę do wagonu. Na tym ostatnim etapie Minitact częściowo zastępuje mi laskę, uprzedzając mnie, że jestem tuż przy wagonie, więc powinienem uważać na szczelinę między peronem a pociągiem. Teoretycznie, najkrótszego zakresu mógłbym też użyć do odnalezienia wejścia do wagonu, jednak sprawdza się to tylko, gdy w drzwiach nikt nie stoi, co w przypadku pociągów jest dość rzadkie. Niestety Minitacta, ani innego znanego mi detektora nie da się skutecznie użyć do wykrycia krawędzi peronu. Czasem to się udaje, ale rzecz jest na tyle niepewna, że nie warto ryzykować. SZYBKIE CHODZENIE Gdy bardzo mi się spieszy i pędzę gdzieś co sił w nogach, ustawiam Minitacta na najdłuższy zakres i wiem, że na te sześć do ośmiu metrów niczego przede mną nie ma. Mogę wtedy iść szybko, nie martwiąc się, że mój pies nie zdąży zareagować i ominąć kogoś, kto zastąpił nam drogę. [fot. Detektor przeszkód trzymany w dłoni] TRZYMANIE SIĘ GRUPY Mając detektor przeszkód, można łatwiej trzymać się kogoś, kto idzie przed nami. Wystarczy ustawić urządzenie na pożądaną odległość i kierować go do przodu. Jeśli detektor nie wibruje, wiemy, że trzeba przyśpieszyć. Analogicznie, wibrowanie ostrzega nas, że możemy na kogoś wpaść i należy zwolnić. Wszystko zależy od ustawionego dystansu i potrzeb. [fot. Autor artykułu w trakcie korzystania z Minitacta w przejściu podziemnym, podpis: Autor artykułu często wspomaga się Minitactem podczas szukania odpowiedniego wejścia na peron na dworcu kolejowym] WYKRYWANIE PRZEJŚĆ To jedna z podstawowych funkcji detektora. Korzystając z różnych zakresów, możemy wykrywać odchodzące w bok korytarze, drzwi, a nawet wolną przestrzeń w zatłoczonym miejscu lub między zaparkowanymi wzdłuż chodnika samochodami. Często wspomagam się Minitactem podczas liczenia wyjść z tunelu prowadzących na przystanki tramwajowe lub perony. Wystarczy skierować detektor w stronę ściany i zwracać uwagę na przerwy w wibrowaniu. Oczywiście, idąc tuż przy murze, przejścia można wyczuć i wysłyszeć, nie wspominając o wykryciu laską, ale nie zawsze da się iść tak blisko ściany. Detektor ma większy zasięg. OCHRONA GŁOWY Ręczny detektor nie jest do tego celu aż tak dobry, jak urządzenie instalowane na lasce, ale może również spełniać funkcję ochronną. Gdy spodziewamy się przeszkód na wysokości głowy, kierujemy detektor ukośnie w górę. Urządzenie zawibruje, gdy coś pojawi się przed nami. Te istotne dla mnie zastosowania detektora nie wyczerpują listy możliwości, jakie dają te urządzenia. Jak to bywa w przypadku wielu urządzeń, dużo zależy od pomysłowości i potrzeb użytkownika. Wiele też zależy od samego urządzenia. JAKI DETEKTOR WYBRAĆ? Minitact jest detektorem trudno dostępnym, jednak jeśli ktoś ma taką możliwość, zachęcam do zainteresowania się nim. Służy mi bardzo dobrze. Drugi prototyp, który jakiś czas temu dostałem, pracuje bardziej dynamicznie (przechodząc do szybkiego wibrowania, gdy przeszkoda jest blisko) i mniej zwraca uwagę ze względu na swój czarny kolor (wcześniejsza wersja jest metalicznosrebrna). Ma jednak niestety znacznie wydłużony najkrótszy zakres, co powoduje, że np. jest mało przydatny do wykrywania wolnych miejsc. Liczę, że da się skonstruować model łączący cechy obu prototypów. Urządzeniem dostępnym na rynku, które w wielu sytuacjach może zastąpić Minitacta, jest Miniguide, produkowany przez firmę GDP-Research z Australii. Zwykle staram się unikać polecania konkretnych urządzeń, jednak tym razem zdecydowałem się zrobić wyjątek. Miniguide’a używałem długo. Detektor działa stabilnie i dobrze sprawdza się w codziennym użyciu. Sposób działania Miniguide’a różni się bardzo od Minitacta. Australijskie urządzenie, jak większość detektorów, wykorzystuje ultradźwięki, a nie światło. Oba rozwiązania mają ograniczenia i nie da się jednoznacznie powiedzieć, które jest lepsze. Detektor wykorzystujący podczerwień jest wrażliwy na warunki świetlne, w związku z tym, zależnie od oświetlenia, ten sam obiekt może być wykryty wcześniej lub później. W praktyce nie jest to specjalnie odczuwalne, ale warto mieć tego świadomość. Mogą też pojawiać się fałszywe sygnały, gdy np. nocą detektor z dużej odległości zauważy drogowskaz lub znak pomalowany bardzo odbijającą światło farbą. Detektor może przypadkiem uchwycić błysk takiego znaku i wtedy krótko zawibruje. Inny, trochę większy problem, to szkło i bardzo czarne powierzchnie. Szkło przepuszcza światło, a czerń je pochłania. Szklane obiekty będą więc wykrywane z bliższej odległości. Z jednej strony możemy więc śledzić, gdzie zaczyna się i kończy szklana fasada sklepu, a z drugiej, idąc wprost na taką fasadę, jeśli za szybą nic nie ma, możemy wykryć ją zbyt późno, szczególnie, gdy idziemy szybko. Z kolei ultradźwięki są pochłaniane przez obiekty miękkie, np. wyściełane meble, kotary, itp., więc tego rodzaju przeszkody wykryjemy później. Z dużym opóźnieniem mogą też być wykrywane cienkie obiekty. Detektor ultradźwiękowy może również nie zauważyć przeszkody, na którą wejdziemy pod bardzo ostrym kątem. Jednak głównym ograniczeniem jest szerokość wiązki ultradźwięków, wysyłanej przez detektor, gdyż im dłuższa, tym szersza. W efekcie, o ile krótkie zakresy sprawdzają się dobrze (najkrótszy zakres Miniguide’a wynosi 50 cm), to już przy dwumetrowym zakresie możemy mieć problem z lokalizacją otwartych drzwi. Wiązka będzie na tyle szeroka, że złapie obie framugi. Praktyczny zakres w budynkach to 1 m, a zakresy dłuższe niż 2 m nadają się tylko do zastosowania na zewnątrz. Z kolei, jeśli chcemy używać ręcznego detektora głównie do ochrony głowy, ultradźwięki, mogą być lepsze, gdyż pokryją większy obszar. Jednak do celów czysto ochronnych najlepiej nadają się dedykowane detektory, jak np. Laserowa laska czy Ultra Body Guard. NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ? Na koniec kilka praktycznych rad dla kupujących detektor przeszkód. O ile nie myślimy o urządzeniu, które będzie nam wyłącznie pokazywać wolną drogę, warto zwrócić uwagę, czy detektor może pracować w krótkim zakresie odległości. Jeśli najkrótszy zakres wynosi więcej niż 50 cm, trudno nam będzie odnaleźć wolne miejsce w pociągu lub dyskretnie sprawdzić, czy ktoś obok nas siedzi. Dotyczy to szczególnie detektorów ultradźwiękowych, w których wiązka jest szeroka. Warto sprawdzić, jak szybko detektor reaguje na wykryty obiekt. Każdy ma swoje własne tempo chodzenia. Możliwe, że przy tym najszybszym żaden detektor nie zdąży zasygnalizować przeszkody. Jednak, gdy zbliżamy się naszym typowym krokiem do ściany, detektor powinien zacząć wibrować wystarczająco wcześnie, byśmy zdążyli się zatrzymać. Ostatnią ważną rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę, jest to, czy urządzenie wykrywa obiekty, na których zauważaniu nam zależy. Jeśli boimy się przeszkód na wysokości, wystarczy poprosić kogoś, by stanął przed nami trzymając prostopadle laskę na wysokości naszej twarzy. Jeśli nie wpadniemy na laskę, idąc w jego stronę, jest OK. *Autor jest pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego i współpracownikiem firmy IVONA Software. Zajmuje się tyflotechniczną obsługą studentów z dysfunkcją wzroku. Od pewnego czasu do jego szczególnych zainteresowań należą urządzenia wspomagające orientację przestrzenną niewidomych. 20 - 25 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & E-booki – ułatwienie czy kolejna bariera? [fot.bayberry, Sterta książek na równoważni - po drugiej stronie czytnik e-booków, który przeważa] Jedną z największych niedogodności związanych z brakiem wzroku jest niemożność odczytywania tekstów drukowanych w tradycyjny sposób. Przez wiele lat stanowiło to barierę, która w bardzo znaczący sposób ograniczała osobom niewidomym dostęp do literatury pięknej, publikacji naukowych czy podręczników. Obecnie sytuacja wygląda o wiele lepiej, istnieją bowiem skanery oraz programy do rozpoznawania tekstu, dodatkowo coraz większą popularność zdobywają audiobooki, co znacząco wpływa na zwiększenie ich ilości na rynku oraz jakości przygotowania. Oczywiste jest jednak, że nie wszystkie książki wychodzą w takiej formie, a prawdziwe mole książkowe organicznie wręcz nie znoszą jakichkolwiek ograniczeń w dostępie do literatury. Magdalena Szyszka* Skoro wielu z nas skanuje drukowane książki, by móc je potem czytać przy pomocy mowy syntetycznej lub monitorów brajlowskich, najbardziej adekwatną dla nas formą książki wydaje się e-book, czyli po prostu książka w wersji elektronicznej. W dzisiejszych czasach każda książka, nim przyjmie postać papierową, występuje w wersji elektronicznej, z pozoru sprawa powinna więc być prosta. Wielu z nas marzyło od lat o dniu, w którym w księgarniach pojawią się e-booki, które będzie można kupować i czytać bez konieczności spędzania wielu nużących godzin przy skanerze, poprawiania błędów itd. Wielu z nas się boleśnie zawiodło się, gdy rzeczywiście takie książki pojawiły się w sklepach, ponieważ okazało się, że występują one w różnych formatach, wprowadzane są najróżniejsze zabezpieczenia, które dla osób widzących często nie mają większego znaczenia, nam natomiast mogą całkowicie uniemożliwić przeczytanie książki. W niniejszym artykule postaram się przyjrzeć tej kwestii, omówić kilka najpopularniejszych formatów, w jakich obecnie wydawane są e-booki oraz ocenić ich dostępność dla osób niewidomych, korzystających przede wszystkim z systemu Windows oraz produktów Apple, zwłaszcza iPhone’a, iPada czy iPoda Touch. NAJPOPULARNIEJSZE FORMATY I APLIKACJE PDF Obecnie istnieje kilka formatów, w których najczęściej publikowane są książki elektroniczne, przeznaczone do odczytywania na różnych urządzeniach. Najpopularniejszym jest oczywiście format PDF, otwierany przy pomocy np. Adobe Readera, posiadającego istotne udogodnienia dla osób niewidomych. Format ten od dawna nie stanowi już większego problemu, oczywiście przy założeniu, że mamy na myśli właściwie przygotowane PDF-y, posiadające warstwę tekstową, a nie jedynie zeskanowane zdjęcia stron, zapisane do formatu PDF jako obrazek. ADOBE DRM Niestety pojawił się problem zabezpieczenia plików PDF przed nielegalnym kopiowaniem, a jego rozwiązaniem okazał się system ochrony praw autorskich Adobe DRM. Tak zabezpieczone książki wymagają przede wszystkim posiadania programu Adobe Digital Editions oraz założenia konta, tzw. Adobe ID. Z takim kontem możemy połączyć sześć czytników (jako czytnik w tym wypadku można traktować komputer PC, iPhone i inne urządzenia). Po zarejestrowaniu danego urządzenia możemy przesyłać na nie e-booki i je odczytywać. Do niedawna aplikacja była całkowicie niedostępna dla programów odczytu ekranu, na szczęście firma Adobe nie zapomniała o tej grupie użytkowników i, z pewnym opóźnieniem, wypuściła jednak aplikację Adobe Digital Editions Preview, która stanowi dostosowaną do naszych potrzeb wersję omawianego narzędzia. Program można pobrać z adresu http://labs.adobe.com/downloads/digitaleditions1-8.html, występuje w wersji dla Windows oraz Mac OS. Dzięki tej wersji oprogramowania, możemy nie tylko poruszać się bez problemów po interfejsie aplikacji czy korzystać z menu znajdującego się tradycyjnie pod klawiszem Alt, ale także, a może przede wszystkim, odczytywać tak