OD REDAKCJI: W CELU UŁATWIENIA PORUSZANIA SIĘ PO TEKŚCIE, PRZY TYTULE KAŻDEGO ARTYKUŁU DODANY ZOSTAŁ ZNAK „&”, MIĘDZY ARTUKUŁAMI MOŻNA SIĘ ZATEM PRZEMIESZCZAĆ ODNAJDUJĄC ZNAK „&”, PRZY POMOCY POLECENIA „ZNAJDŹ”!!! NAWIASY KWADRATOWE ZAWIERAJĄ KRÓTKIE OPISY ILUSTRACJI DO TEKSTÓW, ZAMIESZCZONYCH W WERSJI GRAFICZNEJ "TYFLOŚWIATA". TYFLOŚWIAT www.tyfloswiat.pl Kwartalnik, nr 4 (6) 2009, bezpłatny, ISSN: 1689-8370 KWARTALNIK NR 4 (6) 2009 WYDAWCA Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego ul. Wybickiego 3a, 31-261 Kraków http://www.firr.org.pl tel.: (+48) 12 629 85 14; faks: (+48) 12 629 85 15 e-mail: biuro@firr.org.pl Organizacja Pożytku Publicznego Nr konta 77 2130 0004 2001 0255 9953 0005 REDAKTOR NACZELNY Joanna Piwowońska tel. kom. (+48) 663 883 332 e-mail: joanna.piwowonska@firr.org.pl INTERNET www.tyfloswiat.pl SKŁAD I OPRACOWANIE GRAFICZNE Sławomir Mirski Fotografia na okładce Vhpfoto DRUK Beltrani NAKŁAD 1000 egzemplarzy Nakład dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do druku. Materiałów niezamówionych nie zwracamy. Przedruk materiałów dozwolony za zgodą Wydawcy, a także pod warunkiem umieszczenia pod artykułem informacji, że jest on przedrukiem z kwartalnika „Tyfloświat” (z podaniem konkretnego numeru pisma) oraz zamieszczenia adresu naszej strony internetowej (www.tyfloswiat.pl). W Numerze: 3 Wolność ma zapach benzyny 16 PenFriend 20 Jak powstaje książka DAISY 28 Skaner 31 BookSense – cztery w jednym 37 Notatniki brajlowskie - przegląd 48 Trwałe tyflografiki na nietrwałym papierze 54 Smakowanie światła 56 Wszystko o rentach Od redakcji Oddajemy w Państwa ręce świąteczne, powiększone wydanie „Tyfloświata”, mając nadzieję, że jego lektura pomoże wypełnić długie, zimowe wieczory. W tym numerze postanowiliśmy skupić się na dwóch niezwykle ważnych, choć nieco odbiegających od głównych nurtów tematycznych czasopisma, kwestiach, a mianowicie: komunikacji publicznej oraz systemie rentowym. Artykuł „Wolność ma zapach benzyny” rozpoczyna cykl materiałów poświęconych komunikacji jako takiej. Jako pierwszy pod lupę został wzięty transport miejski, ten, z którego korzystamy najczęściej. Wiele się mówi o przystosowaniu przestrzeni publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych, w świetle ostatnich tragicznych wydarzeń w warszawskim metrze szczególne zainteresowanie budzi funkcjonalność rozwiązań skierowanych do osób z dysfunkcją wzroku. Czy są one jednak tak skuteczne, jak twierdzą decydenci? A jeżeli nie, to jak tego typu dostosowania powinny naprawdę wyglądać? Na te i inne pytania w swoim artykule odpowiedzi szukał Michał Dębiec. W kolejnych odcinkach zajmie się transportem lotniczym i kolejowym. Artykuł „Wszystko o rentach” jest następnym z serii materiałów dotyczących aspektów prawnych związanych z niepełnosprawnością. Cykl jest odpowiedzią na Państwa głosy, dotyczące konieczności poruszenia tego typu tematyki. Przychylamy się bowiem do opinii, iż przepisy regulujące sytuację prawną osób z dysfunkcją wzroku są często bardzo niejasne. Postaramy się wyjaśnić wszelkie wątpliwości z nimi związane. Redaktor Naczelny Prawdziwie radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz uśmiechu i życzliwości na każdy dzień Nowego Roku życzy Redakcja czasopisma „Tyfloświat” 3 - 15 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Wolność ma zapach benzyny Michał Dębiec [fot. Cagri Oner, Zdjęcie przedstawia ostrzeżenie przed przerwą między wejściem do wagonu a peronem w londyńskim metrze] Taki wers pojawia się w piosence Urszuli „Michelle ma belle”. Wolność jest w niej rozumiana jako swoboda przemieszczania się, bycia w wymarzonych miejscach, kiedy się tego zapragnie. Benzyna to paliwo niezbędne do pojazdu, który może urzeczywistnić marzenia o każdej podróży. W życiu osoby z dysfunkcją wzroku do przemieszczania się potrzebny jest jeszcze szofer, co komplikuje znacznie podróżowanie i wyklucza niezależność. Nie każdy ma możliwość korzystania z pomocy kierowcy, większość z nas jest skazana na transport publiczny, który, niestety, rzadko bywa dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. O polityce komunikacyjnej decydują urzędnicy, którzy niekoniecznie słyszeli o barierach, jakie stawiają wprowadzane rozwiązania. Niewielu z nich styka się w swoim życiu z niepełnosprawnością, dlatego rzeczą niezwykle ważną jest przypominanie, komu te rozwiązania mają służyć i jak powinny wyglądać. Wiedza na temat barier w funkcjonowaniu osób niepełnosprawnych jest ciągle w społeczeństwie nikła, ale i sami zainteresowani słabo orientują się w tym, jakiego wsparcia naprawdę potrzebują. Konieczne jest zatem zbieranie i upowszechnianie informacji na ten temat. Moje zainteresowanie dostępnością komunikacji miejskiej wynikło z własnych, jako osoby słabowidzącej, doświadczeń oraz ze znajomości barier komunikacyjnych, wynikającej z rozmów z innymi niepełnosprawnymi. Konkluzją tego zbioru opinii jest na pewno to, że komunikacja miejska staje się coraz bardziej dostępna, ale często tylko dla osób niepełnosprawnych motorycznie, z pominięciem innych dysfunkcji. Jak bowiem nazwać to, że wciąż pojawiają się bariery technologiczne, architektoniczne i mentalne w miastach, które nazywają siebie „dostępnymi dla wszystkich”? Bywa, że pojazd z naklejką przedstawiającą człowieka na wózku nie jest dostępny nawet dla osób na wózku, a co dopiero dla osób niewidomych lub niesłyszących. Dostępność dla jednego tylko rodzaju niepełnosprawności nie jest pełnym dostosowaniem i otwarciem na potrzeby licznej grupy Polaków. Po wielu rozmowach z przewoźnikami i kierowcami doszedłem do wniosku, że niedostosowanie wynika z małej wiedzy o osobach niepełnosprawnych i braku dialogu ze środowiskami reprezentującymi poszczególne dysfunkcje. Trzeba zatem mówić o problemach i sugerować proste rozwiązania, jednocześnie zwracając uwagę, jak wielu osobom mogą one ułatwić korzystanie z transportu publicznego. Należy też zauważyć, że transport publiczny to nie tylko pojazdy, ale również infrastruktura przystankowa, informacja pasażerska oraz ludzie – pracownicy firm przewozowych. W każdym z tych elementów można obecnie wskazać wady i bariery dla osób niepełnosprawnych. Warto jednak zaproponować rozwiązania, które sprawdzają się już w kilku miastach na świecie. KIM JEST PASAŻER? Autobusami, tramwajami, trolejbusami, metrem i pociągami podróżuje wiele osób. Wystarczy obserwacja kilku węzłów przesiadkowych, aby oszacować skalę wykorzystania publicznych środków transportu. Podróżują nie tylko ci, którzy nie posiadają własnego samochodu, ale również ci, którzy sami nie potrafią prowadzić. Osoby oszczędne, starsze, uczące się i pracujące, aby być aktywnymi, korzystają z oferty przewozowej miasta. W czasach, gdy dostęp do motoryzacji jest tak powszechny, wykształcił się spory odsetek osób, które uważają przemieszczanie się transportem zbiorowym za bardziej ekologiczne, ponieważ emituje on do atmosfery mniej szkodliwych substancji. Jest zatem dla kogo tworzyć nowe linie, racjonalizować politykę komunikacyjną gmin i inwestować w rozwój infrastruktury. Pasażerami są również osoby niepełnosprawne, które coraz częściej starają się być aktywne społecznie. Dzięki rehabilitacji i edukacji każdy może spróbować swoich sił na rynku pracy, który otwiera się powoli na niepełnosprawność. Zatrudnienie i niezależność są dla osób z dysfunkcjami pożądane, ponieważ mogą się one realizować życiowo i rehabilitować. Na nic jednak zdadzą się państwowe i unijne programy aktywizacji osób niepełnosprawnych, jeśli nie będą one w stanie dotrzeć do miejsca pracy, na uczelnię lub na zajęcia. Według Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku w Polsce jest około 4,5 miliona osób niepełnosprawnych z ważnym orzeczeniem i około miliona bez orzeczenia, odczuwających skutki niepełnosprawności. Jest to zatem więcej niż 10% Polaków, z których znaczna część korzysta z usług komunikacji publicznej. Jak wykazały badania zdrowia przeprowadzone przez GUS w roku 2004, osób niepełnosprawnych z powodu schorzeń narządu ruchu jest 46,1%. Znacznie częściej natomiast występują inne schorzenia, które często nakładają się na siebie. Osób ze schorzeniami wzroku jest prawie 30%, słuchu: niemal 14%, a układu krążenia: bez mała 49%. Te dane jasno pokazują, jak wielka grupa osób jest potencjalnymi użytkownikami komunikacji publicznej. Pasażerami są też osoby starsze, które niekoniecznie posiadają status osoby niepełnosprawnej, a jednocześnie muszą zmagać się z takimi samymi barierami: stopniami prowadzącymi do pojazdu, brakiem widocznych oznaczeń linii i trasy oraz złą kolorystyką wnętrz pojazdów. Niwelowanie tych barier pozwala na dostosowanie komunikacji miejskiej dla ogromnej liczby osób. TRANSPORT PUBLICZNY A NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ Tematyką dostosowania transportu do potrzeb osób niepełnosprawnych zajęła się Rada Europy, która zawarła pewne sugestie w dokumencie „Zalecenie nr Rec(2006)5 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich - Plan działań Rady Europy w celu promocji praw i pełnego uczestnictwa osób niepełnosprawnych w społeczeństwie: podnoszenie jakości życia osób niepełnosprawnych w Europie 2006-2015”, przyjętym przez Komitet Ministrów w dniu 5 kwietnia 2006. Punkt 3.7. przedstawia zalecenia dotyczące transportu. Wśród celów działania wymienia się: • zwiększenie uczestnictwa osób niepełnosprawnych w społeczeństwie poprzez wdrażanie polityki dostępnego transportu, • zapewnienie, by przy wdrażaniu polityki dostępnego transportu uwzględniano potrzeby wszystkich osób z różnego rodzaju dysfunkcjami i niepełnosprawnością, • promowanie dostępności istniejących usług transportu pasażerskiego dla wszystkich osób niepełnosprawnych i zapewnienie dostępności wszystkich nowych usług transportowych i związanej z nimi infrastruktury, • promowanie wdrażania zasady uniwersalnego projektowania w sektorze transportu. Jak widać, Rada Europy jasno kreśliła cele: dostępność komunikacji miejskiej powinna uwzględniać wszystkie rodzaje niepełnosprawności. Dodatkowo dostępność ta powinna być promowana. W praktyce jednak brak egzekucji zaleceń. Nie ma komisji, która zajmowałaby się oceną dostępności i zgodności z wytycznymi Rady Europy, zawartych w tym zaleceniu. Dokument podpowiada również państwom członkowskim, jak te cele można osiągnąć. Wskazane jest: • uwzględnianie zaleceń, raportów i wytycznych opracowanych i uzgodnionych przez organy międzynarodowe, w szczególności przy tworzeniu standardów, wytycznych, strategii i, jeśli jest to właściwe, ustawodawstwa, w celu zapewnienia dostępności usług transportowych i infrastruktury, włączając środowisko zabudowane, • monitorowanie i przegląd procesu wdrażania polityki dostępnego transportu, • zapewnienie, by operatorzy transportu publicznego włączyli obowiązkowe szkolenie uświadamiające w zakresie problemów niepełnosprawności do standardowych kursów szkoleniowych dla osób zajmujących się świadczeniem usług transportowych, • promowanie wprowadzania i przyjmowania krajowych wytycznych w zakresie dostępnych usług transportowych, zarówno dla operatorów transportu publicznego, jak i prywatnego, • tworzenie procedur współpracy i konsultacji ze wszystkimi zainteresowanymi, w szczególności włączając w to odpowiednie agencje rządowe, usługodawców i grupy zainteresowania problemami niepełnosprawności, w celu ukierunkowania polityki i planowania na rzecz dostępności usług transportowych, • popieranie i zachęcanie prywatnych operatorów usług transportowych do świadczenia dostępnych usług, • zapewnienie dostępności informacji o usługach transportu publicznego, w miarę możliwości w różnych formach i poprzez różne systemy komunikacji, aby dotrzeć do osób niepełnosprawnych, • zachęcanie do projektowania innowacyjnych programów, które wspierałyby osoby niepełnosprawne, mające problemy z korzystaniem z transportu publicznego, w korzystaniu z własnych środków transportu, • pozwolenie, by zwierzęta towarzyszące osobom niepełnosprawnym (np. pies przewodnik) były wpuszczane do środków transportu publicznego, • zapewnienie świadczenia usług parkingowych i ochrony urządzeń parkingowych dla osób niepełnosprawnych z ograniczoną mobilnością, • uznanie szczególnych wymagań osób niepełnosprawnych przy opracowywaniu podstawowych dokumentów na temat praw pasażerów, • ochrona prawna osób niepełnosprawnych przed dyskryminacją w dostępie do transportu, • zapewnienie, by procedury bezpieczeństwa i postępowania w sytuacjach kryzysowych nie powodowały dodatkowej nierówności osób niepełnosprawnych. [fot. Thoursie, Zdjęcie przedstawia stację metra] Pomimo że od opracowania zaleceń Rady Europy minęły już prawie cztery lata, nie wprowadzono w Polsce obowiązku szkolenia przewoźników z zakresu dostępności dla osób niepełnosprawnych, nie opracowano odgórnych procedur i standardów dostępności transportu publicznego, nie motywuje się prywatnych operatorów do świadczenia dostępnych usług, brak jest prawnej ochrony przed dyskryminacją w dostępie do transportu publicznego, a rozwiązania wprowadzane przez gminy nie są konsultowane z przedstawicielami wszystkich rodzajów niepełnosprawności. Być może te zaniedbania względem unijnych zaleceń spowodowane są nikłą kontrolą w zakresie ich realizacji oraz brakiem organu zrzeszającego przedstawicieli wszystkich niepełnosprawności, umocowanego prawnie, posiadającego kompetencje orzekające o stopniu dostępności. Podejrzewam, że gdyby naciski na samorząd terytorialny i władze centralne były mocniejsze ze strony środowisk niepełnosprawnych, cele i działania sugerowane przez Radę Europy mogłyby zostać spełnione. Również inne organy Unii Europejskiej wypowiadały się w kwestii dostępności. publicznego transportu pasażerskiego dla osób niepełnosprawnych. Rozporządzenie (WE) nr 1371/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2007 r., o prawach i obowiązkach pasażerów w ruchu kolejowym jest dokumentem dotyczącym jedynie kolei. Zarząd kolei w Polsce obejmuje swoim działaniem również kolej miejską i metra, czyli transport publiczny. Podobny dokument, o samej komunikacji miejskiej, jeszcze nie powstał, a powinien. Regulamin nr 107 Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych (EKG ONZ) podejmuje próbę zdefiniowania pojazdów niskopodłogowych oraz niektórych rozwiązań zwiększających dostępność. W Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 2 lipca 2008 roku w sprawie szkolenia kierowców zajmujących się przewozem drogowym znalazły się zapisy o dostępności dla osób niepełnosprawnych. Wszystkie te dokumenty miały służyć zwiększaniu dostępności. Jednak po stronie państw widać brak konsekwencji w ich realizacji. Nie jest to tylko problem Polski. Za jedną z najlepiej działających w Europie przyjmuje się komunikację miejską Paryża. Stolica Francji ma czternaście linii metra, sześć linii specjalnych pociągów miejskich RER oraz prawie pięćdziesiąt linii autobusowych. Maksymalny czas dotarcia na piechotę do najbliższego środka komunikacji miejskiej to piętnaście minut. Niestety, pomimo świetnego rozplanowania przystanków i stacji metra, zupełnie pominięto dostosowania dla osób niepełnosprawnych. Do metra prowadzą liczne schody, brakuje wind dla wózków, oznaczeń dla osób niewidomych i słabowidzących. Unia Europejska wprowadza zatem swoje zalecenia i sugestie, ale państwa członkowskie nie czują się zobligowane do wdrożenia ich na swoim terenie. Jedyna nadzieja w rozsądku urzędników i to do niego należy się odwoływać. DOSTĘPNY PRZYSTANEK Pierwszym elementem transportu publicznego, który powinien być dostępny jest przystanek. Moja codzienna podróż do pracy zaczyna się na przystanku autobusowym w Krakowie. Zazwyczaj panuje tu duży tłok i podenerwowanie. Ludzie niecierpliwie chodzą tam i z powrotem, cisną się pod rozkładem jazdy lub zaspani stoją, nie reagując na otoczenie. Podchodzę do wiaty z białą laską, oznaczającą problemy ze wzrokiem i pomagającą w codziennym poruszaniu się ulicami i krzywymi chodnikami. Rozkład jazdy jest napisany małą czcionką, ale w miarę czytelny. Nie wszystkie przystanki mają podświetlany rozkład, dlatego nie zawsze mogę z niego skorzystać. Często proszę kogoś o przeczytanie godziny odjazdu. Problem pojawia się, gdy nie ma kogo zapytać, ponieważ przystanek jest pusty. Większy problem stanowi samo rozplanowanie przestrzeni na przystanku i wokół niego. Zdarza się, że wpadam na szare słupki i znaki lub na źle umiejscowione kosze na śmieci. Dużą przeszkodę stanowi również stawianie koszy przed rozkładem jazdy, gdyż uniemożliwia podejście dostatecznie bliskie, by odczytać cokolwiek. Jest to również bariera dla osób, poruszających się na wózku. Ten problem dotyczy niestety wielu miast polskich. [fot. An Nguyen, Zdjęcie przedstawia przystanek autobusowy, podpis: Nie należy zapominać, że wśród pasażerów znajdują się także osoby niepełnosprawne. Brak odpowiednich oznaczeń na przystankach i w pojazdach może uniemożliwić im korzystanie z komunikacji miejskiej] Za tworzenie infrastruktury przystankowej odpowiada gmina. Przystanki autobusowe budowane są na dwa sposoby. Jednym z nich jest przystanek zatokowy, który charakteryzuje się zatoczką wykrojoną z chodnika, w którą wjeżdża autobus. To rozwiązanie ma pewną wadę w dostępności dla osób niepełnosprawnych. Autobus przegubowy nie jest w stanie podjechać dostatecznie blisko chodnika, by osoba na wózku mogła wjechać do środka. Kierowcy autobusów zwracają również uwagę, że nie są w stanie dojrzeć w lusterku tylnych drzwi i nie mogą zareagować, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Wjeżdżający do zatoczki pojazd może też zahaczyć rogiem lub lusterkiem kogoś, kto stoi zbyt blisko krawędzi, na przykład niewidomego. Innym rodzajem przystanków są przystanki przylądkowe, które charakteryzują się skrajnym pasem jezdni wyodrębnionym na potrzeby autobusów. Korzystając z pasa jezdni, każdy autobus może podjechać bardzo blisko chodnika i jest to znacznie bardziej dostępne rozwiązanie niż opisane wcześniej. Przystanki tramwajowe mogą mieć peron, czyli platformę do wsiadania, wybudowaną na ulicy bądź nie posiadać takiego miejsca (wówczas wsiada się wprost z powierzchni ulicy). Rozwiązanie pierwsze ułatwia wsiadanie osobom starszym, niepełnosprawnym na wózkach, rodzicom z dziećmi i jest bezpieczniejsze niż drugie, które ponadto powoduje ryzyko wpadnięcia pod samochód. Teoretycznie samochody powinny zatrzymać się, kiedy tramwaj otwiera drzwi i pasażerowie wysiadają na jezdnię, ale w praktyce różnie bywa. Brak peronu oznacza całkowitą niedostępność przystanku dla osób na wózku. Jeżeli zastosowano przystanek peronowy, to ważne, aby zaznaczyć skrajnię wystającym garbem lub kostką chodnikową o specjalnej fakturze guzkowej. Osoba z białą laską jest w stanie wyczuć, kiedy zbliża się do krawędzi, co znacznie podnosi bezpieczeństwo przystanku. Węzły przesiadkowe, to zawsze miejsca bardzo stresujące dla osób z dysfunkcjami. Zazwyczaj są zatłoczone, wymagają przejść przez ulicę lub poruszania się skomplikowanymi korytarzami. Aby zdążyć na przesiadkę, należy poruszać się szybko i odnaleźć właściwy przystanek. Główne wady zaobserwowane na kilku węzłach przesiadkowych to: mało przestrzeni na przejazd wózkiem, słabo kontrastujące z otoczeniem słupki i śmietniki, brak możliwości zbliżenia oczu do tablicy z rozkładem jazdy z powodu złego umiejscowienia śmietników i tablic, brak wind oraz zbyt ostry kąt nachylenia pochylni dla wózków (norma zakłada: szerokość podjazdów 1,2 m, nachylenie maksymalnie 6% dla podjazdów dłuższych niż 1,5 m, spocznik w podjazdach powyżej 9 m, poręcze). Stacje metra na razie są jedynie w Warszawie, ale w Krakowie pojawiły się podziemne stacje szybkiego tramwaju. Rozwiązania zwiększające dostępność należałoby zawrzeć już na etapie projektowania stacji. Takimi elementami są: kontrastujące elementy zabudowy (np. szara podłoga i niebieskie ściany), podjazdy dla wózków, windy, kontrastujące oznaczenie schodów (przynajmniej na pierwszym i ostatnim stopniu), oznaczenie skrajni peronu. WYRAŹNIE OZNACZONY STOPIEŃ Głośno było o niewidomym studencie dziennikarstwa, który wpadł pod nadjeżdżające metro w Warszawie. Stało się tak właśnie dlatego, że perony nie mają oznaczonej skrajni. Mimo że od wypadku minęło już kilka miesięcy, skrajnie w metrze nadal nie są zaznaczone, a projekt zmian utknął gdzieś w szafie Urzędu Miasta. Kto w takim razie będzie odpowiedzialny za kolejny wypadek i czy jest przygotowany na koszty odszkodowań? Coraz częściej na przystankach montuje się tablice świetlne sprzężone z systemem GPS, które pokazuje, w jakim czasie nadjadą kolejne linie. Ta forma dostosowania na pewno pomaga osobom starszym i słabowidzącym, ale może też pomagać osobom niewidomym – pod warunkiem zamontowania przycisku z dźwiękową informacją. Taka tablica działa już na przystanku tramwajowym Centrum w Warszawie i w paru innych miejscach. Po naciśnięciu guzika słychać wyraźny głos, który czyta pierwsze trzy linie z listy, wraz z planowanym czasem oczekiwania. Dzięki temu osoba niewidoma wie, czy najbliższy pojazd, który podjedzie na przystanek jest tym oczekiwanym przez nią. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia fragment wagonu tramwajowego z odpowiednio oznaczonymi odblaskową taśmą krawędziami stopni] [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia tablicę wyświetlającą rozkład jazdy komunikacji miejskiej na danym przystanku, Podpis: Tablica świetlna na przystanku. Widoczna dla osoby słabowidzącej, niestety bez udźwiękowienia] Odpowiednie oznakowanie przystanku jest ważne dla każdego pasażera. Duży napis z nazwą, umieszczony na wiacie i na słupku znacznie ułatwia poruszanie się po mieście nie tylko osobom słabowidzącym, ale także turystom. Jeżeli dodatkowo na wiacie i na słupku można odczytać numerki wszystkich linii, które obsługują przystanek, zwiększa to ich dostępność. Dotychczas największym problemem w korzystaniu z przystanków były rozkłady jazdy. Mają one drobny druk i różne rozplanowanie przestrzeni na karteczce z opisem linii. Jest to szczególnie kłopotliwe, gdy podróżuje się po różnych miastach. Niestety, nie ma jednego ustalonego szablonu, co sprawia, że można się czuć nieco zagubionym. Informacje, które powinny się znajdować na kartce linii to: numer linii, godziny odjazdów w dni powszednie i świąteczne oraz opis trasy. Czcionka użyta do druku powinna być bezszeryfowa, czyli prosta, bez zdobiących haczyków (np. Arial), a jeżeli dodatkowo byłaby pogrubiona, mogłaby być odczytana nawet przez osoby z zaćmą. Dobrą praktyką jest stosowanie na przystanku urządzeń do wzywania pomocy, dostępnych także dla osób niedosłyszacych. Taki system działa już na kilku lotniskach i na stacjach podziemnych szybkiego tramwaju w Krakowie. Po uruchomieniu mikrofonu alarmowego osoba monitorująca peron ma podgląd na wzywającego pomocy i może od razu zareagować. Takie usprawnienie jest szczególnie istotne w wypadkach nagłych, takich jak np. atak epilepsji, zawał serca, utrata przytomności i może uratować życie. Kilka miast uruchomiło już numery infolinii, pod którymi można uzyskać informację o odjazdach i połączeniach. Kiedy nie można odczytać rozkładu wiszącego na przystanku, taki telefon może bardzo pomóc. DOSTĘPNE POJAZDY Jeżeli już uda mi się dotrzeć do właściwego przystanku i odczytać godzinę odjazdu na rozkładzie, kolejnym etapem codziennej podróży do pracy będzie wybranie właściwego autobusu. Zazwyczaj staję na przedzie przystanku, gdyż osoba z białą laską tak właśnie powinna robić. Jeżeli autobus ma wyraźny wyświetlacz, jestem w stanie rozpoznać numer linii. Problem pojawia się wówczas, jeśli nie stoję z przodu przystanku, lecz podchodzę do pojazdu z boku lub od tyłu. Krakowskie autobusy mają boczny panel z numerem linii tylko za przednimi drzwiami, natomiast za przegubem brak informacji o numerze linii. Nie można na to narzekać w Warszawie. Duży numer linii wraz ze skróconym opisem trasy pojawia się i za przednimi drzwiami, i za przegubem, dzięki czemu każdy pasażer wie, do jakiego autobusu wsiada. Kraków i Warszawa mają ustaloną kolorystykę pojazdów, dzięki czemu raczej nie pomylimy komunikacji miejskiej z przewoźnikiem prywatnym czy międzymiastowym. Nieco gorzej wygląda to na Śląsku, gdzie funkcjonuje wielu przewoźników w obrębie Komunalnego Związku Komunikacyjnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (KZK GOP). Nie wprowadzono dotychczas stałej kolorystyki dla komunikacji miejskiej, a pojazdy często oblepione są reklamami, co dodatkowo utrudnia ich identyfikację. Przewoźnicy stosują czasem dodatkowe oznaczenia rozpoznawcze, np. PKM Gliwice za przednimi drzwiami swoich autobusów umieszcza duże i kontrastujące logo firmy, dzięki temu można odróżnić ten pojazd od innych. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia wnętrze autobusu, Podpis: Boczny panel zewnętrzny – podświetlony, duży i wyraźny ] Producenci autobusów są coraz bardziej otwarci na sugestie dotyczące dostępności dla osób niepełnosprawnych, jednak wybór i zamówienie konkretnych modeli należy do przewoźnika. Jeżeli, dla przykładu, nie zamówi on nad drzwi zewnętrznych świateł halogenowych pomagających w wysiadaniu po ciemku, producent ich nie zamontuje. Tak samo będzie w przypadku innych usprawnień. Przewoźnik sam dobiera autobusy do swoich potrzeb. Gmina lub organ realizujący politykę transportową na jej terenie wybiera przewoźników do obsługi danej linii w przetargu. Dokumentem precyzującym zalecenia dla przewoźników startujących w przetargu jest Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Wymogi dostępności dla osób niepełnosprawnych powinny zostać zawarte w tej specyfikacji, tymczasem miasta bardzo rzadko je tam umieszczają. Wyjątkiem jest znów Warszawa, która od pewnego czasu motywuje przewoźników do zwiększania dostępności właśnie poprzez zawarcie odpowiednich usprawnień w SIWZ-ie. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia numer boczny autobusu, Podpis: Duży numer linii tramwajowej, umieszczony z boku, za przednimi drzwiami, pozwala na uniknięcie pomyłki przy wsiadaniu] [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia oznaczenia przystosowania pojazdu do potrzeb osób niepełnosprawnych naklejone na autobusie, Podpis: Oznaczenie pojazdu dostosowanego – niestety niektóre pojazdy z naklejką nie są wcale dostępne] Co musi mieć autobus, by był dostępny? Po pierwsze powinien być niskopodłogowy na całej długości i mieć możliwość tzw. „przykucnięcia”, aby obniżyć poziom wejścia dla potrzeb wózków. Platforma dla wózków może być otwierana automatycznie lub ręcznie, jednak doświadczenie podpowiada, że niewielu pasażerów wie, jak ją rozłożyć i to kierowca, jako osoba przeszkolona, powinien pierwszy zareagować na potrzebę osoby na wózku. Autobusy, które mają tylko jedno miejsce dla wózka są w mniejszym stopniu dostępne, ponieważ zdarza się, że nie mają możliwości przewiezienia osoby niepełnosprawnej, ze względu na to, że miejsce zajmuje inna osobę lub matka z wózkiem. W przestrzeni wyznaczonej dla wózków nie powinny się znajdować rurki, ponieważ znacznie utrudniają one „wózkowiczom” poruszanie się po autobusie. Wszystkie przyciski muszą się znajdować na odpowiedniej wysokości, aby osoba na wózku mogła z nich skorzystać. Pojazd ponadto powinien mieć wyraźny przedni panel z numerem linii oraz panele boczne z przodu i za przegubem, z numerem linii, kierunkiem jazdy i skróconym opisem trasy. Zamontowanie górnych halogenów nad wejściem po zewnętrznej stronie znacznie poprawia bezpieczeństwo wysiadających, również osób słabowidzących, które przy przejściu z jasnego pomieszczenia do ciemności potrzebują więcej czasu na dostosowanie źrenic. To rozwiązanie świadczy dobrze o przewoźniku, bo w deszczowy dzień pozwala na uniknięcie kałuży przy wysiadaniu. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia wnętrze nowego autobusu niskopodłogowego, Podpis: Duża przestrzeń na wózki zwiększa dostępność. Srebrne rurki ją zmniejszają, gdyż znikają dla oka z pogorszonym kontrastem] [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia przyciski wywołujące otwieranie drzwi w tramwaju, Podpis: Podświetlane przyciski, znajdujące się na drzwiach, zwiększają dostępność pojazdu] Barierą we wsiadaniu do pojazdu są przyciski do otwierania drzwi. Wiele miast wprowadziło tzw. „ciepły przycisk”, który zdejmuje z kierowcy obowiązek otwierania drzwi na każdym przystanku. Pasażer, kiedy chce wejść do autobusu, sam otwiera drzwi przyciskiem. Jednak kiedy osoba ma kłopoty ze wzrokiem, nie jest w stanie znaleźć przycisku, a dodatkowo nawet nie wie, czy pojazd, który się przed nim zatrzymał, to autobus. Ciepły przycisk jest kłopotliwy również wewnątrz autobusu, ponieważ nie zawsze można odróżnić guzik do otwierania drzwi od tego z napisem STOP. Jeżeli zaś autobus podjedzie na przystanek i nikt nie otworzy drzwi, osoba niewidoma nie zorientuje się, że stoi na przystanku. Usprawnieniem, które niweluje bariery spowodowane stworzeniem „ciepłego przycisku” jest udźwiękowienie pojazdu na zewnętrz i wewnątrz. W ten sposób osoba niewidoma może usłyszeć, że stoi przed autobusem, dowiedzieć się, czy to właściwa linia, a będąc w środku, dowie się na jaki przystanek podjeżdża. Wiele też zależy od zdrowego rozsądku kierowcy, który może sam otworzyć drzwi, kiedy zorientuje się, że ktoś ma problem w odnalezieniu przycisku. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia wnętrze autobusu, Podpis: Wewnętrzny panel świetlny za przegubem autobusu – umieszczony prawidłowo, jednak w tym autobusie nie zastosowano kontrastujących z otoczeniem barw rurek i słupków. Dodatkowo przycisk STOP umieszczony jest w niecodziennym miejscu] [fot. Michał Dziwisz, Zdjęcie przedstawia przycisk wywołujący otwarcie drzwi, Podpis: „Ciepły] przycisk”, czyli utrapienie dla osób niewidomych] Kolejne elementy dostępności to kolorystyka wnętrz. Wszystkie rurki i uchwyty powinny kontrastować z otoczeniem, zatem nie powinny być przezroczyste, srebrne, białe ani szare. Z kolorystyką wnętrz autobusów najlepiej kontrastuje żółty kolor i on jest właśnie zalecaną barwą do oznaczania słupków. Jeżeli w pojeździe znajdują się stopnie, powinny być oznaczone kontrastującą barwą. W środku autobusu winna znajdować się informacja o linii, kierunku i trasie. Do ich podawania służą panele świetlne, które powinny być instalowane nad korytarzem, tuż za kabiną kierowcy oraz za przegubem. Panel pokazujący trasę i kolejne przystanki znacznie zwiększa dostępność pojazdu dla osób niesłyszących, słabowidzących oraz dla turystów. Zimą, kiedy okna są zaparowane, wszyscy pasażerowie korzystają z informacji na temat kolejnego przystanku podawanych na wyświetlaczu. Poza panelami, trasa linii i jej numer powinny być również widoczne na tablicach bocznych wewnątrz pojazdu. Niezależnie od miejsc na wózki stosowane są również miejsca z krzyżykiem, przeznaczone dla osób starszych, niepełnosprawnych oraz młodych matek. Naklejka wskazująca, kto ma pierwszeństwo w zajmowaniu takiego siedzenia bywa umieszczana w nieodpowiednim miejscu: nad oknem, więc tam, gdzie niewiele osób spogląda. W innych przypadkach nalepki są umiejscowione w przesuwalnej części okna, co skutkuje tym, że po jego otwarciu oznaczenie znika za kolejną szybą. Jeżeli miejsca z krzyżykiem mają mieć sens, oznaczenia powinny być umieszczane na nieruchomych częściach pojazdu, na wysokości wzroku siedzącego. W praktyce, podobnie jak w przypadku miejsc parkingowych z kopertą, miejsca z krzyżykiem są często zajmowane przez nieuprawnione osoby. Najwyraźniej świadomość społeczeństwa jest bardzo niska i należałoby ją podnosić poprzez edukację pasażerów. Podjął się tego Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie. Od kiedy zastosowano naklejki o treści: „Proszę, ustąp mi miejsce” i rysunkami starszego mężczyzny, osoby niewidomej oraz kobiety w ciąży, siedzący częściej opuszczają oznaczone miejsca na widok bardziej potrzebującego. Nie wszyscy rozumieją powód ustępowania miejsca niewidomemu, który przecież nie ma problemów motorycznych i którego dysfunkcja nie wymaga odciążania nóg. Takiej osobie trudno jest utrzymać równowagę bez możliwości dostrzeżenia zakrętów czy utrudnień na drodze. Przez to może być narażona na kontuzję, a także potrącić innych pasażerów. Dodatkowym utrudnieniem jest trzymanie w ręku białej laski. Mamy wtedy wolną tylko jedną rękę, a jeżeli przewozimy bagaż, to podróż komplikuje się jeszcze bardziej. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia wnętrze autobusu z zamontowanym wewnętrznym panelem bocznym, Podpis: Boczna tabliczka z trasą pojazdu, umieszczona wewnątrz pojazdu za przegubem] DOSTĘPNY KIEROWCA Pomimo wyposażenia pojazdów w elementy poprawiające dostępność i budowania przystanków w odpowiedni sposób, ciągle kluczową rolę odgrywają ludzie, czyli współpasażerowie i kierowcy. To ich pomoc dla osób niepełnosprawnych jest najbardziej pożądana na przystanku, gdzie mogą odczytać godzinę odjazdu i numer podjeżdżającej linii i w autobusie, gdzie mogą ostrzec przed stopniem, odczytać przystanek lub znaleźć miejsce. Na ustandaryzowanie zachowań pasażerów nie mamy wpływu. Jedynie edukacja społeczeństwa może coś poprawić w tej kwestii. Mamy natomiast wpływ na świadomość kierowców, którzy są pracownikami przewoźników. Wprawdzie Rada Europy zaleca obowiązkowe szkolenia dla kierowców z zakresu pomocy i obsługi pasażera niepełnosprawnego, jednak w praktyce albo takich szkoleń nie ma, albo są robione niekompletnie, wcale nie przez ekspertów niepełnosprawnych, którzy potrafią przekazać wiedzę o barierach w sposób maksymalnie rzetelny. Czego powinni nauczyć się kierowcy? Na pewno reakcji na różne sytuacje związane z niepełnosprawnym pasażerem, które mogą się wydarzyć. Najważniejsze jest przyjęcie założenia, że osoby z dysfunkcjami potrzebują pomocy. Jedne mniej, inne bardziej. Niektóre nie zechcą się do tego przyznać, inne same o nią proszą. Nigdy nie wiadomo, z jaką osobą ma się do czynienia, dlatego uniwersalna zasada reakcji, odnosząca się do każdego rodzaju niepełnosprawności oraz każdego charakteru osoby nakazuje zapytać, czy pomóc. W najgorszym razie usłyszymy odmowę. W bardzo wielu przypadkach możemy jednak takiej osobie ułatwić, a nawet umożliwić przemieszczanie się. Jest kilka wskazówek, które warto sobie przyswoić, będąc kierowcą lub pasażerem pojazdu komunikacji miejskiej. Osoby niewidome najczęściej potrzebują pomocy przy poruszaniu się lub przeczytaniu informacji wizualnej. Osoby na wózku poproszą najczęściej o przytrzymanie drzwi lub pomoc przy wsiadaniu do pojazdu. PASAŻER Z DYSFUNKCJĄ WZROKU Osobę niewidomą łatwo rozpoznać po białej lasce w dłoni lub po towarzyszącym jej psie przewodniku. Po dostrzeżeniu takiej osoby na przystanku, kierowca powinien: • otworzyć drzwi, bo osobie niewidomej trudno odnaleźć przycisk do otwierania drzwi na ścianie autobusu, • odczekać chwilę po zamknięciu się drzwi – osoba niewidoma potrzebuje nieco więcej czasu na odnalezienie miejsca lub złapania się uchwytu, • mieć włączony system dźwiękowej informacji – pomaga to osobom niewidomym, ale też innym pasażerom, • udzielać cierpliwie informacji, ponieważ nie wie, czy dany pasażer nie ma problemów ze wzrokiem, • powiadomić z odpowiednim wyprzedzeniem o zbliżaniu się do przystanku, o którego wskazanie osoba niewidoma prosiła, • zawsze podjeżdżać możliwie najbliżej chodnika, by nie powstawała duża przerwa pomiędzy autobusem a chodnikiem, • zatrzymać pojazd przed otwarciem drzwi – w innym wypadku istnieje ryzyko wpadnięcia pasażera pod koła. Nowoczesne autobusy mają już zabezpieczenie, dzięki któremu nie da się otworzyć drzwi w czasie jazdy, jednak tramwaje ciągle takich zabezpieczeń nie posiadają ze względu na przestarzały tabor. Znacznie trudniej rozpoznać osobę słabowidzącą, zwłaszcza taką, która nie porusza się z białą laską. Takiej osoby dotyczą takie same wskazówki, jak niewidomej, z tą różnicą, że zwraca ona uwagę na panel świetlny nad korytarzem, toteż powinien on pokazywać aktualną trasę wraz z kolejnym przystankiem. [fot. Michał Dębiec, Zdjęcie przedstawia wnętrze wagonu metra, Podpis: Panel świetlny wewnątrz Szybkiej Kolei Miejskiej w Warszawie] PASAŻER Z DYSFUNKCJĄ MOTORYCZNĄ Osoby na wózkach podróżują zazwyczaj z towarzyszem. Jeżeli dysfunkcja pozwala na samodzielność, tacy niepełnosprawni, by unikać stresu związanego z podróżą komunikacją miejską, częściej wybierają własne środki transportu, przystosowane do kierowcy niepełnosprawnego. Jednak nie każdego na to stać, więc pojawiają się na przystankach także osoby sparaliżowane bez opiekuna. Wówczas wiele zależy od reakcji kierowcy i innych pasażerów, ponieważ największą barierą do samodzielnego pokonania są stopnie, krawężniki i wąskie przejścia. Jeżeli w rozkładzie jazdy na przystanku podano, który kurs będzie realizowany przez pojazd niskopodłogowy (pamiętajmy, że wciąż nie wszystkie autobusy posiadają tę cechę), samodzielna osoba niepełnosprawna motorycznie najpewniej wybierze taki kurs. Jeśli na przystanku oczekuje osoba na wózku, kierowca powinien: • podjechać możliwie najbliżej krawężnika – wówczas można wysunąć pochylnię do samego chodnika, by osobie na wózku łatwiej było wjechać do środka, • otworzyć drzwi od razu, bo osoba sparaliżowana może nie być władna do przyciśnięcia guzika, • wysunąć lub rozłożyć pochylnię dla wózka. Jeżeli pochylnia nie jest automatyczna to jej rozłożenie jest kłopotliwe, gdyż żaden współpasażer może nie poczuwać się do tego działania, a dla kierowcy oznacza ono wyjście z kabiny i zamknięcie jej, rozłożenie i złożenie pochylni i powrót do kabiny. Jest to strata cennych minut w rozkładzie, za które kierowcy są rozliczani. Nie zmienia to jednak faktu, że kierowca jest gospodarzem pojazdu, zna jego możliwości i obsługę zamontowanych urządzeń i to właśnie na nim powinien spoczywać formalny obowiązek obsługi pochylni, • odczekać krótką chwilę, aż osoba na wózku zajmie właściwe miejsce, • zapytać o docelowy przystanek osoby na wózku, by przygotować się wcześniej na nieco dłuższy postój, • zatrzymać pojazd przed otworzeniem drzwi, by pasażerowie wysiadali bezpiecznie. PASAŻER NIESŁYSZĄCY LUB NIEMY Problemem osoby niepełnosprawnej sensorycznie z obrębie słuchu i mowy jest głównie komunikowanie się, nie zaś dostęp do informacji wizualnych lub bariery architektoniczne. Niestety, w przypadku takich osób silnie działa stereotyp. Niewyraźna mowa kojarzy się bardziej z nietrzeźwością niż z niepełnosprawnością. Trudno w kilka sekund rozpoznać taką osobę. Wystarczy jednak stosować prostą zasadę. Na wszystkie pytania należy odpowiadać głośno i wyraźnie. Jeżeli pojazd posiada systemy informacji wizualnej, powinien on być zawsze włączony. WSPARCIE, Z KTÓREGO KORZYSTAMY Przedostając się w godzinach szczytu z miejsca zamieszkania do pracy, korzystam z każdej pomocy. Opisane przeze mnie elementy poprawiające dostępność, są bardzo ważne dla utrzymania aktywności zawodowej i społecznej. Chciałbym, aby dostępność nie oznaczała tylko naklejki na pojeździe, ale istotny punkt w strategii komunikacyjnej miast. Skoro można zebrać w jednym miejscu zestaw propozycji rozwiązań w transporcie publicznym, działających na rzecz osób niepełnosprawnych, to wystarczy chcieć wprowadzić je w życie. Większość podpowiedzi nie powoduje ogromnych wydatków w budżecie, a wszystkie warto stosować również dla promowania wizerunku miast jako nowoczesnych i otwartych oraz stwarzających szanse i możliwości dla każdego mieszkańca. W gronie znajomych z dysfunkcjami opowiadamy sobie nierzadko anegdotki z naszego codziennego życia. Część przeraża, inne bawią. Bardzo często dotyczą przygód w komunikacji miejskiej. Ktoś wsiadł w zły autobus czy pociąg, ktoś spadł z peronu (na szczęście, większość tego rodzaju przygód kończy się szczęśliwie). Takiej sytuacji winna jest ludzka ignorancja. Optymizmem napawają takie historie, jak opowiedziana przez Justynę z Warszawy. Stała na przystanku, oczekując na autobus z białą laską w dłoni. Wokół kłębiła się grupka dzieci ze szkoły podstawowej, pilnowana przez wychowawczynię. Jedno dziecko zwróciło się do swojej pani z zapytaniem, czy może przeczytać numer nadjeżdżającego autobusu niewidomej. Wychowawczyni wyraziła dużą aprobatę dla tego pomysłu, więc malec odwrócił się do Justyny i odczytał jej numer boczny autobusu – nie numer linii. Ta opowieść daje nadzieję, że ludzie wciąż chcą reagować i pomagać, nawet jeśli nie zawsze wiedzą jak. Ale nawet nieprofesjonalna reakcja jest lepsza od bierności, dlatego warto uświadamiać wszystkich, że zapytanie osoby niepełnosprawnej na ulicy czy potrzebuje pomocy jest bardzo dobrym zachowaniem. *Michał Dębiec (ur. w 1981 r.) - absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW ze specjalnością marketing medialny i public relations. W wieku trzech lat stracił wzrok, a po roku częściowo go odzyskał w wyniku eksperymentu medycznego wykonanego w Paryżu. Od tego czasu jest osobą bardzo słabowidzącą, chorą na barwnikowe zwyrodnienie siatkówki (Retinitis Pigmentosa). Zawodowo zajmuje się organizacją i planowaniem działań marketingowych firmy, a także wspiera FIRR podczas szkoleń z podnoszenia stopnia dostępności uczelni wyższych dla osób niepełnosprawnych. Na Śląsku, skąd pochodzi, przekazuje sugestie o dostępności transportu publicznego do jego zarządcy, KZK GOP-u. Prowadzi również szkolenia dla kierowców komunikacji miejskiej oraz obsługi naziemnej lotniska Okęcie z zakresu wypracowania standardów obsługi pasażerów niepełnosprawnych. 16 – 19 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & PenFriend – nowy etykietownik głosowy Rafał Charłampowicz* [fot. Billy Alexander, Zdjęcie przedstawia zawieszkę do kluczy z miejscem na etykietkę] Royal National Institute of Blind People wprowadził w tym roku na rynek urządzenie, które jako pierwsze pozwala na masowe głosowe etykietowanie obiektów. Z etykietami zawsze był problem, dostępne narzędzia były albo bardzo drogie, albo niezbyt praktyczne. Nowe urządzenie stanowi przełom w tej dziedzinie. Etykiety brajlowskie W teorii najlepiej etykietować w brajlu. Robimy opis na taśmie samoprzylepnej i naklejamy na rzecz, którą chcemy oznaczyć. Taki opis jest uniwersalny, bo nie wymaga żadnego urządzenia odczytującego, a z oznaczenia skorzystać może każdy, kto zna pismo punktowe. Tworzenie brajlowskich etykiet jest jednak dość żmudne i czasochłonne. Często prościej jest zapamiętać, gdzie co leży w lodówce niż podpisywać, szczególnie, że np. jogurt otworzymy po kilku dniach. Minusem brajla jest też to, że zajmuje sporo miejsca i, by w opisie płyty umieścić wykonawcę i tytuł, o ile nie chcemy okleić całego pudełka, trzeba uciekać się do skrótów. O spisie utworów możemy w ogóle zapomnieć. Etykietowniki głosowe, choć nie tak uniwersalne, mają tę zaletę, że nazwę nadajemy głosem, a więc po prostu szybko. MÓWIĄCE NALEPKI Mamy dwa rodzaje etykietowników. Pierwszy, to stosunkowo niewielkie urządzenia zawierające system nagrywania i odtwarzania dźwięku. Można je nazwać mówiącą nalepką. Obsługa jest zwykle prosta. Robimy nagranie, mocujemy na czymś i gdy chcemy odsłuchać naciskamy przycisk. Takim urządzeniem był np. nieobecny już na naszym rynku Voisec. Plusem takich nalepek jest to, że odtworzenie nagrania nie wymaga żadnego dodatkowego sprzętu. Informacja, jeśli tylko mówimy wyraźnie, jest dostępna dla każdego. Możemy w ten sposób podpisać komuś leki (wygodne dla osób ociemniałych w późnym wieku, nieznających brajla) lub zostawić informację dla członków rodziny tak, jak zostawia się zwykłą karteczkę na drzwiach lodówki. Urządzenia te charakteryzują się jednak niską jakością nagrywania i odtwarzania, dość łatwo się psują (duża miniaturyzacja) i nadają się do podpisywania tylko niektórych przedmiotów. Nie podpiszemy nimi ani płyt, ani żywności w lodówce. Lodówki nie wytrzyma elektronika, a kolekcji płyt nasza kieszeń, bo jedna sztuka to kilkadziesiąt zł. INNY SPOSÓB Druga grupa, do której należy także Pen- Friend, to urządzenia, które działają w zestawie ze specjalnymi etykietami. Oprócz systemu nagrywającego i odtwarzającego taki etykietownik wyposażony jest w moduł odczytujący kod z etykiety. Nasze nagranie jest przypisane do konkretnego kodu. By nazwać przedmiot, przykładamy urządzenie do etykiety i robimy nagranie. Odtwarzanie odbywa się w ten sam sposób – przykładamy etykietownik do etykiety na produkcie i wtedy słyszymy nasze nagranie. W przeciwieństwie do etykiet brajlowskich i „mówiących nalepek”, nazwę naszej etykiety może usłyszeć tylko użytkownik urządzenia, w którym została ona nagrana, czyli nie ma możliwości, by inny posiadacz takiego samego etykietownika usłyszał np. tytuł podpisanej przez nas płyty. W Polsce najbardziej znanymi etykietownikami są Sherlock i moduł Speakout, będący dodatkiem do odtwarzacza Milestone. Cechą wspólną tych dwóch urządzeń jest to, że wykorzystywane przez nie etykiety zawierają znaczniki RFID (Radio Frequency Identification), a więc są rozpoznawane za pomocą fal radiowych. Technologia RFID, wykorzystywana m.in. do zabezpieczania towarów w sklepach, ma różne zalety (choćby taką, że urządzenie widzi etykietę z odległości kilku cm, więc nie musi jej dotykać) i jedną wadę, ograniczającą jej zastosowanie w domu. Chodzi oczywiście o koszt. Cena najtańszej samoprzylepnej etykiety to 4 zł (Milestone) i 5 zł (Sherlock). Za etykiety o specyficznym kształcie i sposobie mocowania, wodoodporne lub nawet odporne na gotowanie musimy zapłacić więcej, ale też skorzystamy z nich wielokrotnie. Tak więc, jeśli dobrze wybierzemy etykiety, znacznikami RFID możemy niedrogo oznaczać produkty w lodówce i pranie, ale już podpisanie płyt będzie nas trochę kosztować. SENSACJA NA RYNKU PenFriend, po raz pierwszy pokazany na SightVillage 2009, stał się sensacją właśnie ze względu na cenę etykiet. Jeden ich zestaw, zawierający 380 sztuk, kosztuje 9,99 funtów + VAT. Samo urządzenie również jest relatywnie tanie, bo płacimy za nie 54,99 funtów + VAT, a w paczce mamy też od razu 127 etykiet. Tak niska cena jest możliwa dzięki temu, że etykiety są po prostu drukowane i nie zawierają żadnej elektroniki. [fot. RNIB, Zdjęcie przedstawia etykietownik przystawiony do opakowania z lekami] [fot. RNIB, Zdjęcie przedstawia etykietownik przystawiony do puszki z zupą] PenFriend jest czarny, plastikowy, długi na około 16 cm i kształtem przypomina gruby dziecięcy flamaster. Trafne jest też porównanie do zabawkowego mikrofonu, użyte przez Michała Dziwisza w Tyflopodcaście. Średnica PenFrienda w najszerszym miejscu to około 3 cm. W dotyku urządzenie nie sprawia wrażenia specjalnie solidnego, może przez plastik i niedokładnie przylegającą gumową osłonę chroniącą gniazdo słuchawek, port mini-USB i gniazdo mikrofonu. Ogólne wrażenie jest jednak dobre. Na jednym końcu PenFrienda mamy okrągły głośnik, a na drugim skaner odczytujący kod. Na obudowie, oprócz klapki komory baterii (dwie baterie AAA) i plastikowego elementu do zamocowania smyczy, mamy też pięć przycisków ułożonych w jednej linii od głośnika do skanera: włącznik/wyłącznik, głośniej, ciszej, tryb i nagrywanie. Między przyciskiem nagrywania, a przyciskiem trybu znajduje się lekko wystający otwór mikrofonu. Całość jest bardzo ergonomiczna. Po włączeniu (kilkusekundowe przytrzymanie włącznika) PenFriend domyślnie uruchamia się w trybie etykietownika. By przypisać naszą nazwę do etykiety, naciskamy przycisk nagrywania i trzymając go, przykładamy do etykiety. Po sygnale, nadal nie puszczając przycisku, do mikrofonu mówimy naszą nazwę. Długość nagrania ogranicza tylko pamięć urządzenia, wynosząca 1 GB (około 70 godzin). Aby odsłuchać nazwę po prostu przykładamy włączonego PenFrienda do etykiety. Użyłem słowa „przykładamy”, ale by PenFriend najszybciej rozpoznał kod, wystarczy zbliżyć skaner na jakiś milimetr odległości od etykiety. Samoprzylepne etykiety dostajemy na arkuszach. W każdym zestawie są trzy rodzaje etykiet: małe kółka o średnicy około 1 cm (91 etykiet na arkuszu), duże kółka o średnicy około 3 cm (18 etykiet na arkuszu) i duże kwadraty o boku około 3 cm (18 etykiet na arkuszu). W zestawie podstawowym mamy po arkuszu z etykietami każdego rodzaju. W zestawach dodatkowych, nazywanych według liter alfabetu, liczba arkuszy i etykiet jest potrojona. Zastosowanie arkuszy nie jest najlepszym rozwiązaniem, choć niewątpliwie obniża cenę. Etykiety odkleja się z arkusza bardzo łatwo i tu producentom nie można niczego zarzucić, natomiast sam arkusz jest na tyle duży (w przybliżeniu 11 x 22 cm), że trudno go nieść w plecaku lub torbie, tak by się nie pogniótł. Wraz z PenFriendem dostajemy funkcjonalne plastikowe pudełko, w którym możemy trzymać i etykiety i PenFrienda, ale ono też jest raczej do użytku domowego. Etykiety są białe. Mają nadrukowany numer identyfikacyjny składający się z litery i cyfr. Sam kod, rozpoznawany przez PenFrienda, to mikropunkty niewidoczne gołym okiem. Kod jest wydrukowany na całej powierzchni etykiety, więc, jeśli jesteśmy bardzo oszczędni, a mamy dwie (lub więcej) rzeczy, które chcemy nazwać tak samo, etykietę można pociąć... Kody na etykietach są unikalne tylko w ramach zestawu. Nie możemy zatem kupić z wyprzedzeniem większej ilości zestawów (w tej chwili sprzedawane są zestawy A i B) ani wymieniać się etykietami ze znajomymi, np. małe kółka za duże kwadraty. Przyklejona etykieta, o ile powierzchnia nie była bardzo wilgotna, trzyma się dobrze. Nawet po długim mrożeniu, np. na worku pierogów lub lodach, PenFriend bez problemu odczytuje kod. Etykiety są pomyślane jako jednorazowe, ale można je, nie bez uszczerbku, odkleić i przykleić na coś innego. Rzecz jasna po każdym przeklejeniu przyleganie nalepki będzie słabsze. Ma to jednak sens w przypadku krótkoterminowych produktów żywnościowych . Producent, a jest nim Mantra Lingua i RNIB, oprócz klasycznego etykietowania proponuje bardzo różne zastosowania PenFrienda, np. notatnik (notatka przypisana do etykiety w notesie) lub kalendarz (etykiety przyklejone jak dni miesiąca na ściennym kalendarzu), ale najciekawsze wydaje się to, od którego wziął się sam pomysł. Firma Mantra Lingua, wydająca książeczki dla dzieci, chciała, by ich produkty były też w większym stopniu dostępne dla niewidomych. PenFriend i jego etykietki pozwalał na udźwiękowienie książeczki. Nalepki przy ilustracjach mogły odnosić do audio deskrypcji, a np. nalepka przy tekście do nagrania z czytanym tekstem. PenFriend ma trzy tryby pracy, które zmieniamy, przytrzymując przycisk trybu. Oprócz etykietownika jest jeszcze na razie nieużywany tryb, który ma prawdopodobnie obsługiwać produkty RNIB i tryb odtwarzacza MP3. Odtwarzacz ma tylko podstawowe polecenia: następny (przytrzymane „głośniej”), poprzedni (przytrzymane „ciszej”) i pauza (włącznik). Co ciekawe, poleceń odtwarzacza nie znajdziemy w instrukcji i trzeba je odkrywać samemu. Wszystkie dane z PenFrienda możemy przechowywać w komputerze. Kopiowanie jest proste, bo Pen- Friend jest widziany jako zwykły nośnik pamięci. Kopiujemy odpowiedni folder i nasze nagrania są bezpieczne. Niestety pliki WAV, które tworzy PenFriend nie są odtwarzane przez najbardziej popularne komputerowe odtwarzacze muzyki. Jest to problem, bo nie wiadomo jak skasować nagranie przypisane do nieistniejącej już etykiety. W samym PenFriendzie jest tylko polecenie zmiany nagrania. Kasowania nie ma. [fot. Lotus Head, Zdjęcie przedstawia osobę przeglądającą płyty CD, Podpis: Cena etykiet do PenFrienda pozwala na oznaczenie całej kolekcji płyt] Przydatność PenFrienda oceniam bardzo wysoko. Wreszcie mamy urządzenie, które pozwala niedrogo podpisywać książki i płyty, nie wspominając o żywności w lodówce. Planowana jest też seria etykiet, które będą w stanie wytrzymać pranie. Najbardziej przeszkadza mi to, że podczas projektowania nie wzięto pod uwagę używania etykietownika poza domem. O dużych arkuszach była już mowa. Sam etykietownik aż się prosi o jakiś futerał – chroniący urządzenie i zabezpieczający komorę baterii, która potrafi sama się otworzyć w plecaku. Uważam, że PenFriend, mimo różnych niedociągnięć, jest przebojem roku. Po raz kolejny zdarza się, że gdy redakcja przysyła mi tekst do autoryzacji, akurat dowiaduję się czegoś nowego o opisywanym przeze mnie urządzeniu. Podczas konferencji w Owińskach (grudzień 2009) okazało się, że nad rozwojem PenFrienda, w kooperacji z Mantra Linguą, pracuje grupa prof. Andrzeja Czyżewskiego z Politechniki Gdańskiej. Plany są interesujące, ale o tym w przyszłości. *Autor jest pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego. Zajmuje się tyflotechniczną obsługą studentów z dysfunkcją wzroku. Od pewnego czasu do jego szczególnych zainteresowań należą urządzenia wspomagające orientację przestrzenną niewidomych. 