zabezpieczone teksty. Program dostępny jest aktualnie jedynie w angielskiej wersji językowej, nie ma to jednak żadnego wpływu na odczytywane książki, ponieważ korzystamy tutaj z własnego programu do odczytu ekranu i własnego syntezatora mowy. Program odczytuje nie tylko pliki PDF, ale także EPUB, o których będzie mowa za chwilę. [fot. Adobe, Półka z książkami w programie ADE - screener, podpis:Adobe Digital Edition] Zazwyczaj, po zakupie książki uzyskujemy możliwość pobrania jej na dysk. Pobieramy zwykle plik z rozszerzeniem ACSM, a po jego otwarciu programem Adobe Digital Editions Preview następuje pobranie książki i zapisanie jej w folderze ‘My Digital Editions’ w katalogu ‘Moje dokumenty’. Teraz możemy już czytać książkę. Ważna uwaga, jeżeli nie mamy zainstalowanego tego programu w standardowej wersji, pliki ACSM mogą nie być domyślnie skojarzone z nim w systemie i trzeba będzie to skojarzenie ustawić przy pierwszym otwarciu pliku. W programie Adobe Digital Editions Preview możemy nie tylko czytać książki, ale też zarządzać ich biblioteką, dodawać i usuwać półki i umieszczać na nich poszczególne pozycje. Można również przeszukiwać książki, wstawiać do nich zakładki, stosować powiększenie. W wygodny sposób możemy dotrzeć do danej strony, wpisując po prostu jej numer w odpowiednim polu. [fot. FIRR, Edytor EPUB - screener, podpis: Edytor EPUB] Tekst czytamy standardowo przy pomocy strzałek, możemy go prześledzić po wyrazie czy znaku, a do następnej lub poprzedniej strony przechodzimy klawiszami ‘Page Down’ i ‘Page Up’. Oczywiście takiej książki nie możemy edytować ani też kopiować, chyba że na inne urządzenia powiązane z naszym kontem Adobe. EPUB Kolejnym sposobem dystrybucji cyfrowych książek jest niezwykle ciekawy format EPUB, którego nazwa to skrót od ‘Electronic Publication’. EPUB to standard otwarty, oparty na języku XML. Dla widzących użytkowników format ten ma wiele zalet, ponieważ daje więcej możliwości w zakresie grafiki, zmiany czcionek, można w nim zastosować również CSS. Nierzadko pliki EPUB również są zabezpieczone przy użyciu Adobe DRM. Format EPUB obsługuje wiele programów, jest coraz powszechniej stosowany zarówno na komputerach, jak i np. na czytnikach e-booków. Pliki EPUB możemy odczytać na komputerze przy pomocy wspomnianego programu Adobe Digital Editions, a także na urządzeniach iPhone, iPad lub iPod Touch za pomocą programu iBooks, który ma tę zasadniczą zaletę, że współpracuje z VoiceOverem. MOBILE POCKET Mniej popularnym standardem jest format Mobile Pocket z rozszerzeniem MOBI lub PRC. Pliki tego typu mogą być odczytywane zarówno na komputerach PC, jak i wszelkiego typu tabletach, palmtopach oraz telefonach komórkowych. Niestety wszystko wskazuje na to, że format ten jest aktualnie zupełnie niedostępny dla osób niewidomych, a przynajmniej mnie nie udało się znaleźć żadnej możliwości odczytania tego typu plików przy pomocy mowy syntetycznej. IBOOKS iBooks odczytuje zarówno pliki EPUB, jak i PDF. Jego obsługa jest prosta. Gdy odnajdziemy tekst książki, przesuwamy dwoma palcami w dół i VoiceOver rozpoczyna czytanie. Pojedyncze stukniecie dwoma palcami przerywa czytanie. Strony przewracamy przy pomocy standardowego gestu, wykonywanego trzema palcami. Chcąc wybrać konkretną stronę, musimy odnaleźć ‘Wybór strony’, w którym możemy tego dokonać przesuwając palcem ‘w górę’ lub ‘w dół’. iBooks sprawdza się dobrze, muszę jednak przyznać, że brakuje mi w nim możliwości odczytywania tekstu chociażby po wierszu, jeżeli już nie po wyrazie czy znaku. Osobiście nie jestem zwolenniczką ciągłego czytania, ale jeżeli komuś brak taki nie przeszkadza, powinien być zadowolony, tym bardziej, że program umożliwia także wstawianie zakładek, zmianę czcionek czy dostosowywanie jasności wyświetlania. [fot. FIRR, Strony książek w formacie EPUB - screener, podpis: Książka w formacjie EPUB może być odtwarzana także na iPadzie] Niestety aplikacja nie obsługuje plików z zabezpieczeniem Adobe DRM, jeżeli więc natrafimy na taką książkę, jedynym sposobem jej przeczytania przy użyciu iBooks jest po prostu zdjęcie owego zabezpieczenia. Nie jest w tym miejscu moim celem namawianie do tego, choć ostatnimi czasy nawet w internetowych sklepach z e-bookami pojawiają się informacje na ten temat, chociażby po to, by umożliwić użytkownikom kopiowanie takich książek na czytniki Kindle, które również nie obsługują tego zabezpieczenia. Można zaobserwować, iż powoli w sklepach zaczynają się pojawiać książki zabezpieczone w inny sposób, np. znakami wodnymi, Adobe DRM jest bowiem zabezpieczeniem powszechnie znienawidzonym przez użytkowników i to bynajmniej nie dlatego, że nie pozwala na nielegalne rozpowszechnianie książek, ale po prostu z powodu utrudniania życie całkowicie legalnym właścicielom publikacji. WOBLINK Ciekawą aplikacją, w dodatku wywodzącą się z naszego, polskiego podwórka jest Woblink. Jest to program bezpośrednio związany z serwisem www.woblink.com, a co za tym idzie, można przy jego użyciu czytać jedynie książki kupowane w tym sklepie. Woblink występuje w wersji dla Windows, niestety zupełnie dla niewidomych nieobsługiwalnej, oraz dla systemów iOS, która, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, bardzo dobrze współpracuje z VoiceOverem. [fot. shutterstock.com, Czytnik e-booków] Przy użyciu tej aplikacji możemy zakupić książkę, przejrzeć dostępne pozycje na naszej wirtualnej półce, wreszcie przeczytać książkę. Możemy czytać w trybie ciągłym, tj. podobnie jak w iBooks użyć gestu przesunięcia dwoma palcami w dół, możemy też jednak czytać tekst wierszami, wyrazami lub znakami, albo po prostu przesuwać jednym palcem w prawo, podobnie, jak np. po elementach na pulpicie, a wówczas VoiceOver odczyta nam poszczególne fragmenty tekstu. Nie odpowiadają one wierszom, być może to akapity, bo są zdecydowanie dłuższe od wierszy. Tutaj także możemy używać zakładek. Osobiście bardzo żałuję, że nie można zaimportować do tego programu pliku zewnętrznego, bo czyta się w nim zdecydowanie najwygodniej, nie licząc komputera. Pliki z tego serwisu możemy również odczytywać na komputerze PC, z uwagi na niedostępność dedykowanej aplikacji trzeba to zrobić przy użyciu Adobe Digital Editions Preview. CO PRZYSZŁO ZZA OCEANU, CZYLI PARĘ SŁÓW O AMAZON KINDLE W ostatnich latach coraz większą popularność zdobywają różnego rodzaju czytniki książek elektronicznych. Mają wiele zalet. Są niewielkie, poręczne, można umieścić w nich wiele książek. Coraz więcej wielbicieli papieru przekonuje się, że taki sposób czytania ma swoje zalety. Najpopularniejszym na całym świecie, a także i w Polsce czytnikiem jest niewątpliwie Kindle, dystrybuowany przez firmę amazon.com, prowadzącą również sklep, w którym można znaleźć m.in. e-booki. Kindle obsługuje swój własny format AZW, oparty na standardzie Mobi Pocket, odczytuje jednak także pliki PRC, MOBI, TXT i PDF, o ile nie są zabezpieczone przy pomocy Adobe DRM. [fot. Steshkin Yevgeniy, Walizka pełna książek] Twórcy Kindle pomyśleli o osobach niewidomych, dlatego zawiera on syntezę mowy Nuance Vocalizer oraz przewodnik głosowy po menu. Z pozoru wydaje się więc, że powinien być dla nas dostępny. Niestety funkcje te nie zastępują tradycyjnego screenreadera, który odczytywałby wszystko, co znajduje się na ekranie. Kindle poza czytaniem książek umożliwia także korzystanie z Internetu, odtwarzanie muzyki itp., czego niewidomy użytkownik niestety samodzielnie nie zrobi, może bowiem jedynie korzystać z menu i czytać większość książek. Czasem też zdarza się tak, że właściciel praw autorskich nie wyraża zgody na odczytywanie danej pozycji przy pomocy mowy syntetycznej i wówczas jest ona niedostępna dla osób niewidomych. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż niewidomy użytkownik nie ma też możliwości kupowania książek przy pomocy tego urządzenia i musi to robić za pośrednictwem tradycyjnego komputera. Niewątpliwe, wadą czytnika jest możliwość załadowania książek jedynie w kilku wybranych formatach, co niesie za sobą konieczność konwersji plików zapisanych w innym formacie, np. EPUB. Dużą wadą tego rozwiązania jest też fakt, że jak dotąd urządzenia te zawierają jedynie angielską syntezę mowy, zatem polski czytelnik, chcący czytać polskojęzyczne publikacje, właściwie nie ma takiej możliwości. Zresztą, jak dotąd polskich pozycji w tym formacie jest wciąż stosunkowo niewiele. Dla użytkowników czytających po angielsku może to być ciekawa opcja. Dużą wadą umieszczonej w Kindle syntezy są mocno ograniczone możliwości poruszania się po tekście, nie można czytać np. po wierszu, wyrazie czy znaku ani skorzystać ze spisu treści. W wypadku użytkownika nieanglojęzycznego, zawsze może zaistnieć konieczność skorzystania ze słownika, do czego niezbędne jest sprawdzenie pisowni danego wyrazu, co tutaj nie jest możliwe. Widać wyraźnie, że synteza mowy w tym urządzeniu spełnia wciąż rolę raczej swoistego gadżetu dla osób widzących, niż realnej pomocy dla niewidomych. Kindle, poza czytnikiem, oferuje także programy na PC oraz systemy iOS, które umożliwiają odczytywanie książek. Niestety, o ile standardowy Kindle for PC jest możliwy do pobrania dla użytkowników mieszkających w Polsce, o tyle jego wersja Accessible już nie, nie ma więc możliwości jej przetestowania, choć z informacji, do jakich udało mi się dotrzeć wiem, że również zawiera on wbudowaną syntezę mowy i pozwala na odczytywanie plików w sposób bardzo podobny, jak się to dzieje na czytniku Kindle. Aplikacja Kindle dla systemów iOS nie współpracuje w ogóle z VoiceOverem i nie daje żadnej możliwości czytania książek przy pomocy mowy. INNE CZYTNIKI Oczywiście Kindle nie jest jedynym czytnikiem e-booków, z którego korzystają osoby widzące. Zdarza się, że urządzenia te są wyposażane w syntezatory mowy, np. czytniki Onyx, jednakże producenci nie wspominają chociażby o głosowym przewodniku po menu. Ponadto coraz częściej są to gadżety z panelami dotykowymi, które, jak wiadomo, by były dostosowane do potrzeb osób niewidomych, wymagają już bardziej zaawansowanego oprogramowania. Synteza mowy jest tu więc jedynie dodatkową funkcją dla osób widzących i nie czyni tych urządzeń dostępnymi niewidomym. PODSUMOWANIE Nietrudno zauważyć, że e-booki nie okazały się tak dostępne i przyjazne dla osób niewidomych, jak początkowo można było sądzić. Powodów można doszukiwać się w rozwiązywaniu kwestii praw autorskich i zabezpieczeń przed kopiowaniem oraz w braku świadomości twórców takich wersji, co do potrzeb osób niewidomych. Warto zauważyć, że w tej kwestii następują pewne zmiany i aktualnie mamy możliwość czytania książek w najpopularniejszych obecnie formatach. Jest jednak jeszcze jeden problem, który często sprawia, że e-booki nie są dla nas dostępne, a jego istotą jest po prostu ich cena. Nie ukrywam, że spodziewałam się niegdyś, iż tego typu książki będą zdecydowanie tańsze od tradycyjnych, papierowych. Nie ma tu przecież konieczności drukowania ani zużycia papieru, nie ma kosztów magazynowania, przewożenia i wielu innych. Niestety, aktualnie ceny e-booków zazwyczaj nie są wiele niższe od cen książek papierowych, a to, co mamy na półce w moim osobistym odczuciu jest jednak pewniejsze i bardziej warte takiej ceny. Pozytywnym trendem są pojawiające się w sklepach promocje, podczas których można czasami nabyć dobrego e-booka za przyzwoite pieniądze. Coraz więcej sklepów internetowych oferuje tego typu książki, nie da się więc ukryć, że pojawia się pomiędzy nimi realna konkurencja, na czym końcowy użytkownik powinien jedynie zyskać. Na wysoki koszt zakupu e-booków niewątpliwie wpływa też fakt, że od ceny ich sprzedaży nalicza się podatek VAT w wysokości 23%, a nie 5%, jak za papierowe książki i jest to kwestia, którą z całą pewnością należałoby zmienić. Pozytywnym trendem jest niewątpliwie zmasowana krytyka zabezpieczenia Adobe DRM i powolne odchodzenie od niego. Być może uda się z czasem wypracować system, który będzie realnie zabezpieczał interesy twórców i wydawców, a jednocześnie nie będzie zanadto uciążliwy zarówno dla zwykłych użytkowników, jak i tych z dość specyficznymi potrzebami, jakimi są osoby niewidome. Smutne jest to, że zwykle najpierw pojawiają się aplikacje, urządzenia czy też książki w konkretnych formatach, a dopiero później próbuje się je dostosować do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku. * Magdalena Szyszka – absolwentka prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Aplikacja adwokacka w latach 2006-2009. Obecnie wpisana na listę adwokatów opolskiej Izby Adwokackiej. Zainteresowania: muzyka, informatyka, historia, a przede wszystkim literatura. Autorka licznych recenzji książek publikowanych na www.independent.pl oraz na ściśle tematycznym blogu: http://mojabiblioteczka.blox.pl 26 - 37 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Audiodeskrypcja, czyli o tym jak kultura audiowizualna staje się dostępna dla osób niewidomych [fot. Matusciac Alexandru, Reflektor] Na przełomie wieków, sztuka wypracowała szereg form przekazywania obrazu, dając tym samym zarówno jego twórcy, jak i odbiorcy możliwość doświadczania go na wielu płaszczyznach. Dzięki zróżnicowanym środkom przekazu, złożone treści docierają do odbiorcy równolegle różnymi zmysłami, generując głębsze poczucie obcowania z przedstawianą rzeczywistością. Barbara Szymańska* Spostrzeżenie to doskonale ilustruje historia kina niemego. Wystarczy sięgnąć do opisów ówczesnych projekcji, by zauważyć, jak istotną rolę podczas nich odgrywał taper przy fortepianie lub akompaniament orkiestry. Niezwykły sposób przekazu niemego obrazu filmowego istniał w kinie japońskim, gdzie uczestniczący w projekcji Benszi nie tylko opowiadali fabułę, ale także podkładali głosy aktorom oraz tworzyli akompaniament i różnorakie efekty dźwiękowe. Związek obrazu z dźwiękiem sprawił, iż niemy dotąd obraz filmowy wykroczył poza ramy ekranu, wypełnił pustą przestrzeń wokół widza, stał się bardziej czytelny, „namacalny”, a jego treść wydobyła się poza granicę ciszy. Dźwięki, słowa, budząc odpowiednie skojarzenia oraz stymulując widzów do tworzenia umysłowych rekonstrukcji treści zawartej w obrazie, sprawiają, iż obraz filmowy staje się również częściowo „widzialny” dla osób niewidomych. Częściowo, dlatego, że dźwięki i dialogi w filmie nie wystarczają, by osoby z problemami widzenia mogły połączyć w całość ruchome obrazy i w pełni czerpać przyjemność z oglądania filmu. Taką możliwość osobom niewidomym i słabowidzącym daje zastosowanie audiodeskrypcji. ODROBINA HISTORII Audiodeskrypcja to technika, która za pomocą słownego opisu dostarcza osobom niewidomym i słabowidzącym informacje, które przez osoby widzące odbierane są w postaci wizualnej. Wywodzi się ona ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w latach 70-tych, na Uniwersytecie Stanowym w San Francisco Gregory Frazier opracował pierwsze teoretyczne podstawy tworzenia systemu narracji opisowej dla osób niewidomych i słabowidzących. Pierwszy oficjalny pokaz audiodeskrypcji odbył się dopiero w 1981 roku, w waszyngtońskim teatrze Arena Stage. [fot. mmagallan, Sala muzealna, podpis: Audiodeskrypcja może być również wykorzystywana do zwiększenia dostępności takich miejsc, jak muzea czy galerie sztuki] W połowie lat osiemdziesiątych idea audiodeskrypcji trafiła wreszcie na kontynent europejski. W Europie pierwszy pokaz z audiodeskrypcją odbył się w brytyjskim teatrze Robin Hood w mieście Averham, Nottinghamshire. [fot.Elnur, Maski teatralne, podpis: Pierwszy oficjalny pokaz audiodeskrypcji odbył się dopiero w 1981 roku, w waszyngtońskim teatrze Arena Stage] W roku 1994, Cardiff Centrum Chapter Arts w Wielkiej Brytanii zapoczątkowało pierwsze regularne seanse kinowe. Dynamiczny rozwój rynku usług w dziedzinie audiodeskrypcji sprawił, iż technika ta, oprócz teatru, kina czy telewizji, została także zaadoptowana do potrzeb video i DVD, opery, muzeów i galerii, stron internetowych i mediów strumieniowych, gier komputerowych oraz widowisk sportowych, przy czym obszar jej zastosowania stale się powiększa. W telewizji audiodeskrypcja po raz pierwszy pojawiła się w 1983 roku, w Japonii, na otwartym kanale w programie komercyjnego nadawcy – NTV. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych została zastosowana także w telewizji hiszpańskiej, amerykańskiej i niemieckiej. W Wielkiej Brytanii usługę uruchomiono w roku 1994, dostarczając za pośrednictwem ITV i BBC ponad 6 godzin audiodeskryptowanych programów, prezentowanych w czasie najwyższej oglądalności. [fot. Deklofenak, Ludzie siedzący w kinie i oglądający pokaz filmu 3D_fot. podpis: Audiodeskrypcja, w odróżnieniu od tyflofilmów, pozwala osobom z niepełnosprawnością wzroku uczestniczyć na równi z osobami widzącymi, w tym samym miejscu i czasie, zarówno w projekcjach filmowych, jak i w innych wydarzeniach widowiskowych skierowanych do szerokiej publiczności] To właśnie Wielka Brytania w krótkim czasie stała się liderem udostępniania produkcji audiowizualnych osobom niewidomym. Obecnie dostęp do audiodeskrypcji, oprócz odbiorców ze Stanów Zjednoczonych, Anglii, Hiszpanii, Niemiec, mają także niewidomi z Austrii, Francji, Włoch, Portugalii, Belgii, Czech, Holandii, Finlandii, Szwecji, Litwy oraz od 2006 roku również z Polski. Pod koniec lat 90-tych w Polsce tworzone były tyflofilmy, czyli specjalne filmy jedynie dla osób niewidomych, które mogły być odtwarzane na tradycyjnym sprzęcie wideo lub odtwarzaczach komputerowych. W tyflofilmach stosowano stopklatkę. Film był zatrzymywany, aby zmieścić konkretny fragment opisu, co tym samym powodowało wydłużenie oryginalnego czasu trwania filmu. Tyflofilmy nigdy nie ukazały się w sprzedaży, choć można je nadal wypożyczyć w Bibliotece Centralnej PZN. Audiodeskrypcja, w odróżnieniu od tyflofilmów, pozwala osobom z niepełnosprawnością wzroku uczestniczyć na równi z osobami widzącymi, w tym samym miejscu i czasie, zarówno w projekcjach filmowych, jak i w innych wydarzeniach widowiskowych skierowanych do szerokiej publiczności. Ideą audiodeskrypcji jest integracja osób niewidomych i słabowidzących z osobami widzącymi, nie zaś tworzenie zamkniętych, specjalnych pokazów dla niewidomych. Kolebką polskiej audiodeskrypcji jest Białystok. To właśnie w tym mieście powstała Fundacja Audiodeskrypcja, która, jako pierwsza organizacja pozarządowa, rozpoczęła działania w zakresie kompleksowego udostępniania kultury wizualnej osobom niewidomym i słabowidzącym za pomocą audiodeskrypcji. Oficjalną premierą audiodeskrypcji w Polsce był, zainicjowany przez Tomasza Strzymińskiego, pokaz filmu „Statyści” Michała Kwiecińskiego, który odbył się w roku 2006, w białostockim kinie Pokój. Po tym wydarzeniu, audiodeskrypcja zagościła w mediach ogólnopolskich i stała się rozpoznawalną inicjatywą. [fot. magicinfoto, Sala kinowa podczas festiwalu filmowego, podpis: W 2007 roku zrealizowano unikalne na skalę światową przedsięwzięcie - wyposażono w opisy audiodeskrypcyjne filmy biorące udział w konkursie podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni] Dzięki nawiązaniu współpracy pomiędzy iTVP i Krzysztofem Szubzdą, który stworzył audiodeskrypcję do filmu "Statyści", w 2007 roku na stronie internetowej telewizji interaktywnej ukazał się pierwszy serial z audiodeskrypcją – "Ranczo". Kolejne starania sprawiły, iż w roku 2007 po raz pierwszy zastosowano audiodeskrypcję podczas meczu piłki nożnej i w spektaklu teatralnym, który zaprezentowano w Białostockim Teatrze Lalek. W tym samym roku, dzięki współpracy z Stowarzyszeniem Filmowców Polskich oraz Pomorską Fundacją Filmową w Gdyni, udało się zrealizować rewolucyjne na skalę światową przedsięwzięcie, polegające na audiodeskryptowaniu filmów biorących udział w konkursie podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Rok 2008 zaowocował pojawieniem się pierwszego wydania filmu z audiodeskrypcją i napisami na płycie DVD, a był nim "Katyń" Andrzeja Wajdy. Rok 2009 to rok galerii i muzeów. W Galerii Arsenał w Białymstoku odbył się pierwszy wernisaż z audiodeskrypcją, zaś Muzeum Przyrody w Drozdowie udostępniło osobom niewidomym i słabowidzącym pierwszy przewodnik dźwiękowy z audiodeskrypcją. Wzrost zainteresowania możliwością udostępniania treści wizualnych przełożył się na wzrost dostępności kultury i sztuki. Co raz więcej instytucji i placówek otwiera się na gości niewidomych. Wśród nich znaleźć można m.in. kina i teatry w Poznaniu, Elblągu, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Poznaniu, Muzeum Śląskie, Muzeum w Stalowej Woli, Muzeum Powstania Warszawskiego i Zamek Królewski w Warszawie. [fot. shutterstock.com, Ujęcie z przedstawienia teatralnego, podpis: Coraz więcej instytucji i placówek otwiera się na gości niewidomych] REGULACJE PRAWNE W związku z implementacją unijnej dyrektywy audiowizualnej z dnia 11 grudnia 2007 r., członkowie Zarządu Fundacji Audiodeskrypcja zabiegali o wdrożenie do przygotowywanego projektu Ustawy medialnej i nowelizowanej Ustawy o radiofonii i telewizji zapisów regulujących w przejrzysty sposób dostępność usług audiowizualnych dla osób niewidomych i głuchych. W roku 2009 Fundacja Audiodeskrypcja nawiązała współpracę z podmiotami kształtującymi polityki krajowe w zakresie powszechnego udostępniania usług audiowizualnych, między innymi z Senatem RP, Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, Krajową Izbą Producentów Audiowizualnych. Ostatecznie umożliwiło to transfer wypracowanych propozycji zapisów dotyczących świadczenia usług dostępu, tj. audiodeskrypcji, napisów i języka migowego do znowelizowanej Ustawy o Radiofonii i Telewizji. Jest to także pierwszy akt prawny, w którym została zawarta definicja audiodeskrypcji w następującym brzmieniu: "Audiodeskrypcja oznacza werbalny, dźwiękowy opis obrazu i treści wizualnych zawartych w audycji audiowizualnej, przeznaczony dla osób niepełnosprawnych z powodu dysfunkcji narządu wzroku, umieszczony w audycji lub rozpowszechniany równocześnie z nią". Dostawcy audiowizualni zostali zobowiązani do zapewnienia dostępności udogodnień, umożliwiających odbiór programu telewizyjnego osobom z niepełnosprawnością wzroku i z niepełnosprawnością słuchu, w zakresie przynajmniej 10 proc. nadawanego programu, z wyłączeniem reklam i telesprzedaży. Obowiązek ten wprowadzany będzie stopniowo. Od 1 lipca 2011 r. przynajmniej 5% oferty programowej ma posiadać takie udogodnienia, natomiast