20 - 27 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Jak powstaje książka DAISY? Henryk Lubawy* [fot. Miguel Saavedra, Zdjęcie przedstawia stokrotkę] Wielokrotnie spotykałem się, również na łamach Tyfloświata, z określeniem, że przygotowywanie książki w standardzie DAISY jest bardzo pracochłonne i żmudne. Cóż takiego jest w tym procesie, że zajmuje aż tyle czasu i dlaczego przygotowanie książki w tym systemie wiąże się z dużym nakładem pracy? W pracowni Biblioteki Książki Mówionej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu przygotowywane są książki, oparte właśnie na tej technologii. Postaram się przybliżyć to zagadnienie czytelnikom Tyfloświata w oparciu o swoje, ciągle jeszcze skromne, doświadczenia. CO TO JEST KSIĄŻKA DAISY? Nazwa DAISY to skrót od angielskiego określenia Digital Accessible Information System. Najprościej rzecz ujmując jest to standard, a może, jak sama nazwa mówi, system przygotowywania cyfrowych książek, który ma zapewnić jak najdoskonalsze mechanizmy dotarcia do potrzebnej informacji, zapewniający nawigowanie po przygotowanym materiale podobnie, jak w książce drukowanej. W tym miejscu specjalnie użyłem określenia książka cyfrowa i postaram się je rozwinąć później. Ze względu na sposób nawigowania po przygotowanym dokumencie oraz sposobie prezentowania jego treści można rozróżnić sześć typów, czy może raczej poziomów, książek DAISY. Myli się czytelnik, który spodziewa się w tym miejscu wymienienia wszystkich tych sześciu poziomów. Bliższa temu, co chcę przedstawić, jest klasyfikacja mówiąca, że tak naprawdę istnieją tylko trzy typy książek DAISY. Gdy je omówię stanie się również jasne, dlaczego wspomniałem o książkach cyfrowych, a nie, jak zazwyczaj określa się książki zawierające warstwę audio, książkach mówionych. Publikacji przygotowanych w tym standardzie pojawiło się już w naszym kraju trochę, choć jest ich ciągle za mało. Czytelnik ma jednak szansę spotkać się z taką książką i wówczas przekona się, że składa się ona z bardzo wielu plików różnego typu. W jednym katalogu znajdują się pliki MP3, HTML, SMIL. Pliki HTML oraz SMIL są w istocie plikami tekstowymi, których treść można podejrzeć w dowolnym edytorze. W nich właśnie znajduje się cała struktura książki. Można ją próbować podejrzeć i pokusić się o zrozumienie, w jaki sposób są ze sobą powiązane. Mając spore doświadczenie w przygotowywaniu stron internetowych w HTML, wydawało mi się, że czytając bezpośrednio te zapisy, będę w stanie zorientować się, w jaki sposób jest to wszystko skonstruowane. Szybko jednak spostrzegłem, że ręcznie nie da się tego zrobić. Jest potrzebne specjalne oprogramowanie, dzięki któremu będzie można zapanować nad całą tą skomplikowaną strukturą. NARZĘDZIE [fot. GW Mikro, Zdjęcie przedstawia odtwarzacz BookSense, Podpis: BookSense jest jednym z odtwarzaczy sprzętowych, które radzą sobie z książkami w formacie DAISY, przygotowanymi w trybie prostym] [fot. Henryk Lubawy, Screener programu Publisher, Podpis: Publisher – strona główna] Wydaje się, że najlepszym obecnie na świecie narzędziem do przygotowywania książek DAISY jest, powstały w Szwecji, skąd pochodzi również sam standard, a sygnowany przez brytyjską firmę Dolphin Komputer Access Ltd, program Publisher. Sama nazwa jest dość niejasna, gdyż z wersji na wersję zmienia się albo na Dolphin Publisher, albo EasePublisher. W naszej pracowni używany jest EasePublisher. W dalszej części tekstu będę używał po prostu nazwy Publisher. Ciekawostką jest również fakt, iż program posiada dwie ceny. Ktoś, kto chciałby w celach zarobkowych wytwarzać książki DAISY, musi za to oprogramowanie zapłacić kilkanaście tysięcy złotych, natomiast jednostki edukacyjne i organizacje non profit wydadzą na niego około 3500 złotych. Gdy już nabędziemy i zainstalujemy oprogramowanie musimy zastanowić się, jaką książkę chcemy przygotować, gdyż po rozpoczęciu pracy trafimy na „Projekt”. PROJEKT Publisher, podobnie jak inne narzędzia, w których pracujemy nad wieloma plikami jednocześnie, zarządza nimi jako jednym projektem. Rozpoczynamy dialog z programem, wybierając jeden z trzech typów projektów. Komunikacja z aplikacją odbywa się tylko w języku angielskim, lecz nie będę przytaczał tutaj wszystkich poleceń, bo nie chodzi mi stworzenie instrukcji obsługi, a o pokazanie pewnego procesu. Wybranie konkretnego projektu decyduje o tym, jakiego typu książkę DAISY będziemy przygotowywać. Do dyspozycji jest: • pierwszy projekt – audio, czyli książka mówiona z możliwością nawigacji taką, jaką przygotowano podczas tworzenia książki: na strony, na rozdziały, • drugi projekt – z dokumentu – książki multimedialne, które składają się z tekstu i nagrania z nim zsynchronizowanego, • trzeci projekt – prosty – tekstowe książki DAISY niezawierające nagrań. Nie można takich książek słuchać na większości odtwarzaczy sprzętowych (one nie potrafią poradzić sobie z tekstem). Można je odtwarzać na przeglądarkach programowych w komputerze, wyposażonym w funkcję czytania głosem syntetycznym. Należy zaznaczyć, iż nie są to książki nagrywane mową syntetyczną. Zaletą takiej książki jest jej bardzo mały rozmiar. Nie zajmuje setek kilobajtów, przez co można ją w bardzo łatwy sposób pobrać z sieci. Zawierają one tylko tekst i strukturę. Przed wyborem konkretnego projektu, a tym samym typu książki, trzeba sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie, dla kogo wykonuje się książkę? Należy przyjąć pewne zasady adaptacji, bo istotne jest to, aby z książki udało się pozyskać informacje. [fot. Henryk Lubawy, Screener programu Publisher – Nowy projekt] PRZYGOTOWANIE KSIĄŻKI AUDIO Program Publisher jest na tyle rozbudowanym narzędziem, że można w nim bezpośrednio nagrywać pliki dźwiękowe, a nawet na bieżąco, podczas nagrywania, dokonywać synchronizacji nagrania z tekstem, o którym to procesie będzie mowa później. Jednak zdecydowanie lepszą metodą jest nagranie plików dźwiękowych, korzystając z bardziej wyspecjalizowanego narzędzia do obróbki dźwięku. Tak też to się odbywa w Pracowni Biblioteki Książki Mówionej UAM, gdzie korzystamy z programu Sound Forge firmy Sony. Jedną z zalet pracy z lektorami, szczególnie przy przygotowywaniu podręczników akademickich, jest możliwość prawidłowego odczytania obcojęzycznych wyrazów, pojęć czy nazwisk. Czasem warto zastanowić się nad etymologią wyrazów, bądź uzmysłowić sobie z jakiego języka pochodzą. Pracochłonność nagrywania tekstu wynika z faktu, iż pracują nam nim dwie osoby: lektor oraz osoba obsługująca system zapisu. Nigdy nie udaje się zrobić tego bezbłędnie. Najczęściej występujące błędy to przejęzyczenia, które, powtarzając nagranie, można poprawiać na bieżąco. Stąd jedna godzina nagrania wymaga często około półtorej do dwóch godzin pracy. Jednak każde nagranie wymaga ponownego przesłuchania i wyeliminowania wszelkich trzasków i zakłóceń, czyli czyszczenia. Ponadto, przynajmniej tak to się odbywa w PBKM, warto bardzo precyzyjnie ustalić czasy wszelkich przerw w nagraniu, przykładowo między zdaniami, do czego program do obróbki dźwięku świetnie się nadaje. Przydatność tej operacji zostanie uzasadniona później. Jednak tutaj pojawia się konieczność ponownego przesłuchania całego materiału, czyli kolejny „przebieg”. W tym miejscu warto wspomnieć, że nagranie jest wykonywane jako monofoniczne, 22 kHz, 16 bitowe próbkowanie. Lepsze parametry nagrania powodują rozrost wynikowych plików dźwiękowych, a nie wnoszą zbyt wiele do jakości i zrozumiałości nagranego głosu. Zapis jest dokonywany w programie nagrywającym do plików WAV i takie pliki są przenoszone do Publisher. [fot. Tsian, Zdjęcie przedstawia komputer z podłączonym mikserem, Podpis: W przypadku nagrywania głosu lektora, konieczne jest wsparcie osoby obsługującej system zapisu] U nas wiąże się to z dosłownym przeniesieniem plików do innego komputera niż ten, na którym jest dokonywane nagranie. Przed dokonaniem operacji importu plików należy ustalić jeszcze, czy podczas importu ma być dokonywany automatyczny podział na zdania. Zdania są wykrywane na podstawie czasu przerw w czytaniu mierzonym w milisekundach. Domyślnie jest to 350 ms, ale przecież jest rzeczą oczywistą, że każdy lektor ma swoje własne tempo czytania, a z niego wynikają właśnie czasy przerw. Jeśli czas będzie niedopasowany do tempa czytania lektora, zdania mogą być źle pocięte. Przy zbyt krótkim czasie może nastąpić pocięcie zdań na poszczególne słowa, a przy zbyt długim na akapity. W tym miejscu pojawia się korzyść z normalizowania wszystkich przerw, jakie jest dokonywane podczas czyszczenia nagrania w PBKM. Tak więc, czas pracy włożony podczas obróbki dźwięku zaowocuje pewną oszczędnością w przyszłości. Teraz możemy dokonać importu plików z nagraniem do Publisher. Tu warto zaznaczyć, że gdybyśmy wczytali do program u plik dźwiękowy w formacie MP3, to i tak zostanie on rozkodowany do formatu WAV, na którym Publisher pracuje, co odbędzie się ze stratą jakości nagrania oraz czasu potrzebnego na tę operację. Po imporcie pojawia się zasadniczy interfejs użytkownika. Na dole wyświetlana jest „fala” prezentująca przebieg nagrania, na której są widoczne znaczniki podziału na kolejne zdania. Część robocza, zawierająca tekst książki, widnieje nad „falą”. Dwa podstawowe narzędzia to edytor spisu treści oraz edytor htmlowy, przydatny w przypadku pełnych książek DAISY. Program generuje podstawową strukturę książki, zakładając plik spisu treści i wszystkie pliki synchronizacyjne. Jednak, gdy nie przeprowadzimy automatycznego podziału na zdania, albo nie będzie on w pełni możliwy należy, odsłuchując całe nagranie, w odpowiednich miejscach na „fali” powstawiać znaczniki zdań. W przypadku przygotowywania książki tylko w wersji audio nawigacja po zdaniach może nie być aż tak istotna i niewielkie błędy są dopuszczalne, ale w przypadku przygotowania książek zawierających dokument tekstowy, o czym będzie mowa później, tę czynność należy wykonać bardzo sumiennie. Spis treści jest generowany na podstawie nazwy książki i nazw poszczególnych plików z nagraniami. Jeśli nagrania zostały przygotowane w taki sposób, że każdy rozdział był zapisany w osobnym pliku to pracy jest stosunkowo niewiele. Należy w edytorze spisu treści nadać poszczególnym, automatycznie stworzonym nagłówkom, prawidłowe nazwy ich opisu. Jedynym problemem może być tutaj prawidłowy polski opis, gdyż np. pojawiają się trudności z wprowadzeniem literki „ł” poprzez kombinacje ALT – l. Dodatkowo w edytorze spisu treści musimy ustalić prawidłową hierarchię rozdziałów. Robi się to stosunkowo prosto, przesuwając odpowiednie nagłówki w górę lub w dół hierarchii rozdział - podrozdział. Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy nagranie całej książki zostało dokonane w jednym pliku dźwiękowym. Teraz nie tylko wszelkie operacje na projekcie zajmują więcej czasu, ale trzeba, odsłuchując nagranie, znaleźć i odpowiednio oznaczyć miejsca, gdzie znajdują się początki rozdziałów i wstawić odpowiednie znaczniki. Dopiero wówczas rozdziały pojawią się w spisie treści. Widać z tego, że odpowiednie zaplanowanie nagrania jest bardzo istotne. Gdy już istnieje zasadnicza struktura książki, należy wprowadzić numerację stron. Możliwe jest wprowadzanie tak zwanych stron wirtualnych, nie mających nic wspólnego z prawdziwym podziałem oryginalnej, drukowanej książki. Wprowadza się je w określonych odstępach czasowych. Dopuszczalne jest to w przypadku beletrystyki. Jednak w przypadku przygotowywania podręcznika należy dokonać prawdziwego rzeczywistego podziału na strony. Operacja ta wymaga przesłuchania całego materiału i pracy z oryginalnym tekstem książki. Tu pojawia się pytanie o różne wydania tego samego tytułu. Przecież w wersji drukowanej, w zależności od wydania, rozmiar stron, a tym samym ich numeracja, może być inny. Jednak wersję cyfrową książki przygotowujemy zawsze na podstawie konkretnego wydania drukowanego, co będzie można odnotować w dalszym etapie pracy. Przyjrzyjmy się numerom stron, gdyż w standardzie DAISY istnieje kilka typów stron: • normalne strony, czyli takie, które mają numerację, • strony bez numeracji, czyli takie strony jak okładka, dane o wydawnictwie, tytuły kolejnych części czy rozdziałów. Na tych stronach numer w wersji drukowanej nie jest wpisywany a jednak mimo wszystko decydują one o kolejności i numeracji innych stron. • strony specjalne, czyli takie, które mają numerację, ale nie są to liczby. Niestety nie ma żadnej metody na zautomatyzowanie tej czynności. Należy odsłuchiwać nagranie i według drukowanego oryginału wstawiać znaczniki stron na „fali” uwidaczniającej przebieg nagrania. Znacznik strony zawsze wstawiamy na początku nowego zdania, czyli dokładnie tam gdzie widnieją znaczniki zdań. Jest więc inaczej niż w przypadku wersji drukowanej, gdzie przecież jedno zdanie bardzo często zaczyna się na jednej, a kończy na sąsiedniej stronie. W tej sytuacji trzeba nieustannie podejmować decyzje, na której stronie ma znaleźć się dane zdanie. Publisher wkłada odpowiednie informacje o numeracji do spisu treści. Trzeba przy tej czynności bardzo uważać, aby wszystkie strony miały nie tylko prawidłowe numery, ale i zostały wprowadzone w odpowiedniej kolejności. Niestety nie można pominąć żadnej z nich i próbować naprawić błędów później. Spowoduje to nieprawidłowe działanie mechanizmu przechodzenia do stron ze spisu streści. W naszej pracowni lektor czyta numerację stron. W takiej sytuacji nie tylko należy wprowadzić w odpowiednich miejscach, w odpowiedniej kolejności ich znaczniki, ale i spowodować, aby można je było odsłuchiwać lub nie. Program Publisher umożliwia przygotowanie numerów stron jako elementów pomijalnych. ELEMENTY POMIJALNE Są one szczególnie przydatne w książkach naukowych. Technika ta umożliwia, w zależności od potrzeby lub upodobań czytelnika, odsłuchiwanie lub nie pewnych fragmentów książki. Elementami pomijalnymi lub opcjonalnymi, są w standardzie DAISY: • przypisy, • uwagi na marginesie, • notatki producenta, zaś poza standardem numeracja stron. Wobec tego, aby nie tylko działał mechanizm umożliwiający skok do odpowiedniej strony ze spisu treści, ale aby można było odsłuchiwać lub nie numer strony, każdy fragment nagrania, w którym lektor czyta stosowny numer, należy odszukać, zaznaczyć na „fali” przebiegu nagrania i wykonać na nim odpowiednie polecenie, zamieniające go na element opcjonalny. Jest to kolejne czasochłonne działanie. Podobna sytuacja zachodzi, gdy mamy do czynienia z, występującymi w podręcznikach akademickich, przypisami. Wtedy ponownie należy odsłuchać nagranie i wstawiać znaczniki wskazujące na miejsce, z którego ma następować w głównym tekście przeskok do treści przypisu. Sama treść przypisu może być nagrana w tym samym pliku, w którym jest treść rozdziału. W tej sytuacji nie tylko należy ten fragment zaznaczyć w odpowiedni sposób w nagraniu, ale i w jego wnętrzu usunąć znaczniki zdań. Treść przypisu dla programów odtwarzających DAISY musi być widoczna jako jedno zdanie, aby mechanizm elementu pomijalnego zadziałał prawidłowo, nawet wówczas, gdy faktycznie składa się on z wielu zdań. Możliwe jest również zaimportowanie nagrań z treścią przypisu w postaci osobnych plików i domontowanie ich do struktury książki w ściśle wskazanym miejscu. To jednak, podobnie jak przy nagrywaniu rozdziałów, wymaga odpowiedniego zaprojektowania nagrań. Przypisów jest zdecydowanie więcej niż rozdziałów, a ponadto ich treść praktycznie znajduje się w ich wnętrzu, więc takie przygotowanie nagrań wymaga z kolei poświęcenia czasu na ich wyszukanie i zaprojektowania nagrań, choćby w taki sposób, aby nie pogubić się w nazwach plików. Tak więc, przygotowanie książki naukowej z odpowiednimi przypisami wymaga kolejnego przerobienia całego materiału, kolejnego „przebiegu”. Wszystkie powyższe czynności mogą trwać wiele godzin, dni a nawet tygodni zanim zostanie przygotowany materiał do całej książki. Na szczęście program Publisher zapewnia bezpieczeństwo pracy, tworząc kolejne kopie projektu. Jest to szczególnie ważne przy wykonywaniu operacji, które mogą skutkować nieodwracalnymi zmianami. Zawsze można sięgnąć do zapisanej poprzedniej wersji plików roboczych. Gdy już istnieje prawidłowo przygotowana struktura książki, przystępujemy do tworzenia końcowej wersji książki. Przedtem jednak wymaganą czynnością jest wprowadzanie opisu bibliograficznego. W odpowiednim oknie dialogowym modyfikujemy i wprowadzamy metadane, takie jak: tytuł książki, wydawnictwo, imię i nazwisko autora, rok wydania, ISBN, dane lektora i miejsce opracowania książki DAISY. To właśnie w tym miejscu zaznacza się na podstawie jakiego wydania drukowanego została opracowana książka cyfrowa. Niektóre dane są konieczne a inne zależą od naszej decyzji. Program umożliwia import tych danych z zewnętrznego pliku tekstowego, co może być bardzo przydatne, jeżeli przez ten fragment procesu przygotowywania książki będziemy musieli przechodzić wiele razy z powodu błędów, których ujawnienie jeszcze przed nami. [fot. Henryk Lubawy, Screener programu Publisher – interface użytkownika] [fot. Henryk Lubawy, Screener programu Publisher – wprowadzanie metadanych] Tworzenie ostatecznej wersji książki W tym procesie dokonywane jest sprawdzenie, pod względem zgodności z formatem DAISY, poprawności przygotowanych plików, usuwane są z projektu niepotrzebne pliki i znaczniki, a także odbywa się kodowanie plików z nagraniami do formatu MP3 o zadanych parametrach. Wykonanie tych czynności jest poprzedzone ustawieniem wszystkich parametrów w odpowiednim oknie dialogowym. Ustalamy tutaj nie tylko nazwę katalogu, w którym ma zostać zapisana ostateczna wersja książki, parametry kodowania plików MP3, ale i standard DAISY, w jakim książka ma być zapisana. W programie Publisher można przygotować dwa typy książek DAISY. W wersji 2.0 i 3.0. Domyślnie wybrana jest DAISY 2.0 i w takim formacie należy książki przygotować, gdyż większość istniejących na rynku przeglądarek i odtwarzaczy sprzętowych obsługuje ten właśnie standard. KSIĄŻKA MULTIMEDIALNA Tego rodzaju format daje możliwość słuchania nagrania i równoczesnego śledzenia jego treści na ekranie. Odczytywany tekst jest podświetlany. Aby tak mogło się dziać, należy przeprowadzić proces synchronizacji tekstu z nagraniem. Przygotowanie części audio przebiega praktycznie w identyczny sposób, jak było to już omówione. Istotne jest odpowiednie przygotowanie tekstu do synchronizacji. Oczywiście sposobu przygotowania samego tekstu nie będę tutaj opisywał, gdyż jest to najczęściej kwestia skanowania i poprawiania tak uzyskanych dokumentów. Synchronizacja wymaga ponownego „przebiegu” całej treści książki, a więc i poświęcenia temu odpowiedniej liczby godzin pracy. Istotne dla dalszej obróbki jest to, że dokumenty tekstowe muszą być przygotowane w postaci plików HTML. Wczytane pliki z tekstem należy podzielić na fragmenty, odpowiednie do podświetlenia. Na szczęście program może automatycznie dokonać tego podziału. Następuje on według reguł opisanych w pliku konfiguracyjnym, definiującym znaki, po których ma być dokonywany. Możemy przykładowo zdefiniować taki znak jako „.” [kropka], „!” [wykrzyknik] „,” [przecinek]. Po każdym z tych zdefiniowanych znaków należy jeszcze zaznaczyć, czy spacja, łamanie linii lub koniec paragrafu mają być również brane pod uwagę. W zależności od zaznaczonych znaków przeprowadzony zostanie podział na zdania lub całe paragrafy. Sposób podświetlania musimy wybrać w zależności od charakteru książki. Wielokrotnie należy przyglądać się w specjalnym oknie proponowanemu sposobowi podziału po to, aby dobrać wszystkie kombinacje znaków i dwuznaków przed wygenerowaniem ostatecznego nieodwracalnego podziału tekstu. Jednak mimo możliwości podglądania proponowanych podziałów, efekt końcowy zawiera bardzo wiele błędów. Należy cały tekst przejrzeć, wyszukać nieprawidłowo podzielone fragmenty tekstu, odpowiednio je zaznaczyć i dokonać podzielenia zbyt długich zdań lub połączenia zbyt krótkich. Podział automatyczny jest nieprawidłowy np. w sytuacji, gdy fragmenty tekstu są pogrubione lub pochylone. Wszystkich błędnych sytuacji nie sposób tu wymienić. Tak czy inaczej, wymaga to przejrzenia i dokładnego poprawienia całego dokumentu. Pojawił się kolejny „przebieg”. Jeszcze tylko przygotowanie ewentualnych ilustracji, których zamieszczenie jest możliwe w tej wersji książek DAISY. To osobna praca w programie graficznym nad ewentualnym poprawieniem jakości lub powiększeniem ilustracji. Sam Publisher zapewnia jedynie możliwość wprowadzenia alternatywnego opisu wykorzystując element opcjonalny „Uwaga producenta”. Gdy już wszystkie pliki są odpowiednio podzielone i wprowadzone do spisu treści, numeracja stron umieszczona nie tylko w plikach audio, ale i tekstowych, należy przeprowadzić proces synchronizacji. Ponownie trzeba poświęcić czas na całą książkę od początku do końca. Pojawia się kolejny „przebieg”. Tu jednak wprawny operator może synchronizować jedną godzinę nagrania z tekstem w ciągu około pół godziny pracy. Jeśli w procesie walidacji nie zostaną wskazane błędy i nie trzeba będzie jednego z wymienionych „przebiegów” powtórzyć, pozostaje już tylko wprowadzanie danych bibliograficznych i wygenerowanie końcowej wersji książki. MOWA SYNTETYCZNA Publisher umożliwia tworzenie książki, w której pliki dźwiękowe generowane są mową syntetyczną. W czasie przygotowywania nagrania można wykorzystać dwa różne syntezatory tak, aby nazwy rozdziałów i ich treść były czytane innym głosem. Cały proces tworzenie struktury książki, wprowadzania odpowiednich elementów do spisu treści wymaga ręcznej, żmudnej pracy. Rzetelność producenta takiego nagrania wymaga, aby je całe odsłuchać i poprawić wszystkie miejsca, w których syntezator nie jest w stanie poradzić sobie z wymową, co w książce naukowej zdarza się nader często. Wprowadzanie takich drobnych nagrań z prawidłową wymową może być równie żmudne i pracochłonne, jak praca z lektorem. DOSKONAŁOŚĆ NARZĘDZIA Wspominałem już, że bywają problemy z wprowadzeniem polskich liter do tekstu. To nie jedyna przeszkoda, na jaką możemy napotkać podczas pracy. Program Publisher czasami nie reaguje na polecenia z klawiatury lub reaguje po bardzo długim czasie, mimo, że jest uruchomiony na bardzo wydajnym komputerze. Czasem wyjście z edytora htmlowego w celu wykonania jakiejś operacji na właśnie odszukanym i zaznaczonym fragmencie tekstu skutkuje przeniesieniem się na początek całego dokumentu, a nie, jak należałoby oczekiwać, w miejsce, z którego wykonaliśmy wywołanie. Konieczne jest więc żmudne przewijanie całego dokumentu do miejsca, na którym się uprzednio zatrzymaliśmy. Te i inne czynniki powodują, że czas pracy poświęcony na dobre przygotowanie książki DAISY się wydłuża. Mimo wad, program jest najdoskonalszym narzędziem, umożliwiającym przygotowanie książki naukowej czy podręcznika akademickiego, dostępnym na rynku. *Autor jest samodzielnym specjalistą ds. sprzętu i oprogramowania wspomagającego dla osób niepełnosprawnych z uszkodzeniem narządu wzroku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, konsultantem wielu działań w zakresie technologii dostępowych dla osób niewidomych. 28 - 30 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Skaner - co to jest i jaki wybrać? Piotr Witek* [fot. Kolosigor, Zdjęcie przedstawia osobę kładącą kartkę na płycie skanera] Wiele zostało już powiedziane na temat samego procesu skanowania oraz specjalistycznego oprogramowania OCR rozpoznającego tekst. Niestety, dla dużej liczby przyszłych skanujących zagadkę stanowi nadal samo urządzenie. Powracające jak bumerang pytania: „Jaki skaner wybrać?”, „Jaki jest najlepszy dla osoby z dysfunkcją wzroku?”, „Czym różnią się poszczególne modele?” zasługują na kompleksową odpowiedź. Najogólniej rzecz ujmując, skaner to urządzenie pozwalające na przekształcenie dwu lub trójwymiarowego obrazu do postaci cyfrowej. Skanery można podzielić wedle kilku kategorii: ze względu na ich sposób działania (optyczne, elektroniczne, magnetyczne itp.), ze względu na ich budowę (ręczne, stolikowe, bębnowe itp.) oraz ze względu na ich zastosowanie (czytniki kodów paskowych, skanery linii papilarnych itp.) Osoby z dysfunkcją wzroku korzystają głównie ze skanerów optycznych, zbudowanych w dwóch technologiach - CCD oraz CIS. TECHNOLOGIA CCD Skaner CCD (Charge Coupled Device - urządzenie o sprzężeniu ładunkowym) pod szklaną taflą posiada tzw. wózek skanera, na którym porusza się lampa, tzw. zimna katoda. Podczas procesu skanowania, lampa oświetla skanowany obiekt. Odbite od obiektu białe światło, za pośrednictwem systemu luster i soczewek, trafia do elementów światłoczułych. Technologia CCD posiada trzy rodzaje fotoczujników, każdy z innym filtrem koloru. Dzięki takiej metodzie separacji kolorów, skanery CCD cechują się możliwością uzyskania szerokiej gamy kolorów, z bardzo dobrym odwzorowaniem głębi koloru, cieni i przejść tonalnych. Dzięki silnemu oświetleniu, urządzenia CCD efektywnie skanują obiekty lekko oddalone od tafli skanera, np. wewnętrzne marginesy przy skanowaniu książek czy druki na papierze czerpanym. Technologia CCD jest jednak bardzo delikatna i nawet niewielkie wstrząsy mogą spowodować rozkalibrowanie systemu luster i soczewek. Konieczność zastosowania tych ostatnich nie pozwala także na odpowiednią miniaturyzację modeli CCD. Z wyżej wymienionych powodów skanery CCD nie nadają się do zastosowań mobilnych. TECHNOLOGIA CIS W urządzeniach CIS (Contact Image Sensor - Sensory kontaktowe) źródłem światła są poruszające się na ruchomej belce diody LED w trzech kolorach, czerwonym, zielonym i niebieskim. Zastosowanie nowego źródła światła pozwoliło zrezygnować w urządzeniach CIS z filtrów koloru na elementach światłoczułych i zredukować liczbę fotoczujników z trzech do jednego. Skanery konstruowane w tej technologii pracują w skali 1:1, co z kolei umożliwiło rezygnację z zastosowania systemów luster i soczewek, a co za tym idzie, wyeliminowano problem zniekształceń optycznych i przebarwień koloru. Dodatkowo, brak delikatnych, dość sporych zwierciadeł i soczewek sprawił, że urządzenia CIS są o wiele mniejsze od swych konkurentów tworzonych w innych technologiach. Diod LED, w odróżnieniu od lamp w skanerach CCD, nie trzeba rozgrzewać przed każdym skanowaniem. Po włączeniu, urządzenie jest od razu gotowe do pracy. Ogromnym atutem skanerów z diodami LED jest też niezwykle niskie zużycie energii. Skanery w technologii CIS mogą być zasilane bezpośrednio z portu USB, co w połączeniu z ich niewielkimi gabarytami czyni je bardzo mobilnymi urządzeniami. Minusem zastosowania diod LED jest niskie natężenie dostarczanego przez nie światła, w efekcie czego skanowany dokument musi płasko przylegać do tafli skanera. W niektórych przypadkach wystarcza nawet pół milimetra odległości obiektu od skanera, aby zdolność rozpoznawania szczegółów spadła o połowę. JAKI SKANER WYBRAĆ? Na początek powinniśmy sobie zadać pytanie, do czego chcemy używać naszego skanera. Osobom rzadko korzystającym z tego urządzenia, którym potrzebny jest on głównie do skanowania pojedynczych dokumentów czy korespondencji urzędowej, w zupełności wystarczy skaner w technologii CIS. Jeśli mamy zamiar skanować wiele książek, często grubych, starych, na kiepskim papierze, ze sztywnymi grzbietami, to musimy zaopatrzyć się w skaner CCD i to najlepiej w formacie A3. Uczącym się, odwiedzającym biblioteki, czytelnie i chcącym tam, na miejscu skanować zbiory biblioteczne, przyda się niewielki i mobilny skaner CIS. Jeśli, oprócz osoby z dysfunkcją wzroku, ktoś z domowników planuje archiwizację rodzinnych fotografii, powinniśmy wybrać urządzenie w technologii CCD. [fot. Helder Almeida, Grafika przedstawia myszkę komputerową, leżącą nieopodal stosu książek] [fot. Sharp, Zdjęcie przedstawia osobę korzystającą z urządzenia wielofunkcyjnego, Popis: Urządzenie wielofunkcyjne] Gdy posiadamy niewiele miejsca na dodatkowy sprzęt peryferyjny, powinniśmy zdecydować się na urządzenie wielofunkcyjne, łączące w sobie drukarkę i skaner CIS, w niczym nie ustępujący swoim wolnostojącym „braciom”. Oczywiście w sklepach znajduje się wiele tego typu urządzeń, więc na co powinniśmy zwracać uwagę? W przypadku osób z dysfunkcją wzroku, które głównie skanują tekst, tak naprawdę możliwości nawet najprostszego na rynku skanera będą wystarczające. Tekst skanujemy najczęściej w rozdzielczości 300 DPI (dots per inch - plamki na cal), a najtańsze urządzenia cechują się maksymalną rozdzielczością rzędu 600 DPI. Liczba możliwych do zeskanowania kolorów także nie jest dla nas istotna, ponieważ tekst skanujemy zazwyczaj w odcieniach szarości. Dla osoby z dysfunkcją wzroku dwoma najistotniejszymi kryteriami powinny być prędkość działania skanera oraz jego budowa. Jeśli porównamy skaner, w którym skan jednej strony trwa pięć sekund, do takiego, w którym ten sam proces trwa dziesięć sekund, to w przypadku jednej strony ma to może niewielkie znaczenie. Jeśli jednak skanujemy dużą książkę, ponad sześćset stron, kartkę po kartce, to używając tego drugiego skanera, zajmie nam to prawie godzinę dłużej. Pamiętajmy przy tym, że lampa w skanerach CCD potrzebuje dodatkowego czasu na rozgrzanie się przed rozpoczęciem pracy. Niektóre skanery, tak jak np. seria Optic-Book firmy Plustek, są specjalnie dedykowane osobom chcącym skanować książki. W takich urządzeniach, szklana tafla skanera dochodzi aż do końca jednego z jego węższych boków, będąc praktycznie krawędzią obudowy. Taka konstrukcja urządzenia pozwala na wygodne skanowanie grubych lub posiadających sztywne grzbiety książek bez konieczności dociskania ich do szyby skanera. Powinniśmy także zwrócić uwagę, w którą stronę otwiera się klapa urządzenia, ewentualnie, czy istnieje możliwość tymczasowego jej zdemontowania. Niestety, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, który skaner jest najlepszy dla osoby z dysfunkcją wzroku. Jeśli ktoś skanuje książki sporadycznie, szkoda mu miejsca na biurku, powinien sobie sprawić albo urządzenie wielofunkcyjne ze skanerem CIS, albo osobny skaner CIS zasilany przez łącze USB, który można schować do szuflady lub do torby notebooka. Dla tych, którzy poważnie myślą o skanowaniu wielu książek, optymalnym rozwiązaniem jest duży skaner A3 w technologii CCD. Wszystkich, planujących zakup nowego skanera, zachęcam do dokładnego rozważenia własnych potrzeb i oczekiwań. To Wasze indywidualne preferencje powinny determinować najlepszy możliwy wybór. * Piotr Witek urodził się w 1979 roku, wzrok stracił mając piętnaście lat. Z wykształcenia i zamiłowania jest masażystą i terapeutą manualnym. Obecnie pracuje w firmie teleinformatycznej, łącząc swoją drugą pasję – komputery z pracą zarobkową. Po utracie wzroku, nie chcąc zaakceptować własnych, fizycznych ograniczeń, nieustannie wyszukuje i promuje w środowisku osób niewidomych nowatorskie rozwiązania technologiczne mogące usprawnić funkcjonowanie w społeczeństwie osób z dysfunkcją wzroku. 31 - 36 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & BookSense – cztery w jednym Michał Kasperczak* [fot. Andreka, Zdjęcie przedstawia jabłko leżące na szczycie książek] W Tyfloświecie 02/2009 przedstawiłem rozwój systemu DAISY oraz dostępne na polskim rynku urządzenia do odtwarzania książek w tym formacie. Najnowszym z nich jest BookSense, któremu poświęcę poniższy artykuł, ponieważ jest to moim zdaniem jeden z najlepiej wyposażonych i spolszczonych odtwarzaczy tego typu. W marcu tego roku na odbywającej się w San Francisco branżowej konferencji CSUN, współpracująca z GW Micro firma HIMS zaprezentowała urządzenie własnej produkcji, służące do odtwarzania formatów audio i tekstowych, przeznaczone dla osób niewidomych i słabowidzących. Narzędzie zostało nazwane Book- Sense, co od razu budzi skojarzenia z notatnikiem BrailleSense, a przedstawiona specyfikacja techniczna brzmiała bardzo obiecująco. BookSense swoją wielkością przypomina telefon komórkowy – jego wymiary to 47 mm x 108 mm x 18,5 mm. Waży jedynie 115 g. Odtwarza DAISY, audible, MP3, MP4, WAV, WAX, WMA. Możliwości odtwarzania rozszerza wbudowana synteza, dzięki której mamy dostęp do formatów: txt , xml , html , doc, docx , brf , rtf . Urządzenie posiada nienajgorsze, zważywszy na ich mały rozmiar, głośniki, slot na karty SD/SD-HC, wyjście słuchawkowe, wejście mikrofonowe, pełniące również funkcję wejścia liniowego. Producent wyposażył je również w możliwość szybkiej blokady urządzenia oraz sprawdzania daty i czasu, także gdy nie jest włączone. Czas działania BookSense’a zadeklarowano na 12 godzin. Urządzenie, jak poinformowano na konferencji, ma występować w dwóch odmianach: standardowej oraz BookSense XT. Pierwsza z nich nie zawiera pamięci wewnętrznej, zaś druga – droższa wersja ma posiadać 4 GB pamięci Flash, radio oraz BlueTooth, dzięki któremu możemy korzystać ze stosownych zestawów słuchawkowych. Producent nie podał konkretnej daty wprowadzenia urządzenia na rynek, a jedynie poinformował, że BookSense dostępny będzie do końca 2009 r. Prace musiały jednak postępować szybko, bo latem BookSense pojawił się na rynku amerykańskim, a od października, cieszyć się z niego mogą również polscy użytkownicy zwłaszcza, że zarówno jeśli chodzi o udźwiękowienie, jak i o możliwość czytania tekstów głosem syntetycznym, dostępna jest pełna wersja polska. Termin wprowadzenia sprzętu na rynek polski szczęśliwie zbiegł się z jesiennymi masowymi zakupami w ramach realizacji Programu PFRON Komputer Dla Homera. Dzięki firmie E.C.E. Konrad Łukaszewicz, mogłem opisywane tu urządzenie testować przez ponad tydzień i podzielić się wrażeniami z Czytelnikami. ZAWARTOŚĆ ZESTAWU Opakowanie zawiera: • BookSense, • zestaw baterii, • zasilacz (5V DC, 2A), • słuchawki, • kartę SD 2GB (Model XT 8GB) , • kabel USB do podłączenia do komputera PC, • kabel USB do podłączenia zewnętrznego nośnika danych, • pokrowiec, • smycz, • CD z instrukcją użytkownika. Niestety pokrowiec oraz słuchawki nie są najlepszej jakości. Szkoda, że producent nie zaopatrzył użytkowników w kabel audio, służący do nagrywania ze źródeł zewnętrznych. Należy pochwalić polskiego dystrybutora za w pełni przetłumaczony podręcznik użytkownika. Do dokumentacji i ulotek informacyjnych wkradł się jednak jakiś błąd, występujący również na zagranicznych stronach. Z podstawową wersją BookSense dostajemy kartę SD 2 GB, a nie 4 GB, jak jest to napisane. WYGLĄD ZEWNĘTRZNY W górnej części BookSense’a znajdują się głośniki, przycisk „Data i Czas”, poniżej klawisze nawigacyjne – cztery strzałki: w górę, w dół, w lewo i w prawo, a po środku klawisz wyboru, zwany tutaj „Menu” (służy do wywoływania menu ustawień urządzenia). Poniżej znajduje się klawiatura numeryczna. Po lewej stronie zlokalizowany jest, idąc od góry, przycisk „Tryb”, którym zmieniamy moduły pracy BookSense’a (DAISY, pliki MP3, radio itp.), poniżej znajdują się klawisze służące do zwiększania i zmniejszania głośności oraz slot na karty SD. Z prawej strony, idąc od góry, mamy przycisk odtwarzania, poniżej nagrywania, a jeszcze niżej przełącznik blokady urządzenia i ukryty przycisk „Reset”, którego możemy użyć, gdy Book- Sense się zawiesi. Będzie do tego potrzebna jakaś szpilka, albo małe nożyczki, ponieważ przycisk jest ukryty w zagłębieniu i na tyle mały, że trudno go wcisnąć palcem. Na górnej ściance znajduje się gniazdo słuchawek i mikrofonu, a w dolnej części gniazdo zasilacza (po lewej) i gniazdo mini-USB (po prawej). Gniazdo mini-USB może być używane do podłączenia pendrive’a, zewnętrznego napędu USB, CD-ROM, ładowania urządzenia przez USB i transferu danych z komputera. SYNTEZA, UDŹWIĘKOWIENIE I LOKALIZACJA Lokalizacji opisywanego produktu podjęła się firma E.C.E. Konrad Łukaszewicz. Dystrybutor, na skutek niedociągnięć polskiej syntezy Nuance Vocaliser, zdecydował się na inplementację jej poprzedniczki – Real Speak Agata 22 kHz, co polskim użytkownikom wyszło na dobre. Na szczęście było to technicznie możliwe. Synteza jest głośna, zrozumiała, brzmi mniej więcej tak, jak w notatniku BrailleSense. Ociężałość pracy z tego typu syntezatorem jakoś mniej przeszkadza, gdy mamy do czynienia z mobilnym urządzeniem czytającym, a nie komputerem. RealSpeak Agata udźwiękowia BookSense’a oraz pełni rolę TTS podczas odczytywania tekstów. STRUKTURA FOLDERÓW BookSense posiada: • RECORD – folder zawierający pliki dźwiękowe nagrane przy pomocy programu „Media”, • RADIO (model XT) – nagrane poprzez program „Media” audycje radiowe, • AUDIO BOOKS – książki audio i inne pliki dźwiękowe, • PODCASTS – folder zawierający pliki dźwiękowe pochodzące z Internetu utworzone przez program „Media”, • MUSIC – pliki muzyczne odtwarzane programem “Media”, • DOCUMENTS – pliki odczytywane przez program „Czytnik dokumentów”, • DAISY - folder zawierający pliki Daisy odtwarzane programem „Daisy”. Dla każdego zestawu plików Daisy musi być utworzony osobny podfolder. Oprócz folderów książek znajdują się tu foldery: ”MARK”, „NewsLine”, „NLS” oraz „Bookshare”. Jeśli książka DAISY zostanie zapisana bez osobnego podfolderu, nie zostanie odczytana. Na karcie pamięci występuje taki sam podział na foldery, jednakże zyskują one polsko brzmiące nazwy: Nagrania, Radio, Podcasty, Muzyka, Książki Audio, Dokumenty. Należy jednak pamiętać, że podstawowa wersja BookSense” a nie posiada wbudowanej pamięci. Po sformatowaniu lub włożeniu nowej karty, foldery są tworzone automatycznie. Zdejmuje to z barków użytkownika obowiązek pamiętania ich nazw. Niby drobnostka, ale niestety nie wszystkie urządzenia tej klasy to potrafią. TRYBY PRACY BookSense zawiera następujące moduły: • Media – tu mamy dostęp do folderów z wgranymi na kartę książkami i muzyką, nagraniami z dyktafonu oraz radia (model XT), • DAISY – dzięki tej funkcjonalności możemy odsłuchiwać książki przygotowane w tym standardzie, • Czytnik dokumentów – przy jego pomocy zapoznamy się z plikami tekstowymi w różnych formatach. BookSense w wersji XT zawiera ponadto funkcję Radia. POMOC BookSense posiada bardzo dobry tryb pomocy klawiszowej. Wchodzimy do niej, przyciskając dłużej klawisz „Menu”, a następnie naciskając poszczególne klawisze – po naciśnięciu dowiadujemy się o ich funkcjach. Ponowne dłuższe przyciśnięcie „Menu” spowoduje wyjście z trybu pomocy. OGÓLNIE O NAWIGACJI I ODTWARZANIU Po liście folderów, plików, dokumentów, książek DAISY poruszamy się strzałkami w górę i w dół, strzałka w prawo rozwija, a w lewo zwija listę folderów. Gdy chcemy rozpocząć odtwarzanie przyciskamy odpowiednio na pliku, folderze, książce DAISY klawisz „Odtwarzaj”, umieszczony z prawej strony urządzenia. Jego ponowne naciśnięcie wstrzymuje odtwarzanie nagrania. Po wyłączeniu i ponownym uruchomieniu BookSense’a pamiętany jest plik i miejsce, w którym skończyliśmy jego odtwarzanie. Oczywiście dotyczy to wszystkich typów dostępnych mediów, zarówno zwykłych plików audio, jak i DAISY oraz dokumentów i radia. Korzystając z klawiszy „4”, „5”, „6” możemy regulować prędkość odtwarzania. Klawisz „5” powoduje, że prędkość wraca do poziomu standardowego, „4” spowalnia, a „6” przyspiesza nagranie. Naciskając „0”, możemy usłyszeć informacje na temat odtwarzanego materiału: nazwę pliku, całkowity czas nagrania, czas który upłynął od początku.. ZAKŁADKI Zakładki można wstawiać we wszystkich typach nagrań, przy czym dla dokumentów tekstowych istnieje dodatkowo możliwość wstawiania zakładek głosowych. Zazwyczaj mamy jednak do dyspozycji zakładki numerowane. Klawiszem „1” wstawiamy zakładkę, „2” przechodzimy do zakładki, a „3” ją kasujemy. Należy zapamiętać numer zakładki, dla której chcemy przeprowadzić określone działanie. USTAWIANIE JEDNOSTKI PRZESUNIĘCIA JAKO PROCENT Jest to kolejny, bardzo ciekawy sposób nawigacji po zgromadzonych plikach, dostępny nie w każdym tego typu odtwarzaczu. Klawisz „8” służy do przejścia do określonego procentu w odtwarzanym pliku. Dotyczy to wszystkich mediów, w tym odtwarzanych plików tekstowych. Tym sposobem nie musimy martwić się o znaczniki czasowe i zakładki. Wiemy, że do dyspozycji mamy wartości od 0 do 99 %. Dodatkowo po wciśnięciu klawisza „8” urządzenie informuje nas, ile procent pliku zostało odtworzone. MEDIA BookSense obsługuje wiele formatów plików: MP3, MP4, OGG, WAV, WMV, FLAC, WMA, ASF, Audible audio (.aa, .aax). W module Media, podczas odtwarzania plików strzałki „góra” – „dół” zmieniają możliwy sposób nawigacji, a strzałki „lewo” – „prawo” ją umożliwiają. I tak możemy nawigować pomiędzy utworami, przeskakiwać o pięć plików (utworów), o wcześniej zdefiniowany przedział czasowy (zmiana zdefiniowanego przedziału za pomocą klawisza „9”) lub przejść do pierwszego- ostatniego nagrania w folderze. Ponadto w Mediach mamy do dyspozycji korektor z czterema typami ustawień, możliwość zapisywania playlist, odtwarzania według tagów, powtarzania i odtwarzania losowego. DAISY BookSense według zapewnień producenta obsługuje: • DAISY 2.0/2.02/3.0, DAISY XML/Digital Talking Book, • ANSI/NISO Z39.86 2002, 2005, • NLS content (3gp, AMR-WB+), • RFB&D content. (AudioPlus, AudioAccess- Protected WMA), • Bookshare.org DAISY content, • NIMAS 1.1, • DRM: wsparcie autoryzacji 2006 PDTB2. W DAISY klawisze strzałek „góra” – „dół” pozwalają na zmianę trybu nawigacji, a strzałek „lewo” i „prawo” na przeskok do stosownego punktu. Możliwe przedziały zależą od poziomu przewidzianej przez producenta książki nawigacji. Do dyspozycji mamy: początek-koniec, akapity, frazy, przedział czasowy, zakładki, poziomy od 1 do 6. Nie wszystkie z wymienionych powyżej możliwości są zawsze dostępne. BookSense inteligentnie rozpoznaje i proponuje określone rozwiązanie. Jeśli twórca publikacji w DAISY zadeklarował tylko jeden poziom nawigacji (nagłówek 1), to nie usłyszymy możliwości przejścia do poziomu 2, 3 itd. ODCZYTYWANIE PLIKÓW TEKSTOWYCH Prócz popularnych formatów takich, jak DOC, RTF, TXT, możliwe jest odczytywanie plików XML, dokumentów MS Word 2007 (DOCX) i plików brajlowskich. Korzystanie z Czytnika Dokumentów odbywa się tak samo, jak to ma miejsce podczas pracy z innymi funkcjonalnościami omawianego odtwarzacza. Strzałkami wybieramy stosowny plik, klawiszem „Odtwarzaj” rozpoczynamy jego odsłuchiwanie. Synteza działa całkiem płynnie, jednak podczas jej przyspieszania, zwalnia, więc proponuję zatrzymać czytanie tekstu na czas tej operacji. Klawisze strzałek w górę i w dół pozwalają nam na zmianę możliwej nawigacji po znakach, słowach, zdaniach, stronach. RADIO Funkcja radia występuje tylko w modelu BookSense XT i charakteryzuje się: możliwością słuchania radia przez słuchawki lub wewnętrzny głośnik (słuchawki i tak muszą być podłączone), nagrywania z radia oraz zaprogramowania sześciu stacji radiowych i przemieszczania się pomiędzy nimi. W ustawieniach można zmienić czułość wyszukiwania stacji radiowych. Częstotliwości są ogłaszane przez mowę syntetyczną podczas równoczesnego odtwarzania sygnału z radia, co nie jest zbyt komfortowe. Niestety, na tę chwilę, dźwięk z radia nie może ulec choćby nieznacznemu wyciszeniu, jak to ma miejsce w iPodach. W moim odczuciu sześć stacji do zaprogramowania to jednak trochę mało. Jeden z użytkowników opisywanego urządzenia skarżył się na kiepską jakość radia, czego jednak nie mogę potwierdzić. NAGRYWANIE Na szczęście funkcja dyktafonu działa tak samo w obu typach urządzenia. Aktywujemy ją przytrzymując, dłużej niż dwie sekundy, klawisz „Nagrywaj”, znajdujący się poniżej klawisza służącego do odtwarzania. Możliwe jest korzystanie z monofonicznego mikrofonu wewnętrznego, zewnętrznego mikrofonu podłączanego do urządzenia lub, z wykorzystaniem kabla audio, z zewnętrznego źródła np. magnetofonu, telewizora. Gdy nie korzystamy z Radia, rejestrowany jest głos zgodnie z ustawionymi wcześniej parametrami nagrywania. Możemy je więc uaktywnić będąc w Mediach, DAISY, Czytniku Dokumentów. Użytkownik może również wstrzymać na jakiś okres nagrywanie. Rejestrowany dźwięk zapisywany jest do pliku WAV lub MP3 (niestety VBR). Istnieje możliwość zmiany częstotliwości próbkowania od 16 do 44 kHz. Bitrate waha się od 100 kbps dla plików mono, do 160 kbps dla stereo. Możemy też zadeklarować, czy nagrywamy w mono, czy w stereo, oraz ustawić jedną z czterech czułości mikrofonu. Nagrywanie z mikrofonu wewnętrznego daje nienajgorszą jakość, lecz dźwięk musi być nagrywany ze stosunkowo bliskiej odległości i słychać niestety nieznaczne szumy. Niby możnaby nagrywać BookSensem wykłady na uczelni lub ważne spotkanie, choć pewnie nie zawsze zdałoby to egzamin i w tym przypadku polecałbym raczej dyktafon Olympus, albo rejestrator np. Zoom H2. Zaletą BookSense’a jest to, że to kolejny odtwarzacz specjalistyczny, który nagrywa do formatu MP3 – najbardziej popularnego skompresowanego typu plików audio. Z obserwacji jednego z użytkowników wynika, że jakość zastosowanego kodeka MP3 nie jest najlepsza, co słychać przy zastosowaniu mikrofonu stereofonicznego, gdzie dźwięk nagrywany do formatu WAV jest znacznie wyraźniejszy. Podczas nagrywania możemy wstawiać zakładki, które przydają się podczas odsłuchiwania. Niestety nie wprowadzono możliwości automatycznego dzielenia nagrania na pliki bez konieczności przerywania nagrywania. Reasumując, dyktafon to kolejna zaleta tego urządzenia. Mankamentem może okazać się to, że opcje nagrywania są ukryte dosyć głęboko w menu konfiguracyjnym. MENU KONFIGURACYJNE BookSense posiada rozbudowane menu konfiguracyjne. Prócz wspólnych ustawień, posiada ono opcje charakterystyczne dla poszczególnych funkcjonalności. Dla Mediów będą to ustawienia korektora, dla Czytnika dokumentów – ustawienia strony i podmenu ostatnio czytanych tekstów, a dla Radia lista i parametry stacji radiowych. Globalne ustawienia urządzenia dotyczą zmiany daty i czasu, ustawienia budzika, czasu usypiania, czyli przedziału, po którym urządzenie ma przestać czytać i się wyłączyć, czasu oszczędzania energii, czyli czasu, który ma upłynąć do wyłączenia BookSense podczas bezczynności. W głównym menu znajdują się ponadto ustawienia domyślnych parametrów mowy, wspominane już opcje nagrywania oraz menu informacyjne z numerem seryjnym i aktualną wersją oprogramowania. PODSUMOWANIE BookSense to jeden z najbardziej wszechstronnych odtwarzaczy, zaprojektowanych z myślą o potrzebach niewidomych i słabowidzących użytkowników. Urządzenie pojawiło się na świecie kilka miesięcy temu i zbiera pozytywne opinie. Wszystkie zadeklarowane wcześniej funkcjonalności działają dobrze lub poprawnie, a usterki są usuwane aktualizacjami oprogramowania. Dzięki otwartej polityce firmy HIMS urządzenie mogło być szybko spolszczone, a dzięki dystrybutorowi zastosowana została przyzwoita synteza. Mocnymi stronami urządzenia są: • dobre wykonanie i spasowanie elementów obudowy BookSense’a, • dobrze brzmiące głośniki, • rozbudowana i przemyślana pomoc klawiatury, • prędkość mowy ustawiana osobno dla odczytywanych tekstów oraz komunikatów, • osobna regulacja głośności dla pracy na głośniku i słuchawkach, • syntezator RealSpeak Agata 22 KHZ, czytający bez zbędnych pauz, • możliwość procentowej nawigacji po danym pliku, • możliwość odtwarzania playlist i wielu formatów, • możliwość nagrywania do MP3 i WAV oraz z line-in. Do minusów zaliczyć możemy niewątpliwie: • brak wbudowanej pamięci w wersji podstawowej, • zbyt wysoką cenę wersji XT w stosunku do wersji standardowej (być może wynika to z zastosowania technologii BlueTooth), • brak nieznacznego wyciszenia syntezy podczas odtwarzania plików lub słuchania radia, • zbyt głęboko ukryte menu ustawień nagrywania. *Autor jest absolwentem historii na UAM w Poznaniu. Od kilkunastu lat interesuje się i praktycznie wykorzystuje technologie tyfloinformatyczne w pracy i nauce. Współuczestniczył w dostosowaniu i testach interfejsu aplikacji biznesowych SAP ERP dla niewidomych. Był współpracownikiem firm tyfloinformatycznych. 37 - 47 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Słów kilka o notatnikach Rafał Charłampowicz [fot. Guy Erwood, Zdjęcie przedstawia fragment matrycy do tłoczeń brajlowskich] Mamy wreszcie na rynku małe, niedrogie komputery - netbooki, kiedyś zwane subnotebookami, jak również konkurencję dla notatników brajlowskich, bo netbook wyposażony w edytor tekstu i udźwiękowienie to przecież przenośne urządzenie do pisania. Coraz więcej studentów kupuje (lub zastanawia się nad kupnem) albo samego netbooka, albo netbooka i monitora brajlowskiego. Notatniki brajlowskie z ich ograniczonymi możliwościami stają się coraz mniej interesujące, i nawet ich posiadacze niejednokrotnie kupują komputerki, by mieć alternatywę; szczególnie że notatnik zawsze może być monitorem dla komputera. Czy jesteśmy świadkami schyłku zapotrzebowania na notatniki brajlowskie i za kilka lat będziemy je oglądać tylko w muzeach tyflologicznych? Kto wie...? Na razie jednak notatniki mają wciąż kilka mocnych stron, którym warto się przyjrzeć, wybierając sprzęt dla siebie lub dla kogoś. Najważniejszą cechą notatników brajlowskich jest w pełni zintegrowany dotykowo-dźwiękowy interfejs. Oznacza to, że wszystkie polecenia możemy wykonać przy wyłączonej mowie, korzystając jedynie z monitora brajlowskiego. Możliwość cichego pisania i czytania jest nieoceniona podczas zajęć na uczelni. Owszem, mając laptopa z udźwiękowieniem i monitorem brajlowskim też możemy wyłączyć mowę, ale ciekaw jestem, ile osób potrafi sprawnie korzystać z Windows, używając tylko linijki brajlowskiej. ZASADY DZIAŁANIA Interfejs notatników jest projektowany tak, by użytkownik miał szybki dostęp do najważniejszych funkcji. Najczęściej są to skróty klawiaturowe, ale niekiedy mamy też do dyspozycji specjalne przyciski służące do uruchamiania wybranych aplikacji. W samych aplikacjach, o ile nie są to programy zewnętrzne - będące albo dodatkami, albo standardowym oprogramowaniem palmtopa, mniej lub bardziej udźwiękowionym i ubrajlowionym - nie znajdziemy poleceń sprawiających kłopot niewidomemu użytkownikowi. Tu trzeba jednak zaznaczyć, że czasem zdarzają się wpadki, ale raczej po stronie dystrybutorów a nie producentów. W menu mojego notatnika są puste pola, których ani nie widać w brajlu, ani nie słychać, jakby tłumacz spolszczający kilka lat temu to urządzenie tak się śpieszył, że nie zauważył, iż zgubił pewne polecenia. To jednak nie reguła lecz wyjątek - błędy mogą zdarzyć się wszędzie. Zasada działania notatników jest taka, że od momentu uruchomienia urządzenia aż do końca pracy nie musimy słyszeć ani jednego dźwięku. Mowa jest uzupełnieniem, włączanym i wyłączanym jednym poleceniem, a nie elementem niezbędnym. Istnieją nawet notatniki, które w ogóle nie mają syntezatora mowy. [fot. Marin, Zdjęcie przedstawia grupę studentów uczestniczących w wykładzie, Podpis: Na wykładzie, gdy ciężko skupić się na jednoczesnym odsłuchiwaniu wprowadzanego tekstu i śledzeniu wywodu prowadzącego, notatnik brajlowski z pewnością okaże się niezastąpiony] Mówiąc o obsłudze, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Podczas pracy na komputerze wcale nie tak rzadko zdarza się, że kursor pojawia się w miejscu, w którym się go nie spodziewaliśmy. Przyczyny tego są różne – czasem jest to komunikat pracującej w tle aplikacji, czasem przypadkowo naciśniemy jakiś klawisz lub dotkniemy touchpada, a czasem w ogóle nie ma dla tego stanu rzeczy wyjaśnienia. Notatniki, jako urządzenia prostsze i przeznaczone dla odbiorców o bardzo określonych potrzebach, są znacznie mniej podatne na takie przypadki. CZAS PRACY Kolejną mocną stroną notatników jest czas pracy bez zasilania zewnętrznego. Zależnie od modelu może to być od 8 – 10 do 20 – 25 godzin ciągłej pracy. W typowych warunkach urządzenie trzeba ładować co kilka dni. Warto też dodać, że wyłączony notatnik pozostaje w tzw. trybie czuwania. Zużycie energii w tym trybie jest minimalne, za to urządzenie włącza się błyskawicznie. Z moich doświadczeń wynika, że wchodzenie i wychodzenie ze stanu czuwania w przypadku tradycyjnego sprzętu komputerowego jest mniej płynne, a bywa, że sprawia duże kłopoty. KLAWIATURA Jeszcze kilka lat temu charakterystyczną cechą notatników była klawiatura brajlowska. Teraz w przypadku najbardziej popularnych notatników możemy wybrać, czy chcemy model z klawiaturą brajlowską czy klawiaturą Qwerty. Klawiatura brajlowska ma tę zaletę, że nie musimy naciskać dodatkowego klawisza, by uzyskać polski diakrytyk. Ponadto, co ważniejsze, daje większą swobodę wpisywania nietypowych znaków. Najlepszym, choć może dość specyficznym przykładem, są nuty. Znając nutową notację brajlowską, bez problemu zrobimy zapis w notatniku. Zapisu takiego nie odczytamy po przesłaniu do komputera, ale w notatniku będzie zawsze pod ręką, a jeśli mamy dostęp do drukarki brajlowskiej, to nasze nuty możemy mieć również na papierze. Gdy korzystamy głównie z brajla i nie zależy nam na czytelności tekstu po otwarciu w klasycznym edytorze, na klawiaturze brajlowskiej możemy notować w taki sposób, do którego jesteśmy przyzwyczajeni – np. możemy pisać skrótami lub stosować brajlowski zapis matematyczny. Atuty klawiatury brajlowskiej są też czasem dostępne w notatnikach z klawiaturą Qwerty. W co najmniej jednym modelu mamy do dyspozycji tryb pisania brajlem, w którym osiem klawiszy przejmuje funkcję klawiszy brajlowskich. Pisanie na takiej klawiaturze nie jest tak wygodne jak na typowej klawiaturze brajlowskiej, ale daje tę samą możliwość wpisywania dowolnych znaków. ROUTING KEYS Na koniec warto jeszcze wspomnieć o tzw. „Routing Keys”, czyli przyciskach przywołujących kursor do wybranego znaku. W takie przyciski wyposażony jest niemal każdy monitor brajlowski i można powiedzieć, że monitor bez „Routing Keys” to pół monitora. Nad każdą komórką brajlowską na monitorze znajduje się przycisk, którego naciśnięcie powoduje przeniesienie kursora właśnie do znaku w tej komórce. Nie wymyślono jeszcze szybszego sposobu przenoszenia kursora podczas pracy z tekstem na notatniku lub komputerze. Gdy pisząc chcemy gdzieś wrócić i np. poprawić błąd, po prostu naciskamy przycisk nad wybranym znakiem i kursor już tam jest. „Routing Keys” nie są specyficzne dla notatników, ale zdecydowałem się je tutaj opisać, gdyż podczas pracy z wyłączoną mową jeszcze bardziej odczuwa się ich przydatność. Interfejs, klawiatura, bateria i „Routing Keys” to, moim zdaniem, najmocniejsze strony notatników. Nie wspominam o różnych zaawansowanych i dodatkowych funkcjach, gdyż znajdziemy je również w netbookach. Pamiętajmy jeszcze o tym, że monitor brajlowski z notatnikiem tworzy całość, przez co urządzenie jest bardziej ergonomiczne od komputera z dołączonym monitorem. Notatnik jest funkcjonalny nie tylko w pomieszczeniach, ale i w środkach lokomocji, a także w dowolnym miejscu, gdy szybko trzeba coś zanotować. Spora część tego artykułu powstała w pociągu – z netbooka też skorzystamy w pociągu, ale już raczej bez linijki brajlowskiej. PO CO BRAJL? Tu nasuwa się pytanie: a czy można bez brajla? Można, i na rynku są notatniki bez monitorów brajlowskich, wyposażone wyłącznie w mowę syntetyczną. Jednak w przypadku potrzeb szkolnych brajl jest, moim zdaniem, niezbędny. O cichym pisaniu była już mowa. Użytkownicy netbooków oczywiście korzystają ze słuchawek, ale jednoczesne słuchanie wykładowcy i kontrolowanie uchem tego, co się pisze, wymaga podzielnej uwagi i trudno ten sposób pracy nazwać komfortowym. Co do czytania, to praca z tekstem w oparciu o sam słuch nie jest prosta i w wielu sytuacjach bardzo ogranicza. Najlepiej to widać na zajęciach z języka obcego, gdy podczas rozwiązywania testów student musi mieć czytane pytania, co stawia go w gorszej sytuacji niż studentów mających zadania przed oczami, a więc widzących pisownię słów. A są przedmioty, jak łacina, polegające niemal wyłącznie na pracy z tekstem. Przydatność brajla w życiu codziennym maleje z roku na rok, jednak w edukacji bez brajla nie można się obejść. Taki eksperyment grozi niedouczeniem. W omówieniu przydatności notatników celowo unikałem podawania jakichkolwiek nazw. Notatnik do szkoły powinien być profesjonalny, mieć „Routing Keys” i odpowiadający nam długością ekran brajlowski. Najlepiej notatnik choć trochę przetestować przed kupnem. *** BRAILLE SENSE - TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ Jolanta Kramarz* W bieżącym roku obchodzimy 200-lecie urodzin Ludwika Braille’a, twórcy alfabetu punktowego, którym posługują się ludzie niewidomi. Pismo brajla do niedawna kojarzyło się z opasłymi, ciężkimi tomami książek. Wydawało się, że pod naporem screenreaderów wkrótce wyjdzie ono z użycia. Programy do udźwiękowienia systemu Windows rozleniwiły tak dalece, że osoby tracące wzrok jako dorosłe, często wcale nie dostrzegały potrzeby uczenia się alfabetu wypukłego. Tymczasem, korzystając z elektronicznych notatników brajlowskich, kolejny raz przekonujemy się, że alfabet wymyślony w XIX wieku przez genialnego Francuza nadal ułatwia niewidomym życie. Podstawowa funkcja Braille Sense’a – notowanie [fot. GW Mikro, Zdjęcie przedstawia notatnik Braille Sense] Jestem przeciętnym użytkownikiem urządzeń elektronicznych i brajlistką średniej klasy, ponieważ pisma punktowego zaczęłam uczyć się stosunkowo późno. Bardzo wysoko cenię sobie Braille Sense’a, produkowanego przez GW Mikro, a dystrybuowanego przez E.C.E, i uważam, że jest niezastąpiony. Pozwala mi na sporządzanie notatek i konspektów oraz na swobodne przemieszczanie się w realizowanym zapisie. Mogę edytować teksty, coś w nich na bieżąco dopisywać, zmieniać, poprawiać. Nad każdym sześciopunktem (a właściwie ośmiopunktem) mam klawisz, który pozwala na szybkie przywołanie kursora i modyfikowanie tekstu w trakcie czytania, np. przy robieniu notatek, korekt, czy programowaniu zajęć. Istnieje wiele skrótów klawiszowych, które ułatwiają wyszukiwanie potrzebnych fraz i szybkie poruszanie się po tekście. Ponadto literki na ekranie brajlowskim są bardzo wyraziste i, w przeciwieństwie do wydruku brajlowskiego, nigdy nie tracą czytelności. Z notatek mogę swobodnie korzystać, gdy coś referuję, ponieważ istnieje możliwość wyłączenia „gadacza” i pracy z samą linijką brajlowską. W razie potrzeby korzystam z udźwiękowienia lub z obydwu opcji jednocześnie. 