próg 10% ma zostać osiągnięty w 2012 roku. WDROŻENIE NOWYCH PRZEPISÓW Jako pierwsza do tego obowiązku zastosowała się Telewizja Polska. Wykorzystując posiadane już doświadczenie w udostępnianiu filmów z audiodeskrypcją na platformie internetowej, w czerwcu 2011 r. wyemitowała pierwszy odcinek serialu „Tajemnica Twierdzy Szyfrów”. W lipcu w ramówce TVP1 pojawił się kolejny serial z audiodeskrypcją – „Londyńczycy”. Do tych seriali osoby niewidome i słabowidzące miały wcześniej dostęp za pośrednictwem iTVP. Druga ścieżka dźwiękowa została też dołączona do TVP Historia, dzięki czemu możliwe jest wprowadzenie audiodeskrypcji do audycji nadawanych na tym kanale. Od września br. audiodeskrypcję uruchomiła również telewizja TVN. Z udogodnienia można korzystać, oglądając talk-show “Rozmowy w toku”. Można się też spodziewać, iż audiodeskrypcja pojawi się także na kanałach tematycznych TVN, w programach: „W roli głównej”, „Druga strona medalu” (TVN Style) oraz „Męski typ” (TVN Turbo), do przekazu których dołączono już dodatkową ścieżkę dźwiękową. Audiodeskrypcji do chwili obecnej, mimo zapowiedzi, nie wprowadziła Telewizja Polsat. Z opisanych udogodnień mogą korzystać odbiorcy naziemnej telewizji cyfrowej, cyfrowego przekazu satelitarnego oraz cyfrowych sieci kablowych. W razie problemów z uruchomieniem dodatkowej ścieżki fonii dodawanej przez nadawcę do określonego programu, warto skontaktować się z operatorem technicznym, za pośrednictwem którego odbieramy transmisję sygnału cyfrowego. W Polsce całkowite przejście na nadawanie cyfrowe przez nadajniki naziemne powinno nastąpić do roku 2014. Wiąże się to jednocześnie ze zwiększeniem ilości programów i dostępem do wielu dodatkowych usług takich jak chociażby usługi dostępu, Internet. Warunkiem korzystania z telewizji cyfrowej, a tym samym audiodeskrypcji, jest posiadanie cyfrowego odbiornika telewizyjnego z funkcją dekompresji sygnału cyfrowego w standardzie MPEG-2 lub MPEG-4 lub dodatkowej przystawki {np. dekodera} podłączanej przez euro złącze, umożliwiającej uruchomienie dodatkowej ścieżki fonii. Niektóre z urządzeń do odbioru telewizji cyfrowej mają możliwość włączenia audiodeskrypcji, jako dodatkowej ścieżki audio, za pośrednictwem przycisku na pilocie, który został przypisany do tej funkcji. [fot. stocker, Pilot do telewizora, podpis: Realizacja usług interaktywnych przez osoby z problemami wzroku wymaga zastosowania zarówno głosowych informacji o dostępnych usługach interaktywnych, jak i udźwiękowionych pilotów zdalnego sterowania] Jak można zatem zauważyć, dostęp do audiodeskrypcji wiąże się ściśle z dostępem do telewizji cyfrowej. W roku 2010 Fundacja Audiodeskrypcja brała udział w konsultacjach w sprawie projektu Ustawy o wdrożeniu naziemnej telewizji cyfrowej DVB-T. Wdrożenie naziemnej telewizji cyfrowej stwarza ogromną szansę na wprowadzenie technologii wspierających dostępność telewizji dla wszystkich osób z niepełnosprawnością wzroku, ale niesie za sobą także zagrożenie, iż osoby, które dotychczas korzystały z telewizji analogowej, bez odpowiednio dostosowanego sprzętu, będą miały utrudniony dostęp do telewizji cyfrowej. [fot. Losevsky Pavel, Sala kinowa] By osoby niewidome i słabowidzące mogły z niej korzystać, poprawa dostępności powinna objąć: - Usługi opcjonalne, takie jak rozszerzone wyświetlanie na ekranie (ang. On Screen Display (OSDs), obejmujące napisy, które mogą być włączane lub wyłączane na życzenie użytkownika, dodatkowe kanały audio, alternatywne ścieżki wideo, możliwość skalowania tekstu i obrazu, ale także dokonania nagrania programów i związanych z nimi treści do oglądania w dogodnym czasie. Niezbędne jest w tym przypadku udostępnienie użytkownikowi niewidomemu i słabowidzącemu bezpośredniej funkcji włączania i wyłączania audiodeskrypcji, napisów lub innych usług dostępu na życzenie (ang. one-touch access to audio description or other assistive services). - ‘Elektroniczny przewodnik po programach’ (ang. Electronic Programming Guide – EPG), zawierający listę programów, które są dostępne dla użytkownika. Dostępność listy jest szczególnie istotna, gdyż zwykle zawiera ona dokładne i kompletne informacje na temat atrybutów danego programu (formatu i rozdzielczości, w jakiej jest emitowany, audiodeskrypcji, audiotekstu, napisów dla niesłyszących, itp.) Wskazane jest zatem zastosowanie w pełni udźwiękowionego przewodnika po oferowanych programach (ang. fully spoken electronic programme guide), głosowej identyfikacji wybranego kanału (ang. spoken channel identification) oraz głosowej informacji o programie (ang. spoken programme information). - Cyfrowe usługi tekstowe (ang. Digital Text Service) – w niektórych przypadkach po prostu teletekst – miejsce, gdzie użytkownicy mogą nie tylko znaleźć informacje, odnoszące się do programów telewizyjnych, ale także usługi informacyjne, takie jak wiadomości, prognoza pogody, wyniki sportowe i tym podobne. Docelowymi odbiorcami tych usług są osoby, które nie mają dostępu do informacji przekazywanych za pośrednictwem Internetu. Głosowo udostępnione cyfrowe usługi tekstowe stanowią środek zwalczania wykluczenia cyfrowego osób z problemami widzenia. Takie usługi mogą też wyraźnie pomóc seniorom, którzy nie mogą i nie chcą używać komputera. - Telewizja Interaktywna (wyposażona w okna, ikony, menu, urządzenia peryferyjne (ang. Wampy)), usługa łącząca zaawansowany przekaz telewizyjny i internetowy, sprawiająca, iż telewizja przestaje być pasywnym przekazywaniem treści, pozostawiając użytkownikowi, odbiorcy decyzję, co i jak chce oglądać. Dzięki telewizji interaktywnej użytkownik zyskuje wpływ na nadawane treści, może tworzyć ramówkę stacji lub brać aktywny udział w tworzeniu programu, chociażby poprzez zadawanie pytań. Realizacja usług interaktywnych przez osoby z problemami wzroku wymaga zastosowania zarówno głosowych informacji o dostępnych usługach interaktywnych (ang. spoken information about interactive services), jak i udźwiękowionych pilotów zdalnego sterowania (ang. a talking remote control), umożliwiających interakcję. Również oferowane urządzenia odbiorcze (ang. set top box), które są kierowane do ogółu użytkowników, powinny zostać udostępnione dla osób niewidomych, tak by umożliwiały uruchamianie usług dostępu, tym bardziej, że niektóre z nich mogą być przydatne dla wszystkich użytkowników. Niewidomi w Polsce nie mają obecnie możliwości skorzystania ze sprzętu, który umożliwiłby im samodzielne korzystanie z telewizji cyfrowej. W Wielkiej Brytanii do potrzeb osób niewidomych i słabowidzących, we współpracy z RNIB, dostosowano już dwa urządzenia (Smart Talk i Sky Talker), zwiększając tym samym dostępność telewizji cyfrowej. Więcej informacji na ich temat, można przeczytać na stronie: http://www.rnib.org.uk/livingwithsightloss/tvradiofilm/television/Pages/accessible_tv.aspx. W Stanach Zjednoczonych od roku 1993, odbiorniki telewizyjne z ekranami o przekątnej 13 cali i więcej, muszą mieć wbudowane dekodery, które umożliwiają korzystanie ze świadczonych przez nadawców usług dostępu. Poprawa dostępności obejmuje bowiem nie tylko usługi związane z dostępem, ale także inne zmiany, w tym instalację i używanie zintegrowanych cyfrowych odbiorników telewizyjnych. Wiąże się to także z udźwiękowieniem interfejsu cyfrowych wyświetlaczy w połączeniu z urządzeniami zdalnego sterowania. Dostępność telewizji dla osób z niepełnosprawnością wzroku to zarówno projektowanie, tworzenie odbiorników i urządzeń peryferyjnych, uwzględniające potrzeby użytkowników niewidomych i słabowidzących, jak i znajomość zasad tworzenia audiodeskrypcji. STANDARYZACJA Audiodeskrypcja niestety bywa często mylona z opowiadaniem lub interpretacją, uniemożliwiającą widzom niewidomym i słabowidzącym samodzielne kształtowanie wniosków i opinii. [fot. eidesign, Telewizor, podpis: Wdrożenie naziemnej telewizji cyfrowej stwarza ogromną szansę na wprowadzenie technologii wspierających dostępność telewizji dla wszystkich osób z niepełnosprawnością wzroku, ale niesie za sobą także zagrożenie, iż osoby, które dotychczas korzystały z telewizji analogowej, bez odpowiednio dostosowanego sprzętu, będą miały utrudniony dostęp do telewizji cyfrowej] W procesie tworzenia audiodeskrypcji najpierw przygotowywany jest skrypt, w którym opisywane są istotne treści wizualne, pojawiające się pomiędzy dialogami. Następnie zostaje on nagrany i zsynchronizowany z kodem czasowym, w którym pojawiają się audiodeskryptowane treści wizualne. Sposób tworzenia audiodeskrypcji jest regulowany przez standardy audiodeskrypcji, które zostały opracowane, aby zoptymalizować czytelność audiodeskrypcji dla osób niewidomych i słabowidzących W związku z powyższym, w wielu krajach tworzone są standardy audiodeskrypcji, które oprócz podstawowych zasad uwzględniają także specyfikę języka, w którym jest tworzona audiodeskrypcja (standardy amerykańskie, angielskie, hiszpańskie, niemieckie, francuskie). W roku 2010 Fundacja Audiodeskrypcja opracowała pierwsze polskojęzyczne standardy tworzenia audiodeskrypcji do produkcji audiowizualnych, które zostały udostępnione na stronie internetowej Fundacji: http://www.audiodeskrypcja.org.pl/index.php/standardy-tworzenia-audiodeskrypcji/do-produkcji-audiowizualnych. Standardy mają na celu: - ujednolicenie praktyki zawodowej osób tworzących audiodeskrypcję, - harmonizowanie norm tworzenia audiodeskrypcji i zasad ich wdrażania przez polskich audiodeskryptorów z tymi, które obowiązują powszechnie w innych krajach, - promowanie jednolitych, obowiązujących w środowisku osób tworzących audiodeskrypcję, reguł postępowania, wpływających na ukształtowanie ich odpowiedzialności zawodowej, - kształtowanie wymagań i oczekiwań odbiorców audiodeskrypcji pod adresem osób ją tworzących oraz z drugiej strony, - tworzenie podstaw do oddziaływania audiodeskryptorów na treść audiodeskrypcji, zabezpieczenie interesów odbiorców audiodeskrypcji poprzez - sformułowanie wymogów, jakim powinna odpowiadać prawidłowo stworzona Audiodeskrypcja, - umożliwienie dokonania oceny działalności konkretnego deskryptora, audiodeskryptora i lektora przy zastosowaniu zobiektywizowanych kryteriów. Polskie standardy audiodeskrypcji rekomendowane są m.in. przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, Krajową Izbę Producentów Audiowizualnych, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Urząd Komunikacji Elektronicznej. Za zgodą Audio Description Coalition Fundacja Audiodeskrypcja przetłumaczyła i udostępniła także kodeks postępowania dla audiodeskryptorów. IDEA Idea audiodeskrypcji zakłada dostępność dzieł audiowizualnych. Dostępność ta obejmuje nie tylko udział w publicznych seansach kinowych, doświadczanie dzieł filmowych na równi z osobami widzącymi, ale także lub przede wszystkim „widzialność obrazu”. To ona sprawia, że osoba niewidoma, istotnie staje się widzem, odbiorcą języka ruchomych obrazów. Zadaniem audiodeskryptora jest wprowadzenie widza niewidomego w labirynt świata filmu obraz po obrazie, nie odczytując mu jednak zawartego w nich sensu. Język filmu posługuje się znakami i symbolami, co sprawia, iż należy on do dziedziny komunikacji, a nie informacji. Ma zatem także swoich