32 -znakowy ekran Braille Sense’a jest stosunkowo długi. Po dwóch stronach ma klawisze, które służą do przesuwania tekstu w górę lub w dół. Pracując z tym urządzeniem, odkrywam coraz to nowe jego możliwości, np. ostatnio dowiedziałam się, że wyświetlany tekst można przewijać automatycznie. Są jednak tylko dwie możliwości tempa wyświetlania, co powoduje, że trudno je dopasować do własnych potrzeb. Edytor tekstów notatnika otwiera pliki TXT, RTF i DOC. Ośmiopunktowość brajla w notatniku wymaga wyjaśnienia. Te dwa dodatkowe punkty, czyli siódmy i ósmy, oznaczają obecność kursora, duże litery oraz cyfry. POMOC PRZY UCZENIU SIĘ JĘZYKÓW OBCYCH Do naszej Fundacji „Vis Maior” przychodzą na zajęcia językowe osoby niepełnosprawne wzrokowo, które, podobnie jak ja, często korzystają z notatników elektronicznych, w tym z Braille Sense’a. Oczywiście są wśród nich osoby korzystające z powiększonego druku lub po prostu wydruku brajlowskiego, dla mnie jednak notatniki elektroniczne są nieporównywalnie lepsze. Braille Sense pozwala na szybkie wyszukiwanie odpowiedniego fragmentu tekstu, łatwe przemieszczania się po nim, wypełnianie form w ćwiczeniach gramatycznych, umożliwia pisemne odpowiadanie na pytania, zapisywanie nowych słówek i sporządzanie koniecznych notatek, a wiadomo, że wszystkie te czynności są niezbędne podczas kursu językowego. Informacje przekazywane przez lektorkę, zapisane do formatu oferowanego przez Microsoft Word (zgodnego z formatem edytora Braille Sense) mogę na pendrive przenieść do Braille Sense’a. Gdybym natomiast chciała uzyskać wersję papierową, to do mojego notatnika mogę podłączyć również drukarkę i wydrukować potrzebny tekst. Nikogo nie muszę przekonywać, że osoba ucząca się języka obcego musi zapoznać się nie tylko z odczytywaną przez screenreader wersją materiałów, ale również zobaczyć pisownię danych wyrazów. By, nie widząc, zaspokoić tę potrzebę, podłączam Braille Sense’a do tradycyjnego komputera i używam go jako monitora brajlowskiego przy czytaniu tekstu w języku obcym. Urządzenie jako monitor najlepiej sprawdza się współpracując z programem mówiącym Window Eyes. PRZYJAZNE PARAMETRY [fot. Chepko Danil Vitalevich, Grafika przedstawia wtyczkę kabla internetowego, wpinaną do gniazdka znajdującego się wewnątrz kuli ziemskiej, Podpis: Braille Sense może być używany do surfowania po Internecie i odbierania poczty elektronicznej] Poza niewątpliwymi walorami i wybitną użytecznością dydaktyczno-edukacyjną Braille Sense ma jeszcze jedną zaletę - jest wygodny w noszeniu i stosunkowo lekki. Oprócz tego wyposażony został w ergonomiczną klawiaturę brajlowską oraz klawisze funkcyjne. Przy ich pomocy można nie tylko bez problemu zmieniać parametry, ale także łatwo przewijać dostępne programy oraz przywoływać ich menu. Z przodu urządzenia znajdują się klawisze służące do jego uruchamiania, blokowania klawiatury, nagrywania oraz przewijania nagrań. Ta część wyposażenia nie należy w moim odczuciu do najwygodniejszych w użyciu. Na tylnej ścianie znajduje się m.in. przycisk do szybkiego restartu. Nie posługuję się nim zbyt często, ale zdarza się nieraz, że jest potrzebny, np. kiedy w trakcie uruchamiania notatnika chcę wyłączyć głos. Do Braille Sense’a można podłączyć zwykłą klawiaturę, a także monitor, słuchawki i zewnętrzny mikrofon. Wtedy notatnik brajlowski staje się już prawdziwym komputerem. Sam Braille Sense jest również wyposażony w wyświetlacz LCD. Dla osób widzących urządzenie to ma przyjemny i profesjonalny wygląd. W zestawie znajdziemy etui z odpinanym paskiem służącym, gdy zaistnieje taka potrzeba, do noszenia na ramieniu. [fot. GW Mikro, Zdjęcie przedstawia notatnik Braille Sense] ZAPAS ENERGETYCZNY NOTATNIKA Używając Braille Sense’a, należy pamiętać o ładowaniu akumulatorów, gdyż urządzenie, jeżeli tego nie dopilnujemy, zacznie się o to uporczywie upominać. Początkowo zaskakiwało mnie i rozbawiało, gdy w nocy notatnik krzyczał: „naładowanie baterii 15%, włącz zasilacz”. Powtarzało się to z taką częstotliwością, że musiałam wstać i „nakarmić go”. Z jednej strony stanowi to kłopotliwy obowiązek, ale dzięki temu mamy ochronę przed utratą danych, niekontrolowanym przestawianiem się zegara, czy kalendarza w notatniku itp. Przy używaniu harmonogramów zadań ważne jest, żeby pamięć urządzenia była stale podtrzymywana, nawet, jeśli ono nie pracuje. Możemy z notatnika korzystać także, kiedy jest podłączony do sieci. Dobrze naładowane akumulatory pozwalają jednak na długotrwałą pracę. Przy ekonomicznym zarządzaniu energią notatnik co jakiś czas „zasypia”, to znaczy wyłącza zasilanie. Braille Sense posiada własną wewnętrzną pamięć, w której możemy zapisywać nasze pliki, ale jest ona mała. Chcąc mieć większy komfort w korzystaniu z notatnika, trzeba dokupić kartę pamięci. HARMONOGRAM ZADAŃ, KSIĄŻKA ADRESOWA Harmonogram zadań jest narzędziem, które przydaje się dziś wszystkim prowadzącym „intensywny tryb życia”. Szanse posługiwania się nim niewidomi zyskali dzięki Braille Sense’owi. Książka adresowa daje podręczny dostęp do danych teleadresowych. Nie musimy więc obciążać nimi pamięci. Po wczytaniu konkretnego rekordu wyświetlają się tylko pozycje zawierające wskazane informacje. To znacznie przyspiesza korzystanie z książki. Funkcjonuje tu także wyszukiwanie, tak więc wpisując imię i nazwisko danej osoby, od razu uzyskujemy jej dane, wiemy skąd jest i jak się z nią skontaktować. WYMIANA INFORMACJI I KOMUNIKACJA ZE ŚWIATEM Nie korzystałam na razie z dostępu Braille Sense’a do Internetu, ani też z poczty elektronicznej, ponieważ od instruktora, który pokazywał mi, jak obsługiwać urządzenie, i od innych użytkowników dowiedziałam się, że zarówno przeglądarkę internetową, jak i program pocztowy znacznie wygodniej obsługuje się na tradycyjnym komputerze stacjonarnym czy laptopie. A może jednak warto to samemu sprawdzić? Braille Sense posiada wbudowany mikrofon, z możliwością nagrywania do formatu WAV i MP3 oraz dwa głośniki stereofoniczne. Za pośrednictwem notatnika można również słuchać radia internetowego, a także zakresu UKF, muzyki oraz książek mówionych w formacie DAISY i MP3, ponieważ Braille Sense łączy w sobie funkcje wielu urządzeń. Notatnik posiada pełny zestaw oprogramowania, umożliwiającego korzystanie z wszystkich jego funkcji, a także kalkulator naukowy, stoper, budzik, kalendarz, menager plików, komunikator - MSN Messenger i menager baz danych. W Braille Sense brakuje tylko arkusza kalkulacyjnego. Użytkownik otrzymuje wraz z notatnikiem brajlowską książeczkę z wykazem podstawowych funkcji i wywołujących je skrótów klawiszowych. Brakuje jednak nagranego przewodnika głosowego, który mógłby się przydać początkującym brajlistom. GŁÓWNY MANKAMENT Gdy używałam notatnika podczas zajęć, w których uczestniczyli sami ludzie widzący, pytali mnie zazwyczaj: „Jak to działa?”. Zachwycali się i byli zdumieni. Zaskakiwał ich jednak koszt zakupu urządzenia. Owszem, Braille Sense mimo licznych zalet, ma jedną życiową „wadę” – jest naprawdę bardzo drogi. W pokonaniu bariery finansowej pomaga nam PFRON w ramach programu „Komputer dla Homera” oraz Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, którym za to dziękujemy. Braille Sense Plus został ogłoszony Produktem Edukacyjnym Roku 2009 przez Uniwersytet Warszawski oraz wyróżniony wśród produktów edukacyjnych przez uczestników II Międzynarodowej Konferencji „Edukacja dla Wszystkich”. Jest to w pełni zasłużone wyróżnienie. *** AMERYKAŃSKA ALTERNATYWA Krzysztof Wostal* Jedną z alternatyw dla udźwiękowionego i ubrajlowionego komputera przenośnego jest znany na naszym rynku od kilku lat notatnik brajlowski PAC Mate wyprodukowany przez firmę Freedom Scientific z USA, którego dystrybutorem jest firma ALTIX Sp. Z o.o.”. PAC Mate działa pod kontrolą systemu operacyjnego Windows Mobile. Do jego udźwiękowienia i ubrajlowienia zastosowano program odczytu ekranu Jaws w wersji dla systemu Windows Mobile. Do dyspozycji użytkownik pozostają mówiące po polsku syntezatory Speak i Agata oraz mówiący w językach zachodnich Eloquence. [fot. Freedom Scientifics, Zdjęcie przedstawia notatnik PAC Mate] [fot. Freedom Scientifics, Zdjęcie przedstawia notatnik PAC Mate z klawiaturą QWERTY] Urządzenie możemy zakupić w jednej z dwóch wersji klawiaturowych – Brajlowskiej (BX400) Lub Querty (QX400). Dla znających Jawsa zaletą tej drugiej jest podobieństwo skrótów klawiaturowych do tych, używanych na zwykłym komputerze przenośnym, co pozwala na szybkie opanowanie obsługi urządzenia. WERSJA BRAJLOWSKA Na brajlowskiej klawiaturze wersji BX znajduje się: osiem klawiszy brajlowskich, klawisz spacji, osiem klawiszy funkcyjnych nad klawiszami brajlowskimi oraz czterokierunkowy klawisz w kształcie krzyża, spełniający funkcję klawiszy strzałek. [fot. Freedom Scientifics, Zdjęcie przedstawia osobę pracującą z notatnikiem PAC Mate] PAC Mate integruje się z dwudziesto (BM20) lub czterdziestoznakowymi (QX40) monitorami brajlowskimi Braille Mate, które zaprojektowane zostały specjalnie dla tych notatników, przy zastosowaniu dokowania monitora w dolnej części obudowy notatnika. Dok można zasłonić wkładką, by bez brajlowskiego monitora notatnik był estetyczny i a port dokujący nie kurzył się. Dodatkową zaletą monitora Braille Mate jest to, iż można go używać bez konieczności podłączania go do notatnika PAC Mate, lecz jedynie podłączając go do komputera stacjonarnego czy przenośnego przez gniazdo USB. NOWA WERSJA [fot. Freedom scientifics, Zdjęcie przedstawia chłopca pracującego na PAC Macie pod okiem nauczycielki] Pod koniec 2007r. pojawiła się nowa wersja notatnika – PAC Mate Omni. Działa ona pod kontrolą systemu Windows Mobile w wersji 6. Dzięki temu dane oraz zainstalowane oprogramowanie nie jest tracone na przykład w wyniku rozładowania się urządzenia, tak jak to miało miejsce w poprzedniej wersji, gdyż przechowywane są one na wewnętrznej pamięci Flash, której notatnik posiada 128MB. W wersji „Omni” więcej, niż w przypadku poprzednich edycji, aplikacji obsługiwanych jest bezpośrednio z klawiatury. Można również odtwarzać prezentacje PowerPoint, a nowy Jaws udostępnia tryb czytania, pozwalający na odczytywanie dokumentów PDF. W notatniku można też instalować inne niż fabryczne udostępnione aplikacje. Wersja „Omni” notatnika w dotyku wygląda prawie tak samo, jak poprzednia. Polityka producenta mówi, że każdy, kto zakupił poprzednią wersję PAC Mate’a po 30 czerwca 2007, jest uprawniony do darmowego uaktualnienia do wersji „Omni”. Sporym mankamentem nowej wersji notatnika jest jednak to, iż wciąż nie jest w pełni spolszczony. Niezaprzeczalnie atutem jest to, że odtworzymy na nim dokumenty utworzone w popularnych aplikacjach, znanych ze zwykłych komputerów. Zasada ta działa również w drugą stronę. Inną, bardzo ważną zaletą tego notatnika jest fakt, iż działa on blisko 20 godzin na jednym ładowaniu baterii. Przed podjęciem decyzji o zakupie, należy się jednak dobrze zastanowić, gdyż mamy obecnie na rynku urządzenia dedykowane powszechnemu odbiorcy, które spełniają takie same funkcje, jak rzeczony notatnik. Można je udźwiękowić i podłączyć do nich monitor brajlowski. Taki komplet będzie tańszy niż notatnik z monitorem brajlowskim, jednak nie będzie stanowić całości w jednej obudowie. *** PRONTO Hubert Meyer* Pronto jest niewielkim notatnikiem brajlowskim, produkowanym przez Niemiecką firmę Baum, o rozmiarach na tyle małych, by zmieścić się w plecaku czy nawet torebce. [fot. Baum, Zdjęcie przedstawia notatnik Pronto] PODSTAWOWE WYPOSAŻENIE Urządzenie wyposażono w osiemnastoznakowy monitor brajlowski, gniazdo słuchawkowe, port USB użyteczny, gdy chcemy np. zapisać notatki na komputerze, oraz BlueTooth, dzięki któremu można łączyć notes z telefonami komórkowymi opartymi na systemie Symbian, a także slot na karty SD, pozwalający na dość znaczne rozszerzenie pamięć Pronto. Wraz z urządzeniem otrzymujemy kartę pamięci o pojemności 64MB, oraz dość wygodną, skórzaną torbę ochronną, w której możemy na stałe umieścić nowy nabytek. Oprócz standardowych funkcjonalności notatnika, do dyspozycji mamy także dyktafon, kalkulator (zarówno standardowy, jak i naukowy), terminarz, budzik, odtwarzacz MP3 oraz książek w formacie DAISY, książkę adresową, a także termometr, barometr i kompas. KLAWIATURA Pronto posiada ośmiopunktową klawiaturę, w skład której wchodzi sześć klawiszy, odpowiadających sposobem ich ułożenia punktom znanym z używanych nadal mimo rozwoju technologii, mechanicznych brajlowskich maszyn do pisania. Z obu stron można natknąć się zatem na klawisze funkcyjne, mające zastosowanie przy edycji tekstu, a także przy nawigacji po menu urządzenia. Od lewej strony notesu możemy więc spostrzec lewy klawisz funkcyjny, punkty 3, 2, 1 4, 5 oraz 6 i prawy klawisz funkcyjny. Nieco poniżej klawiatury brajlowskiej można odnaleźć rząd przycisków przypominających kropki, służących do przywoływania kursora do określonego na linijce znaku, samą linijkę, a także klawisz SPACJA, mający nieco pod sobą po swych obu stronach po parze przycisków, służących do wywoływania rozmaitych funkcji Pronto. Bezpośrednio po lewej stronie SPACJI odnajdujemy klawisz potwierdzający, a na przedniej ściance przycisk dyktafonu oraz joystick, za pomocą którego można poruszać się po menu notatnika lub po tekście niczym kursorem znanym użytkownikom komputerów PC. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż cała klawiatura notatnika pracuje bardzo cicho i wykonana jest na tyle solidnie, że nie ma z nią problemów natury mechanicznej, jak ma to często miejsce w niektórych produktach konkurencyjnych. GADACZ Po uruchomieniu urządzenia i załadowaniu się jego oprogramowania wita nas komunikat: „Pronto menu”, wypowiadany przez syntezator mowy Speaker. Głos nie jest więc tak naturalny, jak popularne obecnie produkty firmy Ivo Software lub Acapela Group w rodzaju Jacka, Ewy czy Ani, lecz jest na tyle zrozumiały, iż umożliwia osobie niewidomej swobodną pracę z urządzeniem. OBSŁUGA Podczas swojego pierwszego kontaktu z Pronto, miałem pewne obiekcje, co do sposobu jego obsługi. Producent wprowadza bowiem nazwy klawiszy, które osobie niemającej nigdy styczności z notatnikami brajlowskimi może być dość trudno zapamiętać, zwłaszcza, gdy chcemy samodzielnie i szybko poznać urządzenie. W zestawie znajduje się co prawda polskojęzyczna broszurka w brajlu, zawierająca spis wszystkich komend, lecz wielu rzeczy w niej nie wyjaśniono i w pierwszej chwili sądziłem, że poznanie ich wszystkich, zapamiętanie nazw poszczególnych klawiszy zajmie mi trochę czasu. [fot. Baum, Zdjęcie przedstawia elementy Pronto w przybliżeniu] Z pomocą przychodzi nam joystick. Mimo, że Pronto posiada mnóstwo komend, choć stosowniej będzie tu nazwać je skrótami klawiszowymi, nie trzeba ich wcale znać, aby móc pracować z notesem. Jego obsługa jest bowiem podobna do obsługi programu komputerowego. Wystarczy wybrać joystickiem określony podprogram i wcisnąć klawisz potwierdzający, aby go uruchomić. Podobnie sprawa ma się z samymi podprogramami. Wystarczy wybrać menu podprogramu, zaznaczyć joystickiem żądane polecenie i wcisnąć klawisz potwierdzający. APLIKACJE Podstawowa aplikacja, której będziemy używać najczęściej, edytor tekstu jest swoistym odwzorowaniem windowsowego notepada, rozszerzonym o kilka pomniejszych funkcji. Mamy więc tu do dyspozycji chyba wszystkie opcje, które mogą się nam przydać w czasie pisania tekstu, znane z tego prostego notatnika instalowanego wraz z systemem firmy z Redmond. Możemy odszukiwać fragmenty tekstu, zamieniać określone ciągi znaków, zaznaczać i edytować wybrane bloki. Ciekawą funkcją jest możliwość zabezpieczenia tekstu na żądanie w czasie edycji. Polega ona na zablokowaniu klawiatury brajlowskiej po wybraniu odpowiedniej komendy z menu plik. W ten sposób będziemy mieć pewność, że ktoś nieznający obsługi Pronto nie zmieni zawartości notatki podczas naszej chwilowej nieobecności. Poważną wadą notatnika jest ograniczenie tempa wprowadzania znaków. Gdy przekroczymy pewien próg szybkości nie wszystkie znaki zostaną umieszczone w tekście. Wynika to stąd, że litery wprowadzane są z pewnym opóźnieniem. Jest ono co prawda małe, lecz wraz z szybkością naszego operowania klawiaturą rośnie w sposób nie do zaakceptowania, zwiększa się też liczba pomijanych znaków, co jest szalenie uciążliwe zwłaszcza, gdy sytuacja wymaga szybkiego notowania. Interesującą funkcją notesu jest możliwość wykorzystania go, jako monitora brajlowskiego, współpracującego z komputerem. W tym celu wystarczy podłączyć go do portu USB naszego peceta, jeżeli jesteśmy posiadaczami Windows XP, zainstalować odpowiednie oprogramowanie, dostarczone wraz z notesem, wybrać i uruchomić z menu odpowiedni podprogram, wejść do jego menu i wybrać: „start”. Następnie wystarczy spośród monitorów brajlowskich, wskazywanych przez nasz screenreader wybrać Pronto. Co prawda taka praca nie należy do najwygodniejszych, dodatkowo bywa, że monitor nie zadziała prawidłowo, lecz opcja może być przydatna. Używanie Pronto w charakterze monitora może powodować pewne frustrację, gdy nie możemy skorzystać z pomocy osoby widzącej, która w pewnych sytuacjach, w szczególności podczas pracy z syntezatorami programowymi, okazuje się niezbędna. Kolejną, na pierwszy rzut oka wartą uwagi, funkcją jest dyktafon. Niestety po pierwszym użyciu orientujemy się, że choć program nagrywa z dosyć przyzwoitą, jak na tego typu urządzenia, jakością, to działa podobnie do rejestratora dźwięku w systemie Windows. Nagramy więc tylko krótką notatkę głosową. ODTWARZACZ MP3 Działanie odtwarzacza MP3 też pozostawia wiele do życzenia. Wbudowany, monofoniczny głośnik brzmi ,jak na takie małe konstrukcje, dość dobrze, lecz używając słuchawek zorientujemy się, że odtwarzacz co jakiś czas dławi się i przerywa. Odtwarzacz MP3 został raczej wbudowany raczej z myślą o książkach audio niż o słuchaniu muzyki. Niestety podczas odsłuchiwania takiej książki, może nas spotkać inne rozczarowanie, w postaci stosunkowo szybko malejącego stanu baterii. O ile podczas standardowego notowania, akumulatory zapewnią nam możliwość nieustannej, niemal dziesieciogodzinnej pracy przez dziewięć dni, to w przypadku odtwarzania książki ich poziom naładowania kurczy się w zastraszającym tempie. Pozostałe funkcje Pronto działają już bez zastrzeżeń, wyłączając drobną niedogodność podczas korzystania z książki adresowej. Standardowo i bez możliwości usunięcia ich do pamięci wprowadzone są dane producenta urządzenia. Jest to dość irytujące zwłaszcza, że po ich usunięciu i restarcie Pronto, znów je tam znajdziemy, a sama książka nie posiada możliwości kategoryzowania kontaktów, więc przeglądając spis numerów, nie sposób pominąć tego wpisu. DLA KOGO PRONTO? Notatnik ten przeznaczony jest dla osób niezbyt wymagających. Jest to bowiem praktycznie rzecz biorąc notes, który wprawdzie posiada inne funkcje, lecz są one często niedopracowane, co czyni je funkcjonalnościami drugorzędnego zastosowania. Pronto dedykowany jest osobom niezbyt sprawnie posługującym się brajlem, które nie wymagają od urządzenia niczego poza możliwością notowania oraz archiwizowania zapisanego tekstu na dysku twardym komputera, a innych funkcji używają sporadycznie. Jest to również propozycja dla tych którzy bardziej cenią trwałość niż nowinki konstrukcyjne. W przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych urządzeń tego typu, jest to bardzo solidnie wykonany notatnik, w którym nie ma żadnego niestabilnego elementu. Warto jednak, zanim zakupimy Pronto, zastanowić się, czy nie ma dla niego innej, tańszej alternatywy. Równie dobrze bowiem może się okazać, że do notowania na zajęciach w szkole, na uczelni czy w jakiejkolwiek innej sytuacji, niezastąpiony może okazać się znacznie tańszy w zakupie laptop, który dziś dysponuje na tyle wysoką mocą obliczeniową oraz pamięcią operacyjną, że jego obsługa nie sprawia już takiego kłopotu. Po więcej informacji na temat szczegółów technicznych omówionych notatników zapraszamy na stronę www.tyfloswiat.pl *Jolanta Kramarz jest absolwentką Psychologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, studiów Podyplomowych w zakresie Kształcenia Integracyjnego APS w Warszawie, kończy Szkołę Psychoterapii Behawioralno Poznawczej CBT, ma szerokie doświadczenie zawodowe w pracy z niewidomymi i widzącymi. Założyła Fundację „Vis Maior”, która rozwija szeroką działalność na rzecz osób niewidomych, w zakresie rehabilitacji, zwłaszcza orientacji przestrzennej, i aktywizacji zawodowej oraz społecznej. *Hubert Meyer z tyfloinformatyką do czynienia ma od końca lat 90-tych, głównie w charakterze użytkownika. Zawsze stara się obiektywnie oceniać użytkowany sprzęt i oprogramowanie, a swoje opinie wyraża publicznie, co nie przysparza mu sympatyków wśród przedstawicieli branży tyfloinformatycznej. Jest autorem bloga poświęconego tzw. wolnej muzyce - www.netscena. rox.pl. Udziela się również w radiu Tyflostacja, w którym prowadzi cotygodniową audycję. Mieszka i studiuje w Poznaniu. *Krzysztof Wostal ukończył studia wyższe na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Oprócz aktywnej działalności w organizacjach społecznych, świadczących wsparcie osobom niepełnosprawnym, zajmuje się prowadzeniem indywidualnych i grupowych szkoleń komputerowych dla osób niewidomych i głuchoniewidomych. 48 - 53 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Trwałe tyflografiki na nietrwałym papierze Tekst i zdjęcia Marek Jakubowski* [fot. Zdjęcie przedstawia arkusze mapy Afryki] W poprzednich numerach poznaliśmy „od kuchni”, stosowane dość powszechnie, technologie: papieru „puchnącego” i termoformowania. Przed nami jeszcze sitodruk wypukły, flock, haft, farby puchnące i kilka innych technik w mniejszym lub większym stopniu użytkowanych współcześnie. Dzisiejszy artykuł (część I), z papierem w roli głównej, byłby pierwszym w serii materiałów, poświęconych sposobom wykonywania tyflografik, gdyby nie to, że jest właściwie technologią …„martwą”. Możemy spotkać w naszym „reliefowym świecie”, wydane niedawno w technologii tłoczenia w papierze, bibliofilskie, rzec by można, wydawnictwa typu „Elementy architektury” czy „Banknoty i monety Unii Europejskiej”, ale są to niskonakładowe efemerydy – nie docierające do szerszego grona odbiorców. A to przecież od papieru i różnych jego odmian wszystko się właściwie zaczęło… To na papierze tłoczono pierwsze wypukłe litery łacińskiego alfabetu, o takiej wielkości, która była dostosowana do możliwości rozpoznawania dotykiem przez niewidomego. Na papierze, według koncepcji Wilhelma Kleina, powstawały książki drukowane perełkowymi literami. William Moon na arkuszach papieru drukował książki swoim alfabetem. Dzięki papierowi rozpowszechniła się w świecie idea niewidomego Francuza. [fot. Zdjęcie przedstawia fragment arkusza zapisanego za pomocą druku systemem Kleina, podpis: Druk systemem Kleina] [fot. Zdjęcie arkusza zapisanego pismem Moona, podpis: Kartka zapisana pismem Moona] Na papierze i przeróżnych odmianach kartonu powstawały pierwsze tyflografiki. Zarówno te wydawane w „masowych”, jak na ówczesne czasy nakładach, jak i te pojedyncze, których autorem bywał rozumiejący ideę tyflografiki (wcale tak wtedy zresztą nie nazywanej) – nauczyciel. Przeszło trzydzieści lat temu, jako młody i bardzo niedoświadczony tyflopedagog, spędziłem w Leningradzie długie godziny na rozmowach z niewidomą nauczycielką matematyki. Była któraś z „niekończących” się białych nocy, a my siedzieliśmy na znajdującym się przy szkole cokole pomnika i Maria Andriejewna co jakiś czas donosiła ze szkolnego budynku różne dziwne i solidnie nadgryzione zębem czasu przedmioty, cierpliwie wyjaśniając mi do czego służyły one niewidomym. Dłutka, kubarytmy, dziwne rylce, szklane „długopisy” do pisania klejem, druciane modele figur geometrycznych… Na niektórych przedmiotach były podane miejsca wytworzenia – Viena, Berlin, Paris. Na moje pytanie, jak to wszystko udało się ochronić podczas strasznej blokady Leningradu w czasie wojny, opowiedziała historię, jak zakopywano na początku blokady w Ogrodach Letnich zabytkowe rzeźby oraz księgozbiór i pomoce naukowe Leningradzkiej Szkoły dla Ślepych. [fot. Zdjęcie przedstawia maszynę do druku systemem Kleina, podpis: Drukarenka Kleina] Potem, widząc moje zainteresowanie objuczyła mnie przyniesionymi wcześniej rzeczami i widocznie nabrawszy zaufania poprowadziła krętymi korytarzykami piwnic do zagraconego pomieszczenia. Posadziła na zdezelowanym krzesełku i z jakiegoś zakurzonego kartonu wyjęła arkusz grubego papieru zapisanego, z wykorzystaniem wypukłej metody Kleina, cyrylicą wraz z grafiką trójkąta, wykonanego tym samym sposobem. Podawała mi tę kartkę nie tak, jak inne przedmioty. Trzymała ją położoną na wewnętrznych stronach dłoni, chroniła znaki przed dotknięciem. Podawała ją z szacunkiem należnym czemuś niezmiernie ważnemu. Po chwili milczenia powiedziała: „Wiecie, młody człowieku, to jeszcze robił Skriebickij…” [fot. Zdjęcie przedstawia druk w systemie Kleina, podpis: Kartka tłoczona, drukowana systemem Kleina] [fot. Strony książki, podpis: Książka tłoczona pismem płaskim – Instytut Perkinsa] Później, z równym szacunkiem, zaczęła układać przede mną (natychmiast pieczołowicie chowając poprzedni) duże kartonowe arkusze z tyflografikami przedstawiającymi mapy, postacie zwierząt, ilustracje zjawisk fizycznych, obrazki przedmiotów. Oglądaliśmy wspólnie, pachnące kurzem i tym czymś, czego nie da się nazwać, stare arkusze, a Maria Andriejewna znowu stała się nauczycielem karcącym mnie za próbę dotknięcia reliefowego obrazka „Nie trogaj (nie dotykaj) – eta staryje – tiepier takich uże niet”. Co jakiś czas rzucała nazwisko autora tyflografiki i miejsce jej wykonania. Padały nazwiska Kunza, Kleina, Skriebickiego… Nie ma stareńkiej Marii Andriejewny i wielu jej podobnych ludzi, którzy uczyli się jako niewidomi na papierowych tyflografikach, a później uczyli innych. Pozostały w wielu miejscach Europy unikalne, często zapomniane kolekcje grafik reliefowych, wykonanych na tak nietrwałym materiale jak papier… PREKURSOR I MISTRZ Można śmiało powiedzieć, że papierowe tyflografiki łączą się z osobą Martina Kunza – szwajcarskiego tyflopedagoga, dyrektora Zakładu dla Ciemnych w Illzach, postacią godną osobnej publikacji książkowej. To prekursor światowej tyflografiki i autor przeszło dziewięćdziesięciu opracowań tyflokartograficznych i nieskatalogowanej, wielkiej ilości innego rodzaju reliefowych przedstawień. Jako pierwszy na świecie podjął, w celu masowego wydawania grafik reliefowych, trud eksperymentów. Jego tyflomapy i tyflografiki służyły jako pomoce dydaktyczne w większości Zakładów dla Ciemnych w Europie. Na wielu jego wydawnictwach (sygnowanych reliefowym napisem literami łacińskimi KUNZ – ILLZACH) znajdziemy czarnodrukowe nagłówki jednocześnie po niemiecku, francusku, angielsku i włosku. Skromnie opisane brajlem, którego to sposobu pisma na początku nie był wielkim zwolennikiem, w większości wypadków doskonale opracowane tyflograficznie, przedstawienia reliefowe niosły wiedzę niewidomym w Europie. Od wystawy berlińskiej i paryskiej w 1870 roku jego tyflografiki i sposób ich wykonywania stał się standardem w Europie. Kunz stosował do tłoczenia swoich grafik reliefowych zarówno gruby papier i karton, jak i w późniejszym okresie swojej działalności – preszpan (specjalny rodzaj „utwardzanej, silnie sprasowanej i gładzonej tektury”). [fot. Zdjęcie przedstawia mapę Danii i kolonii duńskich, podpis: Mapa M. Kunza z 1889 – tłoczenie w grubym papierze] Korzystał w procesie tłoczenia zarówno ze zwykłych (jak na ówczesne czasy) drukarskich maszyn tłoczących, jak i (w późniejszym okresie) z pras balansowych. Te pierwsze, przy dość prymitywnym sposobie wykonywania matryc, nie zawsze pozwalały na dokładne i precyzyjne wykonanie kopii reliefowej. Korzystanie z prasy balansowej, w której nacisk stopniowo przenosi się na poszczególne partie wytłaczanej tyflografiki, pozwalało na znacznie dokładniejsze wykonywanie odbitek. [fot. Mapa Azji, podpis: Azja M. Kunza, 1889, tłoczenie na grubym papierze] Studiując kolejne etapy jego działalności wydawniczej, widzimy, jak zmieniały się sposoby wykonywania matryc, bez których wytłoczenie tyflografiki jest niemożliwe. Mapa Hiszpanii, uznawana za pierwszą masowo wydaną tyflografikę, wytłoczona była z arkusza grubego papieru, znajdujący się w procesie tłoczenia pomiędzy dwoma płatami blachy miedzianej, w których wykonano (m.in. metodą „czekanki”) przedstawienie reliefowe tematu. Metoda takiego wykonywania matryc została zarzucona ze względu na koszty oraz małą ich trwałość. [fot. Barwiona mapa M. Kunza] [fot. Zdjęcie przedstawia arkusz z wizerunkiem ośmiornicy, podpis: Ośmiornica – M. Kunz] Następne matryce wykonywane były z gliny i gipsu oraz mieszanek tych materiałów specjalnie utwardzanych. Tak powstały mapy Włoch i Lotaryngii. Metoda ta także została zarzucona ze względu na zbyt małą trwałość i uszkodzenia w trakcie tłoczeń – powstające ubytki uniemożliwiały powtarzalność. Kolejne rodzaje matryc wykonywane były z drewna gruszkowego metodą rzeźbienia oraz uzupełniania wklejanymi tkaninami o jednoznacznych strukturach. Ta technologia wykonywania matryc zaowocowała powstaniem kolejnych map Włoch. Następnym etapem poszukiwań sposobu przygotowania idealnych matryc przez „ojca tyflografiki” były próby stosowania elementów kauczukowych na drewnianej płaskorzeźbie. Dbając o maksymalną wierność w oddawaniu szczegółów dostępnych dotykowo eksperymentował także z galwanoplastyką. Lata prób zaowocowały stworzeniem mieszanej technologii wykonywania matryc do tłoczeń reliefowych opartej na elementach (m.in. metal, drewno, utwardzany gips, włóknina) stosowanych w pierwotnych technologiach wykonywania matryc. W tejże technologii powstała zdecydowana większość jego tyflografik. [fot. Zdjęcie przedstawia tłoczoną mapę Afryki, podpis: K. Przyrembel – mapa Afryki – tłoczenie w preszpanie] Wszystkie tyflografiki – przeznaczone tylko dla niewidomych – były wyłącznie reliefowymi przedstawieniami z nielicznymi nadrukami dla widzących. Kunz stosował taki poddruk jedynie w przypadku niektórych tyflomap, a i to nie ze względu na osoby słabowidzące, ale ze względu na „wygodę” nauczyciela. Rzadko stosowany był przez niego do tłoczeń preszpan. Materiał ten używany był przede wszystkim do wykonywania prostych przedstawień tyflograficznych typu „Układ Słoneczny”. Urządzenia tłoczące, jakie stosował, oraz stosunkowo mało wytrzymałe matryce nie pozwalały na pełne wykorzystanie tego doskonałego do wykonywania głębokich tłoczeń tworzywa. W tamtych czasach nikt specjalnie nie interesował się grupą osób określaną aktualnie jako „słabowidzące”. Nie próbowano wykonywać przestawień tyflograficznych dla tych odbiorców. Tyflografiki Kunza nie miały barwy – niosły informację dzięki reliefowi. Natomiast w wielu miejscach Europy spotykałem jego pojedyncze obrazki z naniesionym kolorem! Ze względu na swoją trwałość były używane przez pedagogów w szkołach i ośrodkach dla niewidomych jeszcze w latach 60-tych i 70-tych, gdzie coraz częściej pojawiały się osoby z resztkami wzroku. To dla nich nauczyciele często dokonywali kontrastowych barwnych uzupełnień w dziełach mistrza z Illzach. Wielki, zapomniany tyflolog i tyflopedagog pozostawił po sobie, oprócz potężnej spuścizny w zakresie wielkiej ilości map tyflologicznych i tyflografik, dzieła pedagogiczne miedzy innymi obalające mity o szczególnych zdolnościach osób niewidomych w zakresie słuchu czy dotyku. KONTYNUATOR To co nie udało się Kunzowi, poszukującemu technologii użytecznych dla niewidomych, zrealizował jego znamienity następca, pracujący w Blindenstudienanstallt Breslau (Wrocław), K. Przyrembel. Opracował do perfekcji metodę wykonywania lutowanych matryc metalowych i tłoczenia z nich map tyflologicznych tylko na trwałym i odpornym zarówno na warunki atmosferyczne, jak i ręczne uszkodzenia – preszpanie. Zaletą tego – stworzonego ze specjalnie prasowanego papieru – materiału była możliwość wykonywania nawet bardzo głębokich tłoczeń. Atlas świata wydany przez K. Przyrembla w 1932 roku był doskonałym wydawnictwem tyflokartograficznym. Na tyle dobrym, że kilka lat temu w Niemczech wydano reprint tego dzieła, opierając się między innymi na uratowanych z wojennej pożogi oryginalnych matrycach. [fot. K. Przyrembel – Atlas Świata 1932, podpis: Zagadka dla Czytelników – co to jest?] Tłoczone na preszpanie tyflografiki zawsze miały tylko i wyłącznie jeden kolor – jasny bądź ciemny brąz lub jasną bądź ciemną zieleń – naturalne kolory tego tworzywa. Nie posiadały opisów czarnodrukowych. Prawidłowo zgeneralizowane tematy map, unikanie zbędnych szczegółów, jednoznaczny opis brajlowski, przyjazny oglądowi format arkuszy i głębokie (niekiedy do centymetra) jednoznaczne tłoczenia stanowiły o wartości tych dzieł. W następnym numerze Tyfloświata w dalszym ciągu będziemy mówić o technologiach wykonywania tyflografik w papierze. Specjalnie na potrzeby publikacji, w naszym Studiu Tyflografiki wykonane zostanie i załączone do następnego numeru przykładowe tłoczenie i druk w papierze i preszpanie, według dokładnie skopiowanych technologii, stosowanych przez Kunza, Przyrembla i Kleina. Niecierpliwych, chcących wcześniej zobaczyć oryginały, możemy skierować do zbiorów Ośrodka w Laskach i Owińskach oraz oczywiście do muzeum tyflologicznego w Brnie i Wiedniu! *Autor jest tyflopedagogiem w Ośrodku dla Niewidomych w Owińskach, twórca polskiej czcionki brajlowskiej Poland Braille Fonts, autorem technologii wykonywania tyflografik oraz map i planów wypukłych. Zajmuje się przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku. Prowadzi Studio Tyflografiki. Jest wydawcą reliefowych publikacji książkowych oraz planów i map dla niewidomych. Laureat Medalu KEN, nagród MEN, i Ministra Infrastruktury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kartografii. Odznaczony srebrną odznaką PZN. Kawaler Orderu Uśmiechu. Ognisko do rana na Otrycie, spacer w deszczu po Ustroniu, nocne debaty i dyskusje w Bydgoszczy czy rajd w Puszczy Zielonce… Ile było miejsc, gdzie do świtu trwały opowiadania, wspomnienia, dyskusje związane z tym, jak to jest „być niewidomym”. Ile razy zgadzaliśmy się podczas tych wspominków, że dobrze by było spisać te nasze opowieści. Niech i inni pośmieją się, wzruszą… Zróbmy to! Studio Tyflografiki z Owińsk ogłasza konkurs na krótką formę literacką (opowiadanie, wspomnienie, wiersz) pod tytułem: „No to co, że nie widzę” Jedynym warunkiem uczestnictwa w konkursie jest wysłanie do dnia 15 stycznia 2010 roku maila na adres biuro@niewidomi.com.pl lub listu na adres Studio Tyflografiki TYFLOGRAF, Marek Jakubowski, 62-005 Owińska, Plac Przemysława 3/11 z informacją, że chcesz wziąć udział w konkursie. List może być przygotowany w brajlu lub czarnodruku. Wszystkie osoby, które zgłoszą akces oraz podadzą swój adres pocztowy, otrzymają od razu po otrzymaniu przez nas zgłoszenia pięknie wydany kalendarz brajlowski na rok 2010. Materiały literackie można nadsyłać do 30 kwietnia 2010 roku. 30 maja Jury konkursu nagrodzi najlepsze prace (I nagroda 3.000 zł, II nagroda 2.000 i III miejsce – 1000 zł). Najciekawsze prace zostaną zakwalifikowane do wydania w antologii książkowej. Przewidziane są także wyróżnienia w postaci reliefowych wydawnictw Studia Tyflografiki. Czekamy z niecierpliwością na Wasze deklaracje. 54 - 55 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Smakowanie światła. Urządzenie pozwala niewidomym „patrzeć” za pomocą języka. Mandy Kendrick* [fot. Sandra Cunningham, Zdjęcie przedstawia młynek do kawy i worek pełen ziaren] Zmarły niedawno neurobiolog Paul Bachy- Rita w latach sześćdziesiątych zasugerował, że „widzimy mózgiem, a nie oczami”. Dziś jego idea konkretyzuje się w postaci całkowicie nieinwazyjnego urządzenia, które chociaż częściowo może przywrócić wrażenia wzrokowe niewidomym, przekazując bodźce świetlne do mózgu za pośrednictwem nerwów znajdujących się na powierzchni języka. Urządzenie o nazwie BrainPort, zademonstrowane po raz pierwszy w 2003 roku przez neuronaukowców z firmy Wicab z Middleton w stanie Wisconsin (jej współzałożycielem był Bach-y-Rita), powinno znaleźć się w sprzedaży jeszcze w tym roku. Zastąpi ono 2 mln nerwów wzrokowych, łączących siatkówkę z korą mózgu. Miniaturowa kamera cyfrowa, umieszczona na oprawce okularów przeciwsłonecznych użytkownika, rejestruje obrazy. Dane z niej nie trafiają jednak do oczu, lecz do kieszonkowego komputerka, pozwalającego zmieniać na przykład powiększenie i czułość oraz mieszczącego procesor przetwarzający cyfrowy obraz na impulsy elektryczne. Procesor dostarcza sygnały za pośrednictwem „lizaka” -macierzy elektrod o powierzchni około 9 cm2, umieszczanej bezpośrednio na języku, który wydaje się idealnym narządem do odbierania bodźców elektrycznych (ważne, że ślina jest dobrym przewodnikiem prądu). Ponadto zakończenia nerwów w języku są rozmieszczone gęsto i znajdują się bliżej powierzchni skóry niż w innych narządach. Opuszki palców na przykład pokrywa zrogowaciała warstwa martwych komórek (stratum corneum). Każda elektroda lizaka odpowiada zespołowi pikseli. Oświetlone dają silne impulsy elektryczne, podczas gdy ciemne nie wytwarzają żadnego sygnału. Nerwy na powierzchni języka rejestrują te sygnały, co przypomina nieco uczucie pozostawiane przez bąbelki gazu z szampana lub cukierki musujące. Zazwyczaj osoba niewidoma po kwadransie korzystania z urządzenia BrainPort zaczyna rozróżniać docierające z niego informacje przestrzenne - wyjaśnia William Seiple, dyrektor naukowy Lighthouse International, organizacji non profit, która zajmuje się badaniami narządu wzroku. Elektrody są skorelowane przestrzennie z pikselami - kiedy kamera widzi jasne obiekty pośrodku ciemnego korytarza, stymulowany jest środek języka. „Reszta to kwestia ćwiczeń, jak w przypadku jazdy na rowerze - tłumaczy Aimee Arnoldussen, badacz z Wicab, i dodaje, że - proces przypomina naukę widzenia u niemowląt. Z początku rzeczy mogą wydawać się dziwne, ale z biegiem czasu stają się znane”. Seiple pracuje z czworgiem pacjentów, którzy raz w tygodniu uczą się korzystać z BrainPort. Opowiada, że osoby te szybko opanowały umiejętność odnajdywania drzwi i przycisków w windzie, rozpoznawania liter i cyfr, a przy stole pewnie sięgają po kubek czy sztućce. „Początkowo byłem zaskoczony możliwościami urządzenia - wspomina naukowiec. - Pewien mężczyzna rozpłakał się, gdy zobaczył pierwszą w swym życiu literę”. Badacze muszą jeszcze sprawdzić, czy sygnały z elektrody trafiają do ośrodków wzroku w korze mózgu, jak w przypadku zwykłego obrazu, czy może do ośrodków somatosensorycznych kory, jak w przypadku bodźców dotykowych odbieranych za pomocą języka. Aby opracować kryteria pozwalające monitorować postępy w opanowywaniu sztucznego widzenia, Amy Nau, optometryk z Eye Center University of Pittsburgh Medical Center, zamierza prowadzić próby z urządzeniem BrainPort jednocześnie z badaniem innych protez wzroku, takich jak implanty wszczepiane do siatkówki i kory mózgu. „Nie możemy zaprzestać tworzenia mapy oka. Trzeba cofnąć się o krok i opisać elementarne wrażenia, jakich doznają ludzie z nich korzystający” - tłumaczy. Nau jest szczególnie zainteresowana BrainPort, gdyż w odróżnieniu od innych urządzeń jest on nieinwazyjny. [fot. Wicab, Zdjęcie przedstawia urządzenie BrainPort] „Wiele osób, które utraciły wzrok, desperacko pragnie go odzyskać” - wyjaśnia badaczka. Według danych National Institutes of Health co najmniej milion Amerykanów w wieku powyżej 40 lat jest w myśl prawa uznawanych za niewidomych, co znaczy, że ich ostrość widzenia spadła poniżej 20/200 lub pole widzenia zmalało poniżej 20°. Utrata wzroku przez dorosłych kosztuje państwo rocznie 51,4 mld dolarów. Chociaż stosowanie protez opartych na różnego rodzaju czujnikach nie pozwala w pełni przywrócić wzroku, to przynajmniej dostarcza informacji ułatwiających orientację w przestrzeni. Firma Wicab postanowiła w końcu sierpnia zgłosić BrainPort amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) w celu uzyskania odpowiedniego certyfikatu - informuje prezes zarządu Robert Beckman. Przewiduje on, że postępowanie proceduralne zakończy się jeszcze w 2009 roku i urządzenie będzie mogło pojawić się na rynku w cenie około 10 tys. dolarów. *Artykuł jest przedrukiem materiału, który ukazał się w miesięczniku „Świat Nauki”, nr 11(219), wyd. Prószyński Media Sp. z o.o. 56 - 78 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Wszystko o rentach Jarosław Świerz* [fot. Gabriel Doyle, Zdjęcie przedstawia znak niepełnosprawności wymalowany na asfalcie] Jednym z podstawowych obowiązków, jakie ciążą na Państwie Polskim, jest opieka oraz udzielanie pomocy, w tym materialnej, osobom niepełnosprawnym. Zobowiązanie to wynika między innymi z art. 67 ust. 1 ustawy z dnia 2 kwietnia 1997r. Konstytucja Rzeczypospolitej Polski (Dz. U. Nr 78, poz. 483 z późniejszymi zmianami) mówiącego, że obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego oraz art. 69 tejże, w myśl którego osobom niepełnosprawnym władze publiczne udzielają, zgodnie z ustawą, pomocy w zabezpieczaniu egzystencji, przysposobieniu do pracy oraz komunikacji społecznej. W celu realizacji nałożonych obowiązków, w systemie prawnym określono szereg instytucji wspierających tą grupę społeczeństwa. *** RENTA SOCJALNA Do najważniejszych filarów pomocy materialnej, przeznaczonych dla niepełnosprawnych, można niewątpliwie zaliczyć tzw. rentę socjalną. Renta ta jest przyznawana i wypłacana zazwyczaj przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Należy przyznać, iż w niektórych konkretnych sytuacjach kompetencje ZUS, związane z rentą socjalną, zostały scedowane na inne podmioty np. Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. W zasadzie rentę socjalną można określić jako świadczenie wypłacane przez organy administracji publicznej grupie osób, którym nie przysługują i prawdopodobnie nie będą przysługiwały inne prawa emerytalno-rentowe. WNIOSEK Zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej, postępowanie w sprawie przyznania renty wszczyna się na podstawie wniosku osoby ubiegającej się lub jej przedstawiciela ustawowego, przy czym grupa podmiotów uprawnionych do złożenia wniosku została w ust. 2 rozszerzona o inne osoby, np. kierownika ośrodka pomocy społecznej. Jednak uprawnienie do takiego działania powinno być potwierdzone przez samego zainteresowanego lub jego przedstawiciela ustawowego. W § 4 ust. 2 rozporządzenia Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 26 września 2003r. w sprawie przyznawania renty socjalnej (Dz. U. Nr 170, poz. 1656) określono, że zgoda powinna być wyrażona na piśmie lub ustnie do protokołu odpowiedniej jednostki organizacyjnej ZUS. Właściwość jednostek ZUS do rozpatrywania spraw związanych z rentami socjalnymi uregulowano w § 4 ust. 1 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej. W świetle tego paragrafu wniosek oraz wszystkie wymagane dokumenty składa się do właściwej, ze względu na miejsce zamieszkania lub pobytu osoby ubiegającej się o rentę socjalną, jednostki organizacyjnej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak już to zostało wspomniane, postępowanie o przyznanie renty socjalnej rozpoczyna się złożeniem odpowiedniego wniosku. Wzór tego dokumentu oraz lista dołączanych do niego załączników zostały określone rozporządzeniem Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Wzór wniosku, który można pobrać w każdej jednostce organizacyjnej ZUS, został uregulowany w załączniku nr 1 tego rozporządzenia. Wymaganymi informacjami, jakie wnioskodawca jest zobowiązany podać, są między innymi dane osobowe oraz czas powstania uszkodzenia organizmu. [fot. ilker, Zdjęcie przedstawia stos książek, podpis: Konstytucja RP gwarantuje osobom niepełnosprawnych pomoc w zabezpieczeniu egzystencji, przysposobieniu do pracy oraz komunikacji społecznej] W myśl § 3 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej, do wniosku należy dołączyć między innymi zaświadczenie o stanie zdrowia, wystawione przez lekarza leczącego, dokumentację medyczną oraz inne dokumenty, mające znaczenie dla wydania orzeczenia o całkowitej niezdolności do pracy. W celu potwierdzenia okresu nauki, do wniosku należy również dołączyć zaświadczenia o uczęszczaniu do szkoły, szkoły wyższej, odbywaniu studiów doktoranckich, a także zaświadczenie o okresie odbywanej aspirantury naukowej. W celu ustalenia sytuacji finansowej, wraz z wnioskiem składa się np. zaświadczenie wydane przez płatnika składek na ubezpieczenia społeczne, określające kwotę osiąganego przychodu oraz okres, na jaki została zawarta umowa, z tytułu której osiągany jest przychód, a także zaświadczenie o pobieraniu wynagrodzenia za czas nie zdolności do pracy, zasiłku chorobowego lub świadczenia rehabilitacyjnego i o dacie zaprzestania ich pobierania, jeżeli osoba ubiegająca się o rentę socjalną takie pobiera. Natomiast w przypadku posiadania przez osobę zainteresowaną nieruchomości rolnych, do wniosku trzeba dołączyć zaświadczenie właściwego organu jednostki samorządu terytorialnego, określające powierzchnię użytków rolnych nieruchomości rolnej w rozumieniu ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz. U. Nr 16, poz. 93, z późniejszymi zmianami) – w hektarach przeliczeniowych. [fot. sonson, Zdjęcie przedstawia wózek inwalidzki wsadzany do bagażnika samochodu] W myśl § 4 ust. 3 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej po stwierdzeniu, iż osoba ubiegająca się o rentę socjalną udowodniła okoliczności niezbędne do ustalenia prawa do renty socjalnej, ZUS kieruje tę osobę na badanie przeprowadzone przez lekarza orzecznika w celu wydania orzeczenia o niezdolności do pracy. Podobnie się czyni w przypadku upływu terminu ważności orzeczenia i złożeniu kolejnego wniosku o przyznanie renty. Wspomnianymi okolicznościami, jakie ZUS zobowiązany jest ustalić na wstępie całej procedury są np. ustalenie, czy został spełniony wymóg obywatelstwa. W myśl art. 2 ustawy o rencie socjalnej prawo do tego świadczenia przysługuje, między innymi, osobom posiadającym obywatelstwo polskie, zamieszkującym i przebywającym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (pkt 2). Pozostałe punkty tego artykułu szczegółowo regulują, którzy cudzoziemcy mogą skutecznie ubiegać się o to świadczenie. Procedura ustalania istnienia niezdolności do pracy Po ustaleniu przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, iż zostały spełnione podstawowe przesłanki wszczęcia postępowania, rozpoczyna się procedura ustalenia istnienia niezdolności do pracy. W sprawach nieuregulowanych w ustawie o rencie socjalnej, stosuje się przepisy ustawy o emeryturach i rentach oraz Kodeksu postępowania administracyjnego. W art. 5 ustawy o rencie socjalnej szczegółowo opisano ogólny tryb wydawania orzeczeń jako procedurę właściwą w sprawach o rentę socjalną. Zgodnie z tym przepisem ustalenia całkowitej niezdolności do pracy dokonuje lekarz orzecznik ZUS na zasadach i w trybie określonych w ustawie o emeryturach i rentach. Dlatego osoba zainteresowana jest zobowiązana stawić się na badaniu przeprowadzanym przez lekarza orzecznika lub komisję lekarską. Wnioskodawcy przysługują wszystkie środki odwoławcze, takie jak sprzeciw, odwołanie, apelacja, uregulowane w ustawie o emeryturach i rentach oraz aktach prawnych pokrewnych. W tym miejscu trzeba jednak wskazać wyjątki od ogólnych uregulowań. Jednym z takich wyjątków jest uprawnienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do umorzenia postępowania z uwagi na jego bezzasadność. Zgodnie z § 4 ust. 7 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej, postępowanie w sprawie renty socjalnej podlega umorzeniu, jako bezprzedmiotowe, jeżeli osoba ubiegająca się o rentę socjalną zmarła przed wydaniem decyzji w sprawie tej renty. Niestety forma umorzenia nie została uregulowana, lecz stosując posiłkowo art. 105 Kodeksu postępowania administracyjnego należy przyjąć, iż ZUS powinien wydać odpowiednią decyzję administracyjną stwierdzającą, że dalsze postępowanie w sprawie jest bezprzedmiotowe. Decyzję taką wydaje się także w przypadku, gdy Zakład stwierdził brak uprawnień wnioskodawcy do przyznania renty socjalnej (§ 4 ust. 8 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej). Warto dodać, że na taką decyzję przysługuje stronie tryb sądowy, czyli odwołanie do sądu okręgowego. Zgodnie z ogólną zasadą, także postanowienia przyznające świadczenie wydaje się w formie decyzji. W art. 12 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej wyraźnie wskazano, że decyzję w sprawie przyznania renty socjalnej wydaje jednostka organizacyjna Zakładu właściwa ze względu na miejsce zamieszkania lub pobytu osoby ubiegającej się o rentę socjalną, która zobowiązana jest również do późniejszego wypłacania świadczenia. Co do zasady, w świetle § 4 ust. 5 rozporządzenia o przyznawaniu renty socjalnej w decyzji przyznającej rentę socjalną Zakład ustala okres, przez który renta socjalna przysługuje, oraz jej wysokość. Dlatego w przypadku nieumieszczenia tych informacji w decyzji, stronie przysługuje w odwołaniu do sądu powszechnego istotny zarzut naruszenia prawa przez organ emerytalny. Zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej renta przysługuje osobie pełnoletniej, całkowicie niezdolnej do pracy z powodu naruszenia sprawności organizmu, które powstało w okresach uprawniających do tego świadczenia. Do takich okresów ustawa zalicza powstanie uszczerbku zdrowia przed osiemnastym rokiem życia, w trakcie nauki w szkole lub w szkole wyższej, ale w dwóch ostatnich przypadkach tylko przed ukończeniem 25 roku życia. Okres, w jakim może dojść do uszkodzenia sprawności organizmu został rozszerzony, zgodnie z art. 4 ust. 1 pkt 3 ustawy o rencie socjalnej, na czas nauki na studiach doktoranckich oraz aspirantury naukowej. Tutaj należy zaznaczyć, iż w wymienionych okresach musi tylko powstać niesprawność, lecz nie musi ona prowadzić wtedy do niezdolności do pracy, bowiem niezdolność do pracy musi istnieć w chwili przeprowadzania badań przez lekarza orzecznika i ta niezdolność musi mieć związek przyczynowy z powstałą wcześniej niesprawnością. Kolejną kwestią, na jaką warto zwrócić szczególną uwagę, jest, użyty przez ustawodawcę w art. 4 ust 1 ustawy o rencie socjalnej, termin „pełnoletnią”, bowiem co do zasady pełnoletniość osiąga się z chwilą osiemnastych urodzin lub przez zawarcie małżeństwa (nie traci jej w razie unieważnienia małżeństwa). Natomiast w świetle art. 10 ustawy z dnia 25 lutego 1964r. Kodeks rodzinny (Dz. U. Nr 9, poz. 59, z późniejszymi zmianami) istnieje możliwość zawarcia małżeństwa przez kobietę, która ukończyła 16 rok życia i uzyskała zgodę sądu opiekuńczego. Dlatego istnieje możliwość przyznania renty socjalnej kobiecie, która jeszcze nie ukończyła 18 lat. WYJĄTKI W UPRAWNIENIU DO RENTY Wypełnienie wszystkich przesłanek, określonych w art. 2 i 4 ustawy o rencie socjalnej, nie jest równoważne z przyznaniem tego świadczenia. Ustawodawca uregulował szereg wyjątków, wyłączających przyznanie prawa do tej pomocy. Zgodnie z art. 7 ust 1 ustawy o rencie socjalnej, renta socjalna nie przysługuje osobie uprawnionej do emerytury, uposażenia w stanie spoczynku, renty z tytułu niezdolności do pracy, renty inwalidzkiej lub pobierającej świadczenie o charakterze rentowym z instytucji zagranicznych, w tym renty strukturalnej. Prawo do tego świadczenia nie przysługuje również osobie uprawnionej do zasiłku przedemerytalnego, świadczenia przedemerytalnego lub nauczycielskiego świadczenia kompensacyjnego. Świadczeniem nie można też objąć, stosownie do ust. 2, osoby będącej właścicielem lub posiadaczem (samoistnym lub zależnym) nieruchomości rolnej, w rozumieniu Kodeksu cywilnego, o powierzchni użytków rolnych przekraczającej 5 ha przeliczeniowych. Dotyczy to również osób, które są współwłaścicielami w nieruchomości rolnej, a ich udział jest większy niż 5 hektarów przeliczeniowych. Renta socjalna nie przysługuje za okres tymczasowego aresztu albo odbywania kary pozbawienia wolności (art. 8 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej), przy czym osoba pobierająca świadczenie jest zobowiązana niezwłocznie do powiadomienia ZUS o zaistnieniu okoliczności wyłączających to prawo. Odstępstwo od tej zasady zostało wskazane w art. 8 ust. 3, gdzie, ze względu na szczególną sytuację osoby uprawnionej (aresztowanej lub odsiadującej wyrok sądowy), umożliwiono jej pobieranie renty socjalnej w wysokości 50% świadczenia podstawowego. Ostatnim wyjątkiem wyłączającym możliwość przyznania renty socjalnej jest tzw. zbieg świadczeń razem z rentą rodzinną. Zgodnie z art. 9 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej, w przypadku zbiegu uprawnień do renty socjalnej z uprawnieniem do renty rodzinnej, kwota renty socjalnej ulega takiemu obniżeniu, aby łączna kwota obu świadczeń nie przekraczała 200 % najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Kwota obniżonej renty socjalnej nie może być jednocześnie niższa niż 10 % najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Z przytoczonego przepisu wynika, iż przekroczenie kwotowego limitu 200% najniższej renty z tytułu niezdolności do pracy przy zbiegu prawa do obu świadczeń wyłącza prawo do renty socjalnej. Ta zasada została wprost potwierdzona w następnym ustępie. Przy zaistnieniu zbiegu praw do obu rent, osoba, na podstawie ust. 3, jest zobowiązana do powiadomienia organu właściwego dla renty socjalnej oraz dla renty rodzinnej o tym fakcie. Brak powiadomienia, zwłaszcza przy przekroczeniu limitu wskazanego w art. 9 ust. 2 ustawy o rencie socjalnej, skutkuje np. zwrotem świadczeń nienależycie pobranych. Omawiając przesłanki wyłączające prawo do renty socjalnej należy podkreślić, że istnienie choć jednej takiej okoliczności w chwili wydawania przez organ rentowy decyzji o prawie do renty socjalnej skutkuje odmową świadczenia i to nawet niezależnie od wydanego, np. ustalającego całkowitą niezdolność do pracy, orzeczenia lekarza orzecznika lub komisji lekarskiej. Natomiast zaistnienie okoliczności wyłączających to prawo w trakcie pobierania renty powoduje natychmiastowe wstrzymanie wypłaty tego świadczenia. ZAWIESZENIE Zbliżoną konstrukcyjnie instytucją jest tzw. zawieszenie. Stosownie do treści art. 10 ust 6 ustawy o rencie socjalnej, prawo do renty socjalnej zawiesza się za miesiąc, w którym zostały osiągnięte przychody w łącznej kwocie wyższej niż 30 % przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia za kwartał kalendarzowy, ostatnio ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego do celów emerytalnych. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na dwie podstawowe kwestie. Pierwszą z nich jest chwila zawieszenia świadczenia. Z brzmienia przytoczonego przepisu, w związku z ust. 7 tego artykułu, wynika, iż o przekroczeniu limitu kwotowego należy niezwłocznie pisemnie powiadomić organ rentowy w celu zawieszenia świadczenia wypłacanego w danym miesiącu. Przykładowo, jeżeli określony limit przekroczy się nawet ostatniego dnia np. czerwca, to świadczenie wypłacone w tym miesiącu już nie przysługuje i należy go zwrócić jako świadczenie nienależnie pobrane. Drugą kwestią, którą należy przybliżyć jest pojęcie przychodu. Zgodnie z bardzo szczegółowym katalogiem, uregulowanym w ust. 1 do 5 artykułu 10 ustawy o rencie socjalnej, jest nim każdy przychód z tytułu pracy zarobkowej, służby lub innych źródeł zarobkowania, a także pozarolniczej działalności gospodarczej lub współpraca przy takiej działalności. Za pozostałe źródła zarobkowania uznaje się między innymi pracę nakładczą, zlecenie, umowę agencyjną oraz umowy pokrewne lub współpracę przy wykonywaniu tych umów. Do przychodu wlicza się również zyski z takich umów jak najem, podnajem i dzierżawa lub innych umów o podobnym charakterze. Z przychodu nie wyłącza się wszelkich zasiłków, w tym macierzyński, chorobowy, opiekuńczy, wyrównawczy, oraz kwoty świadczenia rehabilitacyjnego i dodatku wyrównawczego. [fot. shutterstock.com, Zdjęcie przedstawia świnkę skarbonkę przepasaną paskiem, podpis: Przekroczenie określonego pułapu przychodu skutkuje zawieszeniem renty bądź zmniejszeniem jej wysokości] Jak już wspomniano, definicja pojęcia przychodu z ustawy o rencie socjalnej jest bardzo szeroka i raczej niewiele jest źródeł finansowania, które nie są brane pod uwagę przy rozpatrywaniu możliwości zawieszenia renty socjalnej. Jak to zostało zaznaczone, aby określić czy został przekroczony limit 30% przeciętnego wynagrodzenia za kwartał kalendarzowy, należy wszystkie źródła przychodu zsumować w każdym nowym miesiącu. W celu ustalenia, ile aktualnie wynosi limit, od którego zawiesza się rentę socjalną, warto skontaktować się z najbliższą jednostką organizacyjną ZUS lub skorzystać ze strony www.zus.pl. Obecnie 30% przeciętnego wynagrodzenia do 30 listopada 2009r. wynosi 924,50 złotych. WYSOKOŚĆ ŚWIADCZENIA Ostatnią kwestią, jaką warto przybliżyć, omawiając rentę socjalną, jest jej wysokość. W art. 6 ust. 1 ustawy o rencie socjalnej zapisano, iż wysokość renty socjalnej wynosi 84% kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Obecnie, tj. od 1 marca 2009r., wysokość renty socjalnej wynosi 567,08 złotych, przy czym warto wiedzieć, iż od tej kwoty pobiera się zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych, a także składki na ubezpieczenie zdrowotne i inne świadczenia wskazane między innymi w art. 139 ustawy o emeryturach i rentach. W świetle art. 6 ust. 2 i 3 ustawy o rencie socjalnej kwota renty powinna co roku podlegać tzw. waloryzacji, czyli proporcjonalnemu podwyższeniu. [fot. roland christen, Zdjęcie przedstawia ludzika trzymającego lupę nad napisem „http://”, podpis: Ze szczegółami dotyczącymi systemu rentowego można zapoznać się na stronie www.zus.pl] Obowiązek ten nałożony został w celu utrzymania realnej wartości renty z uwagi na występującą w kraju inflację. Niestety, nie każdego roku renty podlegały waloryzacji. W zamian rencistom oferowano inne zastępcze świadczenia, które były dla nich niekorzystne, bowiem nie zwiększały podstawy renty socjalnej, co skutkowało w następnych latach np. niższym wymiarem tego świadczenia. *** RENTA RODZINNA Drugim, pod względem częstotliwości przyznawania i wypłacania przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych osobom z dysfunkcją wzroku, świadczeniem jest tzw. renta rodzinna. Pomoc ta, uregulowana w ustawie o emeryturach i rentach, a w szczególności w art. 65 i następnych, w zasadzie ma na celu poprawę sytuacji materialnej osób zmagających się z problemami życiowo-społecznymi, którym dodatkowo zmarła najbliższa, utrzymująca ich osoba. Na taką funkcję społeczną renty rodzinnej wskazuje ogólna przesłanka określona w art. 65 i 66 ustawy o emeryturach i rentach oraz katalog podmiotów do niej uprawnionych, określony przez ustawodawcę np. w art. 67 wspomnianej ustawy. FIKCJA PRAWNA W świetle art. 65 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach renta rodzinna przysługuje uprawnionym członkom rodziny osoby, która w chwili śmierci miała ustalone prawo do emerytury lub renty z tytułu niezdolności do pracy lub spełniała warunki wymagane do uzyskania jednego z tych świadczeń. Przy ocenie prawa do renty przyjmuje się, że osoba zmarła była całkowicie niezdolna do pracy. Taka konstrukcja, nazywana w żargonie prawnym „fikcją prawną”, sprawia, że istnieje znacznie szerszy katalog osób uprawnionych do tego świadczenia. W szczególności, jak to zaznaczył Sąd Najwyższy w swoim wyroku z dnia 24 kwietnia 2008r. (II UK 235/2007, OSNP 2009/15-16 poz. 209), uprawnionym członkom rodziny przysługuje renta rodzinna po zmarłym ubezpieczonym nawet wtedy, gdy sam zmarły nie miał uprawnień do renty, nie będąc faktycznie osobą całkowicie niezdolną do pracy. Z interpretacji powołanego wyroku i przepisów art. 65 ustawy o emeryturach i rentach wynika, że do spełnienia pierwszej przesłanki wystarczy wyłącznie, aby osoba zmarła teoretycznie w chwili śmierci miała możliwość uzyskania któregoś ze świadczeń tj. posiadała między innymi odpowiednie okresy składkowe, w przypadku zaistnienia całkowitej niezdolności do pracy. W zasadzie wlicza się wszystkie przewidziane przez ustawodawcę odpowiednie okresy składkowe i nieskładkowe, w tym również okresy ubezpieczenia społecznego rolników. Sąd Najwyższy podtrzymał swoją linię orzeczniczą w uchwale z dnia 8 lipca 2008r. (I UZP 2/2008, Biuletyn Sądu Najwyższego 2008/7) stwierdzając, że wdowa może żądać ustalenia wysokości renty rodzinnej stanowiącej odpowiedni – wskazany w art. 73 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach procent każdego świadczenia, do którego nabył prawo zmarły mąż, niezależnie od tego, czy zostało ono potwierdzone decyzją organu rentowego. Jednak od ogólnych zasad wskazano pewne wyjątki – konkretne sytuacje faktyczne, np. jak to uznał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 28 lutego 2001r. (II UKN 248/2000, poz. OSNAPiUS 2002/20, poz. 499), prawa do renty rodzinnej nie można nabyć po osobie, która – nie spełniając warunków ustawowych – uzyskała świadczenia w wyniku błędnej decyzji organu rentowego. W innym wyroku Sąd Najwyższy uznał, że renta nie przysługuje również członkom rodziny pracownika, który pobierał świadczenie emerytalno-rentowe przyznane w drodze wyjątku. Dodatkowo, prócz fikcji prawnej całkowitej niezdolności do pracy osoby zmarłej, ustawodawca zdecydował się w art. 66 ustawy o emeryturach i rentach na rozszerzenie świadczenia na uprawnione podmioty, których najbliższa osoba w chwili śmierci pobierała zasiłek przedemerytalny, świadczenie przedemerytalne lub nauczycielskie świadczenie kompensacyjne. W takim przypadku również przyjmuje się, że osoba zmarła była całkowicie niezdolna do pracy. Jednak w przeciwieństwie do ogólnych zasad z art. 65 ustawy o emeryturach i rentach uznaje się, że taka osoba spełniała wyłącznie warunki do uzyskania renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, a więc nie można obliczać podstawy renty rodzinnej z innych źródeł prócz tych, wykazanych w art. 66 ustawy o emeryturach i rentach. [fot. Gokhan Okur, Zdjęcie przedstawia dzieci w szkolnej klasie, podpis: Renta rodzinna przysługuje m.in. uczącym się dzieciom] Warto wyraźnie zaznaczyć, iż renta przysługuje tylko i wyłącznie po osobie zmarłej, więc nie można się o nią ubiegać w przypadku zaginięcia żywiciela rodziny. Jak słusznie zauważył Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 lipca 2004 r. (III AUa 1547/2003, LexPolonica nr 373157) art. 129, a w konsekwencji także art. 65 ustawy o emeryturach i rentach nie obejmują swoim działaniem sytuacji, w których nie można ustalić faktu zgonu osoby. Ubieganie się o przyznanie renty rodzinnej wyłącznie na podstawie informacji o zaginięciu takiej osoby spotkałoby się niewątpliwie z decyzją odmowną organu rentowego. OSOBY UPRAWNIONE Jak to już zostało wspomniane katalog uprawnionych do renty rodzinnej podmiotów został uregulowany w art. 67 do 71 ustawy o emeryturach i rentach. W zasadzie charakteryzując te podmioty, można z całą stanowczością powiedzieć, iż są to przeważnie osoby z najbliższej rodziny lub osoby bardzo związane, w tym materialnie, ze zmarłą osobą. W szczególności do renty rodzinnej uprawnione są dzieci własne, dzieci drugiego małżonka oraz dzieci przysposobione, przyjęte na wychowanie i utrzymanie przed osiągnięciem pełnoletności wnuki, rodzeństwo i inne dzieci (dotyczy to również rodzin zastępczych), a także małżonkowie i rodzice. Osobom wymienionym w art. 67 ustawy o emeryturach i rentach przysługuje prawo do renty rodzinnej, jeśli spełnią dodatkowe przesłanki, które są zróżnicowane dla każdej z poszczególnych kategorii grup podmiotów. [fot. Jason DeRusha, Zdjęcie przedstawia dwoje starszych ludzi, trzymających niemowlę, podpis: Renta rodzinna przysługuje także po dziadkach, jeżeli byli oni osobami utrzymującymi wnioskodawcę] Stosownie do treści art. 68 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach dzieciom, wskazanym w art. 67 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach, przysługuje renta rodzinna do ukończenia 16 roku życia. Jednakże czas ten zostaje odpowiednio wydłużony na okres kontynuowania nauki, maksymalnie do 25 roku życia. W art. 68 ust. 2 ustawy o emeryturach i rentach przewidziano wyjątek wydłużenia okresu pobierania renty przez uczące się dziecko. Zgodnie z tym przepisem, jeżeli dziecko osiągnęło 25 rok życia, będąc na ostatnim roku studiów w szkole wyższej, prawo do renty rodzinnej przedłuża się do zakończenia tego roku studiów. Przy czym, jak to stwierdził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 15 lutego 2007r. (III AUa 65/2007, LexPolonica nr 1625359) użyte w art. 68 ust. 2 ustawy o emeryturach i rentach wyrażenie „będąc na ostatnim roku studiów w szkole wyższej” może być odnoszone jedynie do takiego toku studiów, który trwa dłużej niż jeden rok, warunku takiego nie spełnia więc studium podyplomowe, na którym nauka trwa tylko jeden rok akademicki. Również warto podkreślić, iż przepisy o rencie rodzinnej nie uzależniają prawa do tego świadczenia od systematyczności nauki, jej pozytywnych rezultatów, ewentualnego powtarzania semestrów. Jedyny warunek to kontynuowanie nauki i ograniczenie wiekowe (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 17 marca 2005r., III AUa 702/2004, LexPolonica nr 379478). Wyjątek od zasady tymczasowości renty rodzinnej dla dzieci został przewidziany w art. 68 ust. 1 pkt 3 ustawy o emeryturach i rentach. W myśl tego przepisu świadczenie to przysługuje dziecku bez względu na wiek, jeżeli jest całkowicie niezdolne do pracy lub całkowicie niezdolne do pracy i samodzielnej egzystencji. [fot. Jorc Navarro, Zdjęcie przedstawia starszą kobietę, poruszającą się o lasce, podpis: Wdowom i wdowcom również przysługuje renta rodzinna] Podobnie uregulowano przesłanki uprawniające wnuki do renty rodzinnej. Jak to wyraźnie określa art. 69 ustawy o emeryturach i rentach, świadczenie to przysługuje wnukom wskazanym w art. 67 ustawy o emeryturach i rentach, jeżeli zostały spełnione warunki przewidziane dla dzieci oraz spełniono łącznie dodatkowe warunki, uregulowane przez ustawodawcę. Podstawową, przesłanką jest co najmniej roczny okres opieki sprawowanej przez zmarłego nad wnukiem. Okres roczny nie dotyczy przypadków, kiedy opiekun poniósł śmierć w wypadku. Drugą dodatkową przesłanką, jaką należy spełnić jest brak prawa do renty po zmarłych rodzicach. Ustawodawca przewidział możliwość przyznania wnukom renty rodzinnej w przypadku, gdy rodzice żyją, jednak nie mogą zapewnić im utrzymania, albo jeden z dziadków był opiekunem prawnym, ustanowionym przez sąd. Stosownie do treści art. 70 wdowie, a także wdowcowi, przysługuje renta rodzinna po zmarłym małżonku, jeżeli ukończył/ a w chwili śmierci osoby 50 lat, albo jest niezdolna do pracy. Wdowie renta przysługuje także w przypadku, gdy wychowuje co najmniej jedno z dzieci, wnuków, rodzeństwa, uprawnionych po zmarłym do renty rodzinnej. Warto także zwrócić uwagę na fakt, iż osobę rozwiedzioną traktuje się podobnie, jak wdowca lub wdowę, jeżeli otrzymywała od byłego współmałżonka alimenty ustalone w wyroku sądowym lub ugodzie sądowej. Szczególny wyjątek przyznawania renty wdowcom został przewidziany w art. 70 ust. 4 ustawy o emeryturach i rentach. Zgodnie z tym przepisem wdowa oraz wdowiec, którzy nie spełniają żadnego z wymienionych warunków, wymaganych do przyznania renty rodzinnej i nie posiadają niezbędnych źródeł utrzymania, mają prawo do czasowej renty rodzinnej przez okres jednego roku od dnia śmierci męża, żony, albo przez okres uczestniczenia w zorganizowanym szkoleniu, mającym na celu uzyskanie kwalifikacji do wykonywania pracy zarobkowej, nie dłużej jednak niż przez 2 lata od śmierci małżonka. [fot. Walter Groesel, Zdjęcie przedstawia starszego pana, siedzącego na ławce, podpis: Rozwodnik ma prawo do renty rodzinnej, jeżeli ma sądownie ustalone alimenty od byłego małżonka] Ostatnią kategorią podmiotów uprawnionych do renty rodzinnej są rodzice. W myśl art. 71 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach rodzice mają prawo do tego świadczenia, jeżeli zmarły bezpośrednio przyczyniał się przed swoją śmiercią do ich utrzymania, a oni sami spełniają przesłanki przewidziane dla wdowców, wskazane w poprzednim artykule. W zasadzie praktycznie wszystkie wymienione osoby, uprawnione do renty rodzinnej, mogą wystąpić do właściwej dla miejsca ich zamieszkania jednostki organizacyjnej ZUS. Możliwość taka nie dotyczy niepełnoletnich oraz ubezwłasnowolnionych, za których występują w ich imieniu przedstawiciele ustawowi lub opiekunowie prawni. Zgodnie z ogólną zasadą postępowanie wszczyna się na wniosek strony. Warto zaznaczyć, iż aby rozpocząć całą procedurę, należy złożyć przypisany do spraw związanych z rentą rodzinną formularz np. ZUS Rp-2, ZUS RP-2a. Zazwyczaj podmiot, składający wniosek o rentę, już posiada wydane we wcześniejszym postępowaniu orzeczenie o niezdolności do pracy, jednak zdarza się, zwłaszcza przy przedłużeniu renty rodzinnej, iż okres ważności orzeczenia wygasł i należy ustalić istnienie niezdolności do pracy. W takich przypadkach zastosowanie mają wszystkie przepisy związane z orzekaniem, w tym określające środki odwoławcze. Rozstrzygnięcie zostaje wydane w formie decyzji administracyjnej, w związku z czym wydany akt powinien posiadać wszystkie przewidziane przez prawo elementy. wYSOKOŚĆ RENTY Wysokość renty rodzinnej jest w dużej mierze uzależniona od emerytury czy renty, jaką pobierałaby osoba zmarła. Od tej podstawy, stosownie do ilości wnioskujących uprawnionych, oblicza się procentowo wysokość całej renty rodzinnej. Zgodnie z art. 73 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach renta rodzinna wynosi w przypadku jednej osoby uprawnionej – 85%, dwóch – 90%, trzech lub więcej – 95% świadczenia, jakie przysługiwałoby zmarłemu. [fot. Inguald Kaldhussater, Zdjęcie przedstawia dziewczynę z dużym tornistrem, idącą drogą, podpis: Sierotom zupełnym, oprócz renty rodzinnej, przysługuje jeszcze dodatek dla sierot zupełnych] Po obliczeniu wysokości całej renty, zgodnie z art. 74 ust. 2 ustawy o emeryturach i rentach, dzieli się ją pomiędzy wszystkich uprawnionych. W tym miejscu dodać warto, że krąg uprawnionych osób z zbiegiem czasu ulega zmianie i takie podziały mogą ulegać zmianie, co dopuszcza np. ust 3 i 4 tego przepisu. Dodatkowo, jeżeli do świadczenia uprawniona jest sierota zupełna przysługuje jej dodatek dla sieroty zupełnej (od 1 marca 2009r. w wysokości 325,36 złotych). ZAWIESZENIE Ostatnią istotną kwestią, związaną z rentą rodzinną, jest jej zawieszenie. Problematyka związana z jej zbiegiem z rentą socjalną, została już wcześniej omówiona. Nie jest to jednak jedyna sytuacja, która prowadzi do zawieszenia świadczenia. Zgodnie z art. 104 ust. 7 ustawy o emeryturach i rentach prawo do renty rodzinnej, do której uprawniona jest jedna osoba, ulega zawieszeniu w razie osiągania przychodu w kwocie wyższej niż 130 % przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia za kwartał kalendarzowy, ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Natomiast w myśl ust. 8 w razie osiągania przychodu w kwocie przekraczającej 70 % przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia za kwartał kalendarzowy, ale nie wyższej niż 130% tej kwoty, renta ulega zmniejszeniu. W przypadku kilku uprawnionych do renty rodzinnej i przekroczeniu przez jedną lub więcej z tych osób limitów kwotowych, zawieszenie albo zmniejszenie dotyczy wyłącznie tych osób i ich części świadczenia (art. 105 ustawy o emeryturach i rentach). Odpowiednio kwotą 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w roku 2009r. jest przeciętnie 2 166,65 złotych (suma roczna wynosi 25 999,80 złotych). Natomiast zawiesza się rentę od przychodu w miesiącu w średniej wysokości 4 023,76 złotych (suma roczna to 48 285,20 złotych). Za przychód uznaje się między innymi osiągane zyski z tytułu działalności podlegającej obowiązkowi ubezpieczenia społecznego. W zasadzie pojęcie przychodu jest bardzo obszerne, obejmuje wiele źródeł finansowania, a szczegółowe unormowania znajdziemy w art. 104 ust 1 do 4 ustawy o emeryturach i rentach. Wyjątkową formą zarobkowania, której nie zalicza się do form osiągania przychodu jest np. honorarium z tytułu działalności twórczej i artystycznej. Na koniec warto dodać, iż renta rodzinna podlega waloryzacji na zasadach ogólnych, co sprawia, iż świadczenie to nie traci na wartości. *** ZDOLNOŚĆ DO PRACY Z pojęciem zdolności do pracy równie istotnie związana jest problematyka systemu orzeczniczego obecnie stosowanego w Polsce, bowiem chcąc scharakteryzować tę instytucję, nie można pominąć ogólnego przedstawienia systemu wydawania orzeczeń. RODZAJE ORZECZEŃ Obecnie w Polsce wydawane są dwa rodzaje orzeczeń, które w zamyśle ustawodawcy mają się uzupełniać. Pierwsze z orzeczeń określa stopień niepełnosprawności i wydawane jest przez Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, natomiast drugie ustala zdolność do pracy i ewentualnie zdolność do samodzielnej egzystencji, a za jego wydawanie odpowiada Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Takie rozróżnienie ma za zadanie zindywidualizować proces ustalania konkretnych niepełnosprawności, co przekłada się na przyznanie uprawnień do zróżnicowanej, celowej pomocy państwa. Oddzielenie spraw rentowych od orzeczeń o niepełnosprawności ma pomóc w zracjonalizowaniu wydatków związanych z przyznawaniem rent. Taka polityka wydatkowania środków na renty z tytułu niezdolności do pracy została potwierdzona w wyroku Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego z dnia 3 grudnia 2008r. (I UK 54/2008, LexPolonica nr 1974572) mówiącym, że obecnie to na obywatelach spoczywa konieczność zapewnienia sobie środków utrzymania, co powinno odbywać się przez własną pracę. Choć co prawda, gdy zatrudnieni ulegają różnym wypadkom, obowiązek zapewnienia środków utrzymania przechodzi na państwo i system ubezpieczeń społecznych, ustawodawca ma prawo reglamentować te świadczenia, gdyż mamy obecnie za dużo osób, które korzystają ze świadczeń z tytułu niezdolności do pracy. [fot. prism68, Zdjęcie przedstawia znak „Uwaga niewidomi”] Niestety nie można się zgodzić ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, ponieważ obecnie stosowany w Polsce system ustalania niepełnosprawności i prawa do renty prowadzi często do niezamierzonych paradoksów polegających między innymi na nieprzyznawaniu świadczeń rentowych osobom, które posiadają znaczny stopień niepełnosprawności. Z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 21 kwietnia 2004r. (II UK 331/2003, LexPolonica 366428) wynika, że wydanie przez właściwy organ orzeczenia o stopniu niepełnosprawności nie stanowi automatycznie podstawy do stwierdzenia przez lekarza orzecznika niezdolności do pracy w odpowiednim zakresie. Nie stanowi też podstawy do zmiany przez lekarza orzecznika wydanego wcześniej orzeczenia. Zasady, dotyczące ustalania zdolności do pracy i wydawania orzeczeń poświadczających ten fakt, zostały uregulowane w ustawie z dnia 17 grudnia 1997r. o emeryturach i rentach z funduszu ubezpieczeń społecznych (tekst jednolity Dz. U. z 2004r. Nr 39, poz. 353, z późniejszymi zmianami). W myśl art. 14 ustawy oceny niezdolności do pracy, jej stopnia oraz ustalenia między innymi daty powstania i trwałości niepełnosprawności dokonuje w formie orzeczenia lekarz orzecznik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Stosownie do treści art. 12 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach niezdolną do pracy w rozumieniu ustawy jest osoba, która całkowicie lub częściowo utraciła zdolność do pracy zarobkowej z powodu naruszenia sprawności organizmu i nie rokuje odzyskania zdolności do pracy po przekwalifikowaniu. Z tego przepisu wynika, iż ustawodawca rozróżnia dwa rodzaje niezdolności do pracy: całkowitą i częściową. Zgodnie z art. 12 ust. 2 całkowicie niezdolną do pracy jest osoba, która utraciła zdolność do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Natomiast w ust. 3 określono, że częściowo niezdolną do pracy jest osoba, która w znacznym stopniu utraciła zdolność do pracy zgodnej z poziomem posiadanych kwalifikacji. [fot. sonson, Zdjęcie przedstawia Wózek inwalidzki, wsadzany do bagażnika samochodowego] Z przedstawionych powyżej przepisów wynika, iż do stwierdzenia niezdolności do pracy konieczne jest istnienie naruszenia organizmu w stopniu uniemożliwiającym zarobkowanie, a także bezcelowość przekwalifikowania się. Podobnie uznała Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego w wyroku z dnia 18 maja 2006r. (II UK 156/2006, LexPolonica nr 1917665), wskazując, że o niezdolności do pracy nie decyduje niemożność podjęcia innej pracy warunkowana wiekiem, poziomem wykształcenia i predyspozycjami psychofizycznymi, lecz wystąpienie jednocześnie niezdolności do pracy z niezdolnością do przekwalifikowania się do innego zawodu. NIEZDOLNOŚĆ DO PRACY Warto zauważyć, że niezdolność do pracy, rozumiana jako niezdolność do zarobkowania ze względu na naruszenie sprawności organizmu, oceniana jest według zasad uregulowanych w art. 13 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy o emeryturach i rentach. Przy ocenie stopnia i przewidywanego okresu niezdolności do pracy oraz rokowania, co do odzyskania zdolności do pracy, uwzględnia się stopień naruszenia sprawności organizmu oraz możliwości przywrócenia niezbędnej sprawności w drodze leczenia i rehabilitacji, a także możliwość wykonywania dotychczasowej pracy lub podjęcia innej pracy oraz celowość przekwalifikowania zawodowego, biorąc pod uwagę rodzaj i charakter dotychczas wykonywanej pracy, poziom wykształcenia, wiek i predyspozycje psychofizyczne. Zdaniem Sądu Najwyższego, wyrażonym w wyroku z dnia 28 stycznia 2004r. (II UK 167/2003, LexPolonica nr 368643) niemożność wykonywania pracy, spowodowana innymi przyczynami niż naruszenie sprawności organizmu w stopniu powodującym niezdolność do zarobkowania, nie jest niezdolnością do pracy w rozumieniu art. 12 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach. Również niezdolność do wykonywania dotychczasowego zatrudnienia nie jest wystarczającą przesłanką nabycia prawa do renty, jeżeli wiek, poziom wykształcenia i predyspozycje psychofizyczne usprawiedliwiają domniemania, że mimo upośledzenia sprawności organizmu możliwe jest podjęcie innej pracy w tym samym zawodzie albo po przekwalifikowaniu (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 14 sierpnia 2007r., III AUA 1300/2006, LexPolonica nr 1906770). Także zmiany w organizmie, powodujące przeciwwskazania zdrowotne do wykonywania pracy na dotychczasowym stanowisku, nie przesądzają o niezdolności do pracy, nawet częściowej, jeżeli została zachowana zdolność do wykonywania pracy zgodnej z kwalifikacjami (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 12 marca 2007r., I UK 299/2006, OSNP 2008/7-8, poz. 112). BEZCELOWOŚĆ PRZEKWALIFIKOWANIA Druga przesłanka konieczna do stwierdzenia istnienia niezdolności do pracy, polegająca na bezcelowości zmiany kwalifikacji zawodowych, w świetle postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 11 stycznia 2008r. (I UK 285/2007, LexPolonica nr 2031956), powinna być odnoszona indywidualnie do konkretnego przypadku. Warto również zaznaczyć, iż nie każde uzyskanie nowych kwalifikacji jest równoważne z odzyskaniem możliwości zarobkowania, bowiem w myśl wyroku Sądu Najwyższego z dnia 7 października 2003r. (II UK 79/2003, OSNP 2004/13, poz. 234) wykonywanie pracy na stanowisku specjalnie dostosowanym do możliwości pracownika nie może być traktowane jako uzyskanie nowych kwalifikacji i nie oznacza odzyskania zdolności do pracy. Taka wykładnia, dotycząca ustalania istnienia niezdolności do pracy, zgodna jest z treścią art. 13 ust. 4 ustawy o emeryturach i rentach mówiącym, iż zachowanie zdolności do pracy w warunkach określonych w przepisach o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych nie jest przeszkodą do orzeczenia całkowitej niezdolności do pracy. Analizując ten przepis i wyrok Sądu Najwyższego z 7 października 2003r., możemy stwierdzić, że takie zatrudnienie nie ma wpływu na częściową zdolność do pracy. [fot. Simon Gray, Zdjęcie przedstawia znak niepełnosprawności, podpis: Zdolność do pracy na przystosowanym stanowisku nie jest rozumiana jako podstawa odmowy przyznania orzeczenia o niezdolności do pracy] OKRES WAŻNOŚCI ORZECZENIA Podstawowe dwa elementy charakteryzujące istnienie niezdolności do pracy wpływają na ustalenie przez lekarza orzecznika przez jaki okres czasu dana niezdolność może ewentualnie istnieć. Co do zasady zgodnie z art. 13 ust. 2 ustawy o emeryturach i rentach niezdolność do pracy orzeka się na okres nie dłuższy niż pięć lat. Przy czym w myśl ust. 3 tego artykułu niezdolność do pracy orzeka się na okres dłuższy niż wymieniony, jeżeli według wiedzy medycznej nie ma rokowań odzyskania zdolności do pracy przed upływem tego okresu. Z praktyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a także sądów powszechnych wynika, iż obecnie raczej nie wydaje się orzeczeń na czas dłuższy niż dziesięć lat. Do rzadkości należą przypadki decyzji określających tylko i wyłącznie niezdolność do pracy na stałe, przyjmuje się bowiem, iż sama niezdolność do pracy pozbawiona dodatkowego elementu, jakim jest niezdolność do samodzielnej egzystencji jest okresową i mijającą z czasem przeszkodą w zwykłym wykonywaniu pracy. W przeciwnym przypadku, gdy stwierdza się istnienie również niezdolności do samodzielnej egzystencji wraz z niezdolnością do pracy, to zazwyczaj orzeczenie wydawane jest na stałe. W tym miejscu należy zaznaczyć, że niezdolność do samodzielnej egzystencji rozumiana jest zgodnie z art. 13 ust. 5 ustawy o emeryturach i rentach jako naruszenie sprawności organizmu w stopniu powodującym konieczność stałej lub długotrwałej opieki i pomocy innej osoby w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. [fot. Carlos E. Santa Maria, Zdjęcie przedstawia znak służący do oznakowania miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych] Na koniec warto podkreślić, że instytucja niezdolności do pracy mimo ustawowych definicji i bogatego dorobku judykatury i doktryny jest pojęciem nieostrym i w każdym konkretnym przypadku powinno być oceniane indywidualnie, bowiem przesłanki konieczne do przyznania statusu osoby niezdolnej do pracy są zredagowane przez ustawodawcę w ogólny sposób i pozwalają organowi rentowemu, a także sądom powszechnym na swobodną ocenę zgromadzonego materiału dowodowego w kontekście konkretnego stanu faktycznego. *** TRYB ODWOŁAWCZY W SPRAWACH ZDOLNOŚCI DO PRACY Można powiedzieć, że tok postępowania związany z wydawaniem przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych orzeczeń o niezdolności do pracy, a także, przewidziany przez przepisy prawa, tryb odwoławczy są szczególnymi procedurami administracyjnymi. Należy wskazać kilka elementów różniący ten tryb od ogólnych uregulowań, dotyczących postępowań przed organami administracji publicznej. Do najważniejszych różnic można zaliczyć w szczególności, przewidziany przez ustawę o emeryturach i rentach, tzw. sprzeciw od orzeczeń lekarza orzecznika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, formę wydawanych orzeczeń, a także kontrolę decyzji rentowych sprawowaną przez sądy cywilne. Niestety w tym miejscu należy dodać, że wspomniane różnice, a zwłaszcza sam sposób wydawania orzeczeń o niezdolności do pracy i wpływu tego aktu na uprawnienia rentowe, zostały uregulowane przez ustawodawcę niejasno, co sprawia, że w powszechnej, zgodnej opinii doktryny i zwykłych zainteresowanych procedura związana z ustalaniem niezdolności do pracy jest wyjątkowo skomplikowana. ETAPY POSTĘPOWANIA USTALAJĄCEGO NIEZDOLNOŚĆ DO PRACY W zasadzie całe postępowanie ustalające niezdolność do pracy można podzielić na dwa podstawowe etapy. Pierwszy rozpoczyna się z chwilą złożenia wniosku o wydanie orzeczenia i trwa, aż do wydania decyzji o przyznaniu lub nie świadczeń rentowych. Etap ten można nazwać administracyjnym, ponieważ, z wyjątkami wskazanymi w ustawie o emeryturach i rentach i wydanych do tej ustawy rozporządzeniach wykonawczych, stosuje się przepisy ustawy z dnia 14 czerwca 1960r. Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2000r. Nr 98, poz. 1071, z późniejszymi zmianami). Natomiast etap drugi, który rozpoczyna się z chwilą złożenia odwołania do właściwego sądu okręgowego – odmiennie niż to zostało przewidziane w zwykłym trybie kontroli sądowej aktów organów administracji publicznej – można nazwać cywilnym, ponieważ jest uregulowany przez ustawę z dnia 17 listopada 1964r. Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. Nr 43, poz. 296, z późniejszymi zmianami). Procedura ustalenia niezdolności do pracy, a co za tym idzie wydanie decyzji ustalającej prawo do świadczenia, nie rozpoczyna się, jakby się to wydawało, wnioskiem o wydanie orzeczenia ustalającego istnienie niezdolności do pracy, lecz odpowiednim pismem, wnioskiem o ustalenie prawa do konkretnego świadczenia, złożonym przez osobę zainteresowaną lub inną osobę uprawnioną np. przedstawiciela ustawowego. W celu uproszczenia i przyspieszenia całej procedury, w piśmie do właściwego organu rentowego powinno się, prócz danych osobowych ubiegającego się o oświadczenie, określić również rodzaj konkretnego świadczenia, a także dołączyć do wniosku całą dostępną dokumentację. Przy czym, jeśli jest to kolejny wniosek składany przez zainteresowanego w przeciągu np. kilku lat, to do pisma dołącza się tylko dokumentację zgromadzoną od czasu złożenia wcześniejszego wniosku. Niestety ze względu na wielość możliwych świadczeń, o które może wnioskować zainteresowana osoba, nie można wskazać wszystkich elementów, jakie powinno zawierać konkretne pismo rozpoczynające postępowanie. Dlatego, w celu uniknięcia błędów formalnych, należy w oddziale ZUS pobrać właściwy, przygotowany specjalnie przez ubezpieczyciela, formularz wniosku rozpoczynającego konkretną procedurę. Jak można zauważyć, takich inicjalizujących formularzy jest kilka, dlatego warto w przypadku wystąpienia jakiś wątpliwości poprosić o pomoc osobę odpowiedzialną za dane świadczenie. [fot. Zdjęcie przedstawia telefonistkę, podpis: W razie wątpliwości związanych z wyborem] Z tych samych powodów nie można jednoznacznie wskazać, co powinna zawierać dołączana do wniosku dokumentacja. W tym miejscu warto tylko podkreślić, iż czym żądanie zawarte we wniosku będzie szczegółowiej udokumentowane, tym istnieje większe prawdopodobieństwo przyznania wnioskowanego świadczenia. Dlatego warto do wniosku dołączyć dokumenty wskazane w między innymi w § 2 ust. 3 rozporządzenia Ministra Polityki Społecznej z dnia 14 grudnia 2004r. w sprawie orzekania o niezdolności do pracy (Dz. U. Nr 27, poz. 2711, z późniejszymi zmianami), tj. zaświadczenie o stanie zdrowia, wydane przez lekarza, pod którego opieką lekarską znajduje się osoba, w stosunku do której ma być wydane orzeczenie, wystawione nie wcześniej niż na miesiąc przed datą złożenia wniosku, a także dokumentację medyczną i rentową oraz inne dokumenty mające znaczenie dla wydania orzeczenia, czyli np. kartę badania profilaktycznych lub dokumentację rehabilitacji leczniczej czy zawodowej. W przypadku posiadania np. decyzji organu Państwowej Inspekcji Sanitarnej w sprawie stwierdzenia choroby zawodowej, albo dokumentu starosty ustalającego brak możliwości przekwalifikowania się, bardzo ważne jest dołączenie tych pism, z uwagi na związanie lekarza orzecznika treścią tych aktów. Po złożeniu wniosku do właściwego, ze względu na miejsce zameldowania, organu rentowego, ZUS inicjalizuje tryb gromadzenia całej dokumentacji, którą następnie przekazuje konkretnemu lekarzowi orzecznikowi, bowiem w myśl § 2 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia lekarz orzecznik wydaje orzeczenie na wniosek właściwej komórki organizacyjnej oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w sprawach świadczeń wypłacanych przez Zakład. Również na mocy pkt 2 podmioty w sprawach sobie właściwych mogą się zwrócić do ZUS o wydanie orzeczenia o niezdolności do pracy. Takim podmiotem może być np. zagraniczny ubezpieczyciel, który pragnie ustalić, czy dana osoba fizyczna ma prawo do jego świadczenia. Tutaj warto zaznaczyć, że inny uprawniony podmiot, o którym mowa w pkt 2, może się zwrócić o wydanie orzeczenia na wcześniejszy wniosek zainteresowanego lub z urzędu. Tryb wszczynania postępowania o przyznanie świadczeń z takich instytucji jest regulowany każdorazowo indywidualnie w odrębnych ustawach, rozporządzeniach, albo regulaminach wewnętrznych. [fot. sonya etchison, Zdjęcie przedstawia małego chłopca na wózku inwalidzkim] Po zakończeniu wstępnego etapu przygotowawczego, stosownie do treści § 3 ust. 1 rozporządzenia, oddział Zakładu w wyznaczonym terminie kieruje osobę, w stosunku do której ma być wydane orzeczenie, na badania przeprowadzane przez lekarza orzecznika, lekarza konsultanta, psychologa, na badania dodatkowe lub na obserwację szpitalną. Nadmienić trzeba, że redakcja przedstawionego przepisu budzi w dwóch miejscach duże wątpliwości. Pierwsza wątpliwość dotyczy sposobu powiadomienia osoby zainteresowanej o pierwszym badaniu, tzw. pierwszej komisji. W ust. 2 tego paragrafu wyjaśniono, że w razie niestawienia się osoby wezwanej na badanie lub obserwację bez uzasadnionych przyczyn, skierowania na badanie w nowo wyznaczonym terminie dokonuje się za zwrotnym poświadczeniem odbioru, informując o skutkach niestawiennictwa. Z zestawienia ust. 1 z ust. 2 wynika, że pierwsze wezwanie może być dokonane w dowolnej formie, niekoniecznie pisemnej. Niestety pozostawioną w rozporządzeniu możliwość nieścisłość ZUS, prawdopodobnie ze względu oszczędnościowych, wykorzystuje w ten sposób, iż powiadomienie o pierwszym terminie dokonuje się za pomocą zwykłego listu pocztowego. Dlatego nierzadko dochodzi do takiej sytuacji, że list powiadamiający o dacie komisji przychodzi już po terminie. Na szczęście po otrzymaniu takiej spóźnionej informacji można się zwrócić, również w dowolnej formie, w tym telefonicznie, do organu rentowego z prośbą o wyznaczenie drugiego terminu. Należy uznać otrzymanie informacji o wyznaczonym terminie badania po jego upływie, za przyczynę uzasadniającą przywrócenie terminu i ponowne skierowanie wnioskodawcy do odpowiedniego lekarza. Choć warto zauważyć, że udowodnienie tego faktu, bez pisemnego potwierdzenia osoby dostarczającej pocztę, jest w praktyce bardzo trudne. Na szczęście zazwyczaj sam fakt powiadomienia o takim zdarzeniu organu rentowego bez udowodnienia np. odpowiednim oświadczeniem poczty, uznaje się za uzasadnienie wyznaczenia drugiego terminu. [fot. Ana de Sousa, Zdjęcie przedstawia tablicę do badania ostrości wzroku, podpis: Osoba z wadą wzroku jest badania i oceniana pod kątem niezdolności do pracy przez ortopedę lub neurologa, a nie okulistę] Należy pamiętać, że w świetle § 3 ust. 4 rozporządzenia niezgłoszenie się na badania lub obserwację w nowo wyznaczonym terminie bez uzasadnionej przyczyny powoduje odstąpienie od dalszego postępowania w sprawie, co skutkuje niewydaniem orzeczenia i ustaleniem istnienia prawa do danego świadczenia. Dlatego warto, w przypadku niestawienia się na komisji w wyznaczonym terminie, usprawiedliwić swoją nieobecność. Warto również wiedzieć, że jeżeli stan zdrowia stwierdzony w zaświadczeniu lekarskim uniemożliwia osobiste zgłoszenie się na badanie, może ono być przeprowadzone w miejscu pobytu osoby, w stosunku do której ma być wydane orzeczenie, za jej zgodą (§ 3 ust. 3 rozporządzenia). Forma zgody na przeprowadzenie komisji w domu nie została określona, lecz dla celów dowodowych powinna być raczej sporządzona na piśmie i podpisana własnoręcznym podpisem osoby wnioskującej. Brak zgody na przeprowadzenie komisji w warunkach domowych, zgodnie z § 3 ust. 4 rozporządzenia, skutkuje odstąpieniem od dalszego postępowania w sprawie. Druga nieścisłość budząca kontrowersje, zawarta między innymi w § 3 ust. 1 rozporządzenia, dotyczy możliwości badania i wydawania orzeczeń przez lekarzy orzeczników, którzy nie specjalizują się w danej niepełnosprawności. Taka nieścisłość sprawia, iż w praktyce jest tak, że np. osoba z wadą wzroku jest badana i oceniana pod kontem niezdolności do pracy przez ortopedę lub neurologa, a nie okulistę. Należy przyznać, że ustawodawca przewidział taką konieczność i dlatego dał możliwość skierowania wnioskodawcy do odpowiedniego specjalisty, a nawet skierowania takiej osoby na obserwację w szpitalu. W § 4 ust. 3 rozporządzenia określono uprawnienia lekarza orzecznika. Zgodnie z tym przepisem, lekarz może uzupełnić dokumentację między innymi o opinię innego lekarza, albo psychologa oraz o wyniki badań. Jednak to uprawnienie lekarza, podobnie jak uprawnienie komórki ZUS, również nie jest obligatoryjne. Niestety, osoba wnioskująca o świadczenie nie może skutecznie domagać się przeprowadzenia badań i wydania opinii przez innego lekarza, który specjalizuje się w danej niesprawności. Na etapie postępowania przed sądem powszechnym, w przypadku, gdy w trakcie postępowania przed komisjami wnioskodawca nie był badany przez odpowiedniego lekarza, można podnieść zarzut nieprzeprowadzenia procedury w sposób dogłębny. W świetle art. 7 ustawy z dnia 14 czerwca 1960r. Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2000r. Nr 98, poz. 1071, z późniejszymi zmianami), w toku postępowania organy administracji publicznej stoją na straży praworządności i podejmują wszelkie kroki niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy i mają na względzie interes społeczny, a także słuszny interes obywateli. Z uwagi na przedstawioną generalną zasadę postępowania administracyjnego ZUS, a w szczególności lekarze wydający orzeczenia, powinni wnikliwie zbadać każdą sprawę. Ten obowiązek został potwierdzony w § 4 ust. 1 rozporządzenia, gdzie wskazano, że lekarz orzecznik wydaje orzeczenie na podstawie dokumentacji dołączonej do wniosku oraz po przeprowadzeniu bezpośredniego badania stanu zdrowia osoby, w stosunku do której ma być wydane orzeczenie. Wyjątek od tej zasady został określony w ust. 2 mówiącym, że orzeczenie może być wydane bez przeprowadzenia bezpośredniego badania lekarskiego, jeśli dołączona do wniosku dokumentacja jest wystarczająca do wydania orzeczenia. Przy czym wyjątek ten nie obejmuje lekarzy specjalistów, wydających opinie pomocnicze. W § 4 ust. 4 rozporządzenia wyraźnie wskazano, że opinie wydaje się po przeprowadzeniu bezpośredniego badania oraz po przeanalizowaniu całej dokumentacji, związanej ze sprawą. Kwestią otwartą pozostaje pytanie, czy lekarz orzecznik związany jest z treścią opinii lekarza specjalisty. W przepisach określających dokumenty wiążące w trakcie orzekania nie ma wprost wskazania na takie opinie, lecz odczytując w całości § 4 rozporządzenia wynika, że lekarz powinien jednak kierować się opinią innego lekarza konsultanta. Nieuwzględnienie zdania innego lekarza bez uzasadnionej przyczyny może stanowić podstawę do wniesienia sprzeciwu i odwołania. Podstawowym obowiązkiem lekarza orzecznika oraz komisji lekarskiej jest stwierdzenie istnienia niezdolności do pracy. W art. 14 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach wskazano szczegółowo, że lekarz ocenia niezdolność do pracy, jej trwałość oraz możliwość przekwalifikowania się. Dodatkowymi elementami są również: data powstania niezdolności do pracy (konieczna do ustalenia prawa np. do renty socjalnej), przewidywana długość niezdolności do pracy, a także celowość przekwalifikowania się. Gdy nie ma możliwości ustalenia konkretnej daty rozpoczęcia istnienia niezdolności, a można jedynie ustalić okres, w jakim taka niesprawność powstała, przyjmuje się, że z końcem tego okresu powstała niezdolność. W przypadku braku możliwości ustalenia daty i okresu powstania niezdolności do pracy, zakłada się, że powstała ona z chwilą wniesienia wniosku. Warto więc przedstawić lekarzowi orzecznikowi wszelkie dokumenty pomocne w ustaleniu niezdolności do pracy. SPRZECIW DO KOMISJI LEKARSKIEJ ZUS Po zakończeniu etapu przygotowawczego, poprzedzającego wydanie orzeczenia i po wydaniu samego orzeczenia przez lekarza orzecznika, stronie przysługuje prawo wniesienia sprzeciwu do komisji lekarskiej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Sprzeciw wnosi się w ciągu 14 dni od dnia doręczenia orzeczenia lekarza orzecznika, za pośrednictwem jednostki organizacyjnej Zakładu właściwej ze względu na miejsce zamieszkania osoby zainteresowanej. Niezachowanie terminu do wniesienia sprzeciwu skutkuje, zgodnie z treścią art. 14 ust 2C ustawy o emeryturach i rentach, nierozpatrzeniem sprzeciwu przez komisję lekarską. W uzasadnionych przypadkach ZUS na wniosek osoby zainteresowanej może przywrócić termin do wniesienia sprzeciwu, przy czym ważne jest, aby wraz z wniesieniem wniosku złożyć sam sprzeciw. ZARZUT WADLIWOŚCI Prócz strony wydane orzeczenie może zaskarżyć Prezes ZUS. Bowiem stosownie do treści art. 14 ust. 2D ustawy o emeryturach i rentach Prezes Zakładu, w terminie 14 dni od dnia wydania orzeczenia przez lekarza orzecznika, może zgłosić zarzut wadliwości orzeczenia i przekazać sprawę do rozpatrzenia komisji lekarskiej. O zgłoszeniu zarzutu wadliwości orzeczenia jednostka organizacyjna Zakładu niezwłocznie zawiadamia osobę zainteresowaną. Prawo wniesienia zarzutu wadliwości jest szczególnym uprawnieniem kontrolnym Prezesa ZUS, unormowanym w celu usunięcia z urzędu oczywistych, nieprawidłowych orzeczeń lekarza orzecznika. Skutek wniesienia zarzutów jest taki sam, jak wniesienie sprzeciwu przez zainteresowaną stronę. Komisja lekarska, rozpatrując sprzeciw lub zarzut wadliwości, dokonuje oceny niezdolności do pracy i jej stopnia oraz ustalenia wszystkich okoliczności, które miał obowiązek ustalić lekarz orzecznik. Warto podkreślić, że komisja lekarska ma takie same uprawnienia, jak lekarz orzecznik, a więc może skierować osobę zainteresowaną na dodatkowe badania, itp. Jednak z uwagi na kolegialność komisji, tj. trzyosobowy jej skład, decyzja ustalająca niezdolność do pracy zostaje podjęta większością głosów. Komisja lekarska, podobnie jak lekarz orzecznik, kończy postępowanie, wydając orzeczenie. [fot. Shchipkora Elena, Zdjęcie przedstawia osobę na wózku trzymającą dłoń stojącego obok mężczyzny] Zgodnie z art. 14 ust. 3 ustawy o emeryturach i rentach orzeczenie lekarza orzecznika, od którego nie wniesiono sprzeciwu lub co do którego nie zgłoszono zarzutu wadliwości, albo orzeczenie komisji lekarskiej, stanowi dla organu rentowego podstawę do wydania decyzji w sprawie świadczeń przewidzianych w ustawie, do których prawo jest uzależnione od stwierdzenia niezdolności do pracy oraz niezdolności do samodzielnej egzystencji. Warto pamiętać, że dotyczy to tylko ustalenia nowego prawa, za takie uznaje się również przyznanie na kolejne lata np. renty socjalnej. Ponieważ przedłużenie okresu jest tak naprawdę przyznaniem nowego świadczenia, w przypadku otrzymywania świadczenia okresowego w trakcie ubiegania się o przedłużenie, w przypadku wydania negatywnego orzeczenia przez lekarza orzecznika, stare świadczenie wygasa, a orzeczenie pierwszej instancji (lekarza orzecznika) jest traktowane, jakby posiadało rygor natychmiastowej wykonalności. Po zakończeniu postępowania ustalającego istnienie niezdolności do pracy i wydaniu orzeczenia poświadczającego ten fakt organ rentowy wydaje decyzję administracyjną, która stwierdza czy osoba zainteresowana ma prawo do wnioskowanego świadczenia. W zasadzie otrzymując decyzję odmawiającą świadczenie warto sprawdzić czy posiada ona wszystkie wymagane przez prawo elementy. Do najważniejszych elementów, zgodnie z art. 107 Kodeksu postępowania administracyjnego, zalicza się wskazanie organu administracji publicznej, rozstrzygnięcie faktyczne, podstawę prawną, datę wydania i oznaczenie strony. Warto również sprawdzić, czy akt został podpisany i posiada pouczenie o prawie wniesienia odwołania do sądu. Brak choć jednego elementu może być podstawą do wniesienia odwołania do sądu i np. stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej. [fot. Zsolt Nyulaszi, Zdjęcie przedstawia mężczyznę poddawanego badaniu lekarskiemu, podpis: Gdy od opinii lekarza orzecznika wniesiono sprzeciw, stan zdrowia wnioskodawcy musi ocenić komisja lekarska] ODWOŁANIE DO SĄDU POWSZECHNEGO Po wydaniu przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych decyzji administracyjnej, która przyznaje lub nie osobie zainteresowanej prawo do wnioskowanego świadczenia, kończy się pierwszy etap procedury. Jednak na tym nie kończy się całe postępowanie. Stronie niezadowolonej z wydanej decyzji przysługuje prawo wniesienia do sądu powszechnego odwołania od tego aktu. Zgodnie z art. 477[9] § 1 Kodeksu postępowania cywilnego odwołania od decyzji organów rentowych wnosi się na piśmie do organu, który wydał decyzję lub do protokołu sporządzonego przez ten organ, w terminie miesiąca od doręczenia odpisu decyzji. Z chwilą otrzymania decyzji i podpisania odbioru, a także z chwilą odebrania aktu w siedzibie organu, również za pisemnym potwierdzeniem, rozpoczyna się bieg terminu do wniesienia odwołania. W przypadku niedochowania terminu i wniesienia odwołania po jego upływie, zgodnie z § 3 tego artykułu, sąd może przyjąć sprawę w przypadku, gdy zwłoka nie jest nadmierna i nastąpiła z przyczyn od strony niezależnej W przeciwnym przypadku sąd zobowiązany jest odrzucić odwołanie i zakończyć postępowanie. Sąd odrzuca odwołanie, gdy skarżona jest decyzja wydana na podstawie orzeczenia lekarza orzecznika, od którego nie wniesiono sprzeciwu do komisji lekarskiej (art. 477[9] § 3[1] Kodeksu postępowania cywilnego). Jak już wskazano, odwołanie wnosi się za pośrednictwem organu rentowego, który wydał decyzję, na piśmie lub ustnie do protokołu. W art. 477[10] § 1 Kodeksu postępowania cywilnego wskazano, że pismo procesowe, w tym odwołanie, powinno zawierać oznaczenie zaskarżonej decyzji, określenie i zwięzłe uzasadnienie zarzutów i wniosków oraz podpis ubezpieczonego lub jego przedstawiciela ustawowego czy pełnomocnika. Za oznaczenie decyzji należy uznać wskazanie organu, który wydał akt, daty wydania oraz przypisanej do sprawy sygnatury nadanej przez ZUS. W tym miejscu należy zauważyć, że wszczynając tok postępowania, sąd nadaje własną sygnaturę sprawie, którą w dalszych pismach, w tym apelacji, należy bezwzględnie podawać. TOK POSTĘPOWANIA SĄDOWEGO Omawiając tok postępowania sądowego podkreślić należy, że w istotny sposób zwiększa szansę wygrania sprawy reprezentowanie strony przez zawodowego pełnomocnika tj. adwokata lub radcę prawnego. Ich fachowa wiedza pomoże stronie uchronić się przed błędami formalnymi, które mogą zaważyć na rozstrzygnięciu końcowym. Decydując się na pełnomocnika, należy z nim spisać pisemną umowę i w przypadku reprezentowania przez osobę, która dla strony nie jest najbliższą rodziną, trzeba opłacić pełnomocnictwo (17 złotych) we właściwym urzędzie gminnym. [fot. Yuri Arcurs, Zdjęcie przedstawia parę omawiającą dokumenty z prawnikiem, podpis: Wiedza radcy prawnego lub adwokata pomoże stronie uchronić się przed błędami formalnymi, które mogą zaważyć na rozstrzygnięciu] Po przyjęciu sprawy sąd zapoznaje się z dołączaną dokumentacją. Na tym etapie najczęściej wyznacza się biegłego lekarza sądowego, który wydaje opinie dołączaną do akt, bowiem w myśl wyroku Sądu Najwyższego z dnia 8 maja 2008r. (I UK 356/2007, OSNP 2009/17-18 poz. 238) ocena niezdolności do pracy, w zakresie dotyczącym naruszenia sprawności organizmu i wynikających stąd ograniczeń możliwości wykonywania pracy, wymaga z reguły wiadomości specjalnych (opinii biegłego z zakresu medycyny). Natomiast ostateczna ocena, czy ubezpieczony jest niezdolny do pracy musi uwzględniać także inne elementy, w tym zwłaszcza poziom kwalifikacji ubezpieczonego, możliwości zarobkowania w zakresie tych kwalifikacji, możliwość wykonywania dotychczasowej pracy lub podjęcia innej pracy oraz celowość przekwalifikowania zawodowego, biorąc pod uwagę rodzaj i charakter dotychczas wykonywanej pracy, poziom wykształcenia, wiek i predyspozycje psychofizyczne (art. 12 ust. 1 i 3 oraz art. 13 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach. Ocena ta ma charakter prawny i może jej dokonać wyłącznie sąd. Nieprzeprowadzenie odpowiednich badań przez biegłego sądowego, bez istotnego uzasadnienia, może stanowić podstawę wniesienia apelacji. Po przeanalizowaniu dokumentacji, wydaniu opinii przez biegłego, oraz po wysłuchaniu stron na wyznaczonej rozprawie sąd, zgodnie z treścią art. 477[14] § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, w razie uwzględnienia odwołania, zmienia zaskarżoną decyzję w całości lub w części i orzeka co do istoty sprawy. Natomiast w przeciwnym przypadku, jeżeli nie ma podstaw do jego uwzględnienia, sąd oddala odwołanie (art. 477[14] § 1 Kodeksu postępowania cywilnego. WNIESIENIE APELACJI Od wyroku sądu pierwszej instancji stronom, czyli osobie zainteresowanej i Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych przysługuje prawo wniesienia apelacji do sądu apelacyjnego, za pośrednictwem sądu okręgowego. W zasadzie termin do wniesienia apelacji upływa po 21 dniach od ogłoszenia przez sąd okręgowy wyroku, lecz może on zostać wydłużony z powodu wniesienia wniosku o uzasadnienie wyroku, który składa się w terminie do tygodnia od ogłoszenia wyroku. W takim przypadku, po otrzymaniu wyroku wraz z uzasadnieniem, rozpoczyna się bieg terminu dwutygodniowego do wniesienia apelacji. Dlatego warto po upływie 21 dni skontaktować się z odpowiednim sekretariatem sądu, podając sygnaturę sprawy. W ten sposób można dowiedzieć się, czy strona przeciwna złożyła wniosek o uzasadnienie i apelację, a co za tym sprawdzić, czy wyrok jest prawomocny. W przypadku, gdy strona decyduje się na wniesienie apelacji, wskazane jest wcześniejsze złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku. Ponieważ w ten sposób będzie można szczegółowo zapoznać się z podstawą prawną, a także oceną przez sąd materiału dowodowego, co pomoże lepiej przygotować apelację. Również uzasadnienie, dołączone do apelacji i przesłane przez sąd stronie przeciwnej, pozwoli jej na lepsze przygotowanie odpowiedzi. Prawo do odpowiedzi na apelację wskazane w art. 372 Kodeksu postępowania cywilnego, realizowane jest w terminie dwóch tygodni od doręczenia apelacji, poprzez wniesienie bezpośrednio do sądu drugiej instancji. Przy czym zarówno sama apelacja, jak i odpowiedź na apelację, powinny być w zasadzie sporządzane na piśmie i obowiązane są spełniać warunki formalne ustalone dla pism procesowych np. oznaczenie sądu, sygnatura akt wartość przedmiotu zaskarżenia, etc. Sąd drugiej instancji, po zapoznaniu się z materiałem dowodowym i po odbyciu rozprawy, na której strony nie muszą się stawić, wydaje wyrok. W przypadku oddalenia apelacji sprawa zostaje zamknięta i w zasadzie nie można jej ponownie rozpatrzyć. Istnieje co prawda prawo wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, lecz warunki formalne, jakie należy spełnić, w zdecydowany sposób ograniczają ten tryb nadzwyczajny. W przypadku uznania apelacji, sąd drugiej instancji może uchylić wyrok sądu pierwszej instancji i skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia. A także zgodnie z art. 477[14A] Kodeksu postępowania cywilnego ma prawo przekazać sprawę do rozpatrzenia przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. W takim przypadku sprawa jest rozpatrywana na nowo, lecz uwzględnia się wskazówki sądu apelacyjnego. Od ponownego wyroku sądu pierwszej instancji oraz decyzji ZUS stronie przysługują, przewidziane przez prawo, środki odwoławcze w postaci sprzeciwu, odwołania i apelacji. *Jarosław Świerz jest absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2007r. pracuje jako specjalista ds. prawa cywilnego i administracyjnego w kancelarii radców prawnych „R. Morawski, M. Wojdyło”. Prywatnie miłośnik gier planszowych, a także dobrej literatury. 79 Tyfloświat nr 4 (6) 2009 & Tyflopodcast [fot.FIRR, Logo tyflopodcastu] Kilka dni temu swoją działalność wznowił Tyflopodcast, pierwszy polski podcast przeznaczony dla osób niewidomych. Nowa strona internetowa, nowe audycje i nowa tematyka zachęcają do zapoznania się z tym niszowym projektem. Idea Tyflopodcastu zrodziła się w głowie Michała Dziwisza, gdy przeglądając zagraniczne strony internetowe natrafił na ciekawą witrynę www.blindcooltech.com. Na łamach tej strony, niewidomi dzielili się spostrzeżeniami na temat używanego sprzętu, oprogramowania, zamieszczali tam także poradniki dla początkujących i zaawansowanych użytkowników komputerów. Wszystkie publikacje przybierały formę podcastów, czyli słowno dźwiękowych prezentacji, publikowanych na stronie WWW. Kilka dni zajęło mu przesłuchanie niewielkiej części dorobku Internautów zza oceanu. Później przyszła myśl: A może by coś takiego zrobić na naszym, rodzimym podwórku? Od pomysłu do realizacji upłynęło kilka dni i powstał Tyflopodcast, czyli pierwszy polski podcast dla niewidomych, dostępny pod adresem www.tyflopodcast.net. Okazało się, że już po kilku dniach od momentu publikacji pierwszych odcinków pojawił się pozytywny oddźwięk ze strony niewidomych użytkowników komputerów, co więcej, zgłosili się pierwsi autorzy. Z dnia na dzień załoga Tyflopodcastu poszerzała tematykę audycji, nadal utrzymując się w kręgu tyfloinformatycznym. Po ponad roku takiej działalności, przyszedł czas na wielkie zmiany. Od 1 lipca br. Tyflopocast rozwija żagle pod banderą Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego, co zagwarantowało mu możliwość dalszego rozwoju i poszerzania działalności na polu edukacji tyfloinformatycznej. Dzięki współfinansowaniu projektu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, uzyskaliśmy lepsze zaplecze techniczne i infrastrukturę. Na stronie Tyflopodcastu regularnie zamieszczane będą audycje dotyczące wielu zagadnień związanych z wykorzystywaniem sprzętu elektronicznego, głównie przez osoby niewidome. Internauci znajdą tutaj m.in. informacje dotyczące rozwiązań firmy Apple, materiały instruktażowe dla początkujących i bardziej zaawansowanych użytkowników komputerów, testy sprzętu i oprogramowania, ciekawostki z zakresu rozwiązań na licencji GNU oraz wiele więcej… Serdecznie zapraszamy do słuchania, Redakcja Tyflopodcastu Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Zobacz nas w Internecie W portalu: * baza oprogramowania i sprzętu specjalistycznego, * informacje o producentach i dystrybutorach, * testy i opinie o produktach, * informacje prawne, * baza szkoleń dostosowanych do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku, * wydarzenia, konferencje, imprezy ... i wiele wiele innych informacji! [fot. FIRR, Screenery strony internetowej Tyfloświat.] Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych www.tyfloswiat.pl