naturalnych autorów. Stąd również wynika interakcja pomiędzy widzem a dziełem oraz dziełem i jego autorami. Zadaniem widza jest rozpoznanie znaków pojawiających się na ekranie. Polega to na tym, iż dopasowuje on to, co widzi i słyszy, do znanych mu już uprzednio wyobrażeń. Język filmu nie jest bowiem językiem rzeczywistości, choć z niego korzysta. Widz niewidomy, uzyskując dostęp do treści wizualnej za pomocą audiodeskrypcji oraz odbierając ścieżkę dźwiękową filmu za pomocą słuchu, dopasowuje pojawiające się znaki i symbole do znanych sobie już wyobrażeń. Może w ten sposób spontanicznie i samodzielnie uchwycić i odczytać sens opisywanej sceny, doświadczyć bliskiego kontaktu z dziełem, a poprzez odebrany przekaz, z jego rzeczywistym, choć niewidocznym autorem. Jego zadanie nie różni się zatem niczym, od zadania osoby widzącej. Dzieło filmowe, jako nośnik treści intencjonalnych, wywodzi się z aktów twórczych świadomości twórcy indywidualnego lub zespołu twórców. Pozostawiają oni w nim „mniej lub bardziej zindywidualizowany ślad”. „Za pomocą strumienia rozpisanych i zorkiestrowanych w odpowiedni sposób znaków kinematograficznych autor szuka porozumienia z widzem” (Hendrykowski, 1999). Audiodeskryptor, dokonując ich interpretacji, nadaje dziełu filmowemu nową warstwę intencjonalną. Blokuje tym samym interakcję widza z dziełem. „Fałszując” przekaz, sprawia, iż odbiorca „widzi” w nim co innego niż to, czym ono jest lub nie widzi go wcale. Wartości artystyczne osadzone przez twórców w ruchomych obrazach funkcjonują w nich w zawsze sposób obiektywny i tak też powinny być pokazywane - audiodeskryptowane. Dopiero bowiem pod wpływem przeżyć odbiorcy, wartości artystyczne stają się wartościami estetycznymi. Audiodeskryptor nie powinien zatem pozbawiać widza możliwości samodzielnych określeń, konkretyzacji i interpretacji, gdyż czyni go w ten sposób biernym, ubezwłasnowolnionym odbiorcą, a co za tym idzie, traktuje jako osobę pozbawioną umiejętności dokonywania złożonych operacji myślowych. Stąd postulat o całkowite wyeliminowanie manipulacji odbiorcą poprzez narzuconą interpretację. [fot. Libor Piska, Taśma filmowa] EDUKACJA FILMOWA Percypowanie dzieł filmowych zarówno przez osoby widzące, jak i niewidome, wymaga „wędrówki wyobraźni”, szeroko rozumianej aktywności oraz częstego z nimi obcowania. Jak konstatuje Hendrykowski, to właśnie „intensywność i rozległość tego kontaktu czyni nas mniej lub bardziej biegłymi w czytaniu utworów kinematograficznych”. W tym sensie, nie trudno zauważyć, iż poziom kompetencji odbiorców w tym zakresie będzie bardzo różny. Ograniczenia w dostępie do dzieł audiowizualnych, podobnie jak okazjonalny kontakt z językiem ruchomych obrazów, przyczyniają się do tego, iż widz jest mniej wrażliwy na jego odbiór i niejednokrotnie może mieć problem z odczytaniem i zrozumieniem treści przekazu. Dlatego też edukacja filmowa powinna rozpoczynać się już od wczesnego dzieciństwa, a kontakt z dziełem filmowym musi być stale utrzymywany. Z pomocą opiekunów i audiodeskrypcji, dzieci niewidome powinny mieć możliwość nabywania i utrwalania umiejętności odczytywania ruchomego obrazu, tak by idąc do kina potrafiły zauważyć różnicę między książką a filmem. [fot. Losevsky Pavel, Dzieci siedzące w kinie, podpis: Edukacja filmowa powinna rozpoczynać się już we wczesnym dzieciństwie] Różnice wynikające z posiadanych kompetencji audiowizualnych nie upoważniają jednak audiodeskryptora do obniżania poziomu audiodeskrypcji. Winna on zawsze odpowiadać jakości utworu filmowego, a jej język odzwierciedlać język ruchomych obrazów, w takim stopniu, jak to tylko możliwe. JĘZYK AUDIODESKRYPCJI W tym miejscu warto zaznaczyć, iż język filmu, podobnie jak język audiodeskrypcji, mimo że posiada określone reguły, nie jest czymś skodyfikowanym i raz na zawsze danym. Tak jak w przypadku tworzenia nowego filmu, również audiodeskrypcję tworzy się zawsze od nowa i zmienia jej strukturę wraz z każdym pojawiającym się obrazem i zawartym w nim komunikatem. Wykrycie przez audiodeskryptora określonych, uporządkowanych zespołów znaków, którymi posługuje się twórca, pozwala na wybór i zestawienie ze sobą adekwatnych słów, ewokujących wyobraźnię wizualną. Autor dzieła filmowego, chcąc ułatwić widzowi jego odczyt, korzysta z pośrednictwa konwencji, tkwiących w zbiorowej wyobraźni stereotypów. Ułatwia to również pracę audiodeskryptora, który w tym przypadku może posłużyć się względnie ustabilizowanymi wzorcami konstruowania wypowiedzi. Często jednak audiodeskrypcja języka ruchomych obrazów pociąga za sobą także zmianę usankcjonowanych schematów kompozycyjnych i stylistycznych, którymi zwykliśmy się posługiwać, konstruując pisemne, monosemiotyczne gatunki wypowiedzi językowych. Na podstawie kodu przekazu, film należy bowiem do polisemiotycznych gatunków językowo-dźwiękowo-obrazowych. Fakt ten sprawia, iż audiodeskrypcja siłą rzeczy podlega limitom czasowym, a kompozycja i stylistyka języka audiodeskrypcji jest dostosowywana do komunikatu przekazywanego za pośrednictwem obrazu, dialogów, muzyki i efektów dźwiękowych. To one sprawiają, iż przestrzenna struktura obrazu filmowego uzyskuje kontekst, a to on w praktyce pozwala ograniczyć treść audiodeskrypcji. [fot. jamsession, Front odtwarzacza DVD, podpis: Pierwszym, wydanym w Polsce, filmem na DVD z audiodeskrypcją był „Katyń” Andrzeja Wajdy] Audiodeskrypcja wyznacza „trasę uwagi” widza niewidomego, podczas której, w sposób ciągły i spójny linearnie, wyzwala wyobrażenia wizualne. Możliwości ich ewokowania, a co za tym idzie złudzenia naoczności, zależą od tego, czy audiodeskryptor operuje słownictwem, które posiada desygnaty plastyczne odpowiadające znakom przedstawionym na ruchomym obrazie. tworząc za jego pośrednictwem krótkie, uporządkowane komunikaty, synchronizując je z treścią ruchomych obrazów oraz wykorzystując dźwięki mowy, artykulacyjne nacechowanie w celu ich odtworzenia (intonacja, siła, barwa głosu, tempo mówienia) jest w stanie sprawić, by ruchomy obraz pojawił się tak, jak gdyby był przez niewidomego widza oglądany. Oczywiście warto jednak mieć świadomość, że dokonując przetransformowania z jednego medium do drugiego zawsze coś tracimy, że to, co doskonale zostało wyrażone środkami filmowymi, jedynie częściowo udaje się wyrazić słowami. Przedstawienie istotnych szczegółów za pomocą audiodeskrypcji w połączeniu ze ścieżką dźwiękową filmu, ma zatem pobudzić wyobraźnię, aby z nich odbudowywała sobie całość. Przedstawiane szczegóły muszą być zawsze dobrze dobrane, dzięki czemu może zostać odwzorowany mechanizm oddziaływania filmu, który ze swej natury zmierza do ewokowania szerokiej gamy najróżniejszych przeżyć u widza: „od zaciekawienia, poprzez suspense, radość, gorycz, euforię, uchwyt, lęk, przerażenie, gniew, ból, współczucie, ironię, smutek, rezygnację, aż do głębokiej zadumy” (Hendrykowski, 1999). Audiodeskrypcja, która pobudza niewidomego widza do aktywnego odbioru filmu, jest w stanie sprawić, iż na pewien czas może on zapomnieć, że obrazy, które „widzi”, to psychiczna rekonstrukcja, zaś język ruchomych obrazów może go uwieść, w podobny sposób, jak dzieje się to w przypadku osób widzących. *Autorka jest Wiceprezesem Zarządu Fundacji Audiodeskrypcja. Bibliografia: Hendrykowski M., „Język ruchomych obrazów”, Poznań, 1999 38 - 42 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Blaski i cienie Olympusa LS-3 [fot. yorchin, Ramię dużego mikrofonu studyjnego] Na łamach portalu internetowego Tyfloświat informowaliśmy już o pojawieniu się rejestratora dźwięku LS-3, produkcji firmy Olympus. LS-3 to europejska nazwa dostępnego wcześniej w USA i Kanadzie modelu LS-7. Po kilku miesiącach korzystania z LS-3, chciałbym podzielić się z Czytelnikami „Tyfloświata" moimi spostrzeżeniami. Robert Hetzyg* Nie jest to artykuł wyczerpujący temat, a jedynie kilka refleksji, które nasunęły mi się na podstawie doświadczeń z nagrywaniem głosu ludzkiego oraz odgłosów tła. Na co dzień posługuję się LS-3, nagrywając rozmowy i reportaże, nie ma tu więc opinii i porad dotyczących zaawansowanego rejestrowania dźwięków i muzyki. DLACZEGO LS-3? Opisywany model to mój trzeci rejestrator dźwięku. Pierwszy był Marantz PMD 660. Już sama marka wskazuje na jego profesjonalne przeznaczenie. Trudno znaleźć jakieś słabe punkty parametrów nagrywania, choć duża część ustawień dostępna jest jedynie z poziomu menu, co skutecznie utrudnia jego użytkowanie. Drugi był przywieziony ze Stanów Zoom H4N. Nie powiem złego słowa na temat tego urządzenia: znacznie szersza niż w standardowych urządzeniach gama funkcjonalności, stosunkowo niska cena, dużo lepsze mikrofony na pokładzie i złudzenie, że menu „jakoś rozgryzę". Niestety, okazało się, że przeceniłem swoją pamięć i nie doszacowałem lenistwa, przez co nie udało mi się w pełni opanować obsługi urządzenia. I wtedy na scenę wkroczył Olympus ze swoim najnowszym rejestratorem. Wiedziałem już, że firma produkuje nie tylko dyktafony, ale także rejestratory liniowe. Znałem ze słyszenia LS 10/11, który jednak obciążony był wadą dwóch poprzednich moich rejestratorów. Tym razem miało się okazać, że model LS-3 został wyposażony w udźwiękowione menu, a jego parametry nie odbiegają znacząco od moich wymagań. ROZKŁAD KLAWISZY I ERGONOMIA Rejestrator LS-3 jest bardzo poręcznym urządzeniem, bo wygodnie trzyma się go w ręku, a zróżnicowane kształtem przyciski ułatwiają obsługę. Na szczycie rejestratora oraz po jego bokach znajdują się, umieszczone pod kątem, mikrofony kierunkowe, pomiędzy którymi odnajdziemy szczelinę dookólnego mikrofonu niskotonowego. Na frontowej ściance, pod sporym wyświetlaczem, usytuowano trzy prostokątne klawisze: pierwszy od lewej to znacznik zakładek, drugi prowadzi do menu, a trzeci pozwala przenosić się między folderami oraz potwierdza niektóre operacje. Poniżej, po lewej stronie, znajduje się zaokrąglony przycisk ‘Stop’, a po prawej ‘Nagrywanie’. Naciśnięty raz, pozwala nam monitorować nagranie na słuchawkach i dokonać korekty ustawień. Ponowne jego naciśnięcie rozpoczyna nagrywanie. Należy tu poczynić pewną uwagę! Nie używamy do tego celu przycisku ‘Play’! Jeśli mamy włączoną funkcję sygnalizacji dźwiękowej, przechodząc od stanu gotowości do nagrywania, usłyszymy odpowiedni sygnał, różny od dźwięku towarzyszącego pierwszemu naciśnięciu przycisku ‘Nagrywanie’. Poniżej tych dwóch, wyraźnie zaznaczonych przycisków znajduje się typowy wianuszek czterech klawiszy. Górny i dolny służą do regulacji głośności (podczas nagrywania ustawia się nimi poziom nagrania), lewy i prawy pozwalają przechodzić od pliku do pliku lub przewijać odtwarzane nagranie. Wszystkie cztery umożliwiają poruszanie się po menu oraz strukturze folderów, zależnie od trybu pracy, w jaki wprowadzimy nasz rejestrator. W centrum okręgu wyznaczonego przez cztery omawiane przyciski znajduje się ‘Play’, którego używa się również do zatwierdzania ustawień w menu. U dołu urządzenia, po lewej stronie, znajdziemy mały, okrągły przycisk, wprowadzający rejestrator w tryb kasowania plików (możemy wybrać: pojedyncze lub wszystkich w folderze). Po prawej stronie umieszczono przycisk wprowadzający LS-3 w tryb nawigowania po folderach. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kolejne wersje oprogramowania dodadzą jeszcze jakieś funkcje temu przyciskowi, bo zagadnienie nawigowania po strukturze folderów dałoby się rozwiązać bez konieczności poświęcania przycisków, których tak małe urządzenie nie posiada przecież zbyt wiele. [fot. Olympus, Rejestrator LS-3, podpis: LS-3 posiada duży, kontrastowy wyświetlacz] Na lewej, bocznej ściance znajdują się gniazda słuchawek i zdalnego sterowania oraz dwufunkcyjny przełącznik służący do blokowania klawiatury (pozycja "w górę") i do włączania/wyłączania urządzenia. Na prawej ściance umieszczono gniazdo mikrofonowe, komorę karty mikroSD oraz otwory do osadzenia smyczy. Na spodniej ściance, przeciwległej do tej, gdzie znajdują się mikrofony, producent przewidział gniazdo mikro USB. Jest to jednocześnie wieko komory akumulatorów/baterii. LS-3 ładowany jest przez złącze USB, a na wyposażeniu posiada dwa akumulatorki litowo-jonowe formatu AAA. Tylna ścianka urządzenia nie zawiera nic, prócz głośnika i gniazda statywu. JAKOŚĆ DŹWIĘKU I DYNAMIKA Naturalnie nie wszystko złoto, co się świeci, więc także i LS-3 nie we wszystkim mnie zachwycił. To jednak, co przede wszystkim chciałbym odnotować, to znakomity i naturalny dźwięk, jaki otrzymujemy z jego trzech mikrofonów. Trzech, bo rejestrator prócz dwóch kierunkowych, ma trzeci mikrofon, posiadający charakterystykę dookólną i służący do zbierania dźwięków o niskich częstotliwościach. Mikrofon ten, w zależności od potrzeby, można dezaktywować w menu nagrywania. Można też dołączyć zewnętrzne źródło dźwięku – mikrofon bądź urządzenie liniowe. [fot. Olympus, Rejestrator LS-3] Inną zaletą rejestratora jest spora gama opcji regulujących dynamikę nagrywania. Prócz tego, że, podobnie jak w wypadku wielu innych urządzeń Olympusa, LS-3 może nagrywać na trzech poziomach czułości mikrofonu – wysokim, średnim i niskim, a poziom nagrywania można ustawiać ręcznie lub automatycznie, to przy nagrywaniu możemy korzystać także z kompresora lub limitera. Możliwość tę docenią użytkownicy, którzy chcą nagrywać dźwięk, ręcznie sterując jego poziomem. Kompresor pomoże nam ustabilizować nieco najgłośniejsze warstwy nagrania (np. głos rozmówcy), zachowując naturalne tło. Limiter uchroni nas przed przesterowaniem wtedy, gdy podczas nagrywania nagle pojawi się dźwięk o dużym natężeniu. Automatyczna regulacja poziomu nagrywania sprzyja wyłapywaniu dźwięków o niskim natężeniu, nie dopuszczając jednocześnie do powstania przesterowań w razie zwiększenia ich głośności. Aby uzyskać dźwięk o optymalnej dynamice i słyszalności, warto przed rozpoczęciem nagrywania przemyśleć, na czym chcemy się w danym materiale skoncentrować i w jakim otoczeniu będziemy go rejestrowali. Nagrywając rozmowę lub własny głos, bez konieczności rejestrowania tła, najprawdopodobniej najlepiej będzie ustawić czułość mikrofonu na niskim poziomie, a poziom nagrania ustawić ręcznie z włączonym kompresorem. W trakcie rejestracji w plenerze lub z naturalnym tłem, które będzie nam potrzebne, o ile nagrywamy z myślą o publikowaniu nagrania, a nie tylko jego archiwizacji, można pokusić się o ustawienie czułości mikrofonu na poziomie średnim (należy pamiętać o odpowiednio niższym ustawieniu poziomu nagrywania) z ręczną regulacją poziomu z wykorzystaniem kompresora lub, jeśli otoczenie jest dość hałaśliwe – limitera. Nagrywając w bardzo głośnym otoczeniu, proponuję pozostać na niskim poziomie czułości mikrofonów i skorzystać z automatycznej regulacji poziomu nagrywania. Zwracam uwagę na stosunkowo wysoki poziom szumu mikrofonów, słyszalny zwłaszcza w sytuacjach, kiedy poziom nagrania jest niski. Dodatkowo, jak to w swoim podcaście zauważył Tomek Bilecki, normalizując cicho nagrane pliki, możemy spotkać się z powstawaniem elektronicznego przydźwięku. Dobrze więc, w celu uniknięcia tego rodzaju niespodzianek, od razu ustawić poziom nagrywania możliwie wysoko. [fot. Olympus, Rejestrator LS-3] PANORAMA DŹWIĘKU LS-3 posiada aż siedem zakresów panoramy (tzw. zoomu). Neal Evers w swojej audycji proponuje skorzystać z rozszerzenia panoramy. Wydaje mi się jednak, że cyfrowy zoom w przypadku nagrywania dźwięku nie nadaje się do bezkrytycznego używania. Trzeba mieć poważny powód, żeby ryzykować zniekształcenia powstające przy zbieraniu dźwięków pod zbyt dużym kątem. Z kolei zmniejszanie kąta zbierania dźwięków przydaje się przede wszystkim wtedy, kiedy chcemy kierunkowo nagrać, zakłócany przez otoczenie, dźwięk. Do nagrywania stereofonicznego ja osobiście używam podstawowej panoramy, bez jakichkolwiek efektów rozszerzających czy zawężających kąt zbierania dźwięku. ODTWARZANIE Używając LS-3 do archiwizowania rozmów lub treści wykładów, spotkamy się z problemem niskiej czytelności nagrań. Można temu zaradzić już na etapie nagrywania, zależnie od środowiska nagrywania, uruchamiając filtr odcinający niskie częstotliwości: poniżej 100 lub poniżej 300 Hz. W menu odtwarzania znajdziemy takie udogodnienia, jak usuwanie szumu otoczenia na dwóch poziomach (noise cancellation) oraz filtr głosowy (voice filter). Ta ostatnia funkcja wyodrębnia z nagrania częstotliwości charakterystyczne dla głosu ludzkiego i pozwala na rozszyfrowanie nawet bardzo mało czytelnych nagrań. Może nam się przydać także zmiana prędkości odtwarzania pliku. Chcąc zastosować tę funkcję, podczas odtwarzania naciskamy przycisk ‘Play’ i posługujemy się klawiszami używanymi normalnie do regulacji głośności i poziomu nagrywania. [fot. Olympus, Rejestrator LS-3 - widok na szczytową część urządzenia, podpis: Na szczycie rejestratora oraz po jego bokach znajdują się, umieszczone pod kątem, mikrofony kierunkowe, pomiędzy którymi odnajdziemy szczelinę dookólnego mikrofonu niskotonowego] Na komfort używania urządzenia, prócz jego konstrukcji, wpływa również, znane z innych urządzeń Olympusa, rozwiązanie "sceny", czyli grup parametrów nagrywania i odtwarzania, które można zapisać w jednym z trzech presetów. Wybieramy je z menu ‘Nagrywanie’ lub naciskając dłużej przycisk ‘Menu’. Niestety, preset raz zapisany może być co najwyżej zastąpiony innym i nie można modyfikować w nim pojedynczych parametrów. Właściwie powinniśmy mówić o czterech presetach, ponieważ czwarta pozycja (‘Off’) również może być wykorzystywana podczas nagrywania, a do tego zestaw zapisany jako ‘Off’ możemy modyfikować, bez konieczności ponownego ustawiania wszystkich parametrów. Sceny nagrywania i odtwarzania ustawia się osobno. W razie potrzeby zmiany wielu parametrów, mamy więc prosty i szybki sposób na dostosowanie ustawień rejestratora do naszych bieżących potrzeb. Niestety, prawie optymalna ergonomia użytkowania LS-3 zostaje zakłócona brakiem precyzyjnej informacji o poziomie naładowania akumulatorów. Urządzenie podaje ją tylko po włączeniu. Prawda, że wydajność to jeden z atutów LS-3, ale zdarza się, że nasz rejestrator bez ostrzeżenia traci zasilanie, ponieważ dość długo utrzymuje się informacja o wysokim poziomie naładowania. Następna informacja mówi o średnim poziomie naładowania i pojawia się na krótko, a informacji o poziomie niskim nie usłyszałem jeszcze ani razu. FORMAT ZAPISU I POJEMNOŚĆ Nasze nagrania możemy zapisywać w formatach PCM (WAV), MP3 i WMA. Wszystkie oferują nam szeroką gamę parametrów. PCM – do 24 bitów i 96 kHz częstotliwości próbkowania, MP3 – przepływność do 320 kbps, a WMA – do 128 kbps. Sądzę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. LS-3 wyposażony jest w 4 GB pamięci Flash, którą można poszerzyć o pamięć zewnętrzną w postaci karty Micro-SD. Pamięci te mogą pomieścić do 32 GB danych. To już coś, prawda? PODSUMOWANIE O przydatności LS-3 decyduje przeznaczenie nagrań wykonywanych przy jego pomocy i umiejętność właściwego wykorzystania parametrów urządzenia. Nie jest to sprzęt całkowicie profesjonalny, ale z pewnością nadaje się do niektórych zastosowań reporterskich. Udźwiękowione menu zapewnia osobom niewidomym bezproblemową obsługę i konfigurację urządzenia, a stosunkowo niska cena stawia go w szeregu sprzętu dostępnego dla osób o niespecjalnie zasobnym portfelu. Więcej informacji na temat praktycznych aspektów korzystania z omawianego rejestratora w audycjach Pawła Loby oraz Tomasza Bileckiego na portalu www.tyflopodcast.net. *Robert Hetzyg jest księdzem i dziennikarzem. Redaguje mały środowiskowy kwartalnik o tematyce religijnej, publikuje w miesięczniku „Nasz Głos”. 43 - 49 Tyfloświat nr 4 (13) 2011 & Radio w sieci [fot. xnunox, Pokrętła w odbiorniku radiowym] Internet na samym początku swego istnienia był siecią, w której dominował przede wszystkim tekst. Serwery FTP czy Gopher były podstawowymi składnicami informacji, dokumentów czy nawet rysunków tworzonych za pomocą znaków, tzw. ASCII Art. Na początku lat 90-tych, w momencie pojawienia się systemu WWW wiele się zmieniło. Kiedy powstały graficzne przeglądarki, strony internetowe zaczęła opanowywać wszechobecna grafika, a kiedy łącza zyskały oszałamiającą przepustowość, pojawił się także i dźwięk. Michał Dziwisz* Dźwięk w Internecie może mieć dwojaką postać. Przekaz audio może istnieć jako konkretny plik, który możemy odtworzyć lub pobrać na dysk naszego komputera w zależności od tego, jak skonfigurowany jest duet – strona internetowa i serwer, na którym ta strona się znajduje. Przekaz dźwiękowy może mieć także formę ciągłą, tzw. Streammingu. Takiego przekazu nie jesteśmy w stanie pobrać w całości, możemy jedynie, za pomocą specjalnych aplikacji, zapisać jakiś jego fragment na dysku twardym naszego komputera. Streamming może być wykorzystywany w wielu różnych sytuacjach, na przykład do transmitowania na żywo rozmaitych konferencji czy koncertów. Nie ulega jednak wątpliwości, że przede wszystkim przekazu audio na żywo używają rozmaite stacje radiowe, udostępniając tym samym program emitowany naziemnie na niewielkim obszarze całemu światu. W niniejszym artykule postaram się opisać dostępne dla osób niewidomych aplikacje, dzięki którym możliwe jest słuchanie radia internetowego oraz miejsca, z których możemy pobrać specjalne odnośniki do słuchania konkretnych stacji. [fot. Hisks, Stary radioodbiornik] JAK TO DZIAŁA? Realizacja cyfrowego przekazu audio składa się tak naprawdę z trzech komponentów – nadajnika, serwera dystrybucyjnego i odbiornika. Nadajnikiem jest specjalny program, pobierający sygnał audio i wysyłający go do serwera dystrybucyjnego. Serwer taki może być zlokalizowany w zupełnie innym miejscu niż nadajnik, np. za granicą. Nadajnik musi posiadać stabilne połączenie z serwerem, przynajmniej o takich parametrach, w jakiej jakości przekazywany jest sygnał (tzw. bitrate). Serwery dystrybucyjne zazwyczaj znajdują się na solidnych łączach, oferowanych przez duże serwerownie. Nadajniki często ulokowane są na zdecydowanie słabszych połączeniach, doprowadzonych do studia radiowego danej stacji. Odbiornik to każdy program, który jest w stanie zdekodować sygnał dystrybuowany przez serwer i odtworzyć go. Zanim przejdziemy do opisu poszczególnych odbiorników, dodam jeszcze tylko, że sygnał audio przesyłany jest za pomocą kilku formatów muzycznych: - MP3 – najpopularniejszym, a przy tym wspieranym przez większość urządzeń i programów, będących w stanie odtwarzać radia internetowe, - AAC+ – stosunkowo nowy format, przeznaczony do dystrybucji sygnałów audio o niskich bitrate’ach, ale przy stosunkowo dobrej jakości, używany przede wszystkim do dostarczania sygnałów stacji radiowych dla urządzeń mobilnych, takich jak telefony komórkowe, - OGG Vorbis – otwarty, niestety mało popularny format, charakteryzujący się bardzo dobrą jakością przy stosunkowo niskich bitrate’ach, jednakże jego minus stanowi duża podatność na problemy z transmisją, - Windows Media Audio – format Microsoftu, który nadal cieszy się niemałą popularnością, przede wszystkim szeroko używany przez stacje nadające w USA czy Australii – niestety, bardzo często nieumiejętnie wykorzystywany w bardzo niskich bitrate’ach, z którymi niezbyt dobrze sobie radzi, - Real Audio – format, który w czasach, gdy łącza internetowe charakteryzowały się niską przepustowością był bardzo chętnie używany przez wiele stacji radiowych do transmisji swoich przekazów w Internecie. W chwili obecnej z Real Audio korzysta już coraz mniej rozgłośni, a sam producent skupia się bardziej na transmisji wideo. Skoro już wiemy, z czym mamy do czynienia, przyjrzyjmy się, za pomocą jakich aplikacji możemy posłuchać naszych ulubionych rozgłośni w sieci. WINDOWS MEDIA PLAYER, CZYLI POD LATARNIĄ NAJCIEMNIEJ Stworzony przez Microsoft, Windows Media Player może być bardzo dobrym rozwiązaniem, jeśli chcemy posłuchać naszego ulubionego radia. Program charakteryzuje się dużą odpornością na problemy z Internetem, więc jeśli w naszej sieci dojdzie do chwilowego spadku transferu może się zdarzyć, że nawet tego nie odczujemy. Aplikacja sama w sobie jest stosunkowo dobrze dostępna, jednak mnogość przycisków w jej interfejsie nie ułatwia pracy. Jeśli znajdziemy gdzieś odnośnik do stacji, której będziemy chcieli posłuchać za pomocą WMP, najlepiej użyć skrótu ‘Ctrl+u’, a w okienku, które się pojawi, wkleić lub wpisać ten adres i nacisnąć Enter. Po chwili radio zacznie grać. Windows Media Player wyposażony jest również w tzw. ‘Przewodnik po stacjach radiowych’, dzięki któremu możemy przeszukiwać bazę stacji oferowanych przez aplikację i wybrać interesujące nas radio. Niestety, wyszukiwanie we wspomnianej bazie jest dość problematyczne, o ile sortowanie według gatunków odnosi efekt, o tyle wyszukiwanie polskich lub nadających w języku polskim stacji kończy się niepowodzeniem. Windows Media Player odtwarza radia nadające w formatach MP3 i Windows Media, jeśli chcemy korzystać ze strumieni OGG czy AAC+ musimy zaopatrzyć się w stosowne dodatki. Niestety, odtwarzanie strumieni Real Audio przy pomocy Windows Media Playera jest niemożliwe. WINAMP DOBRY NA WSZYSTKO Multimedialny odtwarzacz plików dla systemu Windows o nazwie Winamp jest aplikacją, dzięki której możemy bardzo wygodnie słuchać naszych ulubionych stacji. Fakt, że Winamp wyposażony jest w mechanizm tzw. zakładek, sprawia, że możemy w prosty sposób stworzyć listę swoich ulubionych rozgłośni, a co za tym idzie mieć do nich szybki dostęp. Chcąc posłuchać radia, którego adres strumieniowy jest nam znany, wystarczy w głównym oknie Winampa użyć skrótu ‘Ctrl+l’. W okienku, które się pojawi podajemy adres, a swój wybór zatwierdzamy klawiszem Enter. [fot. Nullsoft Inc, Screener programu Winamp, podpis: Winamp] Winamp wyposażony jest także w katalog stacji radiowych, jednak od pewnego czasu stał się on zdecydowanie mniej przyjazny dla użytkownika niż w początkach jego istnienia. Na szczęście mechanizm zakładek sprawdza się znakomicie, chcąc zatem dodać aktualnie słuchaną stację do naszych ulubionych, wystarczy skorzystać ze skrótu ‘Ctrl+Alt+B’. Jeśli natomiast będziemy chcieli dokonać zmian w naszych zakładkach lub posłuchać którejś z ulubionych stacji, wystarczy nacisnąć kombinację klawiszy ‘Ctrl+Alt+I’. Po wydaniu tego polecenia pojawi się lista, po której przemieszczać będziemy się za pomocą klawiszy strzałek. Za pomocą przycisków dostępnych pod klawiszem Tab, możemy również dokonać edycji naszej zakładki, umieścić ją w kolejce do odtworzenia lub zupełnie usunąć z naszego dysku. Winamp radzi sobie ze strumieniami w formatach MP3, OGG, AAC+, a także Windows Media i to bez stosowania dodatkowych zabiegów. Jedynie Real Audio będzie od nas wymagało doinstalowania wtyczki, niestety, konieczna będzie również obecność w systemie Real Playera lub Real Alternative, o którym w dalszej części niniejszego artykułu. FOOBAR 2000 Foobar jest kolejnym odtwarzaczem muzycznym, umożliwiającym odbieranie strumieni audio. Program cechuje duża wygoda użytkowania dla posiadaczy czytnika ekranu Jaws, wsparcie dla wielu formatów muzycznych oraz możliwość rozszerzania jego funkcjonalności poprzez instalowanie dodatkowych wtyczek, dzięki którym będziemy mogli np. odtwarzać materiały umieszczone w skompresowanych archiwach. [fot. Foobar 2000, Screener programu Foobar 2000, podpis: Menu główne programu Foobar 2000 w dwóch wersjach kolorystycznych] By posłuchać naszego ulubionego radia za pomocą Foobara, należy w jego głównym oknie skorzystać z kombinacji ‘Ctrl+u’, a następnie wpisać lub wkleić adres strumienia i zatwierdzić całość klawiszem Enter. Odtwarzacz nie jest wyposażony w mechanizm zakładek, ale nie oznacza to bynajmniej, że nie możemy zachować listy swoich ulubionych stacji. Foobar, w przeciwieństwie do Winampa, umożliwia pracę z kilkoma playlistami jednocześnie. Między kolejnymi playlistami przełączamy się za pomocą skrótów ‘Ctrl+Tab’ ( do przodu) i ‘Ctrl+Shift+Tab’ (do tyłu). Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby jedną z playlist przeznaczyć na składowisko naszych ulubionych radiostacji. W Foobarze bez problemu posłuchamy strumieni nadawanych w formatach MP3, OGG, AAC+ i Windows Media. W chwili obecnej nie jest dostępna wtyczka, umożliwiająca odtwarzanie przekazu nadawanego w formacie Real Audio. REAL ALTERNATIVE Wprawdzie format Real Audio największą świetność ma już za sobą, jednak nadal znajdują się w Internecie radia, które nadają z wykorzystaniem tej właśnie technologii. Oryginalny odtwarzacz o nazwie Real Player to zdecydowany przerost formy nad treścią, a swoim wyglądem przypomina wielki baner reklamowy. Chcąc zatem skorzystać z Real Audio, najlepiej wyposażyć się w oprogramowanie zastępcze o wszystko mówiącej nazwie Real Alternative. Aplikacja dostępna jest na wielu stronach internetowych, również na polskich portalach z rozmaitym oprogramowaniem. Oprócz odpowiednich kodeków, umożliwiających odtwarzanie Real Audio, m.in. w programie Winamp, Real Alternative dostarcza także program Media Player Classic, dzięki któremu możemy słuchać strumieni w formacie Real Audio, a także innych, których dekodery znajdują się w systemie. Standardowo obsługiwane będą formaty MP3 i Windows Media. Rozwiązania dedykowane słuchaniu stacji radiowych Oprócz programów, które przeznaczone są do odtwarzania muzyki, a możliwość słuchania internetowych rozgłośni jest w nich wartością dodaną, istnieją także aplikacje, których priorytetem jest wygodne słuchanie, a także nagrywanie stacji internetowych. TAPIN RADIO Dostępny pod adresem http://www.raimersoft.com/tapinradio.aspxprogram jest niewielkich rozmiarów aplikacją, dzięki której w wygodny sposób możemy słuchać internetowych stacji radiowych, a także odkrywać nowe. Program wyposażony jest w na bieżąco aktualizowany katalog stacji radiowych, zawierający rozgłośnie z całego świata. Stacje możemy filtrować według kraju oraz gatunku prezentowanej muzyki. Na szczególną uwagę zasługuje obecność przekazów m.in. z wież kontroli lotów z całego świata, co będzie nie lada gratką dla pasjonatów lotnictwa. Główne okno programu stanowią: pole do wyszukiwania interesujących nas rozgłośni, widok drzewa z wynikami, a także kontrolki sterujące zachowaniem aplikacji. Możemy tu m.in. zatrzymać odtwarzanie radia, rozpocząć nagrywanie, ustawić głośność odtwarzanej muzyki czy też całkowicie wyciszyć dźwięk. [fot. Raimersoft, Screener z programu TapinRadio, podpis: TapinRadio] Skorzystanie z przycisku ‘Opcje’, znajdującego się w głównym oknie programu, otworzy przed nami kolejne interesujące możliwości, m.in. odtwarzanie strumieniowe czy też wysłanie informacji o aktualnie słuchanej rozgłośni do Twittera lub Facebooka. Jak już wspomniałem, Tapin umożliwia także nagrywanie aktualnie słuchanej przez nas rozgłośni. Jeśli dana stacja wyświetla tytuły odtwarzanych piosenek, możemy nagrać konkretny utwór, uruchomić rejestrację sygnału w ten sposób, że każda piosenka stanowić będzie odrębny plik, a także, jeśli tylko taka nasza wola, nagrać całość przekazu do jednego pliku. W menu ‘Ulubione’ możemy skorzystać z tzw. planowania zaawansowanego, dzięki któremu zaprogramujemy nagrywanie interesującego nas programu w danej stacji z wyprzedzeniem. Interesujące w tym rozwiązaniu jest to, że aby zaprogramowane zadanie zostało uruchomione, nie jest nawet konieczne, by Tapin działał w tle. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora, program uruchomi się automatycznie, a kiedy podany przez nas czas nagrania upłynie, aplikacja może nawet wyłączyć komputer. Jedynym problemem, na jaki natrafiłem w momencie programowania daty nagrania, był wybór dnia, miesiąca i roku. Wartości te należy wprowadzać z klawiatury, a po wpisaniu jednej, by przejść do następnej, należy wcisnąć prawą strzałkę. Tapin to bardzo przyjemna aplikacja, z której zadowoleni będą z pewnością nawet i bardzo wymagający słuchacze radia internetowego. Niestety, jak większość programów, program ten nie radzi sobie z sygnałami w formacie Real Audio. W przypadku pracy z programem Window-Eyes, zauważalne jest lekkie opóźnienie względem wciskanych klawiszy, bywa też, że aplikacja ma problem z odczytywaniem niektórych kontrolek, jak widoki drzewa, lub zawartości pól edycyjnych, znak po znaku. RADIO SURE Kolejny program, zaprojektowany przede wszystkim z myślą o słuchaniu radia internetowego, to Radio Sure. Aplikacja dostępna jest w dwóch odmianach – darmowej oraz płatnej. Różnice w wersjach dotyczą przede wszystkim częstotliwości aktualizacji katalogu, bowiem w wersji darmowej nowe radiostacje dodawane są do listy co tydzień, wersja płatna zapewnia codzienne aktualizacje. Różna jest także ilość stacji radiowych, jakie możemy rejestrować jednocześnie, wersja darmowa to możliwość prowadzenia dwóch jednoczesnych nagrań, a wersja płatna dziesięciu. Radio Sure posiada niezwykle prosty interface, zawierający listę wszystkich dostępnych stacji radiowych oraz pole combo, za pomocą którego możemy te stacje filtrować według wybranej przez nas frazy. Lista stacji w chwili pisania niniejszego artykułu liczy sobie ponad 20 tysięcy rozgłośni, zatem jest w czym wybierać. Kiedy zainteresuje nas dana rozgłośnia, wystarczy, że naciśniemy na niej klawisz Enter, a już po kilku sekundach będziemy mogli cieszyć się dźwiękami z wybranej przez nas stacji. Jeśli interesującego nas radia nie ma w katalogu, możemy dodać je ręcznie. W tym celu wybieramy listę stacji i używamy klawisza menu kontekstowego, a następnie wybieramy pozycję ‘Add New Station’ i wypełniamy potrzebne pola. Radio Sure umożliwia wprowadzenie kilku strumieni danej stacji np. o różnych jakościach i formatach, więc jeśli są nam one znane, możemy je wpisać za jednym zamachem w kolejnych polach okna dodawania nowej stacji. [fot. The Best Ware Studio, Screener programu Radio Sure, podpis: Radio Sure] Pozostałe funkcje Radio Sure należą raczej do standardowych, program umożliwi nam m.in. rejestrowanie sygnałów interesujących stacji (również z podziałem na konkretne piosenki). Producent deklaruje, że wersja płatna jest w stanie automatycznie wycinać reklamy z takich nagrań. Radio Sure odtwarza strumienie w formatach MP3, OGG, AAC+ i Windows Media. KLANGO Nie zapominajmy o rodzimym produkcie. Aplikacja, która wyszła spod palców toruńskich programistów, to również wygodne narzędzie do słuchania radia internetowego. Klango wyposażone jest w obszerny katalog rozmaitych stacji radiowych z całego świata, do którego każdy użytkownik również może zgłaszać swoje propozycje. System oceniania elementów katalogu pozwala także na przeglądanie zbiorów według kryterium popularności wśród słuchaczy, m.in. wyświetlenie najwyżej ocenianych pozycji katalogu. Pamiętajmy jednak, że w Otwartym Katalogu Mediów Klango znajdują się nie tylko stacje radiowe, ale również podcasty, książki audio czy nawet strony internetowe. Każda kategoria ma swój charakterystyczny dźwięk, którym poprzedzone jest odczytanie nazwy aktualnie podświetlonego elementu w katalogu. Klango jest w stanie poradzić sobie ze strumieniami w formatach MP3, OGG, Windows Media oraz AAC+. To, co zasługuje na uwagę w przypadku Klango to bardzo duży bufor tej aplikacji. Mimo, że w większości programów możemy konfigurować, ile materiału ma zostać pobranego „na zapas”, to w przypadku Klango opcja ta działa niejako w dwie strony. Jeśli chcemy jeszcze raz usłyszeć wypowiedź prezentera na temat zagranej przed momentem piosenki, nic prostszego, wystarczy przytrzymać przez chwilę strzałkę w lewo i interesujący fragment zostanie ponownie odtworzony. RADIO INTERNETOWE W URZĄDZENIACH MOBILNYCH W przypadku użytkowników telefonów Nokia, wyposażonych w system Symbian, najprościej będzie skorzystać z aplikacji Nokia Internet Radio. Od pewnego czasu program jest preinstalowany na nowszych modelach Nokii, posiadacze starszych telefonów mogą, zupełnie bezpłatnie, pobrać tę aplikację z Ovi Sklepu. Dzięki Nokia Internet Radio możliwe jest słuchanie strumieni w formatach MP3 oraz AAC+. Warto przy tej okazji nadmienić, że przed zabawą z radiem internetowym na własnej komórce dobrze jest zaopatrzyć się w odpowiedni internetowy pakiet danych, w przeciwnym bowiem wypadku zabawa taka może mieć zgubne skutki dla naszego portfela. Alternatywą jest oczywiście korzystanie z łączności Wi-Fi tam, gdzie mamy taką możliwość. Jest to rozwiązanie dobre szczególnie w przypadku słuchania strumieni w formacie MP3. Łączność mobilna, mimo, że coraz lepsza, niestety nie zapewnia nam jeszcze bardzo stabilnej transmisji, a co za tym idzie, strumienie MP3 mogą się zacinać w najmniej oczekiwanych momentach. Opisane problemy nie powinny mieć miejsca w przypadku strumieni w formacie AAC+, dlatego jeśli wiemy, że dana stacja nadaje w obu tych formatach, najbezpieczniej jest wybierać zawsze AAC+, gdy słuchamy radia za pomocą mobilnego Internetu. IOS A RADIO INTERNETOWE W systemie mobilnych urządzeń Apple do dyspozycji mamy wiele aplikacji, dzięki którym możemy słuchać radia internetowego. Część z nich jest darmowa, część płatna, różnie także bywa z ich dostępnością. Ze swojej strony polecam dwie aplikacje, obie darmowe: [fot. AOL Inc, Screener programu SHOUTcast Radio, podpis: SHOUTcast Radio] - SHOUTcast – program umożliwiający słuchanie stacji radiowych, które nadają w technologii o nazwie takiej samej, jak nazwa aplikacji. SHOUTcast to jeden z popularniejszych, a przy tym darmowy serwer dystrybucyjny, nie dziwi więc, że do dyspozycji mamy naprawdę dużo rozgłośni. Stacje możemy przeszukiwać korzystając z katalogu lub poszukując konkretnego radia, wpisać jego nazwę. Jeśli dane radio wzbudzi nasze zainteresowanie, możemy dodać je do ulubionych. - Radio Lite to kolejny program, dzięki któremu na iPodzie, iPadzie czy iPhone’ie możemy posłuchać radia internetowego. Aplikacja udostępnia nam katalogi serwerów zarówno SHOUTcast, jak i Icecast, co zwiększa jeszcze bardziej szansę odnalezienia ciekawie grającego radia. Program pozwala także na dodawanie własnych strumieni, w przeciwieństwie do opisywanego wyżej SHOUTcasta. [fot. martwork, Wyświetlacz z napisem "ON AIR"] GDZIE SZUKAĆ ODNOŚNIKÓW DO STRUMIENI STACJI RADIOWYCH? Wydawać by się mogło, że najprostszym rozwiązaniem będzie odwiedzenie strony internetowej danego radia i poszukanie na niej interesującego nas odnośnika. Niestety, obecnie coraz częściej możemy mieć z tym problem. Właściciele rozgłośni wolą, kiedy ich internetowego przekazu słucha się za pomocą przeglądarki, mogą nam bowiem dzięki temu serwować rozmaite wizualne reklamy, co jest nie bez znaczenia dla finansów stacji. Dla osób niewidomych minusem takiego rozwiązania jest fakt, że większość odtwarzaczy zbudowana jest w oparciu o technologię Flash, a co za tym idzie, najczęściej jest niedostępna dla naszych czytników ekranu. Najlepiej jest więc poszukać stron internetowych, które gromadzą odnośniki do różnych stacji radiowych, w przypadku rozgłośni polskich polecam stronę http://one.xthost.info/emsoft/med1r.htm lub www.radiostacje.com. Jeśli ktoś czuje się na siłach, może oczywiście próbować zaglądać w źródło strony i próbować wyłuskać adres do interesującego go radia. Aplikacji do słuchania internetowych stacji radiowych jest wiele i z pewnością każdy znajdzie takie rozwiązanie, jakie spełniać będzie jego oczekiwania. Coraz szybsze łącza i coraz większa dostępność Internetu sprawiają, że każde, najmniejsze nawet radio stara się zaistnieć w sieci. Dla nas to po prostu szansa na wychwycenie interesujących brzmień, możliwość poznania nowego gatunku muzycznego czy doskonały sposób na naukę języka. Życzę zatem wszystkim dobrego odbioru i interesujących eksperymentów z opisanymi w tym artykule oraz odkrytymi osobiście aplikacjami. * Michał Dziwisz jest absolwentem informatyki w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku. Prowadzi własną firmę, specjalizującą się w usługach komputerowych. Jego pasją jest, szeroko pojęte, radio. Hobby to pociągnęło za sobą podjęcie misji tworzenia pierwszego w Polsce podcastu skierowanego do osób niewidomych. TYFLOPODCAST Ostatni kwartał 2011 roku to dla redakcji Tyflopodcastu m.in. czas pracy z interesującym sprzętem oraz oprogramowaniem. Efekty tego usłyszeć można w kolejnych odcinkach, które sukcesywnie pojawiają się na stronie www.tyflopodcast.net, a których liczba zbliża się do 300. Miłośnikom dźwięku polecamy prezentację możliwości kolejnych rejestratorów firmy Olympus – LS-3 oraz LS-5, jaką specjalnie dla Tyflopodcastu przygotował Tomek Bilecki. Ten sam autor zaprezentował w audycji Tyflopodcast kolejny rejestrator, tym razem z nieco wyższego przedziału cenowego, mianowicie Fostex FR 2 LE. Urządzenia Apple, wyposażone w program odczytu ekranu VoiceOver, stanowią kolejny temat, jaki w dalszym ciągu interesuje naszych słuchaczy, a tym samym redakcję Tyflopodcastu. O najnowszym tablecie spod znaku nadgryzionego jabłka, czyli iPadzie 2, oraz o możliwościach, jakie daje, we współpracy z ekranem dotykowym, bezprzewodowa klawiatura posłuchać można w audycjach Piotra Witka. Nie zapominamy również o sprzęcie specjalistycznym, dedykowanym typowo niewidomym użytkownikom. Michał Dziwisz w kolejnej audycji dotyczącej sprzętu brajlowskiego zaprezentował notatnik Braille Sense On Hand, a Robert Hetzyg, na przykładzie modelu czterdziestoznakowego, przedstawił możliwości monitorów firmy Esys. Tyflopodcast to także kolejne odsłony prezentacji na temat podstaw pakietu Office. O sposobach edycji tekstu oraz o tym, czym tak naprawdę są style i do czego mogą nam się przydać posłuchamy w audycjach Sylwestra Piekarskiego. Przedstawione tematy to jedynie wycinek z problematyki poruszanej w tym kwartale w poszczególnych odcinkach Tyflopodcastu. Oprócz tego, co tydzień na żywo, na antenie internetowego radia EN (www.radioen.fm) pojawia się audycja, w trakcie której słuchacze mogą na żywo porozmawiać z zaproszonym do studia gościem, zadać nurtujące ich pytania z zakresu tematyki danego odcinka. W audycjach z cyklu Tyflopodcast w Radiu EN gościliśmy m.in. twórców gry 1812 Serce Zimy, czy przedstawiciela firmy Olympus. Wspólnie z Magdaleną Szyszką rozmawialiśmy o istotnych z perspektywy niewidomych zagadnieniach prawnych, a z gośćmi z fundacji Pies Przewodnik o tym, jak bardzo w życiu osoby niewidomej przydatny jest pies asystujący. Robert Łabędzki opowiadał o sprzęcie sieciowym, od Tomka Bileckiego usłyszeliśmy garść przydatnych porad z zakresu nagrywania dźwięku. Robert Hetzyg przedstawiał dostępne w Polsce monitory oraz notatniki brajlowskie, Rafał Kiwak przekazał garść przydatnych wskazówek związanych z przeglądaniem stron internetowych, a Michał Mołek opowiedział o studiach informatycznych z perspektywy osoby niewidomej. Tyle za nami, jeszcze więcej przed nami, a wszystko jak zawsze na www.tyflopodcast.net. OGŁOSZENIE PŁATNE Fundacja “Vis Maior” zaprasza na konferencję „Wiele potrafię bezwzrokowo”, która odbędzie się 9 grudnia 2011 r., przy ul. Nowoursynowskiej 166, budynek 34, aula 4 w godz. 12:00 – 15:30. Będzie poświęcona promowaniu aktywności osób niewidomych poruszających się z psami przewodnikami. W programie m. in. pokaz pracy psów przewodników, projekcja filmu nt. różnych form aktywności niewidomych korzystających z ich pomocy, a także wykład tresera. Będzie można również doświadczyć bezwzrokowego poznawania świata. Dodatkowe informacje znajdują się na stronie www.fundacjavismaior.com Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych REKLAMA Inglaway – Angielski w piżamie! Kurs on-line języka angielskiego dla wszystkich! www.ingla.pl Myślisz, że nie masz zdolności do języków? Niewiele nauczyłeś się w szkole i na kursach? Nie masz czasu na uczęszczanie na zajęcia organizowane przez szkoły językowe? A może po prostu nie możesz znaleźć szkoły językowej, w której kursy byłyby przystosowane do Twoich potrzeb? Już dziś możesz zacząć uczyć się języka angielskiego przez Internet, bez wychodzenia z domu… Myślisz, że kursy językowe kosztują majątek? Nic podobnego! Miesięczny nieograniczony dostęp do kursu Inglaway dla całej rodziny już od 12,50 zł! To jedynie 0,24 gr za lekcję! Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. REKLAMA Publikacja Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym „To tacy ludzie są na świecie?” W każdym powiecie w Polsce mieszka kilkanaście osób z jednoczesnym upośledzeniem wzroku i słuchu – osób głuchoniewidomych. Potrzebują one szczególnego rodzaju wsparcia, m.in. wykwalifikowanych tłumaczy-przewodników. Dowiedz się więcej z publikacji wydanej przez Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym – „To tacy ludzie są na świecie?” Publikacja współfinansowana przez Samorząd Województwa Mazowieckiego ze środków PFRON Realizator projektu: Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym Wsparcie projektu: Gazeta Samorządu i Administracji